Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Mariusz "Demon" Dzwonek (Frontside)

Mariusz "Demon" Dzwonek (Frontside)

Pięciu chłopaków z piekła wydało nową płytę. "Zniszczyć wszystko" to najmocniejszy cios ze strony zespołu od czasów sławetnego "Zmierzchu bogów". O tym, co tak mocno wkurzyło w ostatnim okresie Frontside, opowiedział mi Demon. A nazbierało się tego trochę…

Cześć Demon! Co się dzieje w obozie Frontside ostatnimi czasy? Pamiętam czasy, kiedy przestrzegaliście, żeby "nie podnosić ręki na stwórcę", potem ogłosiliście już "zmierzch bogów", by następnie osiągnąć absolut w kwestiach pisania przebojów. Ostatnio zaś nie dość, że tworzycie konspiracyjne teorie to jeszcze chcecie "zniszczyć wszystko" (śmiech).


Ciekawa interpretacja (śmiech). W istocie teraz mamy zamiar zamieniać wszystko w pył, pozostawiać zgliszcza… może kiedyś wrócimy z Dobrą Nowiną, ale jeszcze nie teraz
.

"Zniszczyć wszystko" zaczyna się od intra przypominającego trochę wstęp do "Zmierzchu bogów". Celowo rozpoczęliście ten album w ten sposób, sugerując, że "apokalipsa trwa"?


To intro zwiastuje nadejście nieuniknionego ataku, którego potem doświadczamy. Rozpoczyna album, by nagle nieoczekiwanie się kończyć, a zarazem dać początek nowej apokalipsie.


Słuchając "Zniszczyć wszystko" odnoszę wrażenie, że, po raz kolejny po "Teorii konspiracji", staracie się pogodzić ze sobą zwolenników waszego ostrzejszego oblicza z fanami hitów z "Absolutusa". Tym razem jednak Ci, którzy cenili Was tylko za "Wybrańca", znajdą dla siebie tutaj tylko może dwa numery. "Frontside’owymi" przebojami są tutaj tylko "Dopóki moje serce bije" oraz "Nie jesteś sam".


Nie kalkulujemy nigdy "co, jak, dlaczego i dla kogo"? Piszemy nutę dokładnie taką, jaką chcemy grać w danym momencie. Jeśli pojawia się jakaś melodia to znaczy, że wybraliśmy najlepszy wariant dla numeru, jeśli jej nie ma, z pewnością nie była potrzebna. Nie pozbyliśmy się do końca melodii… jest one jednak  trochę w innym klimacie. Te dźwięki są smutne, choć niosą za sobą melodie zapadającą w pamięć. To inna płyta niż wyżej wspomniane.


Kontynuując jeszcze powyższy wątek, czy, po kontrowersyjnym "Absolutus", wróciliście do mocniejszego grania po części dlatego, że uznaliście ten album za zbyt lekki jak na Frontside i by udowodnić fanom, że nadal potraficie mocno przywalić?


Nie odczuwam potrzeby udowadniania komukolwiek, czegokolwiek.  Zawsze będziemy grać to, co chcemy. My naprawdę gramy dokładnie co chcemy, tu nie mam mowy o przypadku, o sytuacji, w której gramy to, co nam wychodzi. Jeśli będziemy gotowi zaprezentować utwory melodyjne, miękkie, lekkie i będziemy tego potrzebować na pewno to zrobimy - bez względu na opinie nieprzychylnych nam osób czy zastęp klakierów. Już kiedyś myśleliśmy o wydaniu podwójnego albumu, który moglibyśmy wypełnić muzyką pełną przeciwności… Pewien koncept już jest.  Jednak nie jesteśmy jeszcze na to gotowi.


Jak powstają albumy Frontside? Czy to co słyszymy na Waszych krążkach to efekt pewnej kalkulacji? Przed pisaniem nowego materiału ustalacie, w jakim kierunku można byłoby pójść i poeksperymentować? Jeżeli zaś to wyraz Waszego stanu emocjonalnego w danym okresie określ, jakie uczucie towarzyszyły waszym poszczególnym płytom.


Ciężko to nakreślić. Pracując nad płyta starasz się opracować w myślach jej wyraz. Wyobrazić sobie jak to powinno brzmieć czy jakie emocje mają ją definiować. Kalkulacja opiera się w tym momencie tylko na tym, jakie numery wybrać, jakie pomysły rozwijać, jaki nadać im ton. To proces długofalowy.  To ułatwia wybory.


Mam też wrażenie, że Wasz nowy album jest bardziej zespołowy. Nie wiem, czy pamiętasz, ale, gdy rozmawialiśmy dwa lata temu o "Teorii konspiracji", wspomniałem, że ta płyta ma dwóch bohaterów - Aumana i Darona. Tym razem żaden z Was nie wychodzi przed szereg aż tak bardzo…


Bo to nie jest album popisów cyrkowych tylko cios. Tu gramy zespołowo. W jedności siła (śmiech). A zupełnie poważnie to na tym albumie prezentujemy Frontside z innej strony.


Wielu recenzentów zauważa fakt, że tytuły części Waszych nowych numerów to przetłumaczone tytuły utworów Hatebreed czy Killswitch Engage. Czy to świadomy zabieg? Taki pstryczek w nos wszystkim, którzy zarzucają Wam kopiowanie z tych bandów?


Ujmę to w najprostszy sposób. Takie interpretowanie jest krzywdzące dla zespołu i zarazem kompromitujące dla dziennikarza. Ta najbanalniejsza z możliwych teoria spiskowa nie padła naszym udziałem. Bo niby czego to ma dowieść? To zwykły przypadek… Gdy zaczynaliśmy pracę nad płytą jednym z pierwszych riffów, jeśli nie pierwszym, który zaczęliśmy ogrywać to riff rozpoczynający tytułowy kawałek… Gdy go graliśmy ktoś palnął, że ten riff to zniszczenie, był grany mozolnie. Sam w sobie jest mocarny, potężny, siłowy i tak od słowa do słowa powstał zbitek słów "Zniszczyć wszystko", który z czasem przepoczwarzył się w pomysł na cały album. Poszperałem trochę w necie i idąc tym tropem trafiłem na numer Kreatora "Betrayer", na numer In Flames "Pull the trigger" czy utwór Michaela Jacksona "You are not alone", Czy to znaczy, że od nich też niby kopiowaliśmy, czy może raczej brak kompetencji piszącego recenzję? Szanujmy się!!! Z całego serca pracujemy nad naszą muzyką i podpisujemy się pod nią! Sorry, ale ja tego nie kumam.


Wiesz, ja też. (śmiech) Chociaż, tak jak już mówiłem, myślałem, że celowo nazwaliście tak kawałki, żeby właśnie dokuczyć dziennikarzom, którzy na siłę wpychają Was do szufladki "kopistów zespołu X"(śmiech). Co sądzisz o recenzjach Waszych płyt i osobach, które je piszą? Odnosisz wrażenie, że często są to osoby niekompetentne? Tak zresztą przed chwilą powiedziałeś…


Rozumiem, że każdy ma prawo do swojej opinii, mam też świadomość, że nie nagrywamy płyt, które zdefiniują tę muzykę od nowa. Zresztą nie mamy takich aspiracji. Sam też kiedyś recenzowałem albumy na łamach United Blond i wybierałem albumy, o których autentycznie mogę powiedzieć wiele dobrego… Sądzę, że recenzja powinna opisywać uczucia jakie towarzysza słuchaniu, a nie redukować zalety kosztem oczekiwań. Często jest tak, że domorosły pismak, który dopiero rozpoczął pełnoletniość wie niby więcej, niż ktoś kto na metalu zęby zjadł. Przeglądam recki i artykuły w naszej prasie muzycznej i ręce mi opadają jak nasi dziennikarze "odkrywają" nurty muzyczne, bądź zespoły, które ja śledzę od kilku lat. One są nagle wielkie za Oceanem i nasi chłopcy-"gazetowcy" dopiero to dostrzegają (śmiech). Tak było z Avenged Sevenfold czy choćby AFI, które zaistniały u nas dopiero przedostatnimi płytami. Przykłady mógłbym mnożyć. Muse wydał kilka lat temu płytę "Absolution", która powaliła mnie na kolana - w naszej prasie przeczytałem stek pretensji, że to muza drażniąca, pretensjonalna, że mają ciągotki do epickich jazd, że zrzynają z Radiohead… Już wtedy czułem, że to będzie wielki band… Przeczucie mnie nie myliło. Recenzje są i będą…jakoś muszę z tym żyć.


Skoro już o inspiracjach mowa, w "Promienie umierającego słońca" pojawia się fragment brzmiący jak cytat z twórczości Meshuggah. Czy faktycznie inspirujecie się tym zespołem? Mają obecnie niezaprzeczalny wpływ na muzykę metalową, choć trzeba uczciwie przyznać, że mało kapel potrafi wykorzystać ich wpływ w miarę interesujący i kreatywny sposób.


Oni mieli już wpływ na scenę wydając "Destroy Erase Improve" tylko nikt nie potrafił za nimi nadążyć przez lata…Lubimy Meshuggah - nawet bardzo co pewnie w jakiś sposób wpływa też na naszą twórczość. To ważny, a przede wszystkim nowatorski zespół na scenie.


W "Granicy rozsądku" krytykujecie konsumpcyjny styl życia, pogoń za kasą, pozerstwo. Po tym z jaką pasją Auman wyryczał ten numer i jaką diabelską aurą jest otoczony wnioskuję, że wszystko powyższe porządnie Was wkurza. Zapytam jednak przewrotnie - czy uważasz, że bez dużych zarobków da się w dzisiejszych czasach godnie żyć?


To nie problem zarobków tylko umiejętnego gospodarowania zasobami finansowymi. Zarabiajmy dużo! Przecież to daje komfort, bezpieczeństwo czy właśnie godne życie. Pracujmy żeby żyć, a nie odwrotnie. Przedstawiamy jakąś postawę, która zadomowiła się w świecie przerysowanym z reklam, w świecie, do którego co raz więcej z nas chce dążyć - za wszelką cenę. To definiuje życie wielu.


Rozumiem więc, że życie celebryty Cię nie kręci (śmiech). Czy jednak gdyby Frontside otrzymał propozycję podpisania kontraktu umożliwiającego życie z grania, ale za cenę częstszego koncertowania, udzielania wywiadów i pojawiania się w mediach. Gra w kapeli stałaby się bardziej Twoją pracą aniżeli hobby. Czy przyjąłbyś taką propozycję?


Nie ma takich kontraktów i propozycji. Nikt w tym biznesie nie daje gwarancji, tak samo jak kapela nie może zagwarantować, że będzie nagrywać dobre płyty. Można oczywiście pójść na całość, można gdybać, co by było gdyby… Żeby utrzymać z grania na godnym poziomie pięć osób trzeba być sporym zespołem, bardzo dużo grać… W sumie to też podobny kierat jak zwykła praca. Kwestia wyboru… Wiem od zaprzyjaźnionych osób z pierwszych stron gazet, że to życie celebryty nie jest ani łatwe ani przyjemne. Sława ma swoją cenę i najbardziej na tym cierpi nasza prywatność. To potrafi być uciążliwe. Nie powiem, że jest mi to obojętne, bo mam świadomość, że dla zespołu to czasem jest potrzebne. Jednak nie chciałbym mieć za sobą sznurka papparazzich.


Kolejnemu tekstowi, "Nie ma we mnie Boga" towarzyszy jasny, ateistyczny przekaz. Swoją drogą pojawiają się w nim Twoje chyba najbardziej histeryczne partie wokalne, jakie nagrałeś… Nie o to jednak chce zapytać… Jak osoby, które Cię znają reagują na tego typu Twoje teksty? Sąsiadki zasłuchane w jedynym słusznym radiu odpowiadają na "dzień dobry" (śmiech).


Oczywiście, że odpowiadają .One raczej nie stanowią targetu Frontside i poza tym, że faktycznie parę osób orientuje się, że gram w "jakimś" zespole nie wchodzą w temat głębiej. Generalnie na ogół sprawiam jak najbardziej pozytywne wrażenie i nie mają się czego obawiać po Demonie. Kiedy trzeba Demon otworzy drzwi starszej pani czy pomoże odszukać zagubionego psa na osiedlu. Żyją z Demonem w symbiozie. Wokale…Faktycznie w tych kilku frazach udało mi się, co nieco histerii zamieścić. Zakładaliśmy, że to powinno mieć wyraz pełen bólu i powątpiewania, może nawet rezygnacji.  To musiało zabrzmieć sugestywnie!


Zapytam jednak przewrotnie. Choć sam jestem głęboko niewierzącym ateistą, uważam, że religia, dobrze rozumiana, potrafi budzić w ludziach pozytywne odczucia i zachowania. Nie odbierasz tego w ten sposób?


Oczywiście, że tak to odbieram. Jednak na ogół jej znaczenie jest błędnie interpretowane. Każdy wyznawca traktuje religie w sposób osobisty gdzie prawie nie ma marginesu na jakiś inny punkt widzenia.  Jesteśmy tak stworzeni, że często potrzebujemy czyjegoś wsparcia, pomocy. Religia często w takich sytuacjach pomaga, dodaje otuchy i ukojenia. Jednak większość " wyznawców" wykorzystuje wiarę do swoich prywatnych interesów, usiłują usprawiedliwiać swoje występki za pomocą religii, Ten nasz świat jest już dość stary i wierzenia ludu ziemi przybierały w różnych zakątkach różne postaci. Każda odrębna kultura charakteryzowała się zawsze swoimi wierzeniami. Tak już ten świat jest stworzony. Nie powinniśmy prowadzić wojen, a przelana krew w konfliktach ma nierzadko wiele wspólnego z religiami. Jesteśmy słabymi jednostkami i pewnie gdyby nie była wpajana nam Kara Boska odkąd pojawiamy się na ziemi, ciężko by było utrzymać znaczną ilość troglodytów w ryzach.


Jeszcze jedno pytanie odnośnie tekstów. Zauważyłem, że Twoje teksty można podzielić na dwie grupy - te w których kreujesz się na twardziela oraz te ukazujące Cię jako osobę raczej wrażliwą, może nawet trochę zagubioną.


Niczym nie różnie się od przeciętnego człowieka. Mam momenty dumy, pewnie nawet czasem pychy czy zadowolenia, ale nieobce mi są także stany, w których czuję, że moje życie nie wygląda tak jak bym chciał. Chwile, w których zdaję sobie sprawę z tego, że moje życie jest na rozdrożu, czy idzie w nieoczekiwanym przeze mnie kierunku albo zwyczajnie upada, Wtedy właśnie jest odpowiedni moment na refleksje. Pewnie wtedy też powstają zalążki tekstów. Nie piszę raczej kiedy mam "fun".  Mam świadomość, że teksty to ważny element naszej twórczości i podchodzę do nich z wielka powagą.  Pewnie przelewam w nich też własną czarę goryczy, niepewności. Zadając pytania w lirykach zadaję je również sobie.  Teksty na pewno nie służą kreacji mojej osoby! Dla mnie to katharsis.


Dla Ciebie to katharsis, zaś dla wielu - wybacz za wyrażenie - grafomania. Frontside dostawało się za teksty chyba jak mało której kapeli…


Zupełnie mi to nie przeszkadza. Dzięki temu wiem, że Frontside można kochać albo nienawidzić, a to cechuje tylko dobre kapele (śmiech). Mamy zastęp zwolenników, ale też sporą liczbę przeciwników. Robię to głównie dla siebie i generalnie mam ambiwalentny stosunek do tego, co mówi się o moich tekstach… Tym bardziej, że zwykle to głosy anonimowe pozbawione konkretnych argumentów.


Ok, zakończmy już stricte temat płyty. Na trasę promująca ruszacie z Totem, w którym bębni Toma. Jak On wytrzyma dwa intensywne występy pod rząd przez kilkanaście wieczorów (śmiech)?


Nie wiem (śmiech). Laski mówią o nim, że to "Tough guy". Pewnie da radę. Musi!


Jesteście jednym z nielicznych zespołów, które ściągają za każdym razem do klubów kilkadziesiąt lub ponad sto osób. W czym tkwi fenomen Frontside?


Może w tym, że my naprawdę każdego wieczoru wylewamy litry potu na scenie. Tu nie ma miejsca na ściemę czy tani lans. Tu się moshuje! (śmiech) My się nie oszczędzamy tylko napierdalamy. Muza doskonale koresponduje z publiką, której z roku na rok jest coraz więcej. Pracowaliśmy na to od 1993 r. i jest już kilka miejsc stale goszczących w naszym grafiku koncertowym, na których pojawia się kilkaset maniacs. Dziękujemy za to!


Wpadniecie w czasie trasy po raz kolejny do mojego rodzinnego Bielska-Białej. Po koncercie liczycie na after party z Polim z Rude Boy’a? (śmiech) 


Jawa! Zawsze jest dobrze. After najpewniej będzie w Wadze. Zapraszam!


Swego czasu próbowaliście zaatakować rynek zagraniczny. Coś w tym temacie jeszcze coś się dzieje?


Będziemy chcieli się zmobilizować na przełomie roku, wejść ponownie do Zed Studio i dograć anglojęzyczne wersje. Mamy kontrakt, gwarantujący wydanie cd poza granicami kraju i pewnie do tego dojdzie. Teraz jednak żyjemy tylko zbliżającymi się koncertami.


Właśnie! A jaką setlistę przygotowujecie? Ile numerów z nowej płyty zagracie? No i dla wielu najważniejsze - czy będzie "Bóg stworzył Szatana"? (śmiech)


Będzie, będzie! Set dopełnią numery, których nie graliśmy kilka lat oraz połowa płyty "Zniszczyć wszystko".


Skoro już wspomnieliśmy wcześniej o Tomku, czy zdradzisz nam, czy są szanse na kolejne edycje Knock Out Festival? Festiwal zadebiutował w zeszłym roku wyśmienicie (no, może publika nie wypaliła odpowiednio, jak na taki skład), w tym imprezy nie było…


W przypadku festiwali zwykle problemem jest bookowanie oczekiwanych gwiazd w jednym terminie… W tym roku Toma też zmagał się z tym problemem, a plany były. Zobaczymy co przyniesie kolejny rok, W każdym razie Knockout dość obficie zapełnia nasz rynek koncertowy.


Jacek Walewski
foto: mentalporn