Kup Magazyn Gitarzysta

Oedipus

Kalifornijski Oedipus dorobił się w naszym kraju sporej popularności za sprawą hitu "Tres Las". Do Polski zespół przyjechał jednak tylko na chwilę, by zagrać na urodzinach ESKI Rock. O planach na najbliższą przyszłość, wyciąganiu chleba ze śmietnika i Cyfrowych Stanach Ameryki - Oedipus.

Wczoraj byliście na urodzinach ESKI Rock. Jak było, jak się bawiliście?


Rewelacyjnie. Dobra zabawa, publiczność była super, ludzie z ESKI... po prostu świetni.


Tak, było fantastycznie.


Publiczność była naprawdę żywiołowa. To było wielkie, wielkie przeżycie. Nie mogło być lepiej.


To Wasz pierwszy raz w Polsce - co myślicie o naszym kraju?


Strasznie wietrzny... na zewnątrz jest strasznie wietrznie (śmiech). Szczerze? Nie mieliśmy okazji, żeby zobaczyć za dużo, zjeść czegoś tradycyjnego. Po prostu, przyjechaliśmy do hotelu, wywiady, koncert itd. Wszyscy ludzie, których spotkaliśmy, byli wspaniali. Siedzieliśmy do rana w polskim klubie... jak on się nazywał?


Monobar.


Zostaliśmy... przetańczyliśmy tam całą noc po koncercie.


Wasz kawałek "Tres Las" jest bardzo popularny w Polsce i Europie. Co oznacza ten tytuł i o czym jest utwór?


To było coś w rodzaju połączenia hiszpańskiego słowa, "la la la" i nas trzech. To było podstawowe założenie.


Po fakcie zdaliśmy sobie sprawę - oznacza, że jesteśmy zmęczeni francuskim. Co jest całkiem śmieszne, bo ten kawałek jest o relaksowaniu się, odpoczywaniu, piciu co wieczór itp.


Czy ten utwór to był "dumpster bagel"?


Tak, chyba tak.


Tak.


Zawsze, gdy piszemy tytuł roboczy każdego utworu to "dumpster bagel" i numer, ponieważ w college'u kumpel Keitha... (śmiech)


Chyba nie zamierzasz o tym mówić, prawda?


... kumpel Keitha we wszystkich piekarniach w okolicy zbierał stare bajgle ze śmietników...


Były czyste! Zapakowane!


Były stare! Piekarnia każdy niesprzedany bajgiel pakuje w plastik, bo chce żeby pozostał świeży.


Dlatego każdy nasz nienazwany utwór to "dumpster bagel 1, 2...".


(śmiech) Przed otrzymaniem oficjalnego tytułu. W każdym razie, wiesz, "Tres las" to "la, la, la", "tres" znaczy trzy po hiszpańsku, nas jest trzech... zamotałem się.


Poza tym, jest wielka restauracja, która nazywa się "Los Tres". Ktoś mi o tym mówił. (śmiech)


Mój pierwszy kontakt z waszą muzyką to było właśnie "Tres las" w Esce Rock...


Jakiej muzyki słuchasz?


Właściwie każdej, od rapu do death metalu. Mój ulubiony gatunek to stoner rock.


Stoner rock, czyli co? Fish?


Monster Magnet, Clutch...


Lubisz Clutch? Widzieliśmy ich na żywo kilkanaście razy... Nigdy nie grają przed dużą publicznością, nie są wielką nazwą, ale zawsze... to były jedne z lepszych koncertów w naszym życiu. Wokal, jego głos jest niesamowity. Nigdy tego nie mówiliśmy, ale tak naprawdę te mocne riffy Clutch są jedną z największych inspiracji cięższych rzeczy, które robimy.


Dlaczego postanowiliście nazwać tak kapelę, macie ten sam problem, co on? (śmiech)


(śmiech) Gramy razem od 12 roku życia. Miałem wtedy tłumaczenie "Króla Edypa" na zajęciach z łaciny. Swego rodzaju niegrzeczna natura... kontekstu poraziła mnie, gdy miałem 13 lat. Nigdy nie zmieniliśmy nazwy.


Interesujecie się grecką mitologią? Pociąga was ten cały mistycyzm?


Nie ma tego w naszych tekstach, ale czytaliśmy o tym sporo.


Tak, w college'u uczyłem się o tym bardzo dużo.


Swoje poprzednie wydawnictwa wydawaliście własnym sumptem. Dlaczego, nie mogliście znaleźć wytwórni?


To gra... Przemysł muzyczny jest bardzo dziwny w Stanach. Mamy masę przyjaciół, którzy są w wielkich wytwórniach, w niezależnych wytwórniach i w większości nie robią na tym żadnych pieniędzy. Jesteś w stanie zarobić więcej, to brzmi źle, ale jesteś w stanie zarobić więcej pieniędzy wydając samemu. Jeśli chcesz jeść, musisz kontrolować przychody. Nagrania są dla nas głównym źródłem przychodu, w Stanach już tak nie jest.


Taaaak, wytwórnie płytowe umierają, ponieważ ludzie nie kupują już tak dużo muzyki jak kiedyś, teraz stawiają raczej na ściąganie i piractwo. To, co robią teraz firmy wydawnicze to branie bardzo dużych procentów ze sprzedaży, a jedyne, co dla ciebie robią to promocja, więc jeśli jesteś w stanie znaleźć sposób na promowanie siebie przez internet, facebook, myspace, rozmowy z ludźmi, dostanie się do radia, nie potrzebujesz wytwórni. Możesz wtedy zatrzymać 100% profitów, a nie 10%.
|

Poza tym, ludzie teraz nie kupują płyt, tylko ściągają je, więc wytwórnia bierze też pieniądze z twoich występów na żywo, gadżetów, tras. Bycie w dużej wytwórni w Stanach oznacza, że musisz pożegnać się z tysiącami dolarów.


W zeszłym roku, coś około jednego procenta kapel, w rodzaju Foo Fighters albo U2 zarobiły jakąś realną kasę. Żeby coś tam zarobić musisz być większy niż Linkin Park. Wiesz, kolesie z takich kapel jak Clutch, Seether zarabiają 50 kawałków rocznie, nie robią dużej kasy.


Lubisz Seether? Kapele takie jak Staind, Seether nawet nie przyjeżdżają do Los Angeles, bo ludzie nie przychodzą na ich koncerty; to bardzo dziwna sprawa.


Ten przemysł jest teraz w czasie transformacji.


Wszystko, co działało kiedyś, już nie działa.


I musisz wykombinować, co działa teraz. To straszny bałagan. Bycie niezakontraktowanym to teraz właściwie lepsza opcja.


Musisz wymyślić, jak teraz poruszać się w tym "świecie biznesu". Robimy wiele z tych rzeczy sami. Mamy prawników i management, ale staramy się z większością spraw radzić sobie sami. Tak będzie przez kilka lat w Stanach. Wytwórnie to po prostu banki, które pożyczają ci na promocję i oczekują swoich pieniędzy z powrotem.


Np. Clutch ma teraz własną wytwórnię.


Wiele kapel tak robi. Zakładają własne firmy, podpisują umowy z innymi zespołami, starają się organizować wspólne trasy. To lepsze rozwiązanie, jeśli chcesz zobaczyć jakąś kasę za to, co robisz.


To z powodu kryzysu?


Tak jak mówiłem, nie potrafię już sprzedawać muzyki. Ludzie nie kupują muzyki, steamują ją z internetowego radia, ściągają z netu, przegrywają od kogoś innego.


Całe pieniądze z muzyki pochodzą z występów na żywo i publikacji piosenek w radiu i telewizji. Jeśli jesteś w wielkiej wytwórni, dostajesz max połowę tego, o ile nie płacisz swojemu managerowi, etc.


Dla Was jako muzyków, który format jest lepszy: CD, winyl, czy cyfrowy?


W Stanach wszystko jest cyfrowe. Byliśmy zdziwieni ilością "fizycznych" wydawnictw tutaj. Nie wiedzieliśmy, jak to tu wygląda, że ludzie ciągle kupują płyty. Winyle... Wiem, że ludzie je kolekcjonują, nie miałbym nic przeciw temu, ale one są głównie dla DJ, do klubów.


Niektórzy preferują swoją muzykę na winylach. Dla nas najlepszym wyjściem jest format cyfrowy, dla nas jako zespołu.


W Waszej muzyce słychać inspiracje takimi formacjami jak Tool, SOAD, ale także Clutch, szczególnie w "Burn It Down" i "Free". Lubicie te zespoły?


Dorastaliśmy, słuchając Tool, Primus, Clutch, RATM. Chcieliśmy grać pop/rock, disco rock, ale nie udało się... Lubimy ciężkie, rockowe rzeczy.


Nasz pierwszy album był jak prog rock, siedmiominutowe kawałki, ale nie mogłeś do tego śpiewać. Potem nauczyliśmy się, jak należy pisać. Znasz Gogol Bordelo? Widzieliśmy ich, kiedy otwierali koncert Primus. Support generalnie nie jest dobrze przyjmowany. Wyszedł Gogol Bordello i po pięciu minutach cały tłum szalał. Napisaliśmy "Tres las", które jest ciężkie, ale wiesz, ludzie chcą po prostu tańczyć, skakać w górę i w dół albo coś. To było dla nas coś nowego, innego.


Lubię to połączenie ciężaru, szybkich riffów... Coś jak 311 - tam było dużo mocnych riffów, ale też sporo "bounsujących", wiesz, takich, do których możesz robić "góra-dół".


Myślę, że to Wasza tajemnica - macie ciężkie, szybkie gitary, a do tego melodie i trochę popowych naleciałości, nie dużo, ale jednak.


Zachowaj to dla siebie... ciiiii... (śmiech)


Mam nadzieję. To jest jedna z tych rzeczy, których nie powinieneś lubić, a jednak jest melodia, którą śpiewasz i nie chcesz, by ktoś ją usłyszał.


Jak Spice Girls, itp.


Rzeczą, której musieliśmy się nauczyć to pisanie muzyki dla publiczności. Pisaliśmy dla siebie, nadal piszemy dla siebie, ale... Myślę, że to najważniejsze dla muzyków, żeby pogodzić muzykę z życiem ludzi, żeby znaleźli melodię.


Tak, granie muzyki, która jest ciężka, rockowa, ale żeby była bardziej akceptowalna dla słuchaczy, żeby nawet, jeśli nie słyszeli o nas wcześniej, mogli odnaleźć się w tej muzyce od pierwszego odsłuchu. Wcześniejszy materiał... jeśli go lubiłeś, to naprawdę go lubiłeś, ale nie był łatwoprzyswajalny dla "zwykłego" człowieka.


Muzycy bardzo lubią nasz pierwszy album.


Czym się zajmujecie poza muzyką?


Moja rodzina ma restaurację, więc kiedy nie jestem w trasie, gotuję tam.


Ja uczę gry na perkusji.


A ja hokeja na lodzie.


Czym zamierzacie się zająć, kiedy wrócicie do domów?


Keith spodziewa się narodzin dziecka w połowie grudnia. Mamy dzieci, więc... Jadę do Nowego Jorku na kilka tygodni. Zamierzamy zrobić trochę studyjnego materiału, więc nie możemy przestać pisać muzyki i organizować koncertów. Wiele się tam zmieniło dla nas, więc musimy wymyślić, jak sobie z tym wszystkim poradzić.


Czy zamierzacie wrócić do Europy z jakąś większą trasą?


Mamy nadzieję, ale nie wiemy, czy i kiedy się to uda.


Bardzo byśmy chcieli. Jesteśmy rodzinnymi ludźmi, więc to zależy.


Czas spędzony tutaj był niesamowity i bardzo byśmy chcieli tu wrócić.


Krzysztof Zawistowski

Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie