Gdyby wpadli na taki pomysł 20 lat temu, to ciarki czułbym pewnie do tej pory, ale i tak świetnie się bawiłem. To zespoły kultowe, każdy na swój sposób i super, że w końcu do tego doszło. Być może młodsi fani cieszyli się tak jak my byśmy się cieszyli 20 lat wstecz. I oby. Super koncert i jednocześnie historyczne wydarzenie, mimo niedociągnięć technicznych, jak brak synchronu między obrazem na telebimach - bardziej niedziałających pod koniec niż działających - a dźwiękiem. "Jaymz" z resztą ekipy jednak wszystko na szczęście nadrobili. Złota Medalika wielka jest i już! Rozbroił mnie osobiście Tom Araya, uchachany od ucha do ucha. Widać, że gość się świetnie bawił i cieszył z tego wszystkiego. Bardzo pozytywna energia biła od niego mimo mroku reszty Slayera i jego muzyki. Było też kilka magicznych momentów, zwłaszcza na Metallice, jak zbliżenie z kostką czy przejazd kamery po twarzach i postaciach fanów z pierwszego rzędu. Naprawdę piękne obrazy. Ogólnie i fajnie i niefajnie, że trafiliśmy na pierwszy koncert tej trasy. Miło być pierwszymi, ale czuć było, że ekipa jeszcze nierozgrzana. No, może z wyjątkiem Megadeth, którzy mnie powalili precyzją wykonania. Niedyspozycja głosowa Dave’a, to raczej moim zdaniem wynik choroby lub powikłań, czyli kontuzji gardła, a nie braku rozśpiewania, więc się nie liczy. Instrumentalnie, jak dla mnie, zmietli wszystkich. Natomiast brakowało trochę kontaktu z publicznością, co z kolei u pozostałych było i działało. No i kiełbaski strasznie podłe. Organizatorzy powinni bardziej szanować żołądki fanów (śmiech). To jednak szczegóły, najważniejsze, że coś takiego się wydarzyło i trudno było nie dać się ponieść euforii, że tak wielu ludzi przybyło to zobaczyć. To daje wielką nadzieję na przyszłość. Krótko mówiąc - Metal na prezydenta!{śmiech}