Po koncercie Arch Enemy, Children Of Bodom, In Flames i Dark Tranquillity w 1999 albo 2000 roku spotkałam się z chłopakami, by przeprowadzić z nimi wywiad, ponieważ w tym czasie hobbystycznie pracowałam w magazynie muzycznym. Promowali wtedy "Burning Bridges". Widać mnie zapamiętali, bo gdy wysłałam im swoją taśmę, z miejsca mnie zaprosili. No cóż, Arch Enemy było w nieciekawym położeniu. Nagrali trzy płyty i... stali totalnie w miejscu. W czasie wydania swych trzech albumów odbyli jedną trasę po USA i jedną po Europie. Stwierdzili wówczas, że chociaż są dość nisko w hierarchii światowego metalu, to jednak mają potencjał, by stworzyć coś na miarę swych talentów. Rok 2000 był więc dobrym okresem, żeby złożyć im taką szaloną propozycję, by kobieta przejęła stery wokalne w deathmetalowej kapeli. Pomyśleli sobie wtedy: "to jest chyba szalone!", ale wiedzieli, że bez szaleństw niewiele można osiągnąć. Było to jednak nie lada ryzyko. Wiadomo przecież, iż metalowcy różnie odbierają kobiety stojące za mikrofonem, nawet te growlujące. Dla zespołu było to więc ryzykowne, ale na szczęście większość nas pokochała.