Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Sammy Hagar

Sammy Hagar

Artysta ma na swoim koncie występy w zespołach Montrose, HSAS (Hagar Schon Aaronson Shrieve) i Van Halen, a także karierę solową. Obecnie jest członkiem zespołu Chickenfoot, w którym gra u boku Joego Satrianiego. Ma duże doświadczenie, ale i nie grzeszy skromnością, mówiąc: "Jestem najlepszym drugim gitarzystą, jaki kiedykolwiek chodził po ziemi". Jak to jest grać z gigantami rocka? O tym i o swoim uwielbieniu koloru czerwonego opowie nam Sammy Hagar...

Chcieliśmy się z tobą spotkać, żeby porozmawiać o DVD z koncertu "Get Your Buzz On, Live". Czy myślisz, że to nagranie dobrze oddaje atmosferę koncertów Chickenfoot?


Ono brzmi wprost genialnie! Nie oszczędzaliśmy na nim. Pod względem ekonomicznym Chickenfoot to najgorszy projekt, w którym brałem udział, ponieważ jak dotąd przynosi same straty! A to DVD jest tak naprawdę strzałem w dziesiątkę - do filmowania użyliśmy chyba z trzydziestu kamer. Każdy, kto będzie oglądał to nagranie, przekona się, że Chickenfoot jest najlepszym zespołem rockowym na świecie! Oprócz koncertu na płycie znalazł się też godzinny film nakręcony za kulisami. Strasznie się w nim wygłupiamy - jest śmieszniejszy niż dokonania grupy Monty Pythona. Z każdym z nas przeprowadził wywiad inny muzyk - na przykład z Joe Satrianim rozmawiał Nigel Tufnel ze Spinal Tap. Choć Nigel strasznie się wygłupiał i próbował prowokować Joego, ten cały czas zachował stoicki spokój, co wygląda bardzo komicznie. Patrząc na to, można pęknąć ze śmiechu.

Wszyscy jesteście ikonami gitary. Jak sądzisz, który z was przyciąga najwięcej uwagi podczas koncertów?


Ja jestem frontmanem, więc automatycznie skupiam na sobie najwięcej uwagi. Ale nie robię tego wcale z egoistycznych pobudek. Ja formalnie zainicjowałem projekt i to ja mam więcej swobody. Natomiast Joe ma szczęście, jeśli choć raz na pół godziny może się uśmiechnąć do publiczności, bo gra przecież bardzo skomplikowane partie i musi koncentrować się na gitarze.

Czy na wcześniej wspomnianym koncercie grasz na sygnowanym przez siebie Les Paulu?


Niestety nie. Ten instrument dotarł do mnie dopiero pod koniec trasy. Ale gram na Les Paulu, bo zawsze byłem fanem tych gitar. Polecam obejrzeć okładki magazynów gitarowych z 1977 roku. Te gitary to wielkie, ciężkie instrumenty. Ostatnio graliśmy koncerty w Europie i odwiedził mnie w garderobie Jeff Beck. Zaproponowałem, żeby zagrał na moim Les Paulu. Powiedział, że to nie gitara dla niego, ponieważ jest zbyt ciężka. Śmiał się, bo rzeczywiście gitara jest ciężka, ma gruby i masywny gryf, dosłownie jak kij baseballowy. Lubię grać na tym diable.

To już trzeci model sygnowany twoim nazwiskiem...


Zgadza się. Pierwszy model to była gitara Washburn. Dostałem ją wtedy, kiedy odszedłem z zespołu Van Halen. Wcześniej nigdy nie sygnowałem żadnej gitary swoim nazwiskiem. Owszem grałem na gitarach Gibson - zrobili mi nawet model na zamówienie, ale sygnowanego nie miałem. W końcu wysłałem im mojego ulubionego Les Paula z 1977 roku i poprosiłem, żeby wykonali mi gitarę z takim samym gryfem. To samo później zrobiłem z gitarą marki Yamaha. Teraz zatoczyłem pełne koło i wróciłem do Les Paula. Tym razem powiedziałem, że nie zależy mi na masowej produkcji. Nie robię tego dla pieniędzy. Zrobiliśmy 250 egzemplarzy, które rozeszły się w ciągu jednego tygodnia.

Jakie miałeś wymagania co do tej gitary?


Po pierwsze wykończenie - ma piękny czerwony kolor. Aż chce się ją polizać. Podoba mi się duży, szeroki gryf, taki jak w moim oryginalnym wiośle z 1977 roku. Pierwsze, jakie zrobili, były naprawdę lekkie, a ja lubię, żeby były ciężkie. Kiedy uderzę mocno w struny, to chcę, żeby gitara była stabilna i masywna. Dla mnie osobiście gitary o większej masie mają jaśniejsze brzmienie, a poza tym potrafią rozsadzić głośniki (śmiech). Mój nowy Les Paul brzmi lepiej niż ten z 1977 roku. Nie próbuję go sprzedać, bo już wszystkie modele z tej limitowanej serii są wyprzedane! Joe też przekonał mnie do przetworników, które nie dają zbyt mocnego sygnału. Dzięki temu brzmienie mojego wiosła jest dużo lepsze podczas podkręcania gainu we wzmacniaczu.

Satriani jest endorserem nowoczesnych, wyścigowych gitar. Nie kusiło cię to nigdy?


Kiedy gram na gitarach Satrianiego, czuję się jak prawdziwy shredder. Mam wrażenie, że nic nie trzeba robić, bo gitary grają same. To niesamowite. Taka właśnie gitara jest potrzebna, kiedy gra się tyle nut, co Joe! Ja jednak lubię skupić się na każdym dźwięku i sprawić, żeby przemówił. Shred jest jak strzelanie z karabinu, jak bezsensowna gadanina. Ja lubię usiąść, pomyśleć, nadać znaczenie każdej nucie i przeanalizować ją. Taki już mam styl. Weźmy na przykład Floyd Rose... Kiedy go stosuję, czuję się głupio. Joe Satriani i Eddie Van Halen używają tego narzędzia w genialny sposób, to jest dla nich niejako naturalne. Jest częścią ich ekspresji, muzycznego słownictwa. Mnie Floyd Rose tylko przeszkadza. Gdy go używam, zawsze robię to za mocno i obcieram sobie rękę o mikrostroiki.

Nagracie kiedyś kolejny album Chickenfoot?


Chciałbym i oby się udało! Kiedy oglądam nasze DVD, to dosłownie krwawi mi serce, że musieliśmy zrobić sobie przerwę. Tak wyszło, bo Chad pracuje teraz w studiu z Red Hot Chili Peppers. Ale z pewnością będzie kolejna płyta, ponieważ Joe i ja napisaliśmy już kilka nowych kawałków w trasie, gdy jammowaliśmy sobie podczas prób.

Na debiutanckiej płycie w ogóle nie grałeś...


Teraz pracujemy inaczej. Ja i Joe mamy już dwa gotowe utwory, w których jest więcej gitar w harmoniach. Jest też więcej wpadających w ucho melodii. Zdecydowanie mam pretekst, żeby grać więcej. Przy pierwszej płycie wszystko toczyło się zbyt szybko. Nie mogłem nadążyć. Przypominało mi to nagrywanie pierwszej płyty Van Halen. Byliśmy w studiu i nie dawaliśmy sobie ani chwili wytchnienia. Ja spieszyłem się, żeby zdążyć z tekstami, natomiast Joe wziął na siebie wszystkie dogrywki. Jak mówiłem, że mam ciekawy pomysł na partię gitarową, okazywało się, że jest już za późno. W tym zespole ważniejsze od mojej gry na gitarze jest to, żebym pisał dobre teksty i śpiewał. Ale mam nadzieję, że przy drugiej płycie moja gra pozwoli muzyce zyskać pełniejszy wymiar.

Będziesz grał na nowym Les Paulu?


O tak, na pewno! Nie gram ostatnio na niczym innym. Nawet nie wkładam go do futerału, tylko kładę na stojaku obok swojego Marshalla. Którego Marshalla? Nawet o to nie pytaj, bo i tak ci nie odpowiem (śmiech). Nie znam symboli swoich wzmacniaczy. Powiem tylko tyle, że jest to stack. Ma czerwony napis "Marshall", czyli idealnie pasuje do mojego Les Paula. Powinieneś zobaczyć go z tym wzmacniaczem - naprawdę wyglądają bajecznie!

Nie jesteś maniakiem sprzętu?


Człowieku, ja muszę mieć nieskomplikowane gitary, żadnych efektów, żadnych pedalboardów - nic z tych rzeczy. Podpinam się do wzmacniacza możliwie najkrótszym kablem. Jestem prostym facetem i lubię proste rozwiązania. Gitara plus wzmacniacz - to mi w zupełności wystarczy. Żadnych efektów. Zero!

Nie nabawiłeś się jeszcze kompleksów?


Przecież grasz w zespołach z samymi wirtuozami gitary... Jestem najlepszym drugim gitarzystą, jaki kiedykolwiek chodził po tej ziemi, OK? Faktycznie lista gitarzystów, z którymi grałem, jest imponująca: Ronnie Montrose, Neal Schon, Eddie Van Halen, Joe Satriani. Kto może się pochwalić takimi znajomościami? Jestem też prawdopodobnie najodważniejszym skurczybykiem na tej planecie, bo któż inny odważyłby się wziąć do ręki gitarę w takim towarzystwie...

Czy nie uważasz, że przez to, iż jesteś drugim gitarzystą, twoje umiejętności mogą być niedoceniane?


Jestem lepszym wokalistą niż gitarzystą, a Joe Satriani jest lepszym gitarzystą niż wokalistą. Na świecie jest niewielu gości w stylu Jimiego Hendriksa, czyli ludzi, którzy potrafią tak samo dobrze śpiewać, jak i grać na gitarze. Jestem lepszy w śpiewaniu i nie będę dyskutował z faktami, ale wszystkie piosenki napisałem na gitarę. A były to setki utworów. Jedynym momentem w mojej karierze, kiedy byłem postrzegany jako gitarzysta-wokalista, były lata 70. i 80., czyli wtedy, gdy odszedłem z grupy Montrose i rozpocząłem karierę solową. Porzuciłem tę rolę na dobre, kiedy wstąpiłem do zespołu Van Halen!

Sammy Hagar grał z wieloma gwiazdami gitary. Wśród nich jest Eddie Van Halen i Joe Satriani. Kogo ocenia wyżej?

Eddie jest bardziej wszechstronny niż słychać na jego płytach. W utworze "Finish What Ya Started" jego chicken-picking w stylu country jest fenomenalny. Byłem w szoku, kiedy mi to zagrał. Nie miałem pojęcia, że umie grać w ten sposób. Potrafi zagrać praktycznie wszystko, choć w utworach, które pisze, nie ma możliwości tego zaprezentować. Jest trochę jednowymiarowy przez ten swój styl, w którym jest pełno tappingu. Ale jest wspaniały, bardzo twórczy i tego nie można mu odjąć. W obrębie swojego stylu jest prawdziwym innowatorem. Wchodzisz do sklepów muzycznych i widzisz, że dzieci potrafią grać utwory Eddiego, trzymając gitarę za głową. To jest niewiarygodne. Natomiast Joe to zupełnie inna historia. On gra rzeczy, których nikt inny nie jest w stanie zagrać. Myślę, że Joe jest najlepszym gitarzystą, jakiego kiedykolwiek miałem okazję poznać. Jest niesamowicie techniczny w swojej grze. Potrafi zagrać absolutnie wszystko. Potrafi grać jak Van Halen, ale jest w stanie wydobyć z gitary też zupełnie inne dźwięki. On sam uważa, że nie potrafi grać na gitarze akustycznej. Ale według mnie jest wprost przeciwnie - jakąkolwiek gitarę weźmie do ręki, gra wprost genialnie! Jest wyjątkowy, co tak naprawdę stawia go poza wszelką konkurencją.

Henry Yates

Death Resonance Soilwork

Kariera Soilwork to dość ciekawy przypadek. Zespół, który nigdy nie splamił się słabym wydawnictwem, a od "Stabbing The Drama" (czyli dekady)...Gramy dalej

8 /10
Sounds From the Heart of Gothenburg In Flames

Dobór utworów pożegnalnego DVD In Flames z Danielem Svenssonem za zestawem perkusyjnym jest mocno dyskusyjny.

Gramy dalej

7 /10
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Zobacz wszystkie