Nie, w konwencji reggae "Black Magic" raczej… nie. Ale co można zauważyć, coś co Litza już kiedyś, szesnaście lat temu mówił, że warto zagrać Slayera w wersji reggae. Teraz Slayer jest nagrywany w wersji country. Ten zespół musi na nas wywierać duży wpływ. Podejrzewam, jak wspominałem już dzisiaj, w kwestii Slayera, że po "Reign In Blood" ludzie powinni odpuścić sobie granie thrashu. Ze mną na czele. Już raczej nie uda się więcej dynamiki, dziczy gitarowej i bębnowej. Można grac szybciej, niżej się nastroić, wycharczeć płuca w sito. Coś takiego jak "Reign In Blood" nie udało się uzyskać od ’86 r. Co prawda, nie śledziłem thrash metalu jakoś z zapartym tchem, bo wtedy uznałem, że to już mało kto przeskoczy. Myślę, że podskórnie czujemy, że odgrywanie Slayera w oryginalnej wersji, ich np. "Angel of Death" nie ma sensu. Jeśli mamy już brać się za bary z Kingiem i spółą, to musimy to zrobić zupełnie od dupy strony.