Mirosław "Carlos" Kaczmarczyk jest liderem zespołu Loud Jazz Band, gitarzystą, kompozytorem i wykładowcą w klasie gitary, który od lat mieszka w Oslo, w Norwegii.
Pierwszy kontakt z wydawnictwem przypominającym japońskie, ekskluzywne edycje albumów sprawia wrażenie obcowania z czymś wyjątkowym. I tak jest w rzeczywistości. W utworach, z których najkrótszy ma prawie osiem minut a najdłuższy ponad dwanaście, przeplatają się niezwykłe muzyczne krajobrazy, wielobarwne tekstury, rytmy wielu kultur i fuzje elementów zaczerpniętych z różnych stylów muzycznych. Pomimo tego muzyka brzmi bardzo naturalnie i spontanicznie. Jak mówi lider Loud Jazz Bandu, Carlos: "Płyta wyszła nam bardzo dobrze, bo nagrana została po serii koncertów. Materiał jest świetnie zgrany, co dodaje mu lekkości. Czuć, że ta muzyka się unosi. Jest to dla mnie niezwykle przyjemny moment, ponieważ nasza muzyka ma dość skomplikowane aranżacje, a cały haczyk w tym, by nie było ich czuć". Rozkładam więc okładkę i przyglądam się przez chwilę blisko setce okien na niej umieszczonych. Czyż nie jest to idealna metafora muzyki granej przez ten polsko-norweski zespół? Przez jedno z okien zobaczymy porywającą grę perkusisty, Ivana Makedonova, z utworu "Park Lane", w którym nakłada się na siebie puls dwójkowy i trójkowy z niepokojącymi, szesnastkowymi ghost-notes w tle. Poprzez inne - tęsknotę zaklętą przez Erlenda Slettevolla w finałowych, fortepianowych nutach utworu "Back Home". Kolejne okno-portal "Michael" skusi nas żywiołową, saksofonową improwizacją Michaela Blocha i niepostrzeżenie przeniesie naszą duszę w inny wymiar. Następnie wraz z "X.Y.Z." zawita u nas duch Krzysztofa Komedy z reminiscencją płyty "Astigmatic" pod pachą. Owszem, muzyka na "Living Windows" jest złożona, wymagająca nie tylko otwartości, ale i skupienia, a więc towaru deficytowego w naszych czasach. Jednakże nagrodą dla cierpliwego słuchacza może być to, że w którymś z tytułowych okien zobaczy... samego siebie.Krzysztof Inglik