Kup Magazyn Gitarzysta

Dianoya

Wspólna pasja, inspiracje i sposób widzenia świata sprawiły, iż w czerwcu 2008 roku dwaj przyjaciele: gitarzysta Jan Niedzielski oraz wokalista Filip Zieliński, postanowili połączyć siły w projekcie Dianoya. Drogi muzyków krzyżowały się wielokrotnie, lecz dopiero pomysł na Dianoya scalił ich w autorsko kompozytorski tandem.

W jaki sposób zaczęliście swoją przygodę z gitarą?


To było dość późno, jakoś pod koniec podstawówki. Wszystko zaczęło się za sprawą najpierw Maćka Nowaka (notabene redaktora naczelnego pisma "Perkusista"), który jako pierwszy pokazał mi gitarę i z tego, co pamiętam, zrobił mi szybki test na muzykalność. Niedługo potem poznałem Pawła Sapiję (realizatora w studio Krzysztofa Maszoty NPP), u którego zacząłem pobierać pierwsze lekcje. Chłopaki mieli swój zespół - thrashowy Morlog! Grali zarówno covery grup Metallica i Megadeth, jak również własne kompozycje. W tamtym okresie marzyłem o tym, żeby rysować, zajmowałem się tym codziennie po kilka godzin, ale Maciek z Pawłem wszystko popsuli (śmiech). Dorastałem wraz z nimi w przysłowiowym "garażu". To był piękny okres, prawdziwy azyl.


Prawdopodobnie zaczęło się od teledysku zespołu Guns N’ Roses "Knockin’ On Heavens Door" w paśmie MTV "Guns N’ Roses Weekend" (tak, tak, kiedyś na MTV była muzyka...). Zmuszałem moją ciocię, która miała wtedy wideo, aby nagrywała przez dwa dni wszystko, jak leci. Z tego, co wiem, do dzisiaj trzyma te kasety (śmiech). Postanowiłem wtedy, że będę grał na gitarze, i tak już zostało.


Czy pamiętacie jakiś moment przełomowy, który zmienił wasze podejście do życia i gry na instrumencie?


Dla mnie były to dwa momenty. Pierwszy miał miejsce wtedy, gdy uznałem, że chciałbym codziennie grać na gitarze, tak jak w czasie kilku tygodni spędzonych na występach w warszawskich ogródkach nad Wisłą. Strasznie spodobały mi się te nocne występy i imprezy, tym bardziej że jeszcze mi za to płacili (śmiech). Wtedy uznałem, że chciałbym tak codziennie. Oczywiście naczytałem się rozmaitych wywiadów z muzykami grającymi w lokalach na Sunset Strip, i to dodatkowo mnie nakręcało... Byłem młody. Drugim etapem była decyzja pójścia do szkoły muzycznej. Chciałem poznać nuty, doskwierał mi głód "nowej", dla mnie nieznanej muzyki, ale przede wszystkim chciałem spotkać nowych, grających ludzi. Tak się zaczęło prawdziwe granie - ćwiczenia i nauka, a wszystko pod okiem Roberta Lewandowskiego (redaktora "Gitarzysty") w duchu Krzysztofa Komedy w Autorskiej Szkole Muzyki Rozrywkowej i Jazzu.


Momentem przełomowym było zagranie pierwszej próby z całym zespołem. Wtedy zrozumiałem, że w muzyce chodzi przede wszystkim o chemię, która wytwarza się w trakcie wspólnego grania, i słuchanie siebie nawzajem. Wcześniej puszczałem sobie różne płyty i próbowałem "grać" razem z moimi idolami. Bardzo dużo mnie to nauczyło. Wszystko się robiło ze słuchu, ponieważ nie było zbyt wiele tabulatur. Internet dopiero pączkował gdzieś tam na Zachodzie, ale nikogo to wtedy nie interesowało (śmiech). Warto zaznaczyć, że 3/5 dzisiejszego składu Dianoya spotkało się właśnie na tej pierwszej próbie.


Jakie macie najlepsze i najgorsze wspomnienie z grania na scenie i w studiu?


Wiesz, takich miłych i niemiłych sytuacji było naprawdę dużo. Trudno jest mi sobie cokolwiek konkretnego przypomnieć. Jeśli chodzi o pracę w studiu, to niewątpliwie dużo mi pomogły uwagi Pawła Sapiji. Również dwutygodniowa sesja nagraniowa z Piotrem Pniakiem wiele mnie nauczyła. W graniu na żywo nie miałem zbyt wiele możliwości, aby się od kogoś uczyć. Do wszystkiego (kontrola brzmienia, barwa) dochodziłem sam, grając po prostu w klubach.


Studio mocno weryfikuje umiejętności muzyka, o czym kilka razy sam się przekonałem. Na szczęście przed nagraniem naszej debiutanckiej płyty miałem okazję nagrywać w profesjonalnym studiu i wiele się wtedy nauczyłem. Najgorsze, co można zrobić, to zaufać cyfrze (śmiech). Lampowe brzmienie nijak się ma do zabawek proponowanych przez różnych producentów i moim zdaniem trzeba się raczej zwrócić ku bardziej tradycyjnym rozwiązaniom. Dobre studio ma na swoim wyposażeniu urządzenia, które w bardzo naturalny sposób potrafią oddać nasze najbardziej pojechane muzyczne pomysły.


W jaki sposób ćwiczycie?

 
Ćwiczę codziennie - to podstawa. Jeśli chodzi o konkretne zagadnienia, to jest tego sporo. Myślę, że o technicznym aspekcie nie ma co mówić, po prostu ćwiczę sprawność i precyzję artykulacji, chociaż to nudne (śmiech). Zdecydowanie wolę koncentrować się na improwizacji, głównie z Abersoldem, a czasami też z własnymi pomysłami harmonicznymi. Niejednokrotnie zdarza mi się spisywać fragmenty solówek innych muzyków (nie są to tylko gitarzyści), po czym staram się przetwarzać dany motyw i grać go po swojemu. Opcji ćwiczenia mam wiele, mógłbym jeszcze tak długo, długo opowiadać.


Kiedy byłem młodszy, robiłem to, co wszyscy, czyli ogrywałem skale i gamy na tysiące różnych sposobów. Dzisiaj przede wszystkim słucham innych muzyków i próbuję powtarzać ich partie (oczywiście ze słuchu), aby następnie całkowicie je zmienić (śmiech). Zapętlam sobie jakiś fragment i próbuję pod to improwizować. Nie jest to może najlepsze ćwiczenie na sprawność techniczną, ale bardzo rozwija wyobraźnię. Technikę trzeba sobie niestety wyrobić najnudniejszymi ćwiczeniami.


Jak scharakteryzowalibyście swoje style gry?

 
Sam nie wiem... Jestem rockmanem, który otarł się o inne gatunki muzyki i który stara się w miarę sprawnie poruszać w różnych stylach muzycznych.


Zdecydowanie czuję się rockowym gitarzystą. Chociaż nie boję się odpuścić, kiedy trzeba.


Jacy gitarzyści wywarli na was największy wpływ?


Było ich naprawdę wielu: Mustaine, Meola, Schon, Lukather, Stern, no i chyba zawsze obecny i ukochany Eddie Van Halen. Mówię o Van Halenie właśnie tak, bo prędzej czy później zawsze do niego wracam. On ma wszystko - dar komponowania, brzmienie, styl, feeling... po prostu Eddie.


Na pewno Slash, Dave Navarro, Kerry King, Mikael Akerfeldt, Dimebag Darrell. Było ich więcej, ale to właśnie oni mieli największy wpływ na to, kim dzisiaj jestem jako gitarzysta i kompozytor.


Porozmawiajmy o sprzęcie. Gitary, wzmacniacze...


Obecnie gram na Fenderach Stratocasterach - mam trzy modele, które różnią się zarówno rodzajem drewna, jak i samą elektroniką. Wszystkie były modyfikowane przez Piotra Witwickiego, ponieważ tylko on wie, o co dokładnie mi chodzi. Jeśli chodzi o wzmacniacze, to korzystam z następujących: Marshall JCM 900, Rivera Knucklehead i Mesa Boogie Road King.

 
W tej chwili używam dwóch gitar, a mianowicie: Gibson Les Paul Studio (przymierzam się do modelu Gibson Les Paul Standard) i Fender Telecaster, natomiast wzmacniacz to Mesa Boogie Road King.


A efekty?


Kilka kostek MXR-a i Bossa, zresztą nic nadzwyczajnego. No może jeden, wyjątkowy Xotic BB Preamp, ale akurat nie używam go na koncertach naszej grupy.

 
Przede wszystkim delay i chorus Bossa. Do solówek często używam kaczki Dimebag Darrell i oczywiście pedał głośności marki Ernie Ball.


Jakie rady dalibyście młodym gitarzystom?


Nie graj tylko dla samego siebie, twoja muzyka jest również dla twoich potencjalnych słuchaczy. Pamiętaj o tym!


Nie oglądać się za siebie i robić swoje!


Co możecie powiedzieć o waszej debiutanckiej płycie?


Ciekawy, choć na początku trudny do przyswojenia materiał. Dla mnie nietypowe granie, z którym nigdy wcześniej nie miałem do czynienia. Cieszę się, że chłopaki zaprosili mnie do współpracy, warto było podjąć walkę (śmiech).


Przede wszystkim jest to szczera płyta. Nie zastanawialiśmy się, czy to się sprzeda, czy nie. Musieliśmy nagrać takie, a nie inne dźwięki. Mam nadzieję, że to słychać!

Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Death Resonance Soilwork

Kariera Soilwork to dość ciekawy przypadek. Zespół, który nigdy nie splamił się słabym wydawnictwem, a od "Stabbing The Drama" (czyli dekady)...Gramy dalej

8 /10
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Zobacz wszystkie