Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Roman Puchowski

Puchowski

Roman Puchowski

Roman Puchowski to muzyk awangardowy i bluesowy. Solista, lider i twórca alternatywnej formacji Von Zeit, członek polskich i międzynarodowych składów oraz projektów muzycznych, wokalista, instrumentalista, kompozytor, autor tekstów, profesor warsztatów gitarowych.

Oprócz twoich wcieleń bluesowych znany jesteś również z projektów zorientowanych na nieco inną estetykę muzyczną. Takim udanym przykładem może być The Bloozz, Von Zeit oraz duet z poetą Krzysztofem Kuczkowskim...

The Bloozz to pierwszy skład, w którym zaczęło się dla mnie profesjonalne granie. Funkcjonowaliśmy aktywnie całą dekadę lat 90. Adam Wendt był
już wtedy doświadczonym, uznanym saksofonistą jazzowym. Ja grałem i śpiewałem stare bluesy, a on tworzył piękne melodie i improwizował. Adam
szukał partnera, aby trochę pograć dla towarzystwa, i padło na mnie. Po kilku latach pojawił się skład Keith Dunn & The Bloozz. Graliśmy w Polsce i na
Zachodzie. To, co robię z Jackiem Kuleszą i Sebastianem Szczepanowskim w Von Zeit, to moje prawdziwe ja - totalnie wolny muzycznie skład. Całość dopełniają obrazem nasz VJ, Piotr Świąder oraz grafik Robert Turło. Von Zeit stworzyłem po to, aby razem z kolegami móc realizować autorskie muzyczne wizje. Każdy z nas ma inne korzenie, na co dzień obraca się w innych gatunkach i stylach muzyki, a tam wchodzimy na jedną orbitę i razem lecimy w kosmos... Moje bluesowe projekty i autorskie poczynania w Von Zeit przenikają się wzajemnie. Von Zeit to jednak moja tożsamość. Tu wypowiadam się najpełniej jako autor. Z Krzysztofem Kuczkowskim połączyła nas fascynacja filmem "Truposz" Jarmusha. Krzysztof wydał tomik poezji inspirowanej m.in. wspomnianym obrazem. Napisałem do kilku wierszy muzykę, powstał z tego performance, który zaczyna już żyć własnym życiem. Wydobywam tam z Dobro mnóstwo perkusyjnych, noisowych brzmień. Jest pole do nowych eksperymentów.

Gdybyś musiał wybrać tylko jednego gitarzystę, to z którym byłoby ci najbardziej po drodze?

Z Robertem Johnsonem!

Choć blues jest ci gatunkowo najbliższy, to poruszasz się w obrębie dosyć wielobarwnych projektów muzycznych. Jak ty to postrzegasz?

W muzyce najistotniejsza jest dla mnie wibracja. Czy jest to Blind Willie Johnson, Butthole Surfers, Beck czy Philip Glass - do mnie trafia energia zawarta właśnie w tych dźwiękach. Styl nie ma dla mnie kompletnie znaczenia. Podobnie jest z projektami muzycznymi - gram po prostu to, co we mnie siedzi. Jednym z projektów, w których biorę udział, jest międzynarodowa korporacja Mississippi Blues Night zrzeszająca sporą ekipę czołowych muzyków parających się bluesem w Europie. Liderem formacji jest perkusista z Berlina, Micha Maass. Każdy z nas interpretuje tradycję po swojemu, nadaje temu swój osobisty wyraz. Miksujemy się w przeróżne konstelacje, powstaje nowa jakość w obrębie bluesowej stylistyki. Kiedy gram solo, mam największą swobodę w zabawie formą. Jest miejsce na archaiczne bluesy, transowe improwizacje, free style i moje piosenki w języku polskim. W Von Zenit z kolei łączą się energie innych rejonów: jazzu, punk rocka, rocka, bluesa. I tu, i tam jest Romek Puchowski. Stylistyka naprawdę nie ma dla mnie znaczenia. Jest to tylko taka czy inna platforma dla snucia swoich muzycznych opowieści.

Imponuje mi twoje nieortodoksyjne podejście do materii bluesowej, zwłaszcza w kwestii interpretacji standardów powszechnie uważanych za nietykalne, jak np. "Georgia On My Mind".

Jeżeli chodzi o szkołę interpretacji standardów, to moimi idolami są muzycy z The Residents. Temat obrazuje chyba najlepiej ich płyta "The King And
Eye", na której panowie z L.A. grają Elvisa. Polecam! Kiedyś w Anglii tata kolegi postanowił posłuchać tej płyty, ponieważ kocha, lubi i szanuje Elvisa,
ale przestraszył się nie na żarty... Ważne jest to, aby klasykę odbijać w swoim własnym zwierciadle. Krzywizny tego lustra to właśnie my, to nasza
wrażliwość, filozofia. Każdy zwraca też uwagę na inny element konstrukcji standardu, dostrzega coś, co uznaje za istotne, i na tym opiera swoją interpretację. Oczywiście istotne jest też to, aby utwór był rozpoznawalny (śmiech), ale jednocześnie musi tu być widoczna sama postać interpretującego. Dopiero wtedy to ma sens. Standardy zawierają w sobie energię twórców, a to bezcenny przekaz. Cała sztuka polega na tym, aby nauczyć się z nią obcować. Utwór "Georgia On My Mind" postanowiłem zagrać w otwartym stroju, zmieniając tonację oraz tradycyjną harmonię, aby wykorzystać to, co oferuje otwarty strój.

Efekty tych zabiegów słychać na twojej płycie "Simply", która jest nie tylko mistrzowskim popisem instrumentalisty gloryfikującego szlachectwo akustycznego bluesa, ale także materiałem bardzo indywidualnym, nowoczesnym i pełnym pozytywnej energii...

Cieszy mnie to, co mówisz. Dziękuję. Płyta miała być przede wszystkim prawdziwa, szczera i prosta. Cały materiał zarejestrowałem w swoim studio w dwa wieczory. Włączyłem DAT-a i nagrywałem, taśma szła, a ja przelewałem na nią to, co przygotowałem. Z bodajże 20 utworów wybrałem zbiór 14 tracków, który najlepiej komponował się jako całość. Wszystko odbyło się bez ciśnienia, na luzie. Miałem świadomość, że do nagrań przygotowałem się najlepiej, jak mogłem; jedyne, co w tej sytuacji mogłem zrobić, to wypuścić to z siebie, i tyle. Nic nie montować, dogrywać, wybrać tylko najciekawsze wersje. Tak też się stało. Po prostu "Simply". Ta płyta to też początek mojej współpracy z wytwórnią Biodro Records Tymona Tymańskiego.

Dużą dbałość o formę podkreśla również gustownie zaprojektowana okładka. Czy grafika również powstaje pod twoje dyktando?

Tu ukłony w stronę mojej żony Basi. Generalna koncepcja przyszła od niej. Basia wymyśliła też scenerię zdjęć i prostą stylistykę okładki. Moim zdaniem na płytę składa się zarówno muzyka, jak i jej oprawa, czyli okładka, plakat, strona internetowa itp. Autorem mojej witryny internetowej (www.puchowski.vonzeit.pl ) jest krakowski artysta Adam Nyk. Czasy masowej sprzedaży płyt mamy już chyba za sobą. Tym bardziej więc płyta jako całość powinna nieść jakiś spójny komunikat, być tym czymś, co wytrąci słuchacza choć na moment z jego rzeczywistości. Wywołać refleksję czy wzruszenie. A zatem nie jest dla mnie najważniejsza estetyka jako taka, tylko spójna wymowa całości.

Porozmawiajmy teraz o twoim instrumentarium. Jakiego sprzętu używasz?

Trochę tego jest, opowiem więc o wybranym sprzęcie. Pierwsza moja profesjonalna gitara akustyczna to Yamaha vel. Orka. Akcja strun ustawiona wysoko. Często używam jej do gry slide. Ma dobre, naturalnie skompresowane pasmo, dobrze brzmi w miksie z innymi instrumentami. Służy mi wiernie od ponad dwudziestu lat. Mój podstawowy instrument to gitara Dobro, oryginalny model "O" z lat 80. Gram na niej wszystkie solowe koncerty (choć czasem też z Von Zeit), jest dobrze rozegrana i wydaje mi się, że trochę się już o instrumentach rezofonicznych nauczyłem. Brzmi tak, jak sobie tego życzę, chociaż będę w najbliższym czasie ją brzmieniowo odświeżał. Kolejny instrument to lutnicza gitara "No name" z końca XIX wieku. Przepiękna malutka gitara akustyczna o potężnym i soczystym, jak na swój rozmiar, brzmieniu. Wypatrzyłem ją w klubie Bogart w Gomunicach, gdzie wisiała nad barem i tworzyła klimat. Przemek Urbański sprezentował mi ją na moje czterdzieste urodziny. Mistrz lutniczy z Malborka, Zbigniew Mleczek, dokonał remontu kapitalnego, a bardziej rekonstrukcji. Na "Simply" oprócz Dobro słychać jeszcze Gibsona model Gospel. Ten instrument ma silne, tłuste brzmienie. Mam go od lat i również zdążyłem go już dobrze rozegrać. W Von Zeit używam gitary basowej. Jest to elektryczny semi acoustic z lat 60., ręczna robota legendy polskiego lutnictwa - pana Alfreda Kopoczka z Bielska-Białej. Do użytku ze stanu spoczynku wyprowadził ją wspomniany wcześniej lutnik, Zbigniew Mleczek. Zainstalowałem w niej pickup DiMarzio, chociaż nie pamiętam modelu. Drewniana obudowa, ciepłe i pełne brzmienie. Do basu używam strun Elixir, natomiast moje gitary akustyczne od lat wibrują za pomocą D’Addario. Nie mam pytań, dla mnie są najlepsze! Dobierając pojedyncze struny, sam konfiguruję zestawy grubości. Najczęściej pogrubiam struny wiolinowe, w Dobro nawet E1 do .017".

Intryguje mnie twój preamp, który generuje niezwykle przestrzenne i selektywne brzmienie. Co skrywa ta magiczna skrzynka?

Budowniczym tego cuda jest Sławek Wasilewski z Sopotu - artysta lampowych brzmień. Powiedziałem mu, czego potrzebuję do moich akustycznych gitar i jak to ma mniej więcej wyglądać. Sławek powiedział, co z tego da się zrobić, no i oczywiście zaprojektował całą elektronikę. Z biegiem czasu dopracowaliśmy sprawę, a kolejne modernizacje i przeróbki trwały dobry rok. Efekt naszej pracy słyszałeś już Wiktorze na koncercie. Bez względu na to, czy jest to mały klub, czy duży koncert - brzmienie jest soczyste i potężne. Jest to w zasadzie pięciokanałowa konsolka, pełna lampa (razem 12 lamp). Uważam, że jest to nieocenione urządzenie na scenie. Na niecodzienny, odświętny wygląd wpłynął też VJ Von Zeit, Piotr Świąder (prywatnie mój szwagier). Piotr z racji swojej pasji przywracania świetności starym samochodom (Ascona) położył na nim metaliczny lakier. Palce lizać (śmiech). Urządzenie to było dla mnie niezbędne, gdyż gitary akustyczne nagłaśniam dwutorowo. Sygnały pobieram z mikrofonu i przetwornika, nasycam i odpowiednio miksuję w preampie.

Jakiego wzmacniacza używasz?

Jako muzyk akustyczny ze wzmacniaczami za wiele nie mam do czynienia. Do basu używam combo Ampeg BA 115T. Mały zgrabny, doskonale sprawdzający się na trasie i w studiu. Do gitary akustycznej z przetwornikiem magnetycznym używam czasem lampowego Dynacorda z lat 60. To wzmacniacz basowy, który Sławek Wasilewski, była już o nim mowa, przebudował według swoich sugestii pod kątem brzmień gitary akustycznej. Solowe koncerty gram, podając sygnał liniowo przez wspomniany preamp.

Wymiernym potwierdzeniem sukcesu artysty jest ilość sprzedanych po koncercie płyt. Tobie w Tarnobrzegu udało się sprzedać wszystkie egzemplarze krążka "Simply", a nawet ten niepozorny singielek DVD Von Zeit. Co się na nim znajduje?

Singiel, o którym mówisz, to miniatura filmowa "Halucynacje Hrabiego Von Zeit" (Biodro Records) w reżyserii Basi Świąder. Jest to najświeższe
wydawnictwo muzyczno-filmowej formacji Von Zeit. W przedsięwzięcie było zaangażowanych, oprócz ekipy VZ, mnóstwo naszych znajomych. Była świetna zabawa, a potem ogrom pracy. Ścieżka dźwiękowa to moja muzyka (i tekst), którą gramy oczywiście z VZ. Utrzymany w konwencji kina niemego filmik to surrealistyczne, letnie przygody tczewskiego Hrabiego Von Zeit (w roli głównej gitarzysta VZ Jacek Kulesza). Generalnie ów filmowy hrabia wpakował się w niezłe tarapaty... Zapraszamy na stronę www.vonzeit.pl, gdzie można znaleźć więcej informacji o filmie, obejrzeć obraz i posłuchać muzyki. "Halucynacje Hrabiego Von Zeit" otrzymały dwie nominacje na Festiwalu Polskich Wideoklipów Yach Film 2007 w kategoriach: "Scenariusz" i "Inna energia".

Jakie są najbliższe plany artystyczne Romka Puchowskiego?

Najbliższe plany to nowa płyta Von Zeit "Ocieramy się" (oczywiście będzie też Biodro Records). Właśnie nadaję finalny kształt poszczególnym utworom. Swoją drogą to niezła zabawa... Premiera płyty planowana jest na 21 marca, a więc pierwszy dzień wiosny.

Na koniec pytanie o twoje pozamuzyczne pasje. Jakie one są i czy starcza ci na nie czasu?

Ostatnio mam mało czasu na chodzenie po górach. Kocham to i w niedalekiej przyszłości zamierzam nadrobić zaległości. £apię się właśnie
na tym, że prawie wszystko, co mogę nazwać pasją, ma związek z muzyką... Fotografuję. Czasem więcej, czasem mniej, lubię się jednak co jakiś czas
w tym zatracić. Pasjami uwielbiam też naturę i często w podróży, zerkając przez szybę, tęskno mi za nią. A zatem nie do końca starcza mi czasu na te
pozamuzyczne pasje...

(Rozmawiał Victor Czura)

GALERIA
Puchowski
Revolution Radio Green Day

Green Day jaki jest, każdy widzi (a właściwie słyszy).

Gramy dalej

8 /10
NieWolnOść Hunter

Dystans jaki oddziela dziś zespół Hunter od własnych nagrań z przełomu XX i XXI wieku jest trudny do zmierzenia. Kapela weszła w proces muzycznej...Gramy dalej

3 /10
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
Zobacz wszystkie