Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Bartek Kaliszczak (Rape On Mind)

Bartek Kaliszczak (Rape On Mind)

Rape On Mind to kolejny interesujący zespół, do którego udało się dotrzeć Magazynowi Gitarzysta w ramach przeszukiwania naszego krajowego podziemia muzycznego. "Gwałciciele umysłu" z powodzeniem grają techniczny grindcore i śmiało mogą konkurować na tym polu z Antigamą. Już wkrótce będzie o nich zapewne głośniej dzięki przygotowywanemu właśnie oficjalnemu debiutowi.  Rozmawialiśmy z reprezentantem grupy, Bartkiem Kaliszczakiem.

Cześć! Co słychać w obozie Rape On Mind? Poza tym, że techniczny grindcore…

Cześć! W obozie ROM powoli, bo powoli, ale ciągle do przodu. Z powodów logistycznych ciężko nam grać próby regularnie, ale wiemy, że trzeba się w końcu postarać by nagrać płytę w całości. Ja siedzę w Krakowie z Wawrzyńcem (perkusja), Marcin (gitara) mieszka w Rzeszowie. Seb (bas) pojawił się w składzie dość niedawno, ale to niesamowity basista i świetnie kuma klimat tego rodzaju grania.

Jesteście z Rzeszowa. Jak wygląda tamtejsza scena mocniejszego grania?

"Jesteście z Rzeszowa" to za dużo powiedziane. Tam się spotkaliśmy i zaczęliśmy wspólnie grać.  Obecnie, nie orientuję się w scenie rzeszowskiej tak jak wcześniej. Na pewno nadal działa Halucynogen, Banisher, Epitome. Reszta albo się gdzieś porozjeżdżała albo po prostu przestała grać. Marcin gra w jakimś death metalowym projekcie. Pamiętam czasy, kiedy na kultowych garażach na WSK w salkach prób, znajdujących się obok siebie, prawie wszyscy spotykali się na próba&grill (śmiech). Dobre stare czasy.

Brakuje Ci ich? Teraz z jednej strony zespoły mają łatwiejszy dostęp do możliwości rejestracji ich nagrań i do promocji. Czy jednak to wszystko nie staje się zbyt "cyfrowe"? Frekwencja na bardziej niszowych koncertach jest niska, część ludzi zamiast chodzić na gigi zadowala się ich "relacjami" na YouTube.

Czy brakuje? Raczej nie, ale były to chyba trochę lepsze czasy dla muzyki.Więcej się działo. Sam wiesz ile osób przychodzi dziś na koncerty. My Space bardzo ułatwił promocję twórczości w sieci. Nawet my mamy jakieś odsłuchania, mimo że zespół nie jest bardzo znany. Jasne, że łatwiej się teraz nagrywa, można więcej uzyskać. Jednak myślę, że dla mnie jest to aż nazbyt "cyfrowe". Wiadomo, że jeśli ktoś chce brzmieć jak Meshuggah lub gra cyber metal to jest to całkowicie wskazane , choć kiedy sięgam po "6" Illusion to brakuje mi słów. Oczywiście to kwestia gustu, co jak wiadomo nie podlega dyskusji. Osobiście wolę jednak bardziej naturalne brzmienie. Szczególnie jeśli chodzi o bębny. Może przedprodukcja z sali prób zostanie kiedyś płytą dla prawdziwego podziemia, gdzie wszystko (nie) będzie brzmieć (śmiech).

Wiesz, mówiąc o bardziej "cyfrowym" podejściu miałem na myśli też stosunki międzyludzkie…

Inaczej się tworzy na próbie wspólnie, a inaczej oddzielnie pisząc poszczególne partie. Jednak wiele zespołów działa według tego drugiego schematu. Każdy wgrywa swoje pomysły i rozsyła je dalej. Jest to dość spore ułatwienie, ale ja jestem zwolennikiem klasycznych prób gdzie czterech kolesi się kłóci, bo każdy myśli, że ma rację (śmiech). Jest jakaś interakcja. W efekcie kończy się to często fajnymi motywami. Ja sam średnio ogarniam tematy nagrywek na kompa i tych wszystkich programów... chyba urodziłem się za późno {śmiech}.

Oficjalnie wydaliście na razie tylko cztery numery. Zapewne macie już przygotowane nowe utwory. W jakim kierunku idzie muzyka zespołu?

Pierwsze Demo zarejestrowaliśmy w 2005. Były to pierwsze wersje utworów z Promo 2007, jak i nasze pierwsze kroki w studio. Promo jest zapowiedzią płyty, a wybraliśmy Szymona Czecha i Studio X, bo on siedzi w takich pokręconych dźwiękach. Planowaliśmy nagrać całość wcześniej, ale okoliczności sprawiły, że ROM był trochę w zawieszeniu. Materiał jest już prawie skończony, ale ciężko mi powiedzieć, kiedy będzie zarejestrowany. Nie mamy jakiegoś ciśnienia. Chcemy nagrać przedprodukcję, aby posłuchać i pomyśleć, co ewentualnie zmienić, przearanżować. Następnie wybrać gdzie i co będziemy nagrywać. Nie ukrywajmy, że kwestie finansowe też mają tu duże znaczenie.  Dwa ostatnie utwory z Promo oddają klimat obecnego RAPE ON MIND. Ja lubię proste, ale pokręcone motywy, za to Marcin ma głowę do połamańców i taka właśnie będzie płyta. Słuchamy rożnej muzy i gdzieś na pewno te wpływy będą słyszalne. Na pewno nie będzie to 30 minutowa napierdalanka, (śmiech).

W technicznym graniu zawsze istnieje ryzyko tego, że zbytnio "przegnie" się w stronę techniki kosztem klimatu albumu. Macie na to jakąś receptę?

Próby! Marcin z Wawrzyńcem lubią sobie czasem tak właśnie przekombinować, ale na szczęście, gdy zagramy coś prościej i wszyscy słyszą, że utwór się klei to odpuszczają. Rape nigdy nie był technicznym projektem. Raczej stawiamy na ciekawe pomysły niż na technikę. Staramy się wypośrodkować między połamanymi wałkami a klimatycznymi zagrywkami. Tak jak wspominałem, wszystko musi tworzyć spójną całość.

A jakie zespoły wymieniłbyś jako Wasze główne inspiracje?

Jak ja nie lubię takich pytań (śmiech). W momencie kiedy Marcin z Wawrzyńcem zakładali Rape, miał to być połamany techniczny death metal a la Yattering . Z biegiem czasu nasze gusta muzyczne się poszerzyły i trochę pozmieniały. Na mnie na przykład na pewno duży wpływ miały Antigama, Nyia i przede wszystkim Kobong. Obecnie wszyscy słuchamy niesamowicie różnych rzeczy. Inspiracje czerpiemy z różnych źródeł i na pewno w jakiś sposób przekłada się to na to co tworzymy. Bardzo mi siedzi klimat Blindead czy Tides from Nebula. Ostatni Massive Attack, czy choćby solowa płyta Sulliego Erny z Godsmack bardzo mi się podobają, wróciłem również do Illusion i Alice in Chains. Wspólnie tworzymy muzę i to, co w nas gra w danej chwili próbujemy wrzucić do ROM tak, aby pasowało do całości.Dlatego też proces twórczy tak się czasem ciągnie. Jeśli mam pisać, w jakim klimacie chciałbym, aby ten zespół się obracał, to z pewnością mogę się przyznać bez bicia do starego, dobrego Korna.

Wielu ortodoksów teraz zapewne Cię wyklęła… Co sądzisz o obecnych dokonaniach Korna? Dla wielu skończyli się chyba na "Untouchables".

Szczerze, to mam to gdzieś. Słyszałem ostatni album, ale kompletnie mi nie siadł. Słabe kawałki i ten bębniarz - porażka. Dla mnie Korn skończył sie na "Issues". "Untouchables" brzmi rewelacyjnie, ale kompozycje są już troszkę słabsze. Płyta z Terrym Bozzio była ciekawa. To był już inny zespół, ale sama płyta naprawdę dobra. Korn miał zawsze mega produkcje. Te płyty nigdy nie brzmiały źle i nie będą, bo sama ich realizacja kosztowała olbrzymie pieniądze i pracował nad nimi sztab ludzi. "Diamond Eyes" Deftones też urywa dupę pod względem produkcji i kompozycji.

Czy nie myliliście o eksperymentach np. z ambientem? Coś takiego na swoim ostatnim krążku popełniła Antigama…

Może jakieś wstawki. I tak stanowczo za długo schodzi nam nad "debiutem".  To dość surowy materiał i nie chciałbym, aby był zbyt męczący. Na pewno w miejscach, gdzie będzie można dodać jakieś dziwne dźwięki, coś się pojawi. Nie ma miejsca na ciszę.

Macie wspólną sekcję rytmiczną z Ketha. Nie myśleliście o wspólnych koncertach?

Nie skupiamy się na razie na koncertach. Nigdy nie było okazji, aby coś więcej zagrać. Svist nigdy nie był w składzie Rape. Gościnnie tylko nagrał nam sekcję basu. Seb jest w zespole i ma wpływ na całość. Póki co mamy problem z gardłem. Maciek ma dużo spraw na głowie, więc raczej nie będzie opcji, aby zagrał z nami gigi. Jak będzie przedprodukcja to zaczniemy szukać. Mam parę osób w głowie tylko nie wiem czy siądzie im to granie. Bardzo mi zależy, aby to nie były typowe growle albo świńskie jęki. Możliwe, że na płycie nie będzie jednego wokalisty tylko zaprosimy parę osób. Może wyjść ciekawie.

A czy nie obawiasz się, że album zabrzmi wtedy niespójnie. Wokal to jednak jeden z najważniejszych elementów.

Zobaczymy. Jeśli wyjdzie tak jak mówisz, to będziemy szukali kogoś, kto nagra całość wokali. Ja stawiam jednak na to, że może wyjść ciekawie. Posłuchaj sobie płyty Probot Davea Grohla. W każdym kawałku zaśpiewał kto inny, a płyta jest spójna. Z Rape nie odkryliśmy Ameryki i na pewno niektóre motywy w utworach będą się kojarzyć z jakimiś, patentami wcześniej już usłyszanymi, więc dlaczego nie spróbować wykorzystać również tego motywu.  Ciężko teraz przewidzieć, co z tego wyjdzie, bo może goście nie będą chcieli się udzielić na płycie i będziemy w ciemnej, jak to sie mówi, "dupie". Dla mnie wokal jednak nie jest najważniejszym elementem. Tides gra bez i świetnie się broni. Podobnie Ketha. W takich pokręconych klimatach wokal to dodatkowy instrument. Nie może go być za dużo, ma dopełniać całości.
 

W zeszłym roku pojechałeś jako tour manager z Ketha na trasę z Minsk. Jak wspominasz to tour? Jaką frekwencję obie kapele zbierały w poszczególnych miastach?

Było to świetne doświadczenie. Chłopaki z Minsk byli bardzo wyluzowani. Trasa była sporym wyzwaniem, duże odległości miedzy gigami, czasem nie do końca wygodne warunki, a w Hiszpanii mieliśmy przygodę z samochodem, ale wyjazdu koniec końców nie da się zapomnieć i bardzo miło się go wspomina. Przejechaliśmy prawie całą Europę i widzieliśmy miejsca, w których nigdy wcześniej nie byliśmy. Z frekwencją bywało różnie: od 40/50 osób do nawet 300. Chyba wszyscy najlepiej wspominamy Szwajcarię, gdzie wszystko było na najwyższym poziomie. Choć Francja i Włochy nie były wcale gorsze. Niestety lokalny promotor z Bilbao się nie popisał. Nie wszędzie może być kolorowo.

Jeździsz jako techniczny także w polskimi zespołami. Jak sytuacja z promotorami koncertów wygląda u nas?

Właśnie jestem po trasie z Frontside i bardzo miło wspominam ten wyjazd. Wcześniej jeździłem tylko z Ketha. W przypadku Frontside jednak to juz duża produkcja, więc i sprawa koncertów wygląda trochę inaczej. Na Frontów przychodziło średnio 200 - 300 osób i wszystko w przypadku tych gigów było na wysokim poziomie. Z mniejszymi koncertami jest gorzej. W wielu miastach nie ma klubów na 100-200 osób, a jeśli są to mają zazwyczaj naprawdę spartańskie warunki, gdzie scena ma tyle miejsca, że mieszczą się bębny, a w klubie brak nagłośnienia. Są oczywiście kluby na ponad 300 osób, ale one liczą sobie sporo kasy za wynajem i nagłośnienie. Ogólnie rynek koncertowy w Polsce nie jest za specjalny, ale na takie pytanie więcej do powiedzenia mają na pewno zespoły, które dużo jeżdżą. Wiem na przykład, że na paru koncertach Decapitated z Hate też nie było rewelacji, ale tam, moim zdaniem, bilety na cała trasę powinny były być sprzedawane dużo wcześniej. Szczególnie po takiej przerwie, jaką miał ten zespół.

Na koniec ulubione pytanie wszystkich "wywiadowców". Czy miałbyś coś do przekazania naszym czytelnikom?

Kocham was? (so gay - hehe). Pewnie przekażę to, co większość "wywiadowców". Mam nadzieję, że powyższa lektura nie zanudziła Was na śmierć i zainteresowała na tyle, aby posłuchać Promo 2007 i oczekiwać debiutu, na który sam już nie mogę się doczekać. Pozdrawiam i do zobaczenia na gigach.


Jacek Walewski

Wild World Bastille

Przy okazji słuchania drugiej płyty Bastille doszedłem do wniosku, że chyba nigdy nie zrozumiem zwyczajów zakupowych współczesnych fanów muzyki....Gramy dalej

7 /10
Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Soilwork ocena 8
Death Resonance
Gatunek: Melodic death metal
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie