Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Ace (Skunk Anansie)

Ace (Skunk Anansie)

Na początku lipca tego roku w ramach Open’er Festival wystąpiła w naszym kraju grupa Skunk Anansie. Była to doskonała okazja do przeprowadzenia wywiadu z gitarzystą formacji, Ace’em.

Czy to wasz pierwszy koncert w Polsce?


Nie. Ale dawno nas tutaj nie było. W Polsce graliśmy chyba z dziesięć lat temu. Zrobiliśmy tu wtedy takie małe tournée Warszawa - Kraków. Fajnie jest być znowu w Polsce. Wiele się tutaj zmieniło.


Patrząc na publiczność zgromadzoną na festiwalu oraz mając na uwadze piękną pogodę, myślę, że koncert będzie udany.


Jestem tego pewien. Polska publiczność słynie z żywiołowych reakcji na koncertach. I to jest fajne.
 

Jak zaczęła się twoja przygoda z graniem?


Kiedy miałem dwanaście lat moi starsi bracia, którzy mogli już sami chodzić na koncerty, zabrali mnie na występ Motörhead. Zrobił on na mnie ogromne wrażenie, byłem po prostu w szoku. Następnego dnia w szkole opowiadałem wszystkim, że to jest to, co chcę właśnie w życiu robić - chcę być gitarzystą! Potem to się już jakoś samo potoczyło. Zaczęliśmy z kolegami chodzić na wszystkie możliwe koncerty - Iron Maiden, Judas Priest... Chłonęliśmy to wszystko jak gąbki. Potem ojciec kupił mi pierwszą gitarę, mały piecyk, i tak zacząłem się sam uczyć grać.
 

A kto był twoim największym gitarowym guru?


Było ich kilku, ale pierwszym był Tony Iommi z Black Sabbath. Myślę, że to głównie z powodu jego umiejętności i łatwości, z jaką grał riffy. Bardzo mi imponował. Potem byli inni, ponieważ wraz z wiekiem oraz ze wzrostem moich umiejętności moi idole troszkę się zmieniali. Pamiętam, jak pojawili się na scenie Rage Against The Machine - uważałem wtedy, że Tom Morello jest genialny. Dopiero później zacząłem sięgać i czerpać inspirację z gry takich klasyków jak Jimmy Page. Ale bardzo cenię też The Edge’a z U2.
 

W Polsce lubimy bluesa. Czy słuchasz tego gatunku muzyki i czy masz ulubionych bluesowych gitarzystów?


Tak, bardzo lubię bluesa. Moim ulubionym gitarzystą bluesowym jest Stevie Ray Vaughan. Uwielbiam jego koncert "Live At El Mocambo" - jest genialny! Ale oczywiście cenię też innych. Bardzo lubię styl gry Lightnin’ Hopkinsa oraz takich klasyków, jak B.B. King czy Albert King.
 

Wróćmy na chwilę do tematu gitarowych początków. Jaka była twoja pierwsza gitara?


Moim pierwszym instrumentem, który dostałem od ojca, była gitara marki Kay, bardzo tania kopia modelu Gibson SG. Była niedroga, ale wyglądała świetnie (śmiech).
 

Czy ciebie również spotkał los wielu początkujących gitarzystów w stylu: "masz gitarę synu, ale na wzmacniacz musisz już zapracować sam" (śmiech)


(śmiech) Wiem, o czym mówisz... Ja miałem trochę więcej szczęścia, bowiem wraz z gitarą dostałem mały, używany, 5-watowy tranzystorowy wzmacniaczek, chyba za 20 funtów, na którym mogłem już ćwiczyć, a w niedługim czasie brat zrobił mi efekt typu distortion z jakiegoś zestawu dla młodego elektronika. Niczego więcej mi wtedy nie było trzeba. Potem były długie godziny ćwiczeń na jednej strunie. Starałem się kopiować partie z ulubionych płyt, by w końcu odkryć istnienie akordów barowych. Uczyłem się sam, nigdy nie miałem nawet jednej godziny lekcji gry na gitarze.
 

Czy to znaczy, że nie znasz też teorii ani zapisu nutowego? Czy nie brakuje ci tej wiedzy w codziennej pracy, gdy grasz w zespole z innymi muzykami?


Nie, nie jest to jakiś wielki problem, bowiem my wszyscy w zespole Skunk Anansie jesteśmy samoukami. Gramy ze słuchu i na czuja. Myślę, że to jest właśnie w tym wspaniałe i najważniejsze. Feeling... Jedynymi momentami, w których brakuje mi wiedzy teoretycznej, są chwile, kiedy chcę zapisać jakiś wymyślony utwór. Tego niestety nie potrafię. Ale nauczyłem się z tym żyć i zapamiętywać wszystkie partie oraz kompozycje. Na koncertach i tak muszę je pamiętać, ponieważ nie gramy z nut i musimy mieć to wszystko w głowach, inaczej byłby chaos.
 

Sprawiasz wrażenie bardzo nowoczesnego gitarzysty, którego interesują nowinki techniczne. Czy lubisz też bardziej klasyczne, oldskulowe graty?


Tak, oczywiście. Staram się mieć pod ręką wszystkiego po trochu, bowiem nigdy nie wiadomo, co może się przydać w studiu czy na koncertach. Mam naprawdę dużo sprzętu, i są to zarówno gitary, efekty, jak i wzmacniacze. Stare i nowe Marshalle, stary Fender Twin, wzmacniacze Cornford, Orange, Vox AC125 oraz oczywiście nowe wzmacniacze Koch, na których ostatnio bardzo dużo gram.
 

Opowiedz nam coś więcej o tych wzmacniaczach...


W przeszłości używałem starych wzmacniaczy Fendera, a moim ulubionym był wysłużony Twin. Niestety nie był on wystarczająco głośny, a z racji wieku był dość zawodny. Potem używałem modelu Fender Prosonic, który był bardzo dobrym wzmacniaczem, ale - jak dla mnie - brzmiącym troszkę za ciemno, więc musiałem używać zbyt wielu efektów, by go jakoś ożywić. Szukałem więc dalej... aż do momentu, kiedy zapoznałem się ze sprzętem naszego basisty Cassa. On używa wzmacniaczy marki Eden. Ludzie z Edena zaprezentowali mi produkt Kocha, mówiąc, że powinienem go wypróbować. I mieli rację. Szybko się okazało, że jest to wzmacniacz idealny dla mnie. On jest jak stary potężny Fender, na przykład Bassman, tyle że z zapasem mocy i troszkę bardziej funkcjonalny dzięki trzem kanałom i wbudowanemu pogłosowi. Jak tylko podłączyłem do niego mojego Telecastera, to po prostu się zakochałem. Lubię prostotę, więc ze wszystkich modeli marki Koch zdecydowałem się na model bardziej klasyczny - Powertone II Head. Jeśli chodzi o zestaw głośnikowy, to firma Kocha była na tyle uprzejma, że zaprojektowała go specjalniedla mnie. Mam dwa zestawy, każdy z inaczej zamontowanymi głośnikami. Jeden brzmi ciemniej i ma więcej dołu, a drugi daje mi jaśniejsze i bardziej klarowne brzmienie. Razem świetnie się miksują. To jest po prostu wspaniale brzmiący, niezawodny wzmacniacz, a to jest dla mnie najważniejsze.
 

Czy podczas sesji nagraniowych zdarza ci się miksować sygnał z dwóch wzmacniaczy, tak jak to robi choćby Keith Richards?


Tak, oczywiście. Pracując w studiu nad naszym najnowszym albumem, często nagrywałem jednocześnie przez Marshalla w połączeniu z combo Cornford Hurricane. Dzięki temu uzyskiwałem dwa różne brzmienia, które w miksie świetnie się uzupełniały. Cornford dawał mi niezbędne wyższe częstotliwości, a Marshall był odpowiedzialny za dół i potężne brzmienie 4×12". Całość była rozdzielana po prostu spliterem Lehle.
 

A jeśli chodzi o gitary?


Mam ich sporo - stare Gibsony, PRS-y, Fendery. Mam też kilka gitar akustycznych. Do moich ulubionych, na których bardzo chętnie gram, należy ostatnio model Larivee D-60, dobrze leżący w ręku i świetnie sprawdzający się na koncertach oraz w studiu. Kiedyś używałem też gitar akustycznych marki Guild, miałem ich kilka, ale ulubionym był model D-50.
 

Czy zdarza ci się stosować jakieś alternatywne strojenie gitary?


Nie, stroję gitarę tradycyjnie zarówno podczas nagrań, jak i w warunkach live. Pod tym względem jestem tradycjonalistą.
 

Należysz do gitarzystów lubiących eksperymentować z brzmieniem i sięgających często po różnego rodzaju efekty. Jeśli miałbyś wymienić jedną kostkę, bez której nie byłbyś w stanie żyć, to co by to było?


Jeśli w ogóle istnieje jakiś efekt, bez którego nie mógłbym się obejść, to z pewnością jest to dobry overdrive. Bardzo lubię kostkę DigiTech HardWire CM-2, która naprawdę dobrze brzmi i sprawdza się w wielu sytuacjach. Natomiast jeśli miałbym wymienić tylko jeden efekt, którego używałem przez te wszystkie lata, który mnie nigdy nie zawiódł i który kształtował moje brzmienie, to byłby to mój stary i bardzo rzadko spotykany Ibanez Super Tube Screamer z 1980 roku. Uwielbiam tę kostkę!
 

Już na sam koniec, bo wiem, że niedługo wchodzicie na scenę: czy miałbyś jakąś jedną radę dla Czytelników naszego pisma?


Myślę, że najważniejsze jest bycie kreatywnym i koncentrowanie się na komponowaniu po prostu fajnych kawałków. Nie martwić się zbytnio o technikę, ona przyjdzie sama albo nie. Jeśli nie jesteś świetny technicznie, nie martw się tym wcale, bo to nie ma większego znaczenia. Wystarczy popatrzeć na gitarzystów takich jak The Edge, którego największym atutem nie jest wcale technika, lecz kreatywność - to w niej tkwi siła. I to właśnie byłaby moja rada. Ale oczywiście znajdzie się na tym świecie miejsce dla wszystkich, więc jeśli chcesz być mistrzem shreddingu, takim jak Steve Vai, to również możesz odnieść sukces. To tylko zależy od Ciebie.

Piotr Czajer

Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie