Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Jordan Cullen (Few Words For Comfort)

Jordan Cullen (Few Words For Comfort)

Możecie kraść ich muzykę, bo na to pozwalają. Nic dziwnego, bo przecież czy sama możliwość grania dla Was i pokaźna liczba groupies to za mało do szczęścia? Rozmawiamy z liderem grupy Few Words For Comfort.

Cześć Jordan! Widzę, że wczoraj ostro pobalowałeś. Nie jesteś jedyny. Dasz radę pogadać?


Jasne. Zwarty i gotowy (śmiech).


Na początku chciałbym Ci pogratulować całkiem udanej EPki. Niestety standardowo niedostępnej w Polsce. Są jakieś perspektywy na to by ten materiał ukazał się na Starym Kontynencie?


Generalnie dystrybucją naszej EPki w Stanach zajmuje się firma TuneCore, a międzynarodowa powinna się wkrótce odbyć przez internetowe serwisy takie jak iTunes, Zune, Amazon i kilka innych. Faktycznie, prawdopodobnie iTunes jeszcze nie będzie jej miał w swej ofercie w Europie - ale jak mniemam wkrótce. Jeżeli jednak ktokolwiek z czytelników Gitarzysty będzie chciał zakupić naszą płytę niech śmiało do nas pisze, a zwłaszcza niech odwiedzi nasz sklep internetowy http://fewwordsforcomfort.bigcartel.com, a z pewnością wyślemy do Ciebie przesyłkę. Ale szczerze, jeżeli możecie, ściągajcie ją z netu. Chcemy tylko by nasza muzyka dotarła w jak najwięcej miejsc i do jak największej rzeszy ludzi. Kiedy przyjedziemy do Europy, wystarczy że kupicie album.


Miło to słyszeć. iTunes to prawdopodobnie najbardziej użyteczne "narzędzie" do dystrybucji muzyki na całym świecie, aczkolwiek to wciąż nie to samo co kontrakt z wytwórnią płytową. Zastanawiam się jak to jest możliwe, że w Stanach istnieje tyle zespołów bez kontraktów a ciągle są w trasach, dobrze się bawią, poznają nowe panienki, a co istotne mają i sprzedają całe tony merchandise a wszystko to tuż po wydaniu demo/EPki. Popatrz choćby na Chelsea Grin zanim podpisali deal z Artery Records.


Masz rację. Na dzień dzisiejszy jest wiele ciężko pracujących zespołów. Szczerze, to jest niesamowicie fascynujące jak bardzo my, oni - nieistotne staramy się wybić. Wszystko co zarobimy wkładamy w zespół. Mój zespół jest jak to mawiają "D.I.Y."' - czyli zrób to sam. Staramy się brnąć do przodu, nie jest łatwo, ale przynosi to satysfakcję, wszystko na własną rękę. Jakieś tam uznanie mamy, aczkolwiek wiesz, wciąż czekamy na to by zgłosiła się do nas jakaś wytwórnia. Fajnie byłoby trafić pod czyjeś skrzydła. Kochamy wszystko co robimy, a przede wszystkim kochamy ten zespół, to, że mamy możliwość wspólnie tworzyć muzykę. To ciężki biznes, ale jak to w każdym biznesie trzeba na start sporo wyłożyć. Zresztą, wiesz o tym, prawda? (śmiech) Nienawidzę nazywać grania mianem biznesu, no ale niestety tak to wygląda. Co prawda jest przy tym wszystkim sporo zabawy (czasem nawet za dużo), ale przede wszystkim to naprawdę ciężka praca.


Powinniście przyjechać do wschodniej europy by w mieć wgląd na to jak tutaj wygląda działanie na własną rękę. Stara maksyma "zrób to sam" jest wciąż aktualna, głównie, co Cię pewnie nie zdziwi, w środowiskach hardcore/punk. Niezależnie czy to małe agencje koncertowe, zespoły czy wreszcie dzieciaki, które robią koncerty a przede wszystkim na nie chodzą. Dla przykładu w Polsce nie mamy zbyt wielu wytwórni płytowych. A zwłaszcza takich, które skupiałyby zespoły z nurtów około hardcore'owych. Polska, jak zresztą wiesz, słynie głównie z death i black metalu, i takie też są upodobania wytwórni - ot, czasem jedynie jako niespodzianka podpisuje się kontrakt z kimś indie. Swoją drogą, nie żebyśmy nie mieli żadnych ciekawych zespołów grających deathcore, bo wręcz przeciwnie metalcore'owo/deathcore'owych załóg jest całkiem sporo - ale nie mają możliwości się wybić. Właściwie to prawdę mówiąc z góry skazane są na porażkę. Nazwałeś to biznesem. Więc, czy naprawdę można wyżyć z grania w kapeli post-hardcore, i to w dodatku bez kontraktu?


Prawdę mówiąc w najprostszy sposób tak. Chociaż to nie jest tak, że małe kapele mogą się same z siebie utrzymać. Na dzień dzisiejszy 100% profitów idzie do naszych kieszeni, ale nawet pojęcia nie masz ile trzeba wydawać na merchandise. Znacznie więcej niż jesteśmy w stanie uzyskać z grania. Ale hej! Przecież chodzi o to by mieć z tego wszystkiego radochę i dawać ludziom od siebie coś dobrego - nasz zespół. Będę to robił dopóty starczy mi sił, albo dopóty nie stracę głosu (śmiech). Wszystko to z pasji dla muzyki, kocham to. Tak długo jak będę widział gdzieś pod sceną choćby jedną osobę, która będzie śpiewała moje teksty z nami będę w pełni szczęśliwy.


Ładne, zdrowe podejście. Od fana muzyki dla fanów. Działacie pod szyldem Few Words For Comfort od ponad roku, i choć to boli, muszę przyznać, że jesteście kolejną z dziesiątek, setek, a właściwie to nawet tysięcy tego typu kapel. Nie wiem czy mnie zrozumiesz, ale wydaje mi się, że w po prostu (czego Wam nie życzę) utkniecie w miejscu, wszystko przez to, że kapel jest za dużo. Strasznie ciężko jest zachować własną tożsamość... wiesz, być unikalnym. W dodatku gracie po linii A Day To Remember, Poison The Well i nawet w duchu Emarosa, a nie do końca tego rynek potrzebuje. Jest okrutne zapotrzebowanie na kapele grające szybko, brutalnie, z niebywałą wręcz techniką i dziesiątkami nudnych breakdownów, które opisać można jako jedno wielkie chug chug. Gdzie w tym wszystkim miejsce na Twój zespół?


Osobiście doceniam Twoje porównania. Te grupy są wprost niesamowite, a zwłaszcza Jonny Craig z Emarosa jest dla mnie ogromną inspiracją. Nasze miejsce? Ogólnie mówiąc szeroki rynek. Znam wielu ludzi, którzy pochwalają to, że gramy post-hardcore, i nie tylko za sam fakt, ale za to, że robimy coś świeżego. Staramy się być jak najbardziej zróżnicowani i jedyni w swoim rodzaju. To ciężki kawałek chleba by przedostać się na tą prawdziwą "scenę", ale staramy się. Jasne, że jest milion takich kapel jak my, ale liczy się ta jedna na milion... Mam na myśli... Przecież udało się nam choćby skupić Twoją uwagę a to już coś! Kochamy pisać piosenki. Ale gdy gramy szybko, ciężko... wiesz - brutalnie, czujemy, że to już wszystko było. Mimo iż w naszej muzyce słuchać punk, post-hardcore a nawet zwykł metal staramy się robić co w naszej mocy by wytworzyć nasze własne brzmienie. Niestety trzeba też pamiętać, że WSZYSTKO już gdzieś ktoś zagrał. Teraz tylko żongluje się muzycznym dorobkiem.


No tak, rzeczywiście udało się Wam skupić moją uwagę (śmiech). Ale szczerze chcę przyznać, że Twój zespół odkryłem po pierwsze: całkiem przypadkiem, a po drugie przekonałem się do niego z racji Twojego śpiewu. Tak samo jak w Emarosa, tak i w przypadku twojego zespołu. Zarówno Ty jak i Jonny jesteście świetnymi wokalistami i to (jeżeli w ogóle może) was wyróżnia spośród innych. Mam nadzieję, że w przyszłości uda się Wam zagrać wspólne koncerty. Swoją drogą uważam, że cały metalcore "skończył się" kilka lat temu... a metal nawet lata temu. Wracając do łatki jaką jest post-hardcore, gracie koncerty z normalnymi, metalowymi kapelami? Thrash? Punk? Ma to w ogóle dla Was jakieś znaczenie z kim dzielicie scenę?


Po pierwsze: BARDZO CI DZIĘKUJĘ za pochlebstwa. Naprawdę, wiele to dla mnie znaczy, zwłaszcza, że staram się być tak dobry jak Jonny Craig czy Claudio Sanchez jak i inni tej klasy wokaliści. Staram się jak tylko mogę by śpiewać na żywo tak jak robię to na albumach... zresztą, sprawdź nasze klipy na YouTube - zobaczysz, że mówię prawdę. Po drugie: mamy szczęście, że mieszkamy w południowej Kalifornii. Gramy naprawdę ze wszystkimi: punkowcami, metalowcami, nawet z artystami popowymi, klubowymi. Uwielbiamy to robić, zwłaszcza, że łatwo można zainkorporować nowe elementy do naszego zespołu. Dorastałem słuchając takich grup jak Slayer, Iron Maiden czy Iced Earth. Stary, kochamy to! I szczerze zagramy z każdym kto da nam tylko taką możliwość.


Swoją drogą Kalifornia to bardzo przyjazne środowisko dla zespołów. Bardzo "open minded". Znaleźć u was można zarówno poppunkowe kapele, deathcore'owe maszyny do zabijania, czy w końcu oldschoolowy thrash/heavy metal. Powiedziałeś, że za młodu słuchałeś Iced Earth - zespołu heavy metalowego, a i również chrześcijańskiego. Na dzień dzisiejszy w ruchu hardcore/metalcore pojawił się nowy, chrześcijański trend, a przynajmniej ja go tak nazywam. Nie dość, że kapele wznoszą peany na cześć boga to nawet modlą się w czasie koncertów z publicznością i nauczają. Spójrz choćby na For Today. Tak jak kilka lat temu był boom na to by być straight edge tak teraz jest ogólna bania na to by być chrześcijaninem. Taka poza w stylu "Hej! Spójrz jestem chrześcijaninem, pogramy hardcore, bóg to pokocha". Oczywiście bez obrazy dla zadeklarowanych chrześcijan, zwłaszcza, jeżeli Ty takim jesteś.


Kiedyś już o tym rozmawiałem z innymi moimi znajomymi. Wiesz, ja nie traktuję tego jako obrazę. Nie jestem zbytnio religijny. Niektórzy członkowie zespołu tak, ale religia nie jest dla nas jakimś specjalnym motorem do działania. W naszych tekstach nie ma specjalnych odniesień do Boga. Uważam, że granie christian hc stało się po prostu cool. Myślę, że jest kilka fajnych, naprawdę dobrych tego typu zespołów, ale jakoś nie chce mi się nimi zaprzątać głowy. Nie uważam też, że jest to fajne. Wiele dzieciaków faktycznie tak robi. Sam też nie chcę tutaj nikogo obrażać. Po prostu wyrażam swoje zdanie.


Wiem, wiem. Czytałem Twoje teksty. Nie miałem też na myśli tego, że akurat Wy nauczacie, modlicie się czy wznosicie specjalne modły w stronę Boga. Chciałem tylko poruszyć temat trendu. Zauważyłem jednak, że poprzez granie christia hc łatwiej jest podpisać kontrakt nagraniowy. Szefowie sekcji A&R w Facedown Records, Victory i tym podobnych pewnie łaskawiej patrzą na "wiernych". Ta sama muzyka, taki sam przekaz, a mimo to jest tego pełno. Bez sensu. Tak czy owak, porzucając kwestię wiary, czy mieliście jakieś spięcia z ludźmi na koncertach? Nawrzucano wam od kutasów, że gracie gówno, albo ktoś poczuł się paradoksalnie urażony waszą muzyką?


Nie, nie sądzę. Wiesz, akurat moje teksty tworzą jedną całość. Tak żeby była jasność nasza EPka to koncept album. Krótki ale jednak. Miałem taki zamysł by każdy utwór lirycznie wynikał z drugiego i myślę, że mi się to udało. Jasne, że jest masa ludzi, którzy rzucają w nas inwektywami, porównują do sam już nie wiem nawet czego, albo co gorsza, jadą mi po ambicji, że nie umiem śpiewać. A żeby było śmieszniej robią to nie twarzą w twarz a przez komunikatory internetowe albo portale społecznościowe. Staramy się tym nie przejmować. A co zaś się tyczy bycia urażonym... prędzej my byśmy mogli (śmiech). I tak, wytwórnie dziwnym zbiegiem okoliczności postawiły sobie za cel by przyjmować zespoły chrześcijańskie. Cóż, taki biznes.


Drugą stroną biznesowego medalu jest moda. Właściwie to cały metalcore/hardcore w pewnym sensie zdominowany jest przez trendy w modzie. Wiesz, bycie zajebistym bo kupuję ciuchy w Hot Topic...


(śmiech) Doskonale wiem o co Ci chodzi. My w zespole, w ogóle nie podążamy za czymś takim jak moda. Nosimy wyłącznie to w czym jest nam wygodnie. Niedawno mieliśmy okazję grać w tego typu sklepie jakim jest Hot Topic (jakby ktoś nie wiedział jest to ogólnokrajowa sieć sklepów z odzieżą i płytami oraz innymi, niestety niepotrzebnymi akcesoriami). Zaoferowali nam 25 % zniżkę na sprzedawane przez nich artykuły, ale wyłącznie w zamian za to, że na swoich koncertach będziemy nosić np. koszulki sygnowane ich logo. Szczerze? Wyśmialiśmy ich i kazaliśmy spieprzać. W ogóle nigdy nie kupiłem tam ANI JEDNEGO ciuchu. I nie mam zamiaru. LOL.


Z tego co wiem Hot Topic rzeczywiście ssie. Na YouTube wyraźnie widać wojnę pomiędzy tymi, którzy ubierają się w tym sklepie oraz tymi-którzy-nie-ubierają-się-jak-emo-ciota. Szczerze mówiąc mam to wszystko w bardzo głębokim poważaniu, śmieszą mnie jedynie reakcje ludzi na to jak kto się ubiera. Jak ktoś chce się ubierać jak kutas to niech się ubiera. Jego sprawa. A jak jest z groupie na koncertach? Młode laski chętnie się puszczają?


Nie wiem czy można je nazwać groupies. Jestem jedynym singlem w zespole. A czy poznałem jakieś panienki tylko dlatego, że śpiewam w zespole? Pewnie że tak. Ale wiesz, ja uważam, że to dobre. Przynajmniej z męskiego punktu widzenia (śmiech). Przyznam Ci rację, że całe to gówno z tym ubieraniem to faktycznie porażka. Sami decydujemy w co się ubrać. A co do dziewczyn - przeważnie na koncertach są same fajne laski. Przy okazji przyznam Ci się, że ostatnio na koncertach jest więcej dziewczyn jak chłopaków. I to całkiem ładne sztuki.


Muszę Ci wierzyć na słowo. Dwa lata temu dołączyłeś do armii. Czy bycie singlem to rezultat odbywania służby? W ogóle jesteś w trakcie czy już po odbyciu służby? Czy armia zmieniła twój światopogląd jak i podejście do życia?


W wojsku jestem od pięciu lat. W sensie jestem aktywnie działającym i służącym żołnierzem. Wojsko nie miało żadnego konkretnego wpływu na moje życie, ale dało mi do zrozumienia kilka istotnych rzeczy - w tym to, że z czegoś muszę się w życiu utrzymywać, oraz jak ważna jest lojalność i odpowiedzialność jaka spoczywa na barkach dorosłego człowieka. Koledzy z zespołu śmieją się, że w wojsku nieźle przypakowałem. Mam nieco ponad metr osiemdziesiąt wzrostu i również nieco (bo nie powiem Ci dokładnie (śmiech)) ponad dziewięćdziesiąt kilo wagi. Także wiesz... duży chłopak ze mnie! (śmiech) Nie mogę się jednak doczekać aż zakończę swą przygodę z wojskiem i będę mógł w stu procentach oddać się zespołowi.


Mam porównywalną budowę ciała jak Ty (śmiech). Traktujesz wojsko jako po prostu etap w życiu, pracodawcę, który daje Ci pieniądze na to by móc wkrótce spełnić część swoich marzeń? A co potem? Studiujesz?


Studiuję zaocznie w koledżu. Armia płaci za moją edukację oraz umożliwia mi komfort życia na jakimś tam określonym poziomie. Jestem w połowie mojej edukacji w koledżu. Będę go kończył nawet jeśli będę z zespołem w trasie.


Masz normalną, codzienną pracę w wojsku? Etat?


Tak. W tygodniu pracuję klasycznie od dziewiątej do piątej. Wieczorami gram koncerty, a w weekendy gram jeszcze więcej koncertów, piję, spotykam się ze znajomymi, gram próby itd. Nic ciekawego (śmiech). Wkrótce biorę tydzień urlopu by pograć z zespołem gdzieś dalej.


Sami załatwiacie sobie koncerty? Gracie za klasyczną bramkę czy z góry ustalacie kwotę?


No niestety póki co jesteśmy zmuszeni robić to sami. Rozmawiamy z kilkoma promotorami - zobaczymy co z tego wyjdzie. Jeszcze do niedawna wysyłaliśmy wypalone krążki z naszą muzą do promotorów w różnych miastach, a nawet jeździliśmy po klubach i pytaliśmy czy w ogóle istnieje możliwość zagrania. Na chwilę obecną nie dostajemy żadnych pieniędzy za koncerty. Tyle co za koszulki.


Więc przykładowo jedziecie 300 km by zagrać koncert, a jedyne pieniądze macie ze sprzedaży koszulek?


Zdarzało się i tak (śmiech). Ale powiedzmy, że chcemy zagrać przed kimś większym i powiedzmy 200 km od nas. Aby to jednak zrobić musimy sami od siebie sprzedać w przedsprzedaży 20 biletów, nieważne komu, ma przyjść z nami dwadzieścia osób, i nawet jeśli przyjdzie z nami na sam koncert tych osób załóżmy czterdzieści, to jeśli nie sprzedamy tych 20 biletów w cenie przykładowo 10 dolarów, nie dostaniemy ani jednego jebanego dolara po koncercie.


To po pierwsze dziwne, a po drugie jak widać młode kapele na każdym kroku są dymane w dupę. I to jeszcze od tyłu.


Dokładnie.


Na koniec masz wolną rękę.


O kurde! No więc... moje podejście jest takie, że … Ściągajcie naszą muzykę z netu, kradnijcie, pożyczajcie ją od znajomych, dawajcie ją swoim znajomym - niech każdy ją ma. Możecie nawet pisać złe komentarze o nas na MySpace - liczy się każdy kontakt, oraz to, że znacie nasz zespół. Założę się, że 99% czytelników Gitarzysty nigdy nie słyszało o moim zespole. Nie szkodzi. Od teraz wiecie, że Few Words For Comfort istnieje i gra potencjalnie dobrą muzykę. Nie uważam ściągania muzyki z netu za coś nielegalnego. Nie mam nic przeciwko temu. Za to złem, i według mnie ciężką zbrodnią jest nie wspierać młodych zespołów, nie chodząc na koncerty, nie kupując merchandise, kompletnie to wszystko olewając. Wspierajcie muzykę, wspierajcie kapele i szerzcie dobre słowo. Wielkie dzięki za ten wywiad i mam nadzieję, że do zobaczenia.


Grzegorz "Chain" Pindor
NieWolnOść Hunter

Dystans jaki oddziela dziś zespół Hunter od własnych nagrań z przełomu XX i XXI wieku jest trudny do zmierzenia. Kapela weszła w proces muzycznej...Gramy dalej

3 /10
Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Zobacz wszystkie