Kup Magazyn Gitarzysta

Rewizor

Na łamach Magazynu Gitarzysta nie przestajemy promować polskiego podziemia. Zespół Rewizor znajdzie z pewnością sporo fanów wśród wielbicieli syntezy rocka i bluesa. Członkowie grupy z wyczuwalną pasją opowiedzieli nam o swojej twórczości, charakterystycznej okładce debiutanckiego dema i, obowiązkowym przy graniu takiej muzyki, byciu outsiderem…

Cześć! Jaka jest, waszym zdaniem, pozycja bluesa w Polsce? Sądząc po tytule jednego z utworów Rewizora za różowo nie jest (śmiech).

Blues w Polsce kojarzy się jedynie z zamkniętą grupą zespołów, które największą karierę robiły w latach 70’, 80’ i początkiem 90’ choćby Dżem, Breakout. Dlatego dziś wśród wielu ludzi panuje przekonanie, iż wraz z Riedlem i Nalepą umarł polski blues.


"Umiera blues" to utwór o kondycji człowieka, a nie gatunku muzycznego. To taki samobójczy utwór, opowiada o wielkiej samotności, to nie jest diagnoza lekarska (śmiech). Tak jakoś dziwnie to się potoczyło, chcieliśmy nagrać bluesową płytę a okazała się zupełnie niebluesowa. Żeby zapełnić czas w studiu nagraliśmy "Umiera blues". Chcieliśmy go nasycić archaicznym brzmieniem, nawiązującym do tradycji tej muzyki, stąd chórki w refrenach, stąd harmonijka. Pozycja bluesa w naszym kraju nigdy nie był mocna, bo kiepska jest kondycja rynku fonograficznego, któremu blues wydaje się być gatunkiem niepotrzebnym. Ale tak jak mówiłem - pytanie jest trochę nie do nas, bo gdy zgrywaliśmy materiał okazało się, że u nas blues będzie raczej dodatkiem do całości, a nie głównym nurtem.


Nasz materiał jest bardzo spójny w warstwie lirycznej, utwory odtwarzane według konsekwentnego klucza tworzą pewną konceptualną całość. "Umiera Blues" znajduje się w połowie płyty i rozgranicza dwie historie. Symbolizuje przemianę emocjonalną bohatera, umiera w nim "blues" i zaczyna nowe życie. Nocne życie…


Moim zdaniem blues, napisanie go, zaśpiewanie jest sposobem na wyplucie z siebie tego co mnie kłuje, czasem bardziej, czasem mniej. Jeżeli kogoś nic nie boli - to nie ma szans na bluesa, a przecież żyjemy teraz w tak "pięknej i różowej" rzeczywistości, że nie ma się co dziwić, że polska muzyka wygląda tak jak wygląda, no chyba, że kogoś ta rzeczywistość drażni i może o tym śpiewać…


Muzyka, jaką gracie, brzmi jednak dość pogodnie…


Wiesz co, nie zastanawiałem się nad tym. Dla mnie te piosenki brzmią tak jak to sobie założyliśmy. Jeśli odebrałeś je w ten sposób to też mnie cieszy, bo spotkałem się już z opiniami że jest to materiał przesycony jakimś pesymizmem, takim niedookreślonym. Generalnie staramy się unikać patosu, bo między patosem a śmiesznością jest bardzo cienka granica. Uważam, że nawet, jak to ująłeś - w pogodnej muzyce można zawrzeć ważne treści. Ale szczerze ci powiem, że zaskoczyłeś mnie taką opinią.


W każdym naszym kawałku zawieramy pewien przekaz emocjonalny za pomocą muzyki, tekstu, itd. Natomiast to w jaki sposób jest to odbierane jest pełną dowolnością. Sami jesteśmy przeciwko pytaniom w stylu co autor miał na myśli, dlatego wydaje mi się, że każdy odbiorca naszego przekazu ma prawo mieć swoje osobiste odczucia i skojarzenia.

Blues jako gatunek pierwotnie miał mocno społeczny przekaz. Dziś teksty liryki kapel bluesowych mówią często o dość przyziemnych - co nie oznacza, że banalnych - sprawach. Jak wygląda to u was?


Zwykle tradycyjny blues miał po prostu opowiadać ciekawe historie - tak przynajmniej powtarzał Ray Charles. My jak najbardziej czerpiemy z tej tradycji, jednak staramy się, aby ta opowieść miała drugie dno - wartość, którą chcemy przekazać słuchaczom. W utworach znajdujących się na płycie moim zdaniem najmocniejszy przekaz ma utwór "Biegnijmy razem" - opowiada o tym, żeby postępować zgodnie ze swoimi przekonaniami, a nie bezmyślnie podążać za tłumem.


Irek Dudek kiedyś fajnie powiedział: "Blues nie rodzi się z picia mleka". Tak to jakoś jest, że jak chce się o czymś pisać, to trzeba tego empirycznie dotknąć, to coś musi nas kopnąć w głowę. Automatycznie odrzucamy tematykę, która nas nie dotyczy. Nie będziemy śpiewać o rzeczach, które są nam obce, mówimy o tym, co nas boli, co przeżyliśmy. Gdyby teksty miały być o niczym, to lepiej żeby ich nie było w ogóle i poleciłbym to wielu zespołom, które słyszymy na co dzień w eterze.


Maćku, wspomniałeś przed chwilą o "Biegnijmy razem". Tytuł, skoro tekst mówi o nonkonformizmie, jest dość przewrotny. Powiedzcie jednak, jak przekładacie wspomnianą idee na życie codzienne.


To tekst o przyjaźni. Ja go tak odbieram, jest o tym żeby trzymać się razem, o walce z samotnością wśród ludzi, walce z niezrozumieniem w "świecie pełnym nakazów". Opowiada o człowieku, który szuka zrozumienia i akceptacji dla swojego światopoglądu. Co do realizacji tej idei… Każdy kto siedzi godzinami w piwnicach i piłuje te akordy jest chyba troszkę outsiderem (śmiech) Ludzie raczej dziwnie postrzegają takich ja my. Chcąc nie chcąc robiąc muzykę zawsze jest się pod prąd. W Polsce ktoś kto nie odbija karty na zakładzie o 14:00, nie ma żony i trójki rozwrzeszczanych bachorów oraz wrzodów na żołądku jest kimś wyalienowanym, jest dziwakiem i w tym sensie idea tego tekstu zawsze nam będzie towarzyszyć…

Rewizor istnieje już parę lat. Pierwszy materiał wydajecie jednak dopiero teraz. Dlaczego?


Problemy personalne - mówiąc krótko. Około półtora roku temu mieliśmy już podstawowych muzyków problem był niestety z klawiszowcem. Już po paru pierwszych próbach zgodnie stwierdziliśmy, że bez "parapetu" to my tego nie zrobimy. Poszukiwania ciągnęły się dość długo, z czego nawet jestem zadowolony, ponieważ przez ten czas wykrystalizował się styl naszego zespołu - co myślę, że jest ważne jak nie najważniejsze. Część pomysłów - utworów, które graliśmy na początku (i wydawały się niezłe) po roku odpadły, blednąc po prostu przy nowych. Gdy doszły klawisze Adama to całość się wypełniła i ruszyliśmy do studia.


Poza tym na początku nie mieliśmy porządnej sali na próby. Wyobraź sobie sześciu gości grających całymi dniami w pomieszczeniu wielkości typowej kuchni mieszkania m-1 (śmiech). Trochę czasu straciliśmy na poszukiwaniu nowej kanciapy, ale w końcu się udało!


Gramy już parę lat i przez ten czas trochę się działo. W każdym razie poznaliśmy się lepiej niż niejeden mąż zna swoją żonę i vice versa (śmiech) i wiemy, że choćby świat się miał zawalić, my i tak będziemy grać i chyba to dzięki naszej determinacji udało nam się dożyć czasu, kiedy wszystko poskładało się do kupy i możemy nagrywać się i wyjść z naszym materiałem do ludzi.

Swoje debiutanckie demo ozdobiliście dość specyficzną okładką. Skąd taki pomysł na front płyty? I jakie związki chemiczne towarzyszyły sesji fotograficznej (śmiech).


Przez pewien czas to był temat tabu w naszym zespole (śmiech). Jednak nie przez ekscesy towarzyszące sesji, ale przez prowokacyjny charakter zdjęcia. Z początku byłem temu przeciwny Okładka była przedmiotem wielu kłótni między nami, czasami wiec po prostu pomijaliśmy ten temat wiedząc, że wystarczy wspomnieć o tym zdjęciu, abyśmy jak "cywilizowani" ludzie rzucili się sobie do gardeł (śmiech). W końcu jednak Krzysiek przekonał mnie, iż sam fakt, że to zdjęcie budzi w nas takie emocje przemawia za tym aby je umieścić na okładce.


Po jakimś czasie zacząłem postrzegać naszą okładkę w symboliczny sposób. Według mnie tło, czyli zrujnowany budynek odnosi się do stanu dzisiejszego społeczeństwa, które z roku na rok coraz bardziej niszczeje i gnije. Pierwszy plan kontrastuje z nim i przedstawia ludzi wyzwolonych z konwenansów, dwóch outsiderów kroczących swoją własną drogą.


Jakie inspiracje byście wymienili? Zaryzykuje obowiązkowy Dżem


Na pewno fani Dżemu znajdą tam coś dla siebie, lepszym porównaniem byłby jednak Ten Years After z legendarnym Alvinem Lee na gitarze i cała plejada kapel z tego nurtu. Na bębnach kieruje się bardziej zachodnim stylem - amerykańska szkoła, czyli mocno wykorzystana technika werblowa, prosty groove jednak sporo hi-hata i werbla, aby dodać "smaczków". Mocno wsłuchuje się w bębny Buddiego Richa, Bonza i Chada Smitha, inspirują mnie również patenty wykorzystywane w jazzie z lat 60’.


W naszym kraju znamienne jest to, że jeśli ktoś "wrzuci" do swojej muzyki jakiś element bluesowy, używa takich skal bądź porusza się w obrębie takiej estetyki tekstowej to od razu jest porównywany do Dżemu. Wkurza mnie to, bo sam Dżem też nie jest do końca kapelą bluesową. Tym bardziej kapelą bluesową nie jest Rewizor, jesteśmy zespołem grającym muzykę. Manewrowanie szufladkami pozostawiamy dziennikarzom tudzież producentom mebli biurowych( śmiech). Maciek wymienił Alvina Lee ja powiem tak - dla mnie zawsze, wszędzie i do końca - Jimmy Page, Duane Allman, Eric Clapton, a z naszego podwórka Tadeusz Nalepa, Andrzej Nowak, Leszek Winder, no i niech Ci będzie z tym Dżemem (śmiech) - Jerzy Styczyński.


Dla mnie ważne jest sformułowanie, którego używał często Tadziu Nalepa - "panowie, nie popisujemy się". Co do "obowiązkowego Dżemu" to jest to inna bajka opowiadana przez inny zespół, którzy żyje własnym życiem, ma własne problemy i o nich opowiada.


Swoją drogą, co sądzicie o obecnej inkarnacji Dżemu. Spotkałem się z opiniami, że ich ostatnie płyty to raczej odcinanie kupon?/


Szczerze powiedziawszy nawet nie słuchałem ich najnowszych dokonań…


Ocenianie ich dokonań i obecnych poczynań nie należy do nas. Powiem tyle : zmieniają się czasy, zmienia się Dżem, szanuję ich za konsekwentne podążanie swoją drogą ale pozwól, że na temat ich obecnej inkarnacji, a w szczególności najnowszej płyty się nie wypowiem.


Macie jakieś plany koncertowe na nadchodzący rok (albo na Sylwestra)? Jak na razie nie udało się wam chyba zaprezentować szerszej publice…


Woleliśmy poczekać na demo, aby dostać się na większe imprezy trzeba je mieć. Co do planów koncertowych - ruszamy dopiero od nowego roku: na pewno Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy w Bielsku-Białej jako pierwszy koncert. Potem jednak będziemy się starać pokazać publiczności w innych miastach. Latem chcemy pograć na jakichś festiwalach, tam jest szansa grania przed dużą publicznością.


Na pewno chcemy grać jak najwięcej, po to założyliśmy ten zespół. Chcemy po prostu ograć materiał. Na jesieni przyszłego roku chcemy nagrać dużą płytę, więc myślę że czas od stycznia do września wypełnią koncerty. Tak jak mówię chłopakom: koniec siedzenia w piwnicy! (śmiech)


Przez lata tworzenia "w zamknięciu" wykształcił się w nas mocny głód grania przed ludźmi, a że jak to się mówi "apetyt rośnie w miarę jedzenia" kiedy już ruszymy w trasę - to może ona potrwać długo... tak jak wszystko co do tej pory robimy (śmiech). Na pewno ważne jest dla nas pokazanie się szerszemu gronu słuchaczy. Nie chcemy, żeby longplay planowany na jesień trafił w pustkę.


W końcu przyszedł czas by wyjść z naszą muzyką do ludzi. Z mojego skromnego doświadczenia wiem na pewno, że nic nie daje kapeli tak ogromnej motywacji do działania i dalszego grania jak udany koncert. Tak jak wspomniał Krzysiek musimy ograć materiał i sprawdzić jakie emocje wywoła grany na żywo.


Jacek Walewski

Wild World Bastille

Przy okazji słuchania drugiej płyty Bastille doszedłem do wniosku, że chyba nigdy nie zrozumiem zwyczajów zakupowych współczesnych fanów muzyki....Gramy dalej

7 /10
Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Soilwork ocena 8
Death Resonance
Gatunek: Melodic death metal
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie