Słychać delikatne uderzanie w talerze, ale napięcie zdecydowanie rośnie, kiedy wchodzi mocny i charyzmatyczny saksofon z bardzo ekspresyjną partią. Przez następne dziesięciolecia krytycy będą interpretować każde uderzenie, każdy dźwięk na tej płycie. Mowa tu o albumie Johna Coltrane’a "A Love Supreme" z 1965 roku, który na nowo zdefiniował jazz, a dziś uważany jest za kanon free jazzu. Według rankingu magazynu "Rolling Stone" wspomniana płyta znalazła się na 47 miejscu listy 500 albumów wszech czasów.
Coltrane w 1957 roku przeżył duchowe nawrócenie, dzięki któremu zerwał z narkotykowym nałogiem. Od tamtej pory całkowicie poświęcił się muzyce i poszukiwaniu duchowego oświecenia. Album "A Love Supreme" jest tego wyrazem, ponieważ jest on hymnem chwalącym Boga, Absolut, Kosmos i Miłość. To właśnie ta płyta wpłynęła na Johna McLaughlina bardziej, niżby sam mógł przypuszczać. Po czterdziestu pięciu latach od jej ukazania się McLaughlin sam stał się legendą. Ostatnio bowiem powrócił do źródeł i uczynił wielki ukłon w stronę mistrza, nagrywając płytę "To The One", która jest hołdem dla "A Love Supreme". John McLaughlin jest jednym z najbardziej utalentowanych gitarzystów jazzowych na świecie. Współpracował z wieloma muzykami bluesowymi, jazzowymi i rockowymi. Grał z Milesem Davisem, a nawet miał okazję jammować z Jimim Hendriksem. W ciągu całej swojej kariery miał okazję obracać się wśród najbardziej znanych i innowacyjnych muzyków współczesnych czasów. Obecnie gra w zespole The 4th Dimension, w którym zgromadził wokół siebie kilka prawdziwych talentów. Grają z nim: Gary Husband (klawisze, perkusja), Mark Mondesir (perkusja) oraz Etienne M’Bappe (bas). "W ostatnim czasie w ogóle nie miałem w planach nagrywania płyty. Można powiedzieć, że muzyka sama do mnie przyszła. Stało się to zupełnie niespodziewanie - mówi McLaughlin. - Muzyka, którą mam zagrać, zawsze ma określony charakter. Dokładnie wiem, w jakim kierunku powinienem podążać. Tym razem dźwięki w mojej głowie bardzo przypominały muzykę z czasów mojej młodości, a zwłaszcza brzmienie z albumu »A Love Supreme«. Kiedy go usłyszałem, po prostu zaniemówiłem z wrażenia. I tak powstała płyta zatytułowana »To The One«".
Ciarán Tracey