Kup Magazyn Gitarzysta

Slash

Slash wreszcie nagrał swój solowy album. I to nie sam, ponieważ do studia zaprosił kilku znanych przyjaciół. Były gitarzysta Guns N’ Roses opowie nam o powstawaniu nowej płyty, wokalistach, z którymi współpracował, i rozwieje kilka mitów krążących wokół jego słynnej gitary Derrig.

Jak doszło do tego, że postanowiłeś nagrać płytę solową?


Po prostu musiałem odreagować. W zespole Velvet Revolver zaczęły się dziać dziwne rzeczy i ta sytuacja była dla mnie frustrująca. W końcu zespół się rozpadł i muzycy postanowili iść własną drogą. Stwierdziłem, że muszę wreszcie zrobić coś sam na własny rachunek i bez konieczności rozliczania się przed kimkolwiek. Myślę, że przyszła już na mnie pora. Tym bardziej że zawarłem sporo znajomości z różnymi artystami i teraz mogłem te znajomości wykorzystać. Jeszcze kilka lat wcześniej nie było to możliwe, a teraz świetnie się bawiłem, współpracując z nimi przy nagraniu swojej nowej płyty.


Czy już wcześniej miałeś jakieś utwory przeznaczone na ten album?


Bazowałem na materiale, który nigdy wcześniej nie ujrzał światła dziennego, a który zdążyłem zgromadzić w czasie, gdy komponowałem jeszcze dla zespołu Velvet Revolver. Na początku graliśmy ciężką rockową muzę, ale potem powoli, lecz zauważalnie, nasza twórczość wyraźnie zmieniła swój charakter. Wiele się też zmieniło po tym, jak do zespołu dołączył Scott Weiland. W wyniku tych wszystkich okoliczności skomponowany przeze mnie materiał nie mógł być już w pełni wykorzystany w Velvet Revolver. A zatem na płycie znalazł się utwór "Ghost" (w którym zagrał też Izzy Stradlin z Guns N’ Roses) zawierający riff z napisanego wcześniej materiału.

Riff z "We’re All Gonna Die" również miał się znaleźć w jednym z utworów Velvet Revolver. Część kawałków napisałem, będąc w trasie z tym zespołem, kiedy to swoje pomysły nagrywałem na mały rejestrator audio. Reszta materiału jest już raczej nowa. Przy okazji opowiem ci zabawną przygodę związaną z riffem do utworu "I Hold On", który zaśpiewał Kid Rock. To był ostatni materiał, jaki nagrałem na magnetofon - fragment, który trwał mniej niż minutę. Niestety później, przy przesłuchiwaniu, zupełnie zapomniałem, kiedy, gdzie i, co gorsza, jak go nagrałem. Nie miałem więc pojęcia, jak go zagrać! Ale że brzmiał naprawdę świetnie, postanowiłem go rozpracować i napisałem piosenkę właśnie w oparciu o ten riff.


Na twoim krążku można usłyszeć wielu znanych wokalistów...


Rzeczywiście, miałem bardzo wiele pomysłów na to, kto mógłby zaśpiewać na płycie "Slash". Do nagrania tego albumu zaprosiłem między innymi: Fergie, Mylesa Kennedy’ego, Ozzy’ego Osbourne’a i Iggy’ego Popa. Wokaliści mogli dostosować utwór do siebie i dokonać w nim drobnych zmian. Wyjątek stanowiły kompozycje, które mieli zaśpiewać Fergie i Iggy Pop, albowiem one posiadały już gotową aranżację - zostały nagrane w stu procentach przeze mnie, a wokaliści dograli tylko wokal. Z Ozzym sytuacja wyglądała zgoła inaczej, ponieważ musieliśmy zmienić jeden fragment, aby dostosować się do niego. Utwory śpiewane przez Kida Rocka czy Andrew Stockdale’a nagraliśmy jeszcze inaczej - z Kidem Rockiem spotkaliśmy się w Michigan i nagrywaliśmy wszystko praktycznie od zera, a z Andrew Stockdale’em też zarejestrowaliśmy kilka śladów i pracowaliśmy razem nad aranżacją.


Jak pracowało ci się z Mylesem Kennedym?


Myles był dla mnie prawdziwym objawieniem. Poznałem go dopiero przy nagrywaniu tej płyty i okazało się, że fenomenalnie śpiewa. On jest moim największym odkryciem. Zacznę od tego, że miałem pewien utwór, z którym nie wiedziałem, co zrobić. "Starlight", bo o nim mowa, to kawałek bluesowy, który jest mi bardzo bliski, bo budzi wspomnienia z dawnych lat. Nie miałem pojęcia, kto mógłby zaśpiewać ten kawałek, po prostu nikt nie przychodził mi do głowy. Poza tym problem polegał też i na tym, że to mój ulubiony kawałek na płycie i żal by było odłożyć go na półkę. Czułem do niego duży sentyment. W pewnej chwili pomyślałem o Mylesie. Nigdy wcześniej go nie spotkałem, ale słyszałem, że ma wspaniały głos. Jeszcze jak grałem w Velvet Revolver kontaktowaliśmy się z nim, kiedy szukaliśmy wokalisty, ale on niestety odmówił. Było to przed Scottem Weilandem i później, drugi raz, kiedy odszedł z zespołu. Obawiałem się, że znowu może odmówić, więc długo się wahałem, zanim do niego zadzwoniłem.

W końcu się przełamałem. I raptem, ku mojemu zaskoczeniu, zgodził się, żebym przysłał mu piosenkę. Po jakimś czasie zadzwonił i powiedział, że utwór bardzo mu się podoba i że chce nad nim trochę popracować. Minęło zaledwie kilka dni, a on już odesłał mi dopracowany utwór! Później przyleciał i nagraliśmy materiał. Świetnie mi się z nim współpracowało. Myles będzie mi towarzyszył w trasie koncertowej tego lata, podczas której wykona na scenie kilka utworów, w tym dwa kawałki, które śpiewa na płycie ("Starlight" i "Back From Cali") oraz kilka piosenek innych artystów. Uważam, że im mniej cudzych utworów będzie śpiewał, tym lepiej. Wysłałem mu listę piosenek Guns N’ Roses, które też chciałbym zagrać. Okazało się, że kiedyś zrobił swoją wersję utworu "Sweet Child O’ Mine" (akustyczna wersja na Bofest Tennessee w zeszłym roku). Jedyną osobą, z którą nagrywałem ten utwór poza Axlem była Fergie i muszę powiedzieć, że to bardzo ostra wersja. Ale cieszę się, że teraz będę mógł to zagrać z Mylesem.


A co powiesz o solówkach?


Wszystkie moje solówki powstały dosłownie w ekspresowym tempie. W dziewięćdziesięciu pięciu procentach utworów partie solowe tworzyłem dosłownie na gorąco. Dzięki temu idealnie oddają klimat utworu, bo są nagrywane pod wpływem emocji towarzyszących danej chwili. Wszystkie nuty są na swoim miejscu, że tak powiem. Potem pozostawała tylko kwestia odtworzenia ich. Zdałem się całkowicie na własny słuch i rzeczywiście udało mi się to zrobić wprost idealnie. Zawsze nagrywam solówki w ten sposób. Wychodzę z założenia, że pierwszy pomysł jest najlepszy. Potem tylko ćwiczę dany materiał kilka razy na gitarze, dokonuję drobnych zmian i solówka gotowa. Moje solówki nigdy nie są metodyczne i wypracowane, ponieważ zawsze powstają w sposób całkowicie spontaniczny.

Podam ci przykład jednej z nich. Otóż instrumentalny utwór "Watch This" został nagrany w ciągu kilku godzin. Dave Grohl i Duff McKagan nie słyszeli wcześniej tego materiału - przyniosłem do studia demo i po prostu nagrywaliśmy. Zresztą świetnie się przy tym bawiliśmy. Pamiętam, że musiałem gdzieś iść tego popołudnia, więc nagrałem solówkę za pierwszym podejściem i zaraz potem wyszedłem ze studia. Za to w partii solowej z utworu "Nothing To Say" dosłownie poszedłem na całość. Zawsze wpasowuję się w piosenkę i grając solówki, staram się nie wychodzić na pierwszy plan jako gitarzysta. Moje ego nie jest najważniejsze, najważniejszy jest utwór. Podążam za całą kompozycją i robię tyle, na ile ona mi pozwala. Zresztą nie jestem fanem rozbudowanych, nienaturalnie wybujałych solówek. Ale piosenka "Nothing To Say" jest absolutnym wyjątkiem. Tutaj naprawdę pozwoliłem sobie puścić wodzę fantazji, nie zważając na efekt. Czułem, że muszę to zrobić. I bardzo mi się to podobało!


Podobno całą płytę nagrałeś, używając tylko jednej gitary...


To prawda! Postanowiłem, że do nagrania tego krążka użyję tylko jednej gitary. Tak więc do zarejestrowania wszystkich śladów wykorzystałem gitarę skonstruowaną przez lutnika Chrisa Derriga - jest to słynny już instrument, na którym nagrywałem płytę "Appetite For Destruction". Towarzyszyła mi ona przez długie lata aż do sesji nagraniowej "Use Your Illusion". Wtedy postanowiłem, że do nagrania każdej piosenki użyję innej gitary. Gdy chciałem wykorzystać mostek tremolo, to grałem wtedy na Stratocasterze, a poza tym grałem też na gitarze Flying V czy Melody Maker. Ostatni album Velvet Revolver również nagrywałem w ten sam sposób.

Byłem więc dosłownie otoczony gitarami. Miałem w studiu kilka instrumentów marki Gretsch i kilka Les Paul Juniorów. Do pracy nad płytą "Slash" podszedłem w sposób zupełnie odmienny, można powiedzieć, że minimalistyczny: jedna płyta, jedna gitara. Zmieniałem tylko ustawienia i strój zależnie od potrzeby. Oprócz gitary Derrig towarzyszył mi jeden akustyk i Gibson Les Paul Junior do partii rytmicznych w utworze "Gotten", ponieważ w niektórych akordach chciałem uzyskać cięższe brzmienie, a mój Les Paul właśnie takie ma. No i jeszcze w solówce do utworu Ozzy’ego grałem na gitarze Gibson Slash Goldtop. To wszystko.


Czy wybierając wzmacniacze, również byłeś takim minimalistą?


Poszperałem na strychu i znalazłem tam wzmacniacz Marshall JCM800 z lat 80., który, jak się szybko okazało, był nie do końca sprawny. Użyłem go w utworze "We’re All Gonna Die" i udało mi się uzyskać iście zabójcze brzmienie. Było w nim coś, co bardzo mi się spodobało. Prawdę mówiąc, to było najlepsze brzmienie, jakie kiedykolwiek udało mi się uzyskać. Dlatego postanowiłem wymienić lampy i doprowadzić ten sprzęt do porządku. W efekcie nagrałem przy jego pomocy cały album. Myślę, że mój stary Marshall wykorzystany podczas nagrań płyty "Appetite For Destruction" to był właśnie JCM, ponieważ daje bardzo podobne brzmienie. Podczas sesji nagraniowej JCM stał po mojej prawej stronie, natomiast po lewej stronie miałem sprzęt, który brzmiał zupełnie inaczej, i przez to dopełniał brzmienie tamtego. W zależności od potrzeb był to sprzęt marki Orange, Magnatone albo Vox. Nie znoszę, kiedy obie gitary w stereo brzmią dokładnie tak samo.


Rob Laing

Wild World Bastille

Przy okazji słuchania drugiej płyty Bastille doszedłem do wniosku, że chyba nigdy nie zrozumiem zwyczajów zakupowych współczesnych fanów muzyki....Gramy dalej

7 /10
Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Soilwork ocena 8
Death Resonance
Gatunek: Melodic death metal
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie