Miałem poczucie, że wreszcie trzeba nagrać piosenki, które nosiłem od dawna w głowie i które zaczynały się już powoli starzeć. Szczerze mówiąc, mam tremę, gdy muszę wyjść sam do ludzi. To zupełnie co innego niż gra w zespole. Ale zdecydowałem się nagrać tę płytę i jestem bardzo zadowolony z efektu. Uważam, że brzmi świetnie, zobaczymy jednak, jak to wszystko wyjdzie na żywo. Inspirację czerpałem z bardzo wielu źródeł - zresztą jak zwykle. Kiedy pracuję nad piosenką, szukam fragmentu, linijki, o którą mogę się zaczepić i która popchnie mnie do przodu. Wspaniale mi się pracuje z Bobem Youngiem. Pierwsza piosenka, jaką napisaliśmy, nosi tytuł "Sleeping On The Job". I była to, jak się później okazało, jedyna piosenka, która powstała specjalnie na ten krążek. Podoba mi się w niej solówka i tekst, który idealnie pasuje do muzyki. Drugi kawałek na płytę został napisany przez mojego syna, Nicholasa, a jej tytuł to "Rolling Down The Road". Natomiast jeśli miałbym wybrać najlepszy utwór na tym krążku, to wskazałbym na kawałek tytułowy - "One Step At A Time". To przepiękna ballada napisana przez Guya Johnsona, którego poznałem kilka lat temu. Utwór "Tallulah’s Waiting" opowiada o tym, jak wyruszam w drogę - odjeżdżam i krzyczę z dala do swoich dzieci, że wkrótce wrócę do domu. Kiedy one dorastały, właśnie takie słowa najczęściej słyszały z moich ust. Gdy gra się w zespole, nie zawsze można podejmować decyzję, która piosenka znajdzie się na płycie, a która nie. W przypadku mojej solowej płyty wszystkie decyzje mogłem podejmować sam.
Niektóre piosenki, które znalazły się na płycie, były pierwotnie przeznaczone dla zespołu. Niestety nic nie wyszło z ich nagrania, teraz mogłem je zaprezentować. Koncerty będę otwierał swoją własną wersją utworu "Caroline", który przearanżowałem, dodając mocną pulsację shuffle. Kiedy już nagrałem sporą część albumu, zająłem się pracą ze Status Quo. Miałem więc sporo czasu, żeby przemyśleć wiele spraw i zdystansować się do tego, co dotychczas nagrałem. Do płyty powróciłem po około pięciu miesiącach. Bałem się, że nie spodoba mi się to, co nagrałem wcześniej - że stwierdzę, iż ten materiał do niczego się nie nadaje. Było jednak inaczej. Utwory wciąż brzmiały dobrze.
Nagrywanie płyty solowej było bardzo wyzwalające, to zupełnie co innego niż praca z zespołem. Grałem w grupie od dwunastego roku życia i w końcu pomyślałem, że musi być fajnie, kiedy nikt nie mówi ci, co masz robić. Będę więc robił to, co chcę, i zobaczymy, jakie będą tego efekty. Moim zdaniem przemysł muzyczny często sam strzela sobie w stopę - dobra muzyka przechodzi prawie niezauważona. Jeśli chodzi o mnie, to ludzie mają już sprecyzowaną opinię na mój temat i zostałem dawno zaszufladkowany.
Ale teraz będę miał okazję pokazać się z innej strony i naprawdę jestem ciekawy, jak zareagują na to moi fani. Osobiście uważam, że ten materiał jest oczywiście wspaniały i dużo mógłbym o nim opowiadać.