Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Claudio Sanchez & Travis Stever (Coheed And Cambria)

COHEED AND CAMBRIA

Claudio Sanchez & Travis Stever (Coheed And Cambria)

Diabelska gitara Claudia to Meduza amerykańskiej firmy Minarik. Korpus wykonany jest z machoniu, a pływa wierzchnia z klonu wzorzystego. Mahoniowy gryf został uzbrojony w podstrunnicę z palisandru.

Jednak nie to czyni tę gitarę niezwykłą- o jej wyjątkowości decydują perłowe inkrustacje umieszczone zarówno na korpusie, jak i na gryfie. Claudio nie jest jedynym posiadaczem tak oryginalnej gitary marki Minarik. W swojej kolekcji maja także: Dave Navarro, Phil Cambpell z zespołu Motorhead, John 5, legenda surfu Dick Dale, a także basista grupy KISS, Gene Simmons. Więcej informacji o gitarze można znaleźć na stronie  www.minarikguitars.com.

Zaprosiliśmy Claudio Sancheza i Travisa Stevera na sesję fotograficzną na ulice miasta. Sesje na dworze w wietrzne dni wychodzą szczególnie efektownie w przypadku długowłosych muzyków... Przekonajcie się sami. Ale nie o włosach będziemy rozmawiać, lecz o najnowszej płycie grupy Coheed and Cambria zatytułowanej "No World For Tomorrow". Na początek próbujemy przełamać lody...

Czy możemy postawić wam drinka?

Chętnie. Poproszę Jacka Danielsa z colą.

A dla mnie Stella.

Jesteśmy na nogach od kilkunastu godzin. Właśnie przylecieliśmy z Brazylii i obawiam się, że zaraz dopadnie mnie zmęczenie. Spanie w samolocie jest jak odsypianie kaca.

Dużo pijecie w trasie? Często imprezujecie?

Biorąc pod uwagę stereotyp zespołu rockowego, to mogę powiedzieć, że jesteśmy raczej typami odludków. Lubimy usiąść sobie w pubie w jakimś ciemnym kącie i obserwować ludzi. Nie musimy nawet z nikim rozmawiać, wystarczy jakaś fajna szafa grająca. W Londynie mamy trzy dni wolnego i pewnie zaszyjemy się w pokoju hotelowym z gitarami, by tworzyć nowe utwory.

Chciałbym zwiedzić London Dungeon (Loch londyński - przyp. red.). Podobno można się tam wybrać na przejażdżkę kolejką górską, na której cię wieszają - oczywiście na niby. Można się też wybrać w rejs łódką po lochach i obejrzeć najbardziej wymyślne narzędzia tortur. Lubimy spędzać wolny czas w taki sposób. To nas kręci... (śmiech)

"No World For Tomorrow" jest ostatnim krążkiem z serii opartej na waszej komiksowej historii "The Amory Wars"...

Wprawdzie jest to ostatni nasz album oparty na tej historii, lecz bynajmniej nie oznacza to, że łatwo go było nagrać, tym bardziej że ostatni rok był dla nas szczególnie ciężki. W koñcu jednak się udało. W naszej muzyce oddaliśmy wszystkie przeżycia i związane z nimi emocje, a było ich niemało. W ciągu tylko jednego roku straciliśmy kilku członków zespołu, a także kilku członków rodziny. Zatem ubiegły rok był dla nas bardzo trudny. Cóż jednak robić, trzeba żyć dalej. Zawsze jest jakieś światełko w tunelu. To tyle, jeśli chodzi o naszą nową płytę. Teraz planujemy nagrać prequel do wspomnianej już historii, czyli opowiedzieć to, co działo się wcześniej. Podobnie jak w serii "Star Wars", gdzie reżyser zdecydował się nagrać "Gwiezdne wojny, część I: Mroczne widmo", chociaż moim zdaniem niezbyt udany film. Na szczęście rock and roll to co innego...

Wasze teksty pisane są na podstawie historyjek i komiksów. Czy nie uważacie, że to trochę pretensjonalne?

Nikogo nie zmuszamy do słuchania naszej muzyki. Jesteśmy przede wszystkim zespołem rockowym i komiksy to dla nas rzecz drugorzędna, ale chcemy, żeby zyskały życie również poza wersją książkową. Gdy byłem młodszy, sam spodziewałem się czegoś więcej po zespołach rockowych. Ceniłem Pink Floyd za to, co zrobili - nagrali płytę "The Wall", a później na jej podstawie nakręcili film.

Nie możecie pisać o dziewczynach i samochodach, tak jak to robią inne zespoły? (śmiech)

Jasne, że możemy! Myślę jednak, że wielu ludzi ma błędne przekonanie na temat tego, co robimy. Oni uważają, że mamy jakiś koncept i kurczowo się go trzymamy.Ale tak nie jest. Po prostu piszemy utwory, opierając się na własnym doświadczeniu. Piosenki opowiadają o świecie nierealnym, co jest tylko przysłowiową przykrywką. Nie lubię mówić wprost o pewnych rzeczach, ponieważ często są to sprawy zbyt osobiste. Gdybym wyjawił swoje odczucia i przemyślenia w sposób bezpośredni, mogłoby to być zbyt mroczne.

Coheed and Cambria nie brzmi jak większość zespołów z dwoma gitarzystami...

Myślę, że wynika to z tego, że mamy inny styl gry i inne frazowanie. Lubię grać w duecie z drugim gitarzystą, tworzyć ciekawe harmonie i tego typu rzeczy, a moim ulubionym utworem jest "The Final Cut" z płyty "From Fear Through The Eyes Of Madness" z 2005 roku. Szczególnie lubię fragment pod koniec - dajemy się ponieść, pozwalamy sobie na muzyczny dialog między gitarami.

Faktycznie czasem odnosi się wrażenie, jakbyście prowadzili rozmowę, tyle że na gitary. Czy takie było zamierzenie?

Pomiędzy nami istnieje dość intensywny kontakt muzyczny. Telepatia to może za duże słowo i nie przesadzałbym tu z tego rodzaju teoriami, ale na pewno coś w tym jest.

Odpowiedzcie szczerze - który z was jest lepszym gitarzystą?

O rany, to strasznie głupie pytanie! Nie umiem na nie odpowiedzieć. Gramy razem od tak wielu lat, a nasi fani lubią nas słuchać, więc nie zastanawiamy się nad tym, który z nas jest lepszy. Najważniejsze jest to, że dobrze się nam razem gra, prawda?

Wiadomo, że ludzie mogą o to pytać, ale to pytanie jest rzeczywiście bez sensu! (śmiech)

Jesteśmy po prostu inni niż wszyscy. Nie lubimy konkurować, uczymy się od siebie nawzajem. Pamiętam, jak Travis zagrał mi riff, który mi się bardzo spodobał i umieściłem go w mojej solówce do "The Final Cut". Nie było żadnego problemu. Powtarzam więc, że nie ma między nami współzawodnictwa.

Które utwory z płyty "No World For Tomorrow" w pełni prezentują wasze umiejętności jako gitarzystów?

Uważam, że ten album jest bardzo dojrzały, szczególnie jeśli chodzi o grę gitarową. Jestem zdania że wszystkie zamieszczone na nim utwory są po prostu wspaniałe. Ale jeśli miałbym wskazać kawałek, który jakoś szczególnie się wyróżnia, to wybrałbym "Mother Superior". Przede wszystkim ze względu na brzmienie gitary Travisa i moją grę rytmiczną. Piosenkę tę komponowałem na klawiszach, więc jest ona bardziej syntezatorowa niż gitarowa, ale ostateczna wersja została zagrana na gitarze akustycznej.

Jakiego sprzętu używacie? Powiesz nam Claudio, co to za oryginalna gitara?

Nazywam ją Devil’s X..., ponieważ zrobił ją sam diabeł! (śmiech). A tak na poważnie, wyprodukowała ją mała firma w Kalifornii o nazwie Minarik. A gitara nazywa się Meduza. Wyglądem ma przypominać diabła. Po raz pierwszy widzieliśmy ją z Travisem na targach NAMM w zeszłym roku. Gdy dowiedziałem się, że nazywa się Meduza, chciało mi się śmiać. Spójrzcie na moje włosy! (mitologiczna Meduza miała węże zamiast włosów - przyp. red.). Czyż moje włosy nie są najbardziej charakterystyczne wśród gitarzystów rockowych? Prawdopodobnie tak! Używam moich włosów jako zasłony - chowam się za nimi, kiedy nie chcę oglądać rzeczywistości, w której przyszło nam żyć.

Moja historia jest prostsza... Gram na Gibsonie SG, a do tego mam parę kostek firmy Boss. Czasem stosuję także efekt Talk Box. Zazwyczaj jednak staramy się grać bez zbyt wielu efektów.

Czy stwierdzenie, że Coheed and Cambria to zjawisko niepowtarzalne na scenie rockowej, jest przesadzone?

Myślę, że nie. Do dzisiaj krytycy mają problem z zakwalifikowaniem nas do konkretnego gatunku. Nie stanowi to dla nas większego problemu - oglądam teledyski w telewizji i niekoniecznie chciałbym być częścią tego, co nazywa się muzyką współczesną. Z drugiej strony czujemy, że nie jesteśmy dobrze rozumiani. Jak już mówiłem, istnieje mylne założenie, że interesują nas tylko czarodzieje i wojownicy. A my za pomocą pewnych symboli staramy się jedynie przekazać nasze widzenie rzeczywistości.

Niektórzy uważają, że gramy prog rocka. Ale "prog" to niezbyt trafne słowo dla naszej muzyki...

To zależy, co rozumiemy przez termin "progresywny". Owszem, lubimy nadawać swoim piosenkom długie tytuły, ale też kochamy dobrą muzykę pop. Na naszą twórczość miała wpływ bardzo różna muzyka, ale akurat ostatnia płyta jest bardzo rockowa. Co prawda w utworach "On The Brink" czy "No World For Tomorrow" słychać elementy muzyki progresywnej, ale jest to dość przypadkowe. Nie planowaliśmy tego w ten sposób, rzucając np. hasło: "Stwórzmy zakręcony riff w 6/7 z akordem zmniejszonym..." (śmiech).

Powiedzieliście kiedyś, że zazdrościcie swoim rodzicom, iż wychowali się w tak ciekawych muzycznie czasach...

To prawda. Ponieważ w latach 70. muzyka rockowa przepełniona była pewnego rodzaju mistycyzmem. Niestety Internet to zabił...

Tak, ten klimat zginął bezpowrotnie. Wtedy najważniejsze było to, jak ktoś grał. Jeśli byłeś dobry, puszczali twoją muzykę w radiu. Teraz wokół zespołu tworzy się całą otoczkę marketingową, która niejednokrotnie jest znacznie ważniejsza niż sama muzyka. Nie chodzi tylko o sztukę, chodzi też o image. Program "Idol" ma dużą oglądalność, ale głównie ze względu na to, że ludzie lubią oglądać innych ludzi, którzy wystawiają się na pośmiewisko. Nie poszedłbym do tego programu, tak jak nie kupiłbym nigdy płyty Britney Spears - choć nie znaczy to, że współczesna muzyka w ogóle mi się nie podoba. Czasem słyszę w radiu piosenkę pop i wcale nie zmieniam stacji, bo akurat podoba mi się dana melodia.

Ostatnie pytanie - czy znacie jakieś angielskie komiksy? Na przykład "The Beano"?

Tego akurat nie czytałem. Znam natomiast komiks "Dennis The Menace". To taki mały rozrabiaka, który na pewno wyrośnie na gwiazdę muzyki rockowej!

GALERIA
COHEED AND CAMBRIA
Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits Meller Gołyźniak Duda

Wreszcie doczekaliśmy się polskiej supergrupy z prawdziwego zdarzenia. Nie jakiejś tam odpustowej zgrai muzykantów do kieliszka, ale ekipy złożonej...Gramy dalej

8 /10
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Shklo ocena 7
Shklo Music
Gatunek: Alternatywa
Zobacz wszystkie