Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Rick Estrin

Rick Estrin

Rick Estrin zaliczany jest do twórców niezwykle popularnego w bluesie brzmienia West Coast. Od wielu lat jest liderem formacji Nightcats, którą założył wraz z gitarzystą Charlie'm Baty'm. 9 października zespół ten wystąpił na Rawa Blues i wtedy udało mi się zamienić parę słów z Rickiem Estrinem.

Ile razy do tej pory byłeś w Polsce?


To dopiero drugi raz. Za pierwszym była to Rawa Blues Festival w 2004 roku. Człowieku, to było dla mnie wspaniałe przeżycie, tak samo jak dzisiejszy wieczór. To miejsce jest świetne, macie znakomitą publiczność. Irek Dudek (dyrektor artystyczny festiwalu - przyp.) robi świetną robotę. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tu wrócę.


Opowiedz, jak poznałeś Muddy’ego Waters'a.


Byłem akurat wtedy w Chicago i uczestniczyłem w czymś, co wówczas nazywało się Bluesowe Poniedziałki. Były to cykliczne jam-session w każdy poniedziałek. Poszedłem na jedno z nich i zagrałem w zespole typu house band, w którym występowali Fred Below, Buddy Guy, Sammy Lawhorn. Był tam też Carey Bell, który wówczas grywał z Muddy’m Watersem. Powiedział mi, żebym przyszedł na jego koncert, który miał odbyć się w następny weekend. Chciał po prostu, żeby Muddy miał możliwość posłuchania, jak gram.


Muddy Waters podobno zaprosił Cię kiedyś do swojego zespołu. Dlaczego nie przyjąłeś zaproszenia?


Dałem mu numer telefonu dziewczyny, u której się wtedy zatrzymałem. Byłem już zmęczony przebywaniem tam i tęskniłem za moją dziewczyną z Kalifornii. Rozmawiałem więc z Muddy’m Watersem i powiedziałem mu, że planuję wyjazd do Kalifornii, a on na to, żebym nie opuszczał miasta przez najbliższe dwa, trzy tygodnie, czy coś w tym rodzaju.  Zatem czekałem przez te kilka tygodni, lecz on nie zadzwonił. Nawet dał mi swój numer telefonu, ale nie miałem odwagi zadzwonić do niego. Potem wróciłem do Kalifornii. Następnym razem, gdy zobaczyłem zespół Muddy’ego, podszedł do mnie basista kapeli i zapytał: "Stary, co się z Tobą działo? Powinieneś grać teraz z nami".  No, ale w sumie udało się wszystko wyjaśnić. Prawdopodobnie jednak, gdybym wylądował w zespole Muddy’ego Watersa, to dzisiaj już bym nie żył. Wówczas byłem dosyć dzikim człowiekiem.


A więc nie żałujesz, że tak się to wszystko potoczyło ?


Wiesz, na początku oczywiście żałowałem, ale potem mi przeszło. Dzięki temu dostałem szansę na współpracę z Little Charliem, możliwość tworzenia własnych utworów. Mogliśmy stworzyć wspólnie coś nowego i zaprezentować to całemu światu. Jak to się mówi: "gdy jedne drzwi się przed tobą zamykają, to drugie się otwierają".


Czemu Charlie Baty opuścił zespół Nightcats?


Był już zmęczony występami i ciągłym podróżowaniem, chciał odpocząć i przebywać częściej w domu. Zależało mu także, by doskonalić swoje umiejętności gry na gitarze w stylistyce jazzowej, chciał nauczyć się grać jak Django Reinhardt.


Jak to się stało, że wybrałeś Kida Andersona jako następcę Charliego Baty’ego?


Bo wydawał mi się najlepszy i był wtedy dostępny. Gdyby był zajęty czymś innym, to całkiem możliwe, że nie zdecydowałbym się prowadzić dalej zespołu. Poznaliśmy się zaraz po tym, jak się pojawił na scenach. Grywał z muzykami, których dobrze znałem, np. z Terrym Hanckiem. Był też gitarzystą Charliego Musselwhite’a, z którym mieliśmy wspólną trasę koncertową po Australii.


Opowiedz mi coś o nim. Czym różni się styl Kida od stylu Charliego?


Kid jest dużo wyższy i nie ma nic przeciwko zakładaniu krawata przed występem (śmiech). Tak naprawdę obaj są świetnymi gitarzystami. Od razu wiedziałem, że Kid jest właściwym człowiekiem. Gdy szukałem kogoś, kto godnie zastąpiłby Charliego Baty’ego oczywistym dla mnie było, że nie może to być ktoś tylko doskonały technicznie. To musiał być ktoś szczególny, wyjątkowy. Bo taki właśnie jest Charlie. Grałem z nim przez 30 lat i zawsze odnajdywałem coś interesującego w jego grze. Nigdy mi się nie znudzi słuchanie, jak gra. Prędzej on znudzi się moją grą. Z Kidem jest podobnie. To szaleniec, podobnie jak Charlie. A co do sposobu gry, to Charlie więcej wplata jazzu. Kid za to częściej stosuje zagrywki w stylu B.B. Kinga.


Dlaczego wybrałeś jako swój instrument harmonijkę?


Zupełnie przez przypadek. Lubiłem jej dźwięk. Moja siostra miała trochę nagrań Jimmy’ego Reeda i spodobały mi się zawarte na nich dźwięki harmonijki. Potem ktoś podarował mi harmonijkę i zacząłem na niej grać.


Kto Cię inspirował najbardziej, gdy zaczynałeś swoją przygodę z harmonijką?


Jimmy Reed, Sonny Boy Williamson, Little Walter. To w sumie moje największe inspiracje. Jeszcze James Cotton.


Czy masz jakichś ulubionych współczesnych harmonijkarzy?


Dzisiaj jest wielu dobrych. Kim Wilson jest świetnym zawodnikiem. Rod Piazza także i Steve Guyger. No i Little Charlie jest świetny jako harmonijkarz. Jeśli chodzi o młodą ligę, to do moich ulubionych zaliczam takich muzyków, jak Steve Mariner i Bharath Rajakumar. Ci dwaj są najlepsi moim zdaniem.


Jak to się stało, że trafiłeś do wytwórni Alligator?


Charlie i ja zarejestrowaliśmy nagranie i wysłaliśmy je do Alligator'a. Nie mieliśmy pojęcia, czy to się spodoba, czy nie, ale na szczęście się spodobało. Byliśmy już gotowi podpisać kontrakt z wytwórnią Blind Pig, kiedy Bruce Iglauer (właściciel wytwórni Alligator - przyp.) powiedział: "Niczego z nikim nie podpisujcie, niczego nie róbcie, zaraz do was przyjadę i chcę się z wami widzieć".


Jakie są najważniejsze różnice pomiędzy stylem chicagowskiego bluesa a brzmieniem West Coast?


Myślę, że styl West Coast jest bardziej swingujący, więcej w nim elementów jazzu. Ale tak naprawdę wiele też jest tego w stylistyce chicagowskiego bluesa, np. u Roberta Jr Lockwooda. On też wplata sporo jazzu. Jest trochę różnic, ale i niemało cech wspólnych. A co do cech wspólnych… cóż… one wywodzą się z muzyki afrykańskiej.


Jakim miejscem było San Francisco w czasach, kiedy dorastałeś?


Człowieku, to było wspaniałe miejsce zarówno w latach '60, jaki '70. Mogłem odwiedzać, i zwykłem to robić, wszystkie kluby, gdzie grywali czarnoskórzy muzycy. Tam udało mi się usłyszeć Bobby’ego Bland’a, B.B. Kinga, Z. Z. Hill'a. Kiedy miałem osiemnaście lat, poszedłem zobaczyć Lowell Fulsona, zagrałem z nim i spędziłem później sporo czasu. Potem dostałem pracę w klubie w San Franscisco. Było jeszcze coś takiego, co nazywało się Fillmore Auditorium. Tam występowały zespoły w rodzaju Grateful Dead, etc, ale podczas tych koncertów można było usłyszeć dodatkowo gwiazdy bluesa: B.B Kinga, Buddy Guya, Junior Wellsa, Muddy’ego Watersa.


Opowiedz o swoich planach na przyszłość.


Zamierzam robić dalej to, co robię. Skończę w momencie, gdy będę już tak stary, że nikt nie będzie chciał mnie oglądać. Chciałbym być jak Robert Lockwood. Znasz Lockwooda? Ten gitarzysta zmarł, kiedy miał 91 lat, grając do samego końca. Granie to było jego życie. Ja zamierzam żyć tak samo. Moi koledzy z zespołu również, bo wszyscy jesteśmy prawdziwymi muzykami. Spójrz na Little Charliego. Odszedł z zespołu, ale gra nadal. To jest to, co robimy najlepiej,  nie można tak po prostu przestać. No i oczywiście są plany związane z następnym albumem, ale musimy dokończyć pisanie utworów. Na gitarze zagra, tak jak poprzednio, Kid Anderson. Może w roli gościa specjalnego wystąpi też Charlie Baty, kto wie?


Jak widzisz bluesa w XXI wieku?


Blues w tej chwili zmierza w różnych kierunkach. Jest sporo młodych muzyków, o których już wspomniałem, którzy grają bluesa tak, jak powinni. Ale jest tez dużo tych, którzy grają rocka, a nazywają to bluesem. Ja się tym nie przejmuję, bo mam zamiar dalej robić swoje, być sobą, a ludzie na szczęście to lubią.


Kuba Chmiel

Revolution Radio Green Day

Green Day jaki jest, każdy widzi (a właściwie słyszy).

Gramy dalej

8 /10
NieWolnOść Hunter

Dystans jaki oddziela dziś zespół Hunter od własnych nagrań z przełomu XX i XXI wieku jest trudny do zmierzenia. Kapela weszła w proces muzycznej...Gramy dalej

3 /10
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
Zobacz wszystkie