Dla mnie były to dwa momenty. Pierwszy miał miejsce wtedy, gdy uznałem, że chciałbym codziennie grać na gitarze, tak jak w czasie kilku tygodni spędzonych na występach w warszawskich ogródkach nad Wisłą. Strasznie spodobały mi się te nocne występy i imprezy, tym bardziej że jeszcze mi za to płacili (śmiech). Wtedy uznałem, że chciałbym tak codziennie. Oczywiście naczytałem się rozmaitych wywiadów z muzykami grającymi w lokalach na Sunset Strip, i to dodatkowo mnie nakręcało... Byłem młody. Drugim etapem była decyzja pójścia do szkoły muzycznej. Chciałem poznać nuty, doskwierał mi głód "nowej", dla mnie nieznanej muzyki, ale przede wszystkim chciałem spotkać nowych, grających ludzi. Tak się zaczęło prawdziwe granie - ćwiczenia i nauka, a wszystko pod okiem Roberta Lewandowskiego (redaktora "Gitarzysty") w duchu Krzysztofa Komedy w Autorskiej Szkole Muzyki Rozrywkowej i Jazzu.