Akurat tak się złożyło, że przy NSI dogadalismy sie z Fonografiką, podobało nam się, że płyta pojawi się w sieci większych sklepów muzycznych. Nie mam pojęcia, dlaczego ten rynek jest tak chory. Nie rozumiem większości wytwórni. W podobnej sytuacji do naszej jest wiele kapel, także naszych znajomych. Przychodzisz do wytwórni z gotowym, profesjonalnie nagranym, zmiksowanym materiałem, gotowym projektem graficznym, załatwionymi patronatami medialnymi, a ważni panowie i panie z wytwórni kręcą nosami, myślą, rzeźbią w klocu. To jakaś paranoja! A zgodnie z zasadami marketingu sprzedać można dosłownie wszystko, trzeba tylko chcieć. A tu nie ma wielkiego ryzyka, bo większość kosztów i tak już poniósł zespół. Jeśli chodzi o "Animal Killstinct", to nie widzę specjalnie poprawy sytuacji. Uważam wręcz, że jest coraz gorzej. Dlatego prawdopodobnie płyta ukaże się na zachodzie za pośrednictwem małej niezależnej wytwórni. W Polsce będzie dostępna głównie za naszym pośrednictwem. Z koncertami też jest chora sytuacja. Jeśli nie jesteś w dużej i prężnie działającej wytwórni, to ciężko się wbić na większe imprezy i festiwale. Organizatorzy też podcinają skrzydła, bo często oferują warunki, które dla szanującej się kapeli są nie do zaakceptowania. A przecież nie o to w tym wszystkim chodzi. Powinno się szanować wartości artystyczne, czas oraz olbrzymie wkłady finansowe zespołów. Inna sprawa, to frekwencja na dzisiejszych koncertach. Okazuje się, że w tygodniu nie warto grać, bo sale świecą pustkami. W dobie Internetu młodzi ludzie przestali uczęszczać na koncerty w takim stopniu, jak to miało miejsce jeszcze przed kilkoma laty.