Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Jonathan Hultén (Stench)

Jonathan Hultén (Stench)

Stench to bez wątpienia jeden z najciekawszych debiutantów minionego roku, a "In Putrescence" jest jednym z lepszych death metalowych krążków AD 2009. Całkiem świeżych i ciekawie brzmiących, nie wnoszących jednak jakiejś nowej treści do szwedzkiej sceny, na której, zdawałoby się, powiedziano już wszystko.

Z tym poglądem zdecydowanie nie zgadza się jednak gitarzysta formacji - Jonathan Hultén, którego przepytaliśmy z okazji wydania debiutanckiego długograja. W jego mniemaniu, Stench to twór będący czymś więcej niż tylko zwykłym zespołem, przepełniony wyrafinowaną symboliką, której zwykły śmiertelnik nie jest w stanie pojąć. Cóż, ostateczną ocenę pozostawmy słuchaczom...     

Na początek rzuć nieco światła na okoliczności powstania Stench. Kto, gdzie, kiedy?


Ja, Mikael Petterson i Johannes Andersson, Arvika, Szwecja, 2007 rok. Trzy wątki powiązane ze sobą przez określony zbieg okoliczności. Osobiście, od zawsze chciałem dać wyraz drzemiący we mnie inspiracjom, wynikającym z mojej artystycznej natury, ale tak się jakoś składało, że nie miałem ku temu okazji w ramach moich wcześniejszych projektów. Johannes z kolei zawsze był znakomitym perkusistą, ale nigdy tak naprawdę nie znalazł się w sytuacji, w której mógłby pokazać światu pełnię posiadanego potencjału. Mikael zaś to nieprawdopodobny, dziki, wściekły wokal z wprost idealnym nastawieniem do takiego grania. Ma doskonały głos, by siać śmierć z jedyną w swoim rodzaju intensywnością i pasją. On również nie spotkał wcześniej odpowiednich ludzi, którzy stworzyliby mu warunki do zawarcia w muzyce ukrytego w nim mroku. Kiedy wreszcie skrzyżowały się losy całej naszej trójki, naszym oczom ukazała się ścieżka; wstąpiliśmy na nią.


W bio na stronie wytwórni można przeczytać, że powołaliście Stench do życia, bowiem chcieliście grać w stylu Autopsy czy Repulsion. Dokładnie te same założenia legły u podstaw tuzów szwedzkiej szkoły death metalu, jak Entombed czy Dismember. Naprawdę myślisz, że można nagrać coś świeżego w tej stylistyce?


Biografia, którą przytaczasz, nie jest chyba do końca ścisła. Zgadza się, wpływy w rodzaju Autopsy i Repulsion towarzyszyły nam na samym początku, w czasie, kiedy pierwsze, ówczesne pomysły powoli zaczynały ewoluować w kierunku Stench. Sam projekt nie był jednak wówczas nawet w pełni wykrystalizowanym konceptem. Kiedy zaczęliśmy razem grać, przestały one stanowić zasadniczy czy przewodni motyw naszych działań. To były właściwe inspiracje na dobry początek, świetna baza, na której powstać miał nasz własny zamek. Szczerze mówiąc, teraz, z perspektywy czasu nie postrzegam nas nawet w tych kategoriach, jako części death metalowej sceny. Moim zdaniem, obecne oblicze Stench jest czymś całkowicie innym w porównaniu z tym, czym projekt ten był na początku. Stench to niewiadoma, nowy nieznany potwór, który objawił się w pozornie oswojonej formie.


Wokół działa cała masa zespołów "retro", które brzmieniem i klimatem nawiązują do czasów świetności szwedzkiej sceny. Wystarczy wskazać choćby Death Breath. Czy Stench ma atuty potrzebne do tego, by wyróżnić się w tym gronie?


Jak już mówiłem, nie ma tu żadnych punktów stycznych, nawet nie staramy się dążyć do tego samego celu. Mamy zupełnie inne ideały. Z całą pewnością nie jesteśmy żadną nostalgiczną kapelą, która z rozrzewnieniem stara się nawiązywać do przeszłości, do dawnego oblicza szwedzkiego death metalu. Tak naprawdę bardzo niewielka część naszych muzycznych inspiracji ma swoje korzenie w przeszłości; nic, co robimy, nie ma żadnego związku z tymi licznymi retro-zespołami, o których mówisz. Nie ma wątpliwości co do tego, że jesteśmy całkowicie współczesnym tworem. Wystarczy zagłębić się w koncept "In Putrescence", by dostrzec to wyraźnie, bez potrzeby formułowania dodatkowych wyjaśnień.


Udzielasz się też w Tribulation. Czy w związku z tym Stench to pełnoprawny zespół czy tylko projekt poboczny?


Stench z całą pewnością nie jest pobocznym projektem, chwilami jest nawet czymś więcej niż tylko zwykłym zespołem.


W Tribulation słychać więcej wpływów thrash metalu, w Stench dominuje death starej szkoły. Które dźwięki są ci bliższe?


Cóż, zupełnie nie zgadzam się z twoim punktem widzenia. Przede wszystkim, wysoko cenię obydwa wykorzystywane tu, przez każdy z wymienionych zespołów, podejścia do death metalu, mimo wszystkich dzielących je różnic. To, co w szczególności odróżnia styl i muzykę jednego od drugiego, to moim zdaniem rockendrolowy feeling Tribulation. Stench jest zdecydowanie bliższy czemuś, co nazwałbym symboliką duchową.


Myślisz już o następcy "The Horror"?


To pytanie nie ma nic wspólnego ze Stench ani z tym wywiadem.


Johannes śpiewa również w Tribulation. Dlaczego w Stench nie chciał tego robić i stanowisko za mikrofonem przypadło Mikaelowi? Jakby tego było mało, Johan przesiadł się za perkusję...


Taka a nie inna idea legła po prostu u podstaw powstania Stench, to jedna z fundamentalnych reguł istnienia i funkcjonowania tej kapeli.


Działacie jako trio, a na koncertach wspomagają was muzycy sesyjni. Dlaczego wybraliście taką konfigurację?


Bo to, moim zdaniem, najlepsza możliwa opcja. Angażowanie w zespół większej liczby ludzi zupełnie mijałoby się z celem, nie miałoby żadnego uzasadnienia. Przyjęliśmy takie rozwiązanie, ponieważ uznaliśmy je za najkorzystniejsze dla nas jako zespołu. Nie wyobrażam sobie, by Stench mógł funkcjonować inaczej.


Zadebiutowaliście w 2009 epką "Reborn in Morbidity", której niestety nie miałem okazji usłyszeć. Jak ten materiał ma się do "In Putrescence"? Możesz przybliżyć podstawowe podobieństwa i różnice?


Na "Reborn..." stworzyliśmy podwaliny pod to, w co następnie przekształcił się Stench. Nasze ówczesne muzyczne pomysły i koncepcje liryczne zostały tam po prostu zasiane jak ziarno; podczas pracy nad "In Putrescence" pozwoliliśmy im w pełni rozkwitnąć. Później nie pozostało już nic innego, jak tylko zebrać plony.


"In Putrescence", wasz pełnowymiarowy debiut, to świetny materiał. Jesteście z niego zadowoleni?


U podstaw realizacji wizji dotyczącej kształtu "In Putrescence" legły moje osobiste oczekiwania. Ostateczny rezultat w pełni odpowiada przyjętym przez nas założeniom. Zatem, odpowiedź na twoje pytanie brzmi - tak, jak najbardziej.


Ponownie nagrywaliście w Hvergelmer Studios pod okiem Olofa Wikstranda, za miksy i mastering odpowiadał zaś Tore Stjerna. Pracowaliście z nimi również nad debiutem Tribulation. Rozumiem, że to waszym zdaniem najlepsi ludzie do tej roboty?


W rzeczy samej. Olof był również odpowiedzialny za rejestrację naszej epki, miał zatem pełną świadomość istoty Stench oraz naszych muzycznych celów, które chcieliśmy zawrzeć na tym albumie. Jeśli chodzi o Tore, jego swoisty dar przepełniania produkcji tym szczególnym, charakterystycznym  wyczuciem ducha ciemności, którego nie da się przyrównać z czegokolwiek innym, jest dla nas czymś absolutnie bezcennym. Każda z tych dwu osobowości, indywidualności stała się mniej lub bardziej nieodłączną częścią "In Putrescence".


Upierałbym się jednak, że nawiązujecie do oldschoolowego szwedzkiego death metalu, macie jednak ciekawe brzmienie, inne niż klasycznych zespołów z tego nurtu. Mam wrażenie, że jest nieco lżejsze i bardziej organiczne, więcej w nim przestrzeni i miejsca dla uwypuklenia ścieżek wszystkich instrumentów. Dzięki temu wasz sound jest inny niż u większości szwedzkich kapel.


Dokładnie. Skoncentrowaliśmy się na tych elementach w muzyce, które nie są często akcentowane w death metalu. Pomimo chaotycznej surowości dźwięków, każdy instrument dąży do osiągnięcia swoistej czystości brzmienia. Każdy poszczególny element okazuje się równie istotny dla budowy ostatecznego kształtu materiału, w równym stopniu kształtuje go jako finalną całość. To, co ostatecznie dociera do uszu słuchacza, wydaje się mieć wysoce indywidualny charakter.

Myślę jednak, że związek o którym wspomniałeś, choć w pewnym sensie złudny czy sztuczny, jednak istnieje. Oparcie muzyki na pracy jednego basu, dwu gitar, perkusji i wokalu, z jednoczesnym nadaniem temu wszystkiemu brudnego, szorstkiego brzmienia było dla nas po prostu naturalnym wyborem. Dzięki temu mogliśmy w odpowiedni sposób wyrazić siebie jako muzyków. Tak czy owak naszym zamiarem było stworzyć materiał w niemal całkowitym oderwaniu od tego, co działo się w szwedzkim graniu, w szwedzkim death metalu dwadzieścia lat temu.


Nie kusiło was, żeby zabrzmieć bardziej w stylu Sunlight?


Absolutnie nie. Zdecydowanie staram się trzymać dystans od tego typu brzmienia. Moim zdaniem utrzymanie tu tej wyraźnej różnicy to podstawa. Jeśli mam być szczery, brzmienie w stylu Sunlight kojarzy mi się przede wszystkim jako 'potężne, brutalne i głupie'. Zupełnie to do mnie nie przemawia.


Krążek ukazał się nakładem Agonia Records. Czym skusiła was Agonia, dlaczego nie kontynuowaliście współpracy z Soulseller Records?
 

Agonia zaoferowała nam kontrakt dokładnie na takich warunkach i zasadach, jakich w tamtym momencie oczekiwaliśmy. Wytwórnia skontaktowała się z nami we właściwym momencie, zaraz po tym, jak zakończyliśmy dotychczasową współpracę z Soulseller.


Okładka z centralnie umiejscowionym okręgiem przypomina konceptem cover "The Horror" Tribulation. To zamierzone?


Obydwie okładki nie pozostają ze sobą w jakimkolwiek bezpośrednim związku. "In Putrescence" ma własną symboliczną wymowę, podczas gdy krąg w "The Horror" umieszczony został raczej jako pozbawiony głębszego znaczenia element dekoracyjny. Z drugiej strony, mając na uwadze, że każdy z tych artworków przygotowany został przez Necromantic Art, kto wie, być może łączy je jakaś szczególna symbolika, albo może po prostu taki a nie inny gust?


Słowa 'Stench - Fire - Death' widoczne na okładce kojarzą mi się z "Blood Fire Death" Bathory. Przesadzam?


Powiem tak: wszystkie dostrzegane odniesienia czy nawiązania zawsze mają osobisty charakter, dlatego wolałbym uniknąć potwierdzania czy dementowania jakichkolwiek teorii czy skojarzeń. Na tym polega tajemnica symbolizmu, że każdy może dane zjawiska interpretować, wyjaśniać czy w inny sposób wypełniać określoną treścią na swój własny sposób, w relacji do indywidualnych doświadczeń. Dzięki temu zachodzi interakcja pomiędzy słuchaczem a muzykiem, co stwarza pole do bardziej wielopłaszczyznowego odbioru materiału zawartego na płycie. Jasne, że to, o czym mówię w praktyce dotyczyć będzie jednostek o na tyle otwartych umysłach, by dostrzec ten subtelny język nieoczywistych znaczeń, istniejący na innej płaszczyźnie niż najprostszy, podstawowy poziom odbioru, który otwiera drogę do świata niejednoznacznego przekazu. Niestety, zakładam, że stanie się to udziałem jedynie wąskiego grona potencjalnych odbiorców "In Putrescence" czy szerzej całego konceptu Stench.


Jeszcze słowo o koncertach. Na razie nie zagraliście ich zbyt wiele. Planujecie jakoś to zmienić?


Prawdopodobnie w 2011 pojawimy się tu i tam. Nasza podróż dopiero się rozpoczyna.


OK, czas kończyć. Ostatnie słowo należy do ciebie.


Dzięki za wsparcie!


Szymon Kubicki
Małgorzata Napiórkowska-Kubicka

Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie