Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Słonina

Słonina

Słonina to projekt Roberta Gasperowicza (Samo, ex-Sweet Noise), Stanisława Wołoncieja (Egoist, NeWBReed, Samo) i Karola Gawerskiego. Na ich debiutanckiej EP-ce specyficznej nazwie grupy towarzyszy równie charakterystyczna i "zakręcona" muzyka. Niech was nie zwiodą kojące dźwięki ballady "Julia"! Twórczość tria nie należy do łatwych w odbiorze. W jej zrozumieniu nie pomagają sami muzycy. Zresztą przeczytajcie sami…

Pewnie wszyscy będą Was o to pytać - skąd pomysł na taką nazwę? Jesteście jakimiś szczególnymi smakoszami słoniny? (śmiech) Ponoć też wytapiacie ją z... kun.


Wytapiamy wegetariańską odmianę z suszonych śliwek. Zastanawiam się czy nie zarejestrować naszej Słoniny jako produkt regionalny, jedyny w swoim rodzaju… Co do nazwy, wychwyciłem ją z wersów "Rzeźbiarza" słysząc jak moja pięcioletnia córka nuci kawałek bawiąc się jednocześnie gumowym bydełkiem.


Łowcą kun jest Staszek, co z nimi robi to już jego tajemnica. Ja uwielbiam jeść słoninę.


Kuna ma suchy tyłek, lepsza słonina z płyty...


Zaczyna się interesująco… Mam wrażenie, że każdy z Was w Słoninie chciał odnaleźć i spróbować czegoś nowego.  Robert i Karol mniej połamanego grania, Staszek bardziej melodyjnego, łagodniejszego śpiewania, do tego po polsku.


Karol, Słonina jest dla Ciebie mniej połamana od muzyki, która grałeś wcześniej? (śmiech)


Moje granie na gitarze jest samo w sobie połamane. Feeling nie do ogarnięcia przez siatkę DAWu. Całe życie tłukę nierówno 4/4 w odróżnieniu od precyzyjnych profesorów z Samo i Egoista. Więc dla mnie Słonina jest bardzo połamana.


Nie jestem z zawodu wokalistą, ale co do tego łagodniejszego śpiewania to się jednak nie zgodzę. Na Egoiście nie potrafiłem z siebie wydobyć  chrypy, jaka momentami mi towarzyszy na Słoniu. A język polski okazał się fantastycznym narzędziem, ale głównie za sprawą pięknego umysłu z Bartoszyc.


Muzyka Słoniny posiada jednak zupełnie inny klimat, niż Samo czy Egoist. Panuje tutaj z pozoru senna atmosfera podszyta szaleństwem i niepokojem. Jak w "Kieszonkowcu"... 


To prawda, ale nie cały album jest senny, utwór "Maj" kopie w ogon!


Generalnie Wasza muzyka w tym projekcie wydaje się dużo łatwiejsza w odbiorze niż to, co tworzycie Samo czy Egoist. To jednak tylko pozory, gdyż spora dawka psychodelii i "dziwny" klimat tego materiału i tak odrzuci od niego większość fanów cięższych brzmień.


Zgadza się, mimo pozornie prostej muzyki, kryją się tam nuty i słowa o psychodelicznym, a raczej tajemniczym zabarwieniu. To właśnie nie pozbawia Słoniny pikanterii. Podobnie jak w przypadku Samo nie jestem w stanie określić, do kogo trafi ta muzyka. Najważniejsze, że tworząc czerpaliśmy przyjemność i nie sililiśmy się na zamierzone, komercyjne kroki by ułatwić odbiór potencjalnym słuchaczom.


W Słoninie, podobnie jak w Samo, używacie automatu perkusyjnego. Osobiście nadal twierdzę, "żywa" perkusja brzmi lepiej. Jakie przewagi brzmieniowe mają dla Was programowane bębny?


Zdania są podzielone. Ja twierdzę, że w dzisiejszych czasach prawie nie ma różnicy miedzy brzmieniami "żywymi", a "sztucznymi". Syntetyczne próbki można generować na koncercie przy pomocy padów. Perkusiści z pod znaku "twoje życie jest heavy" trigerują bębny. Tego też nie możemy nazwać czystym brzmieniem. W naszym przypadku programowana perkusja i syntezatory/sytetyzery, to narzędzie ułatwiające proces tworzenia. Nie mam uprzedzeń. Nie kryje się za tym jakaś tłusta tajemnica... Ciekawe jak byś nazwał instrument, który jest tylko burczącym przewodem podłączonym do line6, zwieranym rytmicznie żeby osiągnąć pożądany efekt? Takie środki perswazji też zawiera nasz deb EP. To tylko narzędzia, nie ma większego znaczenia czy są wyszukane czy prymitywne. Wszystko to zmierza do jednego. Bez nich nie powstałaby muzyka.


Mnie osobiście denerwuje rozkwit produktów Toontracka wśród dzieciaków kopiujących aż do bólu Meshuggah. To narzędzie na pewno jest bardzo przydatne w przypadku nagrywania zarysów. Jedynym wyjściem jest odpowiedni mix - Robert tak miksuje sztuczne bębny, że nabierają nowego wymiaru, a nie brzmią jak TEN właśnie preset, z którego korzystają dzieci Szwedów. Bębny Samo i Słoniny dla mnie tworzą nowy instrument produkujący puls, wolę osobiście określenie "beat".


Na debiutanckiej EP-ce opublikowaliście sześć numerów. Czy to wszystkie kawałki, jakie stworzyliście na potrzeby Słoniny?


Tak, to wszystkie numery. Poza nimi został worek śmieci, ale one wylądowały w systemowym recyclerze.


Mam te śmieci, co prawda nie moje, ale mi smakują.


Istotną rolę w Słoninie pełnią teksty Karola. Przybliżycie nam ich tematykę? Czy uważacie, że ktoś nie znający osobiście Karola jest w stanie je zrozumieć?


Koniecznie musimy zrozumieć przekaz dosłownie? Fajną sprawą jest podjęcie próby postawienia się w roli bohatera tekstów i odnalezienia w postaci czegoś interesującego.


W tekstach najważniejsze są  pojedyncze słowa. Mają one wywoływać pewien specyficzny klimat. Worek takich słów podarował mi Robert i z nich ułożyłem większość tekstów. Robert jest mistrzem martwego języka, nazwa Słonina i Czoło to też Jego dzieło.


Wystartowaliście niedawno z własnym labelem, Czoło. W założeniach macie wydawać w nim tylko swoje projekty. Kiedy możemy się spodziewać obiecanej jakiś czas temu reedycji debiutu Samo i premiery kolejnej płyty tego projektu? I czy może jednak będzie wydawać też cudze nagrania?


Jeśli jakaś niechciana przez inne labele muzyka rzuci nas na kolana i wykonawca zgodzi się na Czoło, czemu nie. Dużo też będzie zależało jak będzie się sprzedawać Słonina i Samo. Z pozycji księgowego nie sądzę jednak by udało nam się wydać w najbliższym czasie cokolwiek poza zapowiadanymi Samo "S1" w połowie grudnia 2010 i "S3" w pierwszej połowie 2011.


Zarówno Samo jak i Słonina pozostają projektami studyjnymi. Nie ciągnie Was do grania na żywo? Zniechęca Was organizowanie całej logistyki do zagrania koncertu, czy dopadł Was "syndrom Nyia"? Obawiacie się, że, przez trudną muzykę, jaką gracie, bylibyście często skazani na prawie puste sale?


Cóż za diagnoza, syndrom N (śmiech). Nie zastanawiam się nad frekwencją. Być może dlatego, że wyparłem z głowy te niefajne sprawy jakie łączą się z graniem koncertów. Wszyscy muzycy i co niektórzy fani wiedzą, o czym mówię. Uznałem, że lepiej przekierować całą energię na dźwięki w takiej formie, jaką uprawiam. Czasem tęsknię za graniem koncertów, ale kiedy je grałem chciałem już być w studio i nagrywać zamiast zmagać się z opłatami za hotele, transport, nierozwieszonymi plakatami i wszelkiej maści niekompetencją organizatorów, którzy też nie zawsze są czemuś winni.


Może jakbym znalazł kogoś ze swojego miasta to pograłbym na żywo jakąś prosta muzyczkę.


Też nie lubię gigów... Zazwyczaj ilość gówna w muzyce wyznacza proporcjonalnie "fajność" koncertów (ze względu na publikę, czy też  frekwencję), choć nie zawsze...


Powyższe dziwi mnie jednak tym bardziej, że większość muzyków twierdzi, że nie cierpi pracy w studiu, gra głównie dla koncertów. Chyba, że z Wami jest odwrotnie. Lubicie na spokojnie nagrywać i analizować swoje dźwięki?


To drugie zdanie jest doskonałą odpowiedzią… Nawet przy tworzeniu SAMO "S1" spędzając czas w sali prób głownie z Wojtkiem Szymańskim, potrafiliśmy analizować każdy drobiazg grając nierzadko godzinami kilkunasto sekundowy fragment. Po czym wchodząc do studia, zaprawieni w boju półrocznym przygotowywaniem się i ciągłym przearanżowywaniem szablonów, potrafiliśmy zmienić na poczekaniu tempo czy coś jeszcze innego. Proces twórczy jest czymś, co najbardziej lubię.


Ja nie lubię nagrywać.


A ja lubię!


Robert, mało osób wie zapewne, że miałeś okazję współtworzenia Sweet Noise. Jak wspominasz tamten okres? Sweet Noise nie słynie raczej ze zbytnio "zakręconych" kawałków. Musiałeś się w tym zespole bardzo nudzić. (śmiech)


Współpracowałem z chłopakami w czasie kiedy promowana była płyta "Koniec wieku". Graliśmy z tej okazji dużo koncertów, to było niezastąpione doświadczenie zarówno w sferze muzyki, jak i życia poza sceną. Przygotowanie materiału z trzech płyt nie zajęło mi zbyt dużo czasu, ale było przyjemne. To próba zrozumienia, czym kierował się Sweet Noise pisząc swoją muzykę. W tamtym okresie poznałem ciekawych muzyków, z którymi granie jest czymś niezastąpionym, miedzy innymi Bogdana Kondrackiego, czy Ślepego z Candida… Powstawała Nyia, padła propozycja mojego współudziału, podobnie jeszcze kilka innych zespołów chętnie widzieliby mnie w roli swojego gitarzysty jednak praca z SN, ciągłe wyjazdy niepozwalany mi przyjąć żadnej z tych propozycji. Po roku zrezygnowałem z dalszego udziału, odpocząłem i zainicjowałem Samo.


Stasiu, już niedługo będziemy mogli posłuchać nowej płyty NeWBReed. Z tego co wspomina w wywiadach Twój brat, Tomek ponoć zaskoczycie tym albumem...


Na pewno będzie to coś innego, niż poprzednie dokonania NeWBReeD. Nie oznacza to oczywiście całkowitej zmiany. Pracujemy ciężko nad tym albumem, ale nabiera to kształtów i miejmy nadzieję, że ten proces kiedyś znajdzie swój finał, bo mi się już spać chce ze zmęczenia.


A co z Egoist? Tworzysz jeszcze muzykę na potrzeby tego projektu?


Raz na jakiś czas, gdy chwytam gitarkę w łapy i zdarzy mi się zagrać coś fajnego, wyciągam cegłę i robię notatkę głosową. Podobnie wyglądał proces wymyślania płytki "Ultra-Selfish Revolution". Co z tego w przyszłości wykorzystam, zobaczymy… W planie mam ciekawą koncepcję związaną z Egoist, ale wszystko w swoim czasie i bez zbędnej gadki szmatki, bo gadaniem hali nie zbudujesz...


Jacek Walewski

Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie