Ludzie nazywają to muzycznym biznesem, ponieważ zgaduję, że gdzieś ktoś ma za to płacone - to na pewno nie dotyczy artystów, tego jestem pewien. Artysta musi sprzedać statek swoich płyt żeby zobaczyć za to kilka groszy. To samo się tyczy gwiazd pop. Kiedy dana wytwórnia zainwestuje w ciebie pokrywając budżet albumu, nagranie klipu, promocję i wsparcie trasy, z czym w tym momencie zostajesz? Musisz liczyć, że są gdzieś tam lojalni fani, którzy czekają by móc cię zobaczyć na żywo albo po prostu nie przetrwasz. To jest czysta prawda. Obecnie jest całkiem inny czas niż wtedy gdy my zaczynaliśmy. To jest brutalny świat dla wielu nowych zespołów i nie zazdroszczę im. Pomimo, że dziś jest zdecydowanie łatwiej by pokazać swoją muzykę światu, przede wszystkim poprzez sieć, to coraz trudniej jest znaleźć coś wartościowego w tym worku pełnym śmieci, ponieważ każdy może założyć sobie stronę na Myspace czy na Facebooku. I jeśli będziesz mieć wystarczająco dużo szczęścia by podpisać kontrakt płytowy, większość wytwórni zażąda od ciebie części praw do sprzedaży twojego wizerunku i wszelkiej maści gadżetów. Czasami mocno mnie zastanawia jak niektóre zespoły, które nie mają z grania aż takich profitów i często ledwo wiążą koniec z końcem, potrafią i robią to na pełnym etacie. Jest w tym zapewne wiele poświęceń.