Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Bruce Kulick (Kiss)

Bruce Kulick (Kiss)

Ten muzyk znany jest głównie z tego, że przez dwanaście lat pełnił funkcję gitarzysty solowego w amerykańskiej grupie KISS. I gdyby nie reaktywacja zespołu w oryginalnym składzie, grałby w tej grupie z pewnością do dziś.

Paradoksalnie, mimo że był w zespole dłużej niż oryginalny gitarzysta Ace Frehley, zawsze określany był jako ten "nowy" i niestety traktowany trochę po macoszemu. Bruce trafił do KISS w wyniku protekcji swojego brata Boba, także gitarzysty. Złośliwi twierdzą, że to Bob Kulick bardzo chciał dostać tę robotę, jednak brak włosów na czaszce zdyskwalifikował jego kandydaturę. No cóż... są zespoły, w których oprócz umiejętności liczy się także wygląd zewnętrzny. Przed dołączeniem do KISS Bruce Kulick pracował jako muzyk sesyjny, współpracując z takimi wykonawcami, jak Meat Loaf, The Good Rats czy Michael Bolton. Z tym ostatnim zarejestrował dwa albumy firmowane nazwą grupy Blackjack, zupełnie nieznane w Europie. Na pierwszym tournée z KISS Bruce początkowo występował w roli gitarzysty rezerwowego, zastępując na koncertach niedysponowanego Marka Nortona (znanego w KISS pod pseudonimem Mark St. John). W grudniu 1984, na kilka dni przed zarejestrowaniem swojego pierwszego koncertu dla MTV, zespół podjął decyzję, aby przyjąć Bruce’a na stałe w swoje szeregi, co automatycznie wiązało się z dymisją Marka St. Johna. Kulick szybko zadomowił się w kapeli i nagrał z nią kolejne płyty. Ponieważ grupa KISS na przełomie lat 80. i 90. chciała być muzycznie na czasie, przez to jej albumy z tego okresu są, delikatnie mówiąc, zróżnicowane stylistycznie. Zróżnicowany jest także prezentowany na nich styl gry samego Bruce’a - jego styl gry ewoluuje, a poprzez modne w owym czasie (za sprawą Eddiego Van Halena) intensywne wykorzystywanie tappingu zbliża się do bardziej tradycyjnych rockowych klimatów.

Na początku lat 90., gdy granie solówek z prędkością światła nie było już mile widziane, KISS nagrał album "Revenge". Materiał ten jest przez wielu krytyków uważany za jedną z najlepszych płyt w ich dorobku. Fundamentem tej płyty są partie gitar w przeważającej większości zaaranżowane przez Bruce’a. Stylistycznie niewiele to ma wspólnego ze starym KISS. Tylko charakterystyczne barwy głosu Stanleya i Simmonsa oraz ich wielki talent do układania ciekawych melodii powodują, że słuchacz wie, z jakim zespołem ma do czynienia. W 1995 roku zespół nagrał kolejny album, w którym jeszcze bardziej oddalił się od swoich muzycznych korzeni. Słychać na nim wyraźnie echa takich popularnych wówczas kapel, jak Alice In Chains czy Soundgarden. Podczas nagrywania tego materiału Kulick powoli przejął rolę artystycznego lidera w grupie. Jest współautorem dziewięciu na dwanaście kompozycji z tej płyty, co było raczej ewenementem, gdyż dotychczas duet Stanley i Simmons, niczym spółka Lennon i McCartney, niespecjalnie chcieli dzielić się tantiemami. Dano mu także zaśpiewać jedną z autorskich kompozycji, co akurat nie było zbyt szczęśliwym posunięciem. Bruce wokalistą jest raczej przeciętnym, natomiast jeśli chodzi o grę na gitarze, to na tej płycie osiągnął apogeum swoich możliwości. Nie wiadomo, jak potoczyłaby się historia zespołu, gdyby nie koncert dla MTV z cyklu "Unplugged". Po tym występie grupa zdecydowała się powrócić do swojego oryginalnego składu i charakterystycznego image’u. Z komercyjnego punktu widzenia był to strzał w dziesiątkę, lecz niestety w wyniku tej decyzji Bruce Kulick musiał opuścić zespół. Wspomniany materiał, zrealizowany w 1995 roku, ujrzał światło dzienne jako "Carnival Of Souls" dopiero w 1997 roku i przeszedł praktycznie bez echa.

Po opuszczeniu KISS Bruce nawiązał współpracę z Johnem Corabim, byłym wokalistą Mötley Crüe, który wskutek powrotu do zespołu oryginalnego wokalisty Vince’a Neila znalazł się w podobnej sytuacji. Razem założyli Union, z którym nagrali trzy płyty. Wspólnie z Johnem Corabim Bruce uczestniczył w solowym projekcie Erica Singera (perkusisty KISS) i Alice’a Coopera w coverbandzie ESP (Eric Singer Project). W międzyczasie dostał propozycję od bardzo popularnego na rynku amerykańskim zespołu Grand Funk Railroad, z której skorzystał, zastępując tam Marka Farnera. Zespół ten obecnie ograniczył działalność do kilkunastu koncertów rocznie, tak że praca w nim nie jest zbyt absorbująca i Bruce z powodzeniem realizuje również swoje pomysły, wydając solowe albumy. Jego najnowsza produkcja ukazała się na początku lutego bieżącego roku i nosi niezbyt wyszukany tytuł "BK3". Uczestniczył także w sesjach do kompilacji z cyklu "Tribute Of...". Na tego typu płytach jego nazwisko można znaleźć na ponad piętnastu pozycjach.

Warto także wspomnieć, że Kulick był inicjatorem oraz producentem pośmiertnie wydanego albumu zmarłego na raka perkusisty KISS Erica Carra. Wydawnictwo to nosi tytuł "Rockology" i stanowi zbiór nagrań demo, których autorem był Eric. Bruce pozwolił sobie dograć brakujące partie instrumentów i zrealizować całość. Dochód ze sprzedaży tej płyty przeznaczony jest na fundację zajmującą się walką z rakiem. Ponieważ w dalszym ciągu utrzymuje przyjacielskie stosunki z leaderami KISS, zapraszany jest do uczestnictwa w ich solowych projektach. Pracował przy płycie Gene’a Simmonsa o wdzięcznej nazwie "Asshole", a także nagrał i zaaranżował kilka partii gitary basowej na płycie Paula Stanleya "Live To Win".

Bruce jest także dobrym basistą. Swoje umiejętności gry na tym instrumencie zaprezentował już w czasach KISS, gdzie niekiedy nagrywał partie basu. Basistą był również w kilku kompozycjach podczas sesji do pierwszego albumu ESP "Lost In Space". Można śmiało powiedzieć, że Kulick jest aktywnym i dosyć zapracowanym muzykiem. Umiejętnie też odcina kupony sławy, którą zawdzięcza głównie grze w KISS, biorąc udział w różnych spotkaniach z fanami tego zespołu i chętnie odpowiadając na ich pytania, demonstrując na gitarze różne zagrywki.

Od tego pytania zaczyna się pewnie każdy wywiad z tobą, ale ja też je zadam. Jak rozpocząłeś współpracę z KISS?


No nie, pierwszy raz to słyszę! (śmiech). Jak pewnie wiesz, mój brat był w bardzo dobrych relacjach z Paulem Stanleyem (starszy brat Bruce’a, Bob, był jednym z kandydatów na gitarzystę, kiedy formował się pierwszy skład KISS. Praktycznie był już w zespole, jednak na ostatniej prostej wyeliminował go Ace Frehley, który mimo dość późnego pojawienia się na przesłuchaniu wywarł jednak najlepsze wrażenia na Simmonsie i Stanleyu. Bob współpracował w późniejszych czasach z zespołem KISS i nagrał swoje partie gitar na albumach "Alive II", "Unmasked" i "Killers" - przyp. WM). Paula i resztę zespołu poznałem chyba w 1978. Utrzymywaliśmy dość sporadyczny kontakt. Przy sesji do płyty "Animalize" Paul nie był zadowolony z niektórych partii Marka, który już wtedy niedomagał. Zadzwonił do mnie i spytał, czy nie nagrałbym kilku partii gitary. Dograłem kilka taktów na koniec "Murder In The High-Hells" oraz solówkę w "Lonely Is The Hunter". Paul był zadowolony z efektu mojej pracy i na koniec sesji powiedział mi, abym nie ścinał włosów. Na dwa tygodnie przed europejską trasą otrzymałem telefon z propozycją zastąpienia Marka na tournée. Mieli już zabukowane terminy, nie chcieli ich przesuwać, a Mark w dalszym ciągu niedomagał (cierpiał na tzw. syndrom Reitera, odmianę artretyzmu - przyp. WM). Pomyślałem sobie, że to będzie bardzo ekscytujące (a poza tym fajnie zapisze się później w moim życiorysie), więc natychmiast się zgodziłem. Mark dostał jeszcze jedną szansę podczas amerykańskiej części trasy. Zagrał kilka koncertów (dokładnie dwa i pół), ale w efekcie zwolnili go i zatrudnili mnie. To było do przewidzenia, bo przez te kilka tygodni w trasie miałem już obycie z zespołem, a to dawało mi przewagę nad innymi kandydatami.


Czy to prawda, że próbowałeś dostać się do zespołu KISS już po odejściu z niego Ace’a Frehleya w 1982 roku?


Oczywiście, że próbowałem. Wiem, że wielu gitarzystów starało się o tę posadę, ale ja wtedy nie dostałem się nawet na przesłuchanie. Wybrali Vinniego Vincenta, który pracował z nimi już przy nagrywaniu "Creatures On The Night" (wtedy formalnie w składzie zespołu był jeszcze Ace Frehley - przyp. WM).


Jaki był twój pierwszy album KISS, który usłyszałeś?


To był krążek "Destroyer", który dostałem oczywiście od Boba. Zwróciłem uwagę na rozpoczynające płytę intro z tą kraksą samochodową. Ciekawe też było brzmienie gitar. Bob Ezrin ma charakterystyczny sposób rejestrowania partii gitarowych. Myślę, że to była przełomowa płyta w ich karierze.


Obecnie grasz w Grand Funk Railroad. Jaka jest różnica w graniu w obu tych zespołach?


Nie wiem, może to kwestia tego, że teraz są inne czasy. Ale w Grand Funk Railroad czuję, że mam więcej swobody niż w KISS. Wszystkie utwory mogę grać po swojemu, chociaż nie ingeruję w oryginalne riffy Marka. W KISS Gene i Paul sugerowali mi, abym trzymał się oryginalnych partii solowych, chociaż to wcale nie oznaczało, że nie mogłem wnieść niczego od siebie. Ale jeśli już to robiłem, to starałem się zachować oryginalny szkielet solówki.


Widziałem cię grającego na wielu modelach gitar. Jakie instrumenty preferujesz?


Choć najczęściej grywam na kilku modelach ESP (M1, M2, Snapper i Horizon), a za czasów KISS także na modelach Explorer Custom i Flying V Custom, to jestem zwolennikiem instrumentu Gibson Les Paul Standard z 1959 roku. To idealny instrument dla mnie. Nie posiadam oryginalnego modelu z tego okresu, tylko replikę wykonaną w późniejszych latach. Repliki są nawet dla mnie wygodniejsze z uwagi na to, że mają odrobinę węższą szyjkę. Jak widzisz, ja także jestem tradycjonalistą.


A co z sygnowanym przez ciebie modelem ESP Viper?


Też z niego korzystam, tylko - jak wiesz - ta gitara nie posiada mostka tremolo, a ostatnio znowu zacząłem częściej je wykorzystywać podczas gry.


Na kilku klubowych koncertach widziałem, że używasz sporo różnych efektów. Co to za kostki?


To nic specjalnego, są to seryjne efekty, które można kupić w sklepach. Na koncertach z Grand Funk Railroad też korzystam z tych samych urządzeń, z tą jednak różnicą, że tam rozkłada mi je techniczny. Moje efekty to: Boss SD-1 Super OverDrive, Dunlop Crybaby Classic Wah, Boss DM-2 Delay (analogowy) i Ibanez CS9 Stereo Chorus. Całość uzupełnia Boss TU-12H Chromatic Tuner.


A wzmacniacz?


Jeśli gramy klubową trasę (taką jak teraz), to w riderze mam zagwarantowane, że na scenie korzystam z Marshalla JCM900 lub JCM2000 podpiętego do standardowej kolumny z czterema 12-calowymi głośnikami.


W 1998 roku podczas KISS Expo w Bremen pokazałeś mi całkiem pokaźną kolekcję kostek do gry. Czy nadal je zbierasz?


W dalszym ciągu je kolekcjonuję, tylko coraz trudniej jest zdobyć jakiś oryginalny egzemplarz. W sumie to takie nieszkodliwe hobby... (Bruce ma wielki klaser dla numizmatyków wypełniony w całości sygnowanymi kostkami z różnych okresów działalności KISS - przyp. WM).


KISS jest zespołem, który przywiązuje ogromną wagę do gadżetów. Na każdej trasie mieliście po kilka rodzajów kostek, ale ty chyba grasz innymi. Dlaczego?


Tak, w moim przypadku to tylko pamiątki, które rzucałem ze sceny. Jednak tak naprawdę to zawsze gram na kostkach Dunlop Nylon o grubości 0,73mm. Po prostu przyzwyczaiłem się do nich.


Jakich używasz strun?


Gram na strunach firmy SIT, przeważnie na komplecie od .009" do .046".


Czy w momencie, kiedy Ace Frehley opuścił po raz drugi zespół w 2002 roku, Gene i Paul nie zaproponowali ci znowu ponownie współpracy?


W tym czasie już miałem posadę w Grand Funk Railroad, byłem zaangażowany w wielu innych projektach, a Tommy (Tommy Thayer, obecny gitarzysta KISS - przyp. WM) był już dublerem Ace’a wcześniej. W latach 90. Tommy radził sobie bardzo dobrze jako "Ace" w kilku coverbandach. Pracował przy KISS Conventions, a także przed Reunion Tour w 1996 roku na próbach przypominał Frehleyowi jego własne riffy. Nie wiem, czy wiesz, ale on kilka razy zastępował Ace’a na koncertach. Były też takie sytuacje, że czekał w pełnym rynsztunku przygotowany, aby zagrać koncert, bo nie wiadomo było, czy Ace zdecyduje się wyjść na scenę. Tak było na występie podczas ceremonii zamknięcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Salt Lake City w 2002 roku, kiedy to Ace pojawił się w ostatniej chwili. Tak więc Tommy był już wdrożony w tę rolę i dawał sobie świetnie radę. W pewnym momencie, kiedy Ace definitywnie zrezygnował, naturalne było to, że go zatrudnili. A ja nie wiem, czy potrafiłbym wcielić się w postać Spacemana tak jak Tommy. A wiadomo, że KISS w maskach dla promotorów koncertowych jest bardziej atrakcyjny. To nie miało nic wspólnego z naszymi relacjami ani umiejętnościami muzycznymi. Taka decyzja była wygodniejsza dla nich i dla mnie, ponieważ nie musiałem zrezygnować z wielu innych projektów. A poza tym zawsze należy liczyć się z taką ewentualnością, że Ace zmieni zdanie i zapragnie wrócić do KISS. Bez względu na to, co teraz mówi Gene i Paul, oni przyjmą go z otwartymi rękami.


Czy kiedykolwiek próbowałeś wcielić się w Ace’a Frehleya, robić jego make-up i przywdziać kostium?


Tak, kiedyś w domu to zrobiłem ot tak po prostu dla jaj (śmiech). Stanąłem przed lustrem i powiem ci, że nie wyglądało to najlepiej. Nie wyobrażam sobie siebie w tym stroju... nie, to nie dla mnie.


I ostatnie pytanie. A gdyby jednak zaproponowano ci granie w KISS, jaki wybrałbyś sobie image. Kogo byś kreował?


Hmm... Przebrałbym się za psa, ponieważ uwielbiam zwierzęta, a zwłaszcza psy (śmiech).


Wojciech Maciejewski
Bad Vibrations A Day To Remember

Amerykanie zbyt długo kazali czekać na swój nowy album.

Gramy dalej

8 /10
The Devil Strikes Again Rage

Giganci niemieckiego heavy powracają z nowym krążkiem, w mocno odświeżonym składzie.

Gramy dalej

8 /10
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Intruder
Gatunek: New wave
Zobacz wszystkie