Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Grzegorz Kapołka

Grzegorz Kapołka

Otwierając nieistniejącą wielką encyklopedię najlepszych polskich gitarzystów, moglibyśmy przeczytać, że pochodzący z Imielina na Śląsku Grzegorz Kapołka jest absolwentem Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach.

Uwadze nie umknęłyby nam zapewne takie fakty, jak współpraca z Grażyną Łobaszewską, Krystyną Prońko, Jarkiem Janusem, Ewą Urygą, Bronkiem Dużym, Jorgosem Skoliasem, Wojtkiem Staroniewiczem, Zbigniewem Jakubkiem, Krzysztofem Ścierańskim, Antymosem Apostolisem czy Jerzym Piotrowskim. Nasze oko przykułby także wpis o współpracy trwającej od 1985 roku z Irkiem Dudkiem i trwającej od 1999 roku z zespołem Golec uOrkiestra. Czy pochłonięci lekturą dopuścilibyśmy do głosu bohatera tego wywiadu? Spróbujmy - przed Wami... Grzegorz Kapołka!

Opowiedz nam, jak zaczęła się twoja gitarowa droga...


Zacząłem grać w wieku 11 lat pod wpływem impulsu - po prostu pewnego dnia poczułem, że jest to moim przeznaczeniem. Pierwsze doświadczenia to gra w amatorskim zespole szkolnym. Wtedy już złapałem bakcyla na dobre i powiedziałem sobie: tak, to jest to! No a potem, jak w życiu każdego muzyka, samodzielna praca i dużo różnych amatorskich zespołów. Przy czym nie używam tu przymiotnika "amatorski" w znaczeniu pejoratywnym - wszyscy ludzie, z którymi grałem, wkładali w to mnóstwo pracy i serca. Nie wszyscy jednak stali się zawodowcami. Ja miałem to szczęście dostać się na Wydział Muzyki Rozrywkowej i Jazzu w katowickiej Akademii Muzycznej. To właściwie skierowało moje życie na nowe tory i pozwoliło wkroczyć w świat profesjonalnych muzyków.


Pierwsza gitara i wzmacniacz?


Pierwszy instrument dostałem od mamy - pudło kupione w Katowicach w ówczesnej Centrali Handlu Przemysłu Muzycznego. Była to gitara za 615 zł z jedną przystawką, podłączana do radia, które było moim pierwszym pseudowzmacniaczem. Potem oczywiście było wiele różnych instrumentów...


Czy pamiętasz ten moment, w którym poczułeś, że w twojej karierze nastąpił przełom?


Tak, i to było właściwie jeszcze podczas studiów, kiedy to udzielałem się w wielu projektach, takich jak zespół z Marcinem Pospieszalskim czy uczelniany big-band. Potem w 1985 roku zacząłem grać z Irkiem Dudkiem i to była prawdziwa szkoła życia. Natomiast za punkt przełomowy w karierze uznałbym koncert z zespołem Young Power podczas Jazz Jamboree ’86, gdzie zagraliśmy przed Johnem Scofieldem.


Poznałeś wtedy "Sco" osobiście?


Oczywiście, że tak! To niezwykle sympatyczny i przychylnie nastawiony człowiek. Pozwolił mi pograć na swojej gitarze i pogadaliśmy trochę u niego w garderobie. Ale sam występ był już dla mnie niesamowitym przeżyciem. Nie mówię właściwie o Scofieldzie, bo jego występ po prostu wystrzelił mnie w kosmos. Mam na myśli swój własny występ - granie ze świadomością, że tuż obok jest gwiazda tego formatu.


Gdzie obecnie można usłyszeć Grzegorza Kapołkę?


Od ponad siedmiu lat gram z Golec uOrkiestrą. W przerwach realizuję swoje własne pomysły, takie jak wydana ostatnio płyta mojego zespołu Grzegorz Kapołka Trio "Blue Blues 3". Bardzo ważny jest też dla mnie wspólny projekt z Leszkiem Winderem. Najnowszym przedsięwzięciem jest Silesian Squad - jest to coś, co chodziło mi po głowie od bardzo dawna. Skrzyknąłem śląskich muzyków - Darka Ziółka (bas), Adama Otrębę (gitara) i Zbyszka Szczerbińskiego (perkusja) - z którymi razem tworzymy kwartet poruszający się również w kręgu bluesa. Nie ukrywam, że blues jest moim przeznaczeniem. Od tego nie da się uciec.


Wspomniałeś o płycie "Blue Blues 3", trzeciej pozycji w bluesowym cyklu. Na koncie masz jednak więcej płyt solowych...


Jest to trzecia i wydaje mi się ostatnia płyta tej trylogii. W solowym dorobku mam jeszcze płytę fusion "I’m Believing" i dwie płyty koncertowe. Co dalej? Rozmawiałem już z Ryśkiem Sygitowiczem o powołaniu do życia kwartetu. Mamy zamiar pograć w nieco innej stylistyce niż ta prezentowana w cyklu Blue Blues. Jednakże już na "trójce", przy okazji niektórych tematów, pojawiają się pierwsze znaki sygnalizujące kierunek, w jakim pójdziemy. Kręci mnie Bill Frisell, David Torn, i z przyjemnością pogram trochę takiej muzyki.


Przyznasz jednak, że "Blue Blues 3" nie jest stricte bluesowa. Jest tam nawet utwór "Chet"...


Tak, to oczywiście hołd dla Cheta Atkinsa. Genialny, fenomenalny gitarzysta, któremu świat muzyki wiele zawdzięcza. Ten utwór jest moim skromnym podziękowaniem za wszystko, czego dokonał. Płyta, wbrew tytułowi, jest rzeczywiście dość eklektyczna. To zbiór różnych gatunków i fascynacji muzycznych - od Wesa Montgomery’ego (utwór "Wes") do Joe Satrianiego (utwór "Satriani") - a cała płyta jest po prostu tak różnorodna i pełna barw, jak to, co robię w swoim życiu. Jedno wynika z drugiego.


Które utwory są ci najbliższe?


Myślę, że najbardziej emocjonalnie związany jestem z tymi, które napisałem dla swoich dzieci: "Amelin From Imielin" i "Blues For Allan". Pierwszy dla córki, a drugi dla syna.


Uwagę przyciąga projekt grafiki. Kto robił okładkę?


Jest to dzieło mojej koleżanki Haliny Wojtowicz, która cyfrowo poprzerabiała na potrzeby okładki swoje własne obrazy. Wyszło to niesamowicie i mnie również się to bardzo podoba.


Jakie jest twoje najmilsze wspomnienie ze sceny?


Dobrych momentów i wspaniałych wspomnień mam mnóstwo. Takim ostatnim jest bez wątpienia Rawa Blues, gdzie zagrałem ze swoim triem właściwie to, co chciałem, i tak, jak chciałem. Są takie momenty w życiu muzyka, kiedy właściwie gra się metr nad sceną, unosząc się niejako w jakimś niesamowitym zatraceniu i zapomnieniu. To są takie magiczne chwile, które obce są innym zawodom. Dla nich właśnie warto być muzykiem. Na tejże Rawie Blues występowała po nas Eden Brent, amerykańska wokalistka pochodząca z Missisipi, która obraca się w stylistyce boogie-woogie, bluesa, jazzu, gospel, soulu, a nawet popu, i została już uhonorowana wieloma nagrodami. Okazało się, że bardzo podobał się jej nasz występ i że bardzo intensywnie mnie szukała, aby mi pogratulować i porozmawiać ze mną. To było niezwykle miłe.


Czy to spotkanie zaowocowało czymś jeszcze?


Mamy w planach wspólną trasę. Jestem już po rozmowach z osobami, które mogłyby się w to zaangażować. Myślę więc, że zrealizujemy nasze zamierzenia i wkrótce razem pogramy.


W twojej grze pojawiają się elementy rocka, bluesa, jazzu, country, fusion... A jak sam postrzegasz swój styl?


Jeśli miałbym wymienić w jakiejś hierarchii to, co mi w duszy gra, to na samej górze byłby blues, tuż pod nim jazz, a nieco niżej country. W muzyce jest wiele różnych kolorów i bardzo mi się to podoba. Jestem wdzięczny Bogu za to, że istnieją te wszystkie style muzyczne, że jest rock, że jest też i metal - notabene, z całą masą rewelacyjnych muzyków i gitarzystów. Jednakże daleki jestem od wyznaczania sztywnych granic stylistycznych. Tak naprawdę czuję się przede wszystkim gitarzystą.


Twoim trademarkiem stał się żółty Ibanez. Co jest w tej gitarze wyjątkowego?


Zacznijmy od tego, że miałem wiele gitar najróżniejszych marek i modeli. Liczyłem nawet ostatnio i wyszło, że było ich grubo ponad 60. Ale wracam zawsze do tej jednej gitary i czuję się wtedy jak w domu. To jest model sygnowany przez Franka Gambale, nosi symbol FGM100 i jest ulepszoną wersją modelu S. Są tu znakomite pickupy DiMarzio i lepsze drewno niż w zwykłych seriach. Szczerze mówiąc, obecnie mam trzy Ibanezy FGM100, a było ich około ośmiu i zostawiłem tylko te trzy egzemplarze. Okazuje się, że nie tylko modele FGM200 i FGM300 różnią się między sobą, ale też FGM100 mogą zupełnie różnie grać. Wiadomo, że elektronika jest w nich taka sama lub bardzo podobna, natomiast drewno i jego ułożenie słojów, gęstość, a co za tym idzie właściwości akustyczne - są niepowtarzalne. Poza tym są to obecnie dość rzadkie, bo już nieprodukowane instrumenty. Frank Gambale odszedł od Ibaneza, podobnie jak John Petrucci czy Scott Henderson, ponieważ polityka firmy wyraźnie się zmieniła.


Á propos modelu FGM - miałeś okazję zagrać z Frankiem?


Nagraliśmy kiedyś płytę fusion ("Mr DJ") wspólnie z moim serdecznym kolegą Darkiem Janusem, gdzie zagrał między innymi Grzesiu Skawiński, Piotr Wojtasik i Janusz Skowron, czyli śmietanka polskich muzyków, ale prawdziwymi rodzynkami tej płyty byli zagraniczni goście: Frank Gambale i Robin Eubanks. Wtedy to właśnie udało mi się zagrać w jednym utworze razem z Frankiem. Spotkaliśmy się zresztą później, kiedy grał trasę z Krzysiem Zawadzkim. Jako ciekawostkę powiem, że rozmawialiśmy głównie po włosku, bo będąc z pochodzenia Włochem, Frank mówi świetnie w tym języku. Przemiły człowiek.


Co jeszcze znajduje się w twoim arsenale?


Oprócz wymienionych wcześniej gitar mam Ibaneza AS200, identycznego z tym, na którym gra Scofield - to przepiękny instrument z lat 80. Mam też jazzowego Ibaneza FG100, akustyki Takamine oraz Ovation, Guilda D-40, parę Godinów (Multiaca Nylon i Jazz), Music Many sygnowane przez Petrucciego i Lukathera. Jak już wspomniałem, najczęściej jednak sięgam po mojego żółtego Ibaneza, do którego mam wielki sentyment.


Do czego podpinasz swoje gitary?


Od lat gram na Randallach. Obecnie mam trzy wzmacniacze tej marki z serii RG75 i RG200. Tego drugiego używam głównie, grając z Golec uOrkiestrą. Bardzo skuteczny i potężnie brzmiący amp z głośnikami 12-calowymi. Gitary akustyczne podpinam do wzmacniacza AER Compact 60. Fenomenalny sprzęt, pięknie brzmiący i wytrzymały, co jest bardzo ważną cechą, jeśli wozisz swój sprzęt w trasy. Dwa razy zdarzyło się, że nieostrożny akustyk zrzucił go z wysokości dwóch metrów na kamienną posadzkę i piecyk nadal działa bez zarzutu. Mam również dwa combo Yamahy z lat 80. (seria G2) skonfigurowane ze starym Korgiem A2 - oba urządzenia tranzystorowe, świetnie więc ze sobą współgrają. Obecnie chcę jeszcze poeksperymentować z lampowymi wzmacniaczami Budda.


Jakie masz preferencje co do kostek i strun?


Kostki wyłącznie marki Fender lub Peavey o grubości medium. Struny to od lat Ernie Ball Super Slinky w rozmiarze .009-.042" - fenomenalne struny. Próbowałem naprawdę wszystkiego łącznie z tymi wszystkimi wynalazkami wykorzystującymi kosmiczne technologie, ale nic nie jest w stanie pobić strun Ernie Ball.


W jaki sposób ćwiczy Grzegorz Kapołka?


Właściwie coraz mniej ćwiczę, bo mnóstwo czasu zabiera mi koncertowanie i inne sprawy. Jeśli już jednak ćwiczę, to najczęściej wybieram sobie jakieś wprawki oparte na interwałach (przeważnie są to tercje) lub chromatyce. Chodzi mi głównie o to, by rozegrać lewą i prawą rękę. Jeśli mam więcej czasu, to bardzo lubię pograć sobie z podkładami lub pokombinować i stworzyć coś nowego. Jeśli wychodzi z tego coś ciekawego, to staram się to od razu zapisać.


W improwizacjach polegasz bardziej na teorii czy na intuicji?


W bluesie głównie na intuicji, bo to środowisko jest dość łatwe, ale jeśli mam do czynienia z jakąś bardziej złożoną progresją akordów, to muszę ją sobie wcześniej przeanalizować. Mistrzowie formatu Franka Gambale czy Hendersona odnajdują się w tym zapewne po pierwszym strzale. Ja muszę sobie to przetrawić, osłuchać się i uwewnętrznić.


Czy twoim zdaniem czytanie nut a vista jest niezbędne w pracy muzyka?


Czy niezbędne, to nie wiem, ale na pewno przydatne. Uważam, że nie ma złych dróg. Często ludzie na jednej szali kładą muzyczną edukację, a na drugiej spontaniczność i intuicję. Jeśli miałbym wybierać między byciem samoukiem lub nie byciem nim, to wybrałbym tę drugą opcję. Szkoła i świadomość ułatwiają wiele rzeczy. Wszystko da się oczywiście osiągnąć inaczej, można pójść inną drogą, ale zwykle okazuje się ona dłuższa i dużo trudniejsza. Nie ma sensu wyważanie otwartych drzwi.


Jakiej rady mógłbyś udzielić Czytelnikom "Gitarzysty"?


Nie rezygnujcie z grania, jeśli przychodzą momenty zwątpienia, nie poddawajcie się zbyt łatwo, bo gitara jest niesamowitym wyróżnieniem i darem. Po prostu idźcie dalej tą drogą, nie oglądając się za siebie.


Krzysztof Inglik
The Devil Strikes Again Rage

Giganci niemieckiego heavy powracają z nowym krążkiem, w mocno odświeżonym składzie.

Gramy dalej

8 /10
Oneiric Big Jesus

Niezwykle konsekwentny i spójny kolaż gatunków zaserwowała czwórka muzyków z Atlanty podpisująca się nazwą Big Jesus. Przy okazji zabrała...Gramy dalej

5 /10
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Intruder
Gatunek: New wave
Against the Grain
Gatunek: Southern rock
Zobacz wszystkie