Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Nuno Bettencourt (Extreme)

Nuno Bettencourt (Extreme)

O talencie Nuno Bettencourta nikogo chyba nie trzeba przekonywać, ponieważ jego dokonania mówią same za siebie. Wystarczy wspomnieć, że w 1991 roku gitarzysta ten został okrzyknięty nowym Eddiem Van Halenem.

Kiedy Janet Jackson chciała nagrać ostry utwór rockowy - coś konkurencyjnego dla "Beat It" swojego brata - postanowiła wynająć dobrego, znanego gitarzystę. Pierwszym, do którego zadzwoniła, był Nuno Bettencourt i to on właśnie nagrał solówkę do utworu Janet, zatytułowanego "Black Cat". Siedemnaście lat później Nuno miał już na swoim koncie kilka genialnych albumów, współpracę z Perrym Farrellem z Jane’s Addiction. A ostatnio znowu gra z Extreme...

Tak, muzycy Extreme znowu grają razem. Nowy album zespołu zatytułowany "Saudades de Rock" jest pełen porywających riffów, zagrywek i solówek, a gitara dosłownie pali się Bettencourtowi w rękach. Nuno - przez jednych niedoceniany, przez innych podziwiany - tym razem zajął się również produkcją płyty i nieźle sprawdził się także w tej roli. Riff z kompozycji "Star", która otwiera płytę, naszym zdaniem kandyduje do miana jednego z najlepszych riffów ostatnich lat. Album przesłuchaliśmy już dziesiątki razy, analizując każdy utwór i każdą nutę graną przez Nuno. Na to spotkanie czekaliśmy więc ze sporym zniecierpliwieniem. Nuno obiecał, że powie nam coś o swojej fenomenalnej technice gry i wyjaśni, dlaczego muzycy Extreme postanowili znowu razem zagrać...

Już wcześniej była szansa na reaktywację zespołu, ale z niej nie skorzystaliście. Teraz nadeszła właściwa pora?


Owszem, wcześniej graliśmy razem wspólne koncerty. I chociaż były one udane, to jednak wracaliśmy do hotelu jacyś tacy przygnębieni. Zdaliśmy sobie sprawę, że wspólne koncertowanie nie sprawia nam satysfakcji, bo nie tworzymy nowej muzyki. Przecież nie można ciągle grać starych kawałków! Nawet jeśli dzieje się to ze względów sentymentalnych czy dla pieniędzy. Tworzenie nowej muzyki zawsze sprawiało nam wielką przyjemność i było naszym głównym celem. Dlatego zdecydowaliśmy się działać. Postanowiliśmy spotkać się jak za dawnych czasów i zrobić sobie jam session. Mieliśmy też nadzieję, że przy okazji nagramy dwa, może trzy kawałki. W efekcie udało nam się nagrać dwadzieścia cztery piosenki w ciągu zaledwie dwóch tygodni! Wiedzieliśmy już, że nadszedł czas na reaktywację zespołu.


Nie tylko jesteś świetny w solówkach, ale twoja gra rytmiczna również jest absolutnie genialna. W jaki sposób udało ci się osiągnąć taki poziom techniczny?


Dla mnie zawsze kluczową rzeczą było zrozumienie innych instrumentów, a nie tylko gitary. Właściwie moja droga nie zaczęła się od gitary. Swoją grę rytmiczną rozwinąłem dzięki grze na perkusji. Zawsze grałem w sposób bardzo perkusyjny i zawsze czułem duży sentyment do perkusji. Jeśli chodzi o doskonalenie gry rytmicznej, to uważam, że powinno się grać z metronomem, jamować z perkusistami i generalnie zwracać szczególną uwagę na sekcję rytmiczną. Gitara brzmi dobrze w dużej mierze właśnie dzięki dopracowanej sekcji rytmicznej. Niestety, ten aspekt jest często zaniedbywany, ponieważ większość muzyków skupia się tylko na gitarze prowadzącej.


W jaki sposób przeniosłeś elementy perkusji do gry na gitarze?


Nie chodziło mi tak bardzo o aspekt techniczny, lecz właściwie o coś zupełnie przeciwnego. Moim celem było raczej przeniesienie pewnego aspektu duchowego. Wiadomo, że strona techniczna jest ważna, ale w grę trzeba włożyć przede wszystkim dużo pasji, gra musi być intensywna. Wszyscy gitarzyści, na których grze się uczyłem, mieli za sobą świetne zespoły i do tego wszyscy byli bardziej gitarzystami rytmicznymi niż solowymi. Weźmy Eddiego Van Halena. Ludzie zwracają szczególną uwagę na jego solówki, tappingi i tym podobne rzeczy. Polecam wsłuchać się jednak w te pozostałe trzy minuty granego utworu! Gość był niesamowitym gitarzystą rytmicznym... zresztą tak jak Brian May czy Joe Perry. Ci muzycy nauczyli mnie, że czerpią przyjemność z gry. Nawet pozostając w tle, jeśli tego wymaga konkretny utwór.


W takim razie co większość gitarzystów robi nie tak?


Nic. Wszystko robią tak, jak należy. To jest muzyka, tutaj nie można popełniać błędów. Jeśli możemy w ogóle mówić o błędach, to w sytuacji, kiedy ktoś stawia swoją grę ponad grą pozostałych członków zespołu albo zamyka się we własnym świecie, do którego nikogo nie dopuszcza.


Kiedy w modzie był sweeping, ty stosowałeś raczej string skipping. Dlaczego wybrałeś akurat taką technikę gry?


Wtedy nie było mnie stać na nowe struny, dlatego kiedy jedna pękła, musiałem ją omijać (śmiech). Oczywiście żartuję. To było dla mnie coś nowego. Wiesz, kiedy uczysz się grać od swoich idoli, bawisz się grą i szukasz swojego stylu, to czasem w jakimś akordzie znajdziesz coś nowego, tylko nieznacznie go zmieniając. Zamiast zagrać zwykłą skalę pentatoniczną, raz czy drugi grasz ją, pomijając strunę. Jeśli wymyślasz swój własny akord, gra staje się dużo ciekawsza. Mój tapping różnił się od tappingu Van Halena tylko tym, że ja omijałem niektóre struny. Eddie często grał na jednej strunie, wykorzystując od czasu do czasu strunę powyżej lub poniżej. U mnie wyglądało to tak, że zacząłem się bawić jego technikami, jednak na swój własny sposób. Zawsze lubiłem 
kombinować i robić rzeczy po swojemu.


Twoje kostkowanie naprzemienne jest naprawdę płynne. Jak rozwinąłeś taką szybkość gry?


No cóż, może to dzięki kokainie? (śmiech). Mówiąc poważnie, wypowiem tu niestety pewne niepopularne i ogólnie nielubiane słowo, a mianowicie słowo na literę "ć": ćwiczenie. Ludzie często podchodzą do mnie i mówią, jak bardzo podziwiają moją grę. Mówią też, że mam dar od samego Boga. Wtedy zastanawiam się, o jaki tu może chodzić dar. Prawda jest znacznie bardziej prozaiczna, niż sądzi większość ludzi. Po prostu zamykałem się w pokoju na dwanaście godzin i nie wychodziłem z niego, dopóki nie opanowałem danego kawałka czy zagrywki. W grze na gitarze nie ma cudów, a wszystko sprowadza się jedynie do ciężkiej pracy. Niektórzy zniechęcają się, jeśli nie uda im się czegoś opanować w ciągu tygodnia czy miesiąca. Na gitarze nie da się nauczyć grać w takim tempie. Oczywiście można osiągnąć wiele, ale wymaga to czasu. Trzeba być cierpliwym. Wtedy na pewno się uda.


Niektóre twoje partie są ekstremalnie szybkie. Czy wymaga to od ciebie intensywnej rozgrzewki przed grą?


Przed koncertem gramy trzy czy cztery piosenki z listy na dany wieczór, i to wszystko. Ważne, żeby zagrać je od początku do końca z pełnym zaangażowaniem emocjonalnym. Po takiej rozgrzewce nie jesteśmy już tak zupełnie "zimni" na scenie. Szczerze mówiąc, nie wiem, czy moje piosenki są trudne do zagrania. Utwory własnej kompozycji zazwyczaj nie stwarzają problemów wykonawczych. Skoro sam je napisałem, to są one w zasięgu moich możliwości (śmiech). Przecież nie tworzę żadnych szalenie skomplikowanych partii, które wykraczałyby poza moje możliwości techniczne.


Technika wibrato to często lekceważony aspekt gry. W jaki sposób gitarzyści mogą go doskonalić?


Zwykle wibrato dostosowuje się do wokalu. Dawniej, kiedy śpiewałem, miałem bardzo szybkie wibrato podczas gry na gitarze. Zwolnienie go zajęło mi jakieś dwa, trzy lata. Musiałem się nauczyć je zwalniać, bo czasem szybkie wibrato nie jest zbyt przyjemne dla ucha z uwagi na jego nerwowy charakter. Z pewnością brzmi dużo ładniej, jeśli grane jest wolniej.


Na sygnowanej przez siebie gitarze Washburn grasz od wielu już lat. Co najbardziej lubisz w tym instrumencie?


W tej gitarze najbardziej lubię to, że pasuje do mnie jak stara rękawica do baseballu. Po prostu jak mam ją w rękach, to czuję, że jest wręcz idealna. Dla mnie jest ona najlepsza, bo to jedyna gitara, na której gram bez żadnego wysiłku. Czuję, że jest przedłużeniem moich rąk. W końcu gram na niej już od dwudziestu lat!


Czy mógłbyś udzielić naszym Czytelnikom rady dotyczącej ustawień, które proponujesz dla uzyskania najlepszego brzmienia?


Brzmienie w dużym stopniu zależy od naszych palców. Wiele osób grało na mojej gitarze z moim wzmacniaczem, a jednak ich brzmienie było zupełnie inne. Sam grałem też na sprzęcie Eddiego Van Halena i byłem rozczarowany, bo brzmiał dokładnie tak, jak mój, a nie jego! Naprawdę w kwestiach brzmieniowych wszystko zależy od tego, jak uderzasz struny, jak je tłumisz i w ogóle jak posługujesz się swoimi rękami. A zatem wszystko zależy od tego, jakim jesteś gitarzystą.

Specjalnie dla fanów... Nuno radzi początkującym gitarzystom

Moje motto brzmi: Nie wystarczy być gitarzystą, trzeba być muzykiem! Pomysły na zagrywki typowo gitarowe można czerpać, obserwując dobrych wokalistów i sekcje rytmiczne. Bycie jedynie gitarzystą jest szalenie nudne. Trzeba próbować poznać i zrozumieć wszystkie możliwe instrumenty. Wszystko, co dzieje się w muzyce jest ważne i może stać się dla nas nieocenioną inspiracją.

O co chodzi? Nuno rozszyfruje dla nas tytuł najnowszej płyty Extreme...

"Saudades de Rock" znaczy "tęsknota za rockiem". Tęskniliśmy za starym dobrym Extreme i to właśnie wyraża ten tytuł. Chcieliśmy nagrać płytę na wskroś rockową. Nie chodziło nam o krążek w stylu retro ani o bycie przesadnie na fali, ani też o płytę, która brzmiałaby jak jeden z naszych starych krążków. Nie zakładaliśmy czegoś takiego. Po prostu chcieliśmy wejść do studia, ustawić mikrofony i zarejestrować nasze brzmienie takim, jakie jest ono teraz. Już nie możemy się doczekać, kiedy ruszymy w trasę koncertową! Obiecuję, że będzie ostro!


Jonny Scaramanga
GALERIA
Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie