Kup Magazyn Gitarzysta

Eibon

Pochodzą z Francji. Grają doom/sludge. Mieszają na scenie stosunkowo krótko, a już wypracowali własny, niepodrabialny styl. Co więcej, nagrali płytę, która bez dwu zdań może (powinna?) pretendować do tytułu debiutu AD 2010. Nie tylko wiedzą, czego chcą, ale też  potrafią przejść od wizji do czynów. Przed Wami Eibon - perła w koronie Aesthetic Death.

"Entering Darkness" to nie tylko jeden z najlepszych debiutów 2010 r., ale i jeden z najlepszych albumów, jakie dane mi było usłyszeć w tym roku. Jesteście zadowoleni z ostatecznego rezultatu?


Przede wszystkim, wielkie dzięki! Tak, jesteśmy z tej płyty bardzo zadowoleni. Najnowszy materiał to wynik dwu lat ciężkiej pracy, ale rezultat w pełni nas satysfakcjonuje. Wreszcie, po naszych pierwszych materiałach - to jest splicie z Hangman's Chair i EP - "Entering Darkness" stanowi pełne odzwierciedlenie tego, co od dawna chcieliśmy osiągnąć na naszym pierwszym pełnym, oficjalnym albumie.


Z jakimi opiniami fanów i mediów spotkaliście się do tej pory?


Reakcja jednych i drugich była naprawdę niesamowita. "Entering Darkness" spotkał się z fantastycznym odbiorem ze strony słuchaczy, i to zarówno tych, którzy znali nasze wcześniejsze, starsze materiały, jak i tych, którzy odkryli Eibon dopiero wraz z wydaniem najnowszego krążka. Jesteśmy rzecz jasna wielce zadowoleni z faktu, że nasza muzyka znajduje coraz szersze grono odbiorców, że dla coraz większej grupy ludzi hasło 'Eibon' jest czymś więcej niż tylko nazwą kolejnej kapeli, o której może nawet coś tam słyszeli, ale o muzyce której nie mają większego pojęcia. Dobrze wiedzieć, że są ludzie, dla których "Entering Darkness" znaczy więcej niż zwykła, kolejna metalowa płyta. To dla nas chyba największa motywacja do dalszego działania, do tworzenia muzyki możliwie najlepszego gatunku, na jaki tylko nas stać.


"Entering Darkness" to formalnie wasz debiutancki krążek, ale przecież debiutantami zdecydowanie nie jesteście. Czy to właśnie w Eibon udało się wam najlepiej wykorzystać doświadczenie zdobyte wcześniej w innych projektach, w które się angażowaliście?


Eibon to dla nas wszystkich, dla całego składu, doskonałe medium do przekazania muzycznych aspiracji każdego z nas, z jednoczesnym zachowaniem spójności tworzonej wspólnie muzyki. Zarówno teraz, jak i przy okazji wcześniejszych projektów, w 100% angażujemy się w to, co robimy. Zawsze kierowało nami (i nadal tak jest) pragnienie komponowania dokładnie takiej muzyki, jaką sami lubimy, jaka do nas przemawia, jakiej chcielibyśmy posłuchać; nie zależy nam, by nasza twórczość, nasze kompozycje wychodziły naprzeciw popularnym w danym momencie trendom. Pogoń za modą na takie czy inne granie jest poza zakresem naszych zainteresowań.


Z waszej biografii wynika, że swego czasu ty, Jerome, grałeś w Astral Rising, poza tym wraz ze Stéphane Rivière udzielaliście się w Garden Of Silence i Horrors Of The Black Museum. Powiedzcie coś więcej na temat tych przedsięwzięć.


Garden Of Silence był pierwszym zespołem, w którym ja i Stephane mieliśmy okazję wspólnie grać. Kiedy czas tego projektu dobiegł końca, dołączyłem do Astral Rising, którym zawiadował wówczas gitarzysta Garden Of Silence - Franck Tomse. Z kolei Stephane i Ridwan (wokalista Garden Of Silence) zasili w tamtym czasie szeregi Drowning, to jest zespołu pod wodzą Georges'a Balafas'a. Po paru latach zapragnęliśmy ze Stephanem znów zacząć grać razem, a okazja ku temu nadarzyła się właśnie w Horrors Of The Black Museum. Po pewnym czasie uznaliśmy, że czas pójść własną ścieżką. W ten sposób narodził się Eibon, z Georges'em na wokalu. Jednocześnie, zwróciliśmy się do naszego starego, dobrego kumpla Max'a z pytaniem, czy nie zechciałby zająć posady gitarzysty. Ostatni, jako druga gitara, dołączył do składu Guillaume Taliercio.


Dlaczego nazwaliście się Eibon? Jest już parę zespołów działających pod tym szyldem. Nie wspominając o tym, że ludzie wciąż pamiętają enigmatyczny projekt z Satyrem i Anselmo, który wprawdzie niczego oficjalnie nie wydał, ale swego czasu narobił nieco szumu. Nie mieliście problemów związanych z wybraną nazwą?


Zdecydowaliśmy się na nią z tej prostej przyczyny, że bardzo nam się podobała. Poza tym, wszyscy jesteśmy wielkimi fanami filmów Lucio Fulci. Faktem jest też, że, szczerze mówiąc, nie sprawdzaliśmy wcześniej, czy nazwa jest już w użyciu i jak bardzo jest popularna. Lubimy ten szyld, poza tym w naszej ocenie dobrze komponuje się z muzyką, którą gramy. Weź pod uwagę, że nie stronimy od wzbogacania naszego grania o keybordy w filmowym stylu czy inne podobne, typowo filmowe sample.


"Entering Darkness" różni się istotnie od MCD "Eibon". Przede wszystkim, słyszę tu mniej sludge, za to więcej wpływów black metalu oraz post metalu/rocka, to jest kapel w stylu Isis czy Cult Of Luna. Charakterystyka waszej muzyki zawarta w bio Eibon (granie na pograniczu agresywnego sludge oraz ciężkiego doom metalu) chyba nie do końca oddaje jej złożoność.


Jeśli mam być szczery, etykiety czy klasyfikacje nie mają dla nas większego znaczenia, raczej o to nie dbamy. Te wszystkie określenia czy opisy zawarte w naszej biografii co do zasady służyć mają jednemu celowi - mają dać czytelnikowi / słuchaczowi pewne wyobrażenie o tym, jak brzmi Eibon, jaką gra muzykę. Jednocześnie jednak raczej niewskazane jest odczytywanie tych wszystkich epitetów zbyt dosłownie. Tak czy owak, prawdą jest, że u zarania projektu znajdowaliśmy się pod wyraźnie większym wpływem takich gatunków, jak doom czy sludge. Ale znów, z biegiem czasu, w naszej muzyce pojawiły się i inne wpływy; zaczęliśmy dodawać do kompozycji więcej różnorodnych elementów czerpanych także spoza dwu gatunków wymienionych na początku. A wracając do twojego pytania, ten sam mechanizm funkcjonował w przypadku naszych wcześniejszych projektów, poprzedzających Eibon - zawsze pozwalaliśmy na to, by nasze muzyczne gusta odciskały swe piętno na naszej twórczości. Stąd, obserwując dzieje Eibon na przestrzeni lat, można odnieść wrażenie, że w jego muzyce następuje pewna ewolucja. To samo, co dzieje się teraz z Eibon, wcześniej działo się z Garden Of Silence czy Drowning.


Jednocześnie wszystkie te elementy zostały idealnie wyważone. Dawno nie słyszałem równie zróżnicowanej, a zarazem tak spójnej płyty w tym gatunku. Jaka jest wasza recepta na tworzenie podobnych dźwięków?


Poświęcamy sporo czasu opracowaniu struktury utworów. To dla nas kwestia o kluczowym znaczeniu w całym procesie kompozycyjnym. Scena pełna jest zespołów, które potrafią stworzyć niezłe riffy, ale tylko niektóre z nich są jednocześnie w stanie zagospodarować te riffy w taki sposób, by powstały z nich interesujące i wpadające w ucho kawałki; przerobić je na całe sekwencje udanych, nośnych riffów. Osiągnięcie właściwej konstrukcji piosenki to dość skomplikowany i czasochłonny proces, ale nie ma na to rady - taki właśnie jest nasz sposób osiągania brzmienia, na jakim nam zależy i do jakiego dążymy.


Jak wygląda komponowanie materiału w zespole? Kto odpowiada za muzykę, a kto za teksty?


Nie ma jakichś konkretnych reguł w tym zakresie, ale w praktyce zwykle jest tak, że to Stephane, Max oraz Guillaume zjawiają się na próbach z gotowymi riffami i później wspólnie dalej nad nimi pracujemy. Jeśli zaś chodzi o teksty, piszemy je wszyscy, a poza tym korzystamy także z tych, które dostarczają nam nasi najbliżsi przyjaciele.


Czy Guillaume Taliercio brał udział w nagrywaniu "Entering Darkness"?


Nie, ponieważ dołączył do nas kilka tygodni po ukończeniu miksów.To znaczy, Guillaume od chwili, w której stał się częścią Eibon, był zaangażowany w prace nad najnowszym materiałem. I chociaż Guillaume, jak każdy z nas, ma poza Eibon kilka innych pobocznych projektów, jest stuprocentowym członkiem zespołu. Kiedy postanowiliśmy uzupełnić skład o drugą gitarę, oczywiste było, że wyjdziemy z tą propozycją właśnie do niego. Nikt inny nie wchodził tu w rachubę.


W studio ponownie pracowaliście z Andrew Guillotin'em. Muszę przyznać, że "Entering Darkness" brzmi znakomicie, ciężko i selektywnie. Rozumiem, że jesteście zadowoleni z jego wkładu w waszą muzykę?


Tak, zdecydowanie. Produkcja nie budzi naszych najmniejszych zastrzeżeń. Nagraliśmy trochę demówek, byliśmy więc w miarę przygotowani i już przed wejściem do studia dobrze wiedzieliśmy, na czym nam szczególnie zależy, na co powinniśmy zwrócić uwagę, a czego unikać. Poza tym, Andrew to osoba, z którą współpraca układa się więcej niż gładko, dlatego naprawdę bardzo nam pomógł w osiągnięciu założonych celów.


W "These Chains" gościnnie pojawił się Julien z Glorior Belli. Na wrzesień macie zaplanowany wspólny koncert, Guillaume Taliercio jest ich koncertowym basistą, a Andrew produkował także materiały GB. Sporo powiązań. Przyjaźnicie się?


Wszyscy jesteśmy fanami dokonań Julien'a pod szyldem Glorior Belli, dlatego za pośrednictwem Andrew zapytaliśmy Julien'a, czy nie byłby zainteresowany udziałem w jednym z naszych kawałków. Sprawy ułożyły się bardzo pomyślnie. Jesteśmy naprawdę zadowoleni z wkładu Julien'a w ten utwór. A że i jemu przypadł do gustu cały materiał na naszą nową płytę, uznaliśmy, że wstyd by było nie pójść za ciosem i nie wykorzystać tego w pełni. Tak narodził się pomysł na wspólny koncert, który zaplanowaliśmy na 12 września w Paryżu, wspólnie z Ramesses. Na tym jednak nie koniec! Na początku 2011 roku mamy w planach wydać split z Glorior Belli, który trafi na rynek za pośrednictwem Aesthetic Death. Julien to wielce utalentowany muzyk, a przy tym pełen entuzjazmu i energii człowiek. Lubimy się i cenimy nawzajem naszą muzykę, dlatego realizacja tych wspólnych projektów następuje niemal samoistnie. Nic nie dzieje się na siłę.


Co sądzisz o "Meet Us At The Southern Sign"? Moim zdaniem to jedna z wielu płyt wydanych w ostatnim czasie, która dowodzi, że obecnie najbardziej chyba twórczym i otwartym na wszelakie eksperymenty gatunkiem jest black metal. Zgadzasz się z tą tezą? 


Ta płyta nie jest akurat tą w dorobku Glorior Belli, którą cenimy sobie najbardziej, ale Julien z pewnością zasługuje na uwagę za samo podejmowanie ryzyka zrobienia w muzyce czegoś nowego, innego. Należy mu się uznanie przede wszystkim jako wybitnemu muzykowi, bez określania jego przynależności do tej czy innej sceny.


Digipack "Entering Darkness" prezentuje się znakomicie. Czy jego wygląd i wykorzystanie 'wojennych' zdjęć to wasz pomysł?


Tak, okładka to efekt wspólnych pomysłów wszystkich członków Eibon. Osiągnięcie ostatecznego rezultatu kosztowało nas niemało czasu i energii, ponieważ musieliśmy przekonać do naszej koncepcji firmę odpowiedzialną za druk, która, co do zasady, nie specjalizuje się w podobnych zleceniach. Chcieliśmy, i chyba nam się to udało, by tak dobrane elementy grafiki oddały w miarę możliwości mrok, rozpacz i żal, przepełniające naszą muzykę.


Jak doszło do podpisania kontraktu z Aesthetic Death?


Po nagraniu dwu utworów przeznaczonych na nasz MCD, wysłaliśmy je do kilku wybranych wytwórni. I to właśnie Stu odpowiedział nam najbardziej entuzjastycznie, oferując wydanie tego materiału w formie mini. Jako że nasza pierwsza współpraca okazała się bardzo owocna, stało się dla nas jasne, że chcemy to kontynuować i wziąć się za pracę nad pełnym albumem Eibon. Stu to stuprocentowy profesjonalista, a zarazem prawdziwy pasjonat; współpraca z nim to przyjemność. Prowadzona przez niego wytwórnia, Aesthetic Death, to prawdziwa szansa dla nieznanych, niszowych zespołów wyłaniających się z undergroundu, które chciałyby zaistnieć na scenie i przebić się do świadomości słuchaczy.


Stu szczerze wierzy w wasz potencjał. W przesłanych materiałach promocyjnych wspomina, że "Entering Darkness" to jeden z najlepszych doomowych albumów wszech czasów. Jak to skomentujesz?


Takie słowa pochlebiają tym bardziej, kiedy usłyszysz je od kogoś, kto doskonale wie, o czym mówi, ma pełną świadomość, o co chodzi w ekstremalnym graniu, do jakiego bez wątpienia zalicza się doom metal. Jednak, niezależnie od tego, że czujemy się docenieni, odczuwamy także pewien rodzaj presji i ciężar odpowiedzialności, jeśli chodzi o nasze kolejne, przyszłe wydawnictwa. Z drugiej strony, jesteśmy także świadomi swych możliwości, wierzymy, że jesteśmy zdolni nagrywać interesującą muzykę, która zamiast trwać w miejscu, będzie podlegać ciągłym zmianom w miarę upływu lat.


Wspomnieliście o koncercie z Glorior Belli i Ramesses. Lubicie grać na żywo? Są jakieś szanse na trasę, letnie festiwale, może Roadburn AD 2011?


Mam nadzieję, że kiedy ten wywiad ujrzy światło dzienne, będziemy już mogli ogłosić pierwsze szczegółowe dane dotyczące zbliżającej się trasy i/lub potwierdzić nasz udział w jakichś przyszłorocznych letnich imprezach. Zobaczymy, z pewnością Roadburn jest jednym z tych miejsc, choć na pewno nie jedynym, w których wspaniale byłoby mieć okazję zaprezentować się szerszej  publiczności.


Graliście do tej pory między innymi z High On Fire, Lair Of The Minotaur, Eyehategod czy Heavy Lord. Z jakim zespołem najbardziej chcielibyście dzielić scenę?


Gdybyśmy usłyszeli to pytanie kilka miesięcy temu, z pewnością powiedziałbym, że na czele listy jest Eyehategod, ale zagraliśmy z nimi na jednej scenie w kwietniu tego roku w Paryżu. To był  niesamowity wieczór, a nasze marzenie wreszcie się ziściło! Teraz, pomijając zespoły, które po prostu lubimy i które niejednokrotnie nie mają nic wspólnego z metalową sceną, które już nie istnieją, albo nie grają na żywo, byłoby dla nas zaszczytem i wielką przyjemnością zagrać z takimi bandami jak Neurosis, Fleshpress czy - odkąd się reaktywowali - Autopsy, który ma wśród nas wszystkich prawdziwych, wiernych fanów.


We wrześniu powinien ukazać się split z HKY. Jakieś szczegóły na temat tego wydawnictwa? Skomponowaliście na tę okoliczność nowe utwory?


Okazja ku temu przedsięwzięciu nadarzyła się dzięki Chrisowi z HKY, który skontaktował się z nami i zapytał, czy przypadkiem nie bylibyśmy zainteresowani zarejestrowaniem z nimi splitu. Zgodziliśmy się rzecz jasna od razu, po czym specjalnie na tę okazję nagraliśmy jeden, całkiem nowy utwór zatytułowany "Sublevel". Został odegrany na żywo, z udziałem Guillaume'a.


Jakie są plany Eibon na najbliższą przyszłość?


Poza wspomnianym już splitem z Gliorior Belli, mamy w zanadrzu kilka innych projektów, o których więcej wiadomo będzie niebawem, więc miejcie na nas oko. Chcemy także grać tak często, jak to tylko będzie możliwe i promować "Entering Darkness", także na przyszłorocznych festach.


Niestety, pora kończyć. Powodzenia chłopaki i wielu kolejnych, równie znakomitych płyt!


Wielkie dzięki za wsparcie, i to od pierwszych dni! Rozmowa z wami to czysta przyjemność. Wszystkich zainteresowanych zapraszamy do odwiedzenia naszych stron www:  http://www.eibonmetal.com i http://www.myspace.com/eibonmetal


Małgorzata Napiórkowska-Kubicka
Szymon Kubicki
Wild World Bastille

Przy okazji słuchania drugiej płyty Bastille doszedłem do wniosku, że chyba nigdy nie zrozumiem zwyczajów zakupowych współczesnych fanów muzyki....Gramy dalej

7 /10
Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Soilwork ocena 8
Death Resonance
Gatunek: Melodic death metal
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie