Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Oley (Proletaryat)

Oley (Proletaryat)

I pomyśleć, że w naszym pięknym, słonecznym kraju nadwiślańskim panował kiedyś taki czas, że... po prostu nie było na co narzekać! Tak, Tak - istotnie, był kiedyś taki czas, a nazwano go "okresem transformacji ustrojowej". Ale nie jakiejś tam zwykłej pseudo-transformacji, tylko konkretnych zmian, które odwróciły nasz świat do góry nogami: komuna nagle gdzieś wyparowała, znienacka pojawiła się nikomu nieznana gospodarka rynkowa, kobiety zaczęły się piękniej uśmiechać a w ławach sejmowych obok partyjnego betonu zasiedli rubaszni miłośnicy złocistego trunku (czy ktoś to jeszcze pamięta Polską Partię Przyjaciół Piwa, Leszka Bubla i… posła Ibisza?).

Zmiany dosięgły również obszaru szeroko rozumianej "kultury i sztuki" -  miejsce Czterech Pancernych i Szarika zastąpił Franz Mauer i jego "Psy", Borewicza - komisarz Halski, a poczciwe Kombi zaczęło udawać... "Gwiezdne Wojny" (czy tam Skawalkera - jak zwał, tak zwał)? Najwięcej na nowej rewolucji zyskał oczywiście świat ciężkiej gitary - nagle okazało się, że za żelazną kurtyną też grają rocka. I to jak! O.N.A., grunge’owe HEY, IRA, Illusion, rockowa Mafia - te nazwy robiły wówczas naprawdę duże wrażenie. Ale jak to w życiu bywa - wszystko, co dobre szybko się kończy. Po zaledwie kilku tłustych latach Polska scena rockowa nagle rozleciała się z hukiem. W zalewie komercji potopiły się ostatnie wartościowe, ambitne zespoły (O.N.A., Illusion), a jeśli już komuś udało się ujść z życiem - to zaczął grać jakieś totalne głupoty, albo przynajmniej coś co najmniej "dziwnego" (Hey, IRA, Grześ i Agnieszka). Jednak gdzieś w ukryciu przetrwała ostatnia linia oporu, ledwie tlący się płomyk nadziei. Dziś - niczym John Rambo, Rocky Balboa, tańcząca Andżela z "Psów" czy inny Zenon Laskowik - wychodzą z cienia aby pokazać wszystkim niedowiarkom, że prawdziwe uczucia, szczere, niezłomne wartości, a przede wszystkim dobra, żywa muzyka nie giną ot tak, bezpowrotnie. Może i trochę starsi o te "kilka kilo", może nie tak medialni jak Palikot, Pospieszalski czy "Lady Dżaga", ale wciąż niezmiernie przystojni, piekielnie zdolni i - co najważniejsze - dzięki doświadczeniu, nowej (dodajmy: bardzo dobrej) płycie i ustabilizowanemu składowi silniejsi niż kiedykolwiek w przeszłości. Przed wami ostatni żyjący przedstawiciele "pierwszej fali polskiego rocka ery kapitalizmu" - PROLETARYAT.

Cześć chłopaki! Wreszcie udało się nam Was namierzyć, więc tak łatwo się nie wywiniecie bez złożenia stosownych wyjaśnień. Macie również prawo milczeć - wszystko, co powiecie od tej chwili może zostać użyte przeciwko Wam. No, ale w sumie chyba lepiej będzie, jak już złożycie te zeznania - w końcu spotykamy się tutaj dziś przy okazji narodzin waszego nowego dziecka, a że maluch dorodny i zdrowy, więc chyba nie wypada nie pisnąć o nim chociaż słówka, prawda? Zatem na początek pierwsze pytanie. Wszyscy zewsząd kłamią, albo inaczej - mówią "swoją wersję prawdy". Rząd twierdzi, że jesteśmy jak Irlandia i że lepiej być nie może - ale podatki chce podnieść. Smuda twierdzi, że wyniki będą, ale jak na razie ich nie widać. A jaką "Prawdę" ma dziś do przekazania światu Proletaryat?


Nasza prawda jest zwyczajna, chociaż wcale nie taka prosta. Wiadoma, choć nieoczywista, niechciana, chociaż tak bliska.


Dlaczego na premierę "Prawdy" trzeba było czekać aż tak długo? Tytułowy kawałek był dostępny już ponad rok temu, tym czasem pełno-wymiarowe wydawnictwo wychodzi dopiero dziś. Skąd, zatem takie opóźnienie?


Przyczyn było wiele i to bardzo różnych. Pierwsza - to ta, że nie mogliśmy znaleźć odpowiedniego wydawcy, który zechciałby wydać płytę z muzyką rockową taką, jaką właśnie my gramy. Druga - to śmierć mojego ojca, którego pożegnałem w lutym i nie potrafiłem przez długi okres pozbierać się po tym bolesnym fakcie. Trzecia - to fakt, że proces przygotowawczo-realizacyjny takiej płyty, to bardzo poważny wysiłek logistyczny i przede wszystkim intelektualny, który nie trwa dwa tygodnie, ani nawet dwa miesiące.


Będzie teledysk do "Bólu"? Szczerze jest to chyba wasza najlepsza balladowa "rzecz" od czasu "Przemijania" i szkoda by było zmarnować jej olbrzymi - nie bójmy się tego powiedzieć - potencjał komercyjny.


"Ból" to moja własna i traktowana przeze mnie bardzo prywatnie elegia, którą zadedykowałem mojemu ojcu i przyznam szczerze, że nie wiem jak odnieść się do jej komercyjnego potencjału.


"Prawdzie" stylistycznie najbliżej chyba do "Zuum". I bardzo dobrze, bo "Zuum" to najbardziej niedoceniona płyta w waszym dorobku (i chyba w ogóle pierwsza nowoczesno-metalowa płyta w Polsce), więc chyba warto spróbować jeszcze raz przedstawić to najmocniejsze oblicze zespołu. Co jednak zaskakujące - efekt został osiągnięty przy udziale nowego gitarzysty. Ile w tym wkładu Wiktora, a ile "Wołowiny"? A może są tu jakieś pozostałości po Siemionie?


Siemion i Wołowina nie mają z płytą "Prawda" absolutnie nic wspólnego, może tylko tyle, że ich kolejne następujące po sobie odejścia zainicjowały pewien proces przyczynowo-skutkowy, dzięki któremu mógł do nas dołączyć Witek, który to dopiero przyniósł ze sobą to, czego najbardziej nam brakowało.


Kto jest najaktywniejszym kompozytorem Proletaryatu AD2010?


Kolektyw, zawsze działaliśmy w grupie i dzięki temu nie jesteśmy w dupie. (śmiech)


Dlaczego właśnie Wiktor? Rozumiem, że nie bez znaczenia był fakt, że grał w jednym zespole z bratem "Wołowiny" (Rezerwat - przyp. red.)?


To bez znaczenia. Wiktor odbierał Wołowinę z przedszkola. Czy to Twoim zdaniem miało wpływ na to, że gra z nami w kapeli…? Wiktor ma to coś, czego nie ma nikt inny. To kwestia promieniowania mózgowego i nie jest dla mnie ważne gdzie grał i z kim, ważne jest to, gdzie teraz gra i to, ze gra właśnie z nami.


W moim odczuciu (i pewnie nie tylko moim) Siemion był jednym z najlepszych, tj. najbardziej kreatywnych polskich gitarzystów rytmicznych w latach dziewięćdziesiątych. Ale trzeba przyznać, że riffy Wiktora na nowej płycie też pozostawiają co najmniej dobre wrażenie. Jak porównałbyś styl i etykę pracy Siemiona i Wiktora?


Siemion był wspaniałym gitarzystą i kompozytorem, ale dla nas wypalił się i zgasł, nie mógł funkcjonować w układzie, w którym nie miał już nic do powiedzenia, nie pozwalało mu na to jego ego. Z Wiktorem nie pracuje się łatwo, ale właśnie to wyzwanie powoduje zderzanie się naszych cząstek elementarnych, co w efekcie tworzy energię, a o to przecież właśnie chodzi. Poza tym instynktownie doskonale wie to, czego inni nie nauczą się przez całe życie w najlepszych szkołach i od najlepszych nauczycieli.


Dlaczego "Wołowina" odszedł? Wydawało się, że wpasował się w zespół idealnie.


Tak mi się też wydawało. Okazuje się, że to kwestia wieku, bazy doświadczeń i innej mentalności.


Oley, wyczytałem kiedyś, że materiał TSA, który po reaktywacji zespołu został wydany pod szyldem "Proceder", pierwotnie powstał na potrzeby Twojego wspólnego projektu ze Stefanem Machelem. Czemu współpraca ostatecznie nie doszła do skutku?


Wtedy nie doszła, bo nie był na to właściwy czas…


Latka lecą, ale głos wciąż "jak dzwon"! Jak dbasz o formę?


Mmm… nie mogę w całości odpowiedzieć na to pytanie w publiczny sposób, działałbym świadomie wbrew treści wielu jeszcze obowiązujących u nas ustaw. Mogę zdradzić tylko tyle, że na moją formę mają wpływ bourbon i kobiece stopy, ale tylko ten najlepszy i te najzgrabniejsze!


Ponieważ naszych czytelników rajcuje tematyka sprzętu gitarowego nie mogę nie spytać o ekwipunek Wiktora. Na czym dziś gra Proletaryat? Chodzi mi głównie o wiosła, efekty, etc.?


Wiktor gra na Egnater Tourmaster 4100, head lampowy 100 W, gitary Fender Stratocaster, Gibson Standard, PRS, Washburn WI 66 Nick Catanese. Na tej ostatniej nagrał całą płytę "Prawda". Efekty gitarowe: Kaczka-Dunlop ZW45, chorus Boss CE-2, delay Boss-DSD3.


Czy w zespole panuje demokracja, czy też jest ktoś, kto narzuca tzw. "artystyczny" kierunek (w domyśle: bezwzględny lider-dyktator)?


Demokracja z wyjątkami, które i tak potwierdzają tą zasadę.


Jak powstają utwory Proletaryatu?


Najpierw muza, potem teksty. Od zawsze, amen.


Czego słuchają dziś - a w domyśle: czym inspirują się - członkowie Proletaryatu?


Mogę odpowiedzieć tylko w swoim imieniu. Z równą ekscytacją słucham The Cinematic Orchestra, jak i Meshuggah, Samuela Barbera i Failure, czy w końcu Led Zeppelin. Muzyka musi mieć to coś, coś co mnie porusza, co powoduje aktywację moich wszystkich receptorów nerwowych. Wtedy jest ważna dla mnie.


Gdyby dziś zadzwonił do Was Peter z Vader i powiedział, że znów chce jechać z wami w trasę (w roku 1993 Proletaryat odbył trasę z Vader - przyp. red.) - zgodzilibyście się?


Dlaczego nie. Pohulałoby się jeszcze, oj pohulało, tak do piachu!


Jak wygląda dziś rynek muzyczny oczami Proletaryatu i czy jest na nim miejsce dla was?


Rynek to dla nas temat drugoplanowy. Ważne jest to, że robimy to, co kochamy i dobrze się bawimy. Jeżeli przy okazji przysparzamy innym radości i innych takich, to nie można chcieć więcej.


Plany na przyszłość?


Plany są zawsze takie same: robić nową muzę. Im bardziej energetyczną i szaloną tym lepiej.


Serdeczne dzięki za wywiad. Na zakończenie proszę o kilka słów skierowanych do naszych czytelników.


Jesteśmy tacy dlatego, bo tak chcemy...


Michał Czarnocki
Sounds From the Heart of Gothenburg In Flames

Dobór utworów pożegnalnego DVD In Flames z Danielem Svenssonem za zestawem perkusyjnym jest mocno dyskusyjny.

Gramy dalej

7 /10
Bad Vibrations A Day To Remember

Amerykanie zbyt długo kazali czekać na swój nowy album.

Gramy dalej

8 /10
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Zobacz wszystkie