Siedem nagród Grammy, dwa albumy na szczycie listy przebojów w Stanach Zjednoczonych, trzy sygnowane jego nazwiskiem Stratocastery, zdjęcie na okładce magazynu "Rolling Stone"...
Przytoczone wyżej fakty to tylko niektóre osiągnięcia na koncie Johna Mayera. Kilka miesięcy temu artysta zagrał nawet na koncercie ku pamięci Michaela Jacksona. Nie ma co do tego żądnych wątpliwości: John Mayer to jeden z najlepszych gitarzystów naszego pokolenia, a jego kariera rozwija się w błyskawicznym tempie.
Dla niektórych John Mayer to przede wszystkim ładny chłopczyk, którego można oglądać w pismach plotkarskich u boku znanych i pięknych celebrytek. Tak przynajmniej kreują go media w Ameryce. Nastolatki umieszczają jego utwory obok Justina Timberlake’a i Take That na swoich iPodach. Czy za tą sztuczną fasadą kryje się coś więcej? Co Mayer ma do zaoferowania jako artysta? Wystarczy jednak obejrzeć jego DVD z koncertu czy posłuchać solówki do utworu "Gravity" i już wiadomo, że trzeba zacząć traktować poważnie tego 32-letniego muzyka z Bridgeport w stanie Connecticut. Pod koniec zeszłego roku Mayer wydał długo oczekiwaną solową płytę zatytułowaną "Battle Studies" i to od niej rozpoczniemy rozmowę z tym artystą.