Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Adam & Dawid Laboga (Laboga)

Laboga

Adam & Dawid Laboga (Laboga)

Firma Laboga jest znana za sprawą doskonałych wzmacniaczy lampowych, choć jej oferta obejmuje również cenione na całym świecie kable instrumentalne. W tym miesiącu rozmawiamy z założycielem firmy Adamem Labogą i jego synem Dawidem.

Od 1968 roku był pan gitarzystą w zespole. Gra pan jeszcze na gitarze?


Teraz gram już wyłącznie dla własnych potrzeb - umiejętność ta przydaje mi się przy sprawdzaniu sprzętu. Na gitarze grałem bardzo dawno temu i mam świadomość, że jest jakieś sto tysięcy muzyków, którzy tak sobie grali, kupowali sprzęty, a potem, po kilkunastu próbach z zespołem gdzieś tam w piwnicy, kończyli swoją przygodę z instrumentem. Ja właśnie byłem na takim etapie, nigdy nie chciałem być wielkim muzykiem, ale ponieważ w czasach, gdy muzykowałem, nie było praktycznie żadnego sprzętu na rynku, to zająłem się jego konstruowaniem. Stworzyłem pierwszy wzmacniacz, na którym grał cały zespół, bo - jak było wtedy praktykowane - wzmacniacz miał kilka wejść, włącznie z mikrofonowym.
Laboga


Pamięta pan swoją pierwszą gitarę?


Owszem. Zrobił mi ją zmarły w zeszłym roku Stefan Białas - sąsiad, który mieszkał nade mną i był lutnikiem. Bardzo dużo się od niego nauczyłem. To była gitara robiona na wzór Fendera Jaguara. Janek Borysewicz, który stąd pochodzi, przychodził do mnie jako mały chłopak i graliśmy sobie na niej.
Laboga


Jaki to był instrument w sensie wykonania?


To była idealna gitara. Białas robił doskonałe instrumenty, znane wśród wrocławskich muzyków. W mojej było wibrato jak w Jaguarze, przystawki zrobione z pudełeczka po jakimś leku, z magnesami od telewizora, na które nawijało się cewki. Po włożeniu do tego pudełka, o wymiarach mniej więcej przystawki typu humbucker w Gibsonach, całość zalewało się woskiem. Później używało się do tego celu kleju Distal, który był zresztą marzeniem (śmiech). W tym czasie trzeba było sobie jakoś radzić, bo na rynku nie było dużo instrumentów, były czeskie Jolany Tornado - jak na tamte czasy zawodowa gitara, a także polskie Defile. Sporadycznie pojawiały się gitary zagraniczne, np. włoskie EKO, a za prawdziwe Strato można było kupić wtedy nowy samochód na giełdzie. Mój sąsiad lutnik był dla mnie mistrzem i kiedy robił gitary, to ja stałem przy nim ile tylko mogłem i uczyłem się. Tym sposobem nauczył mnie bardzo dużo, a przede wszystkim zamiłowania do konstruowania urządzeń oraz sposobów rozwiązywania piętrzących się przed projektantem problemów technicznych. Na przykład - jak wykonać obudowę, jak ona powinna być skręcona, jak oklejona. To on wykonywał potem pierwsze moje obudowy do kolumn i wzmacniaczy.
Laboga


Smykałka techniczna to skarb, zwłaszcza jeśli pracuje się przy prototypach wzmacniaczy...


Oczywiście, że tak. Wykonywanie prototypów jest zawsze najtrudniejsze. Pierwszy wzmacniacz, na którym grałem, zrobiłem sam. Oczywiście podpierałem się wiedzą i doświadczeniem starszych kolegów, m.in. mojego nauczyciela w dziedzinie wzmacniaczy, którym był Marek Wall. Marek ma w tej chwili w Niemczech firmę Audiowal, która robi konstrukcje hi-endowe. To właśnie on przekazał mi maksymalną wiedzę, zwłaszcza, kiedy w latach 70. pracowałem z nim i z Wojtkiem Hornowiczem w firmie Horn Wall we Wrocławiu. Robiliśmy wtedy sprzęt Czesławowi Niemenowi, 16- albo 24-kanałowe miksery oraz pierwsze w Polsce kolumny typu odwrotka. W 1973 roku pierwszy festiwal w Opolu nagłaśniany był na odwrotkach Laboga. Ponieważ nie zdążyliśmy zrobić miksera, w każdej kolumnie była końcówka na angielskich 15- i 18-calowych głośnikach Fane. Nagłośnienie Opola to były cztery takie kolumny, w każdej z nich była końcówka 150 wat, a zamiast naszego miksera Niemen wystawił 6- czy 7-kanałowe Montarbo z kamerą pogłosową.
Laboga


Dlaczego nie zajął się pan produkcją dużych systemów nagłośnieniowych na szerszą skalę?


Bo nie można robić wszystkiego, to zawsze w końcu odbija się na jakości. Zupełnie oddałem się wzmacniaczom gitarowym i inne rzeczy w ogóle mnie nie interesują. Ostatnio, będąc na fali rozwoju firmy, nawet nie mamy już czasu na konstrukcje basowe, skupiamy się więc na piecach gitarowych. Zamierzamy jednak jeszcze zająć się basowymi konstrukcjami, bo mamy bardzo dobre pomysły na tego typu wzmacniacze.
Laboga


Skąd miał pan wiedzę potrzebną do budowy swojego pierwszego wzmacniacza?


Chodziłem do radiowo- telewizyjnego technikum elektronicznego, gdzie każdy coś dłubał. W tamtych czasach bardzo trudno było o schematy wzmacniaczy i gdy pojawiły się materiały dotyczące Marshalla, to każdy od razu go chował i nikomu nie chciał pokazać. Nie było Internetu i zdobycie schematu np. Fendera Twina było mistrzostwem świata. Mój pierwszy wzmacniacz był oparty na czterech lampach EL34 i miał pięć czy sześć wejść. Na zdjęciu z naszej strony internetowej (www.laboga.pl/witamy.html - przyp. red.) robię właśnie ten wzmacniacz. To był 1968 rok...
Laboga


Czy, podobnie jak ze schematami, problemem było również zdobycie elementów?


Tu akurat było wszystko. Na dawnym placu PKWN mieścił się sklep elektroniczny, w którym znaleźć można było wszystkie części, lampy, oporniki, kondensatory. Problem stanowiły za to transformatory - nie były dostępne na rynku, musieliśmy nawijać je samodzielnie, i robiło się to po kryjomu na politechnice. Nie istniała żadna firma, której można było zlecić taką robotę. Później jeździliśmy do NRD i kupowaliśmy najlepsze w tamtych czasach potencjometry ze ślizgaczem węglowym, które nie wycierały się i pracowały wzorowo.
Laboga


W pewnym momencie sporo muzyków z pierwszej ligi grało na pańskich wzmacniaczach...


Posłużę się tu przykładem. Zrobiłem 7-kanałowy wzmacniacz mikrofonowy do wokalu. Jeździłem w 1972 roku jako elektroakustyk z zespołem Hokus, w którym śpiewał świetny wokalista Roman "Pazur" Wojciechowski, perkusistą był Staszek Kasprzyk, Włodek Krakus grał na basie, a Jacek Berental na klawiszach. Henryk "Hopsik" Szpernol grał tam na gitarze i miał 50-watowego Marshalla. Wcześniej poznałem Achima Żychonia, który grał akurat w zespole Niebiesko-Czarni, a teraz gra z Chrisem de Burghiem. Achim powiedział mi, żebym zrobił mu jakiś fajny wzmacniacz, bo widział już jedną moją konstrukcję. To był 1973 rok, bo pamiętam, że był wtedy akurat mecz Polska-Haiti, który wygraliśmy bodajże 7:0. Zaczynał się też festiwal w Opolu, więc musiałem się spieszyć, żeby zdążyć dać go Achimowi na czas. Ale on miał sprzęt Dynacorda i wszyscy się stukali w głowę, mówiąc mu: "Co ty w ogóle chcesz, masz już taki świetny wzmacniacz!". W efekcie sprzedał tego Dynacorda do jakiejś kopalni, bo kopalnie miały na takie rzeczy pieniądze. I tak się zaczęło robienie sprzętu na większą skalę, ponieważ Achim był wtedy na szczycie, więc każdy chciał mieć taki wzmacniacz, na którym on pracuje. Wkrótce cały Górny Śląsk grał na moich urządzeniach, w każdym domu kultury grały moje wzmacniacze produkowane pod pierwszą marką Diamond Sound.
Laboga


Produkował pan również efekty?


Przez jakiś czas robiłem automatyczną kaczkę fuzz-sustainer. Mój syn Dawid Laboga kupił ostatnio taką kaczkę na Allegro pochodzącą z 1985 roku. Zrobiłem te efekty, bo dostałem duże zamówienie z Centrali Muzycznej opiewające na 6 milionów ówczesnych złotych. To były wtedy ogromne pieniądze - tyle bowiem kosztował cały rok produkcji. Wiedziałem, że to zejdzie ze sklepów na pniu, bo wtedy nie było niczego takiego na rynku.
Laboga


Jakie są typowe usterki wzmacniacza, powiedzmy, dwudziestoletniego?


Najwięcej problemów sprawiają kondensatory, ponieważ wysychają w nich elektrolity. Przeważnie trzeba też wymienić lampy. Na preampie konstrukcja lampy jest inna - w małej lampie są niewielkie cienkie siatki, a w EL34 znajdują się duże anody, mają też miejsce większe obciążenia związane ze wstrząsami. Zwykle po jakimś czasie taka lampa zaczyna mikrofonować. Generalnie lampy na końcówkach szybciej się psują, nawet nie tyle się zużywają, co uszkadzają podczas transportu.
Laboga


Jest pan zwolennikiem tradycyjnej konstrukcji wzmacniaczy lampowych point-to-point?


Point-to-point miało sens, kiedy robiło się wzmacniacze, w których było kilka potencjometrów i jedno wejście. Współczesne wzmacniacze posiadają kilka kanałów i są wyposażone w pętle efektów i reverby. Nowoczesny wzmacniacz w technologii point-to- -point byłby strasznie skomplikowany w montażu, gdyż byłoby w nim co najmniej trzy razy więcej elementów niż we wzmacniaczu point-to-point sprzed 30 lat. W tej technologii robimy za to coś, co inne firmy wykonują na płytkach, na przykład wszystkie części wzmacniacza związane z podstawkami pod lampy. Montujemy lampy na specjalnie wykonanych amortyzatorach. Nasza podstawka osadzona na gumowym amortyzatorze daje ten efekt, że lampa się rusza, co powoduje, iż jest ona znacznie bardziej odporna na trudy transportu niż ta sama lampa osadzona w tradycyjny sposób, czyli na podstawce nieamortyzowanej. Podstawki w naszych konstrukcjach są (z tego samego powodu) łączone technologią point-to-point. Dzięki temu, jeśli spali się lampa albo podstawka, to nie ulegnie zniszczeniu cała płytka. Wymienimy lampę albo podstawkę i wzmacniacz wraca do pracy.
Laboga


Używacie słowackich lamp z firmy JJ-Electronic?


Do końcówek używamy rosyjskich lamp 5881 marki Sovtek, a na preampy słowackich JJ-Electronic.
Laboga


Czy to prawda, że najlepsze są radzieckie lampy ze starych zapasów wojskowych?


Rzeczywiście istnieją takie lampy. Uważam, że wzmacniacz powinien być wykonany na modłę sprzętu wojskowego, a te lampy, o których mówimy, są zrobione z lepszych materiałów, mają dodatek złota, platyny i są wytrzymalsze od swoich "cywilnych" odpowiedników. Lampy wojskowe mają różne oznaczenia, np. mówiące o tym, że są przeznaczone na Syberię, na wielkie mrozy, a do tego ich czas pracy jest o dwa lub trzy razy dłuższy w stosunku do lamp standardowych o tych samych parametrach.
Laboga


Czyli korzyść wynikająca z zastosowania takiej lampy wynika raczej z długowieczności niż walorów brzmieniowych?


Tak. Powiem jeszcze, że każda lampa - czy to będzie amerykańska 12AX7, czy europejska ECC83 - po podłączeniu do przyrządu pomiarowego będzie zachowywać się różnie, każda będzie grać inaczej. Wynika to z jakości materiałów zastosowanych do jej produkcji. Na lampy JJ zdecydowaliśmy się na podstawie informacji, jakie posiadaliśmy. Obecnie jest kilku wiodących producentów lamp na świecie, ale JJ wypada wśród nich najlepiej. Rekomendacją jakości tych lamp jest fakt, że produkty JJ kupowane są przez takie firmy jak Mesa Boogie.
Laboga


Jak poznać, że w naszym wzmacniaczu "kończą się" lampy?


Zacznijmy może od sytuacji z lampami na preampie. Wzmacniacz najpierw traci dynamikę, zmienia się pasmo przenoszone przez lampę, a co za tym idzie brzmienie wzmacniacza robi się płaskie. Później pojawiają się mikrofonowania lampy, co objawia się tym, że podczas uderzenia we wzmacniacz wydaje on dźwięk podobny do tego, jaki pojawia się przy uderzeniu w mikrofon... Elektrody w lampie są luźne, ruszają się, zaczyna się gongowanie, pojawiają się - jak my to nazywamy - "robaki", od czasu do czasu słychać coś dziwnego, zupełnie niemuzycznego. Wtedy jest najwyższy czas, aby wymienić lampę. Na końcówce zużycie lamp objawia się spadkiem mocy, po czym lampa pali się albo zwiera, np. siatka do katody, wtedy lampa świeci na czerwono, pali się, czasami nawet stopione są bańki.
Laboga


Czy w historii firmy była taka sytuacja, że robił pan wzmacniacz wzorowany na jakiejś konstrukcji zachodniej?


Na początku wzorowałem się na wzmacniaczach Marshalla, bo w tamtych czasach te piece były dla mnie wręcz boskie. One były wtedy bardzo dobre i do dzisiaj te stare modele nadal są super. Wzorowałem się też na wzmacniaczach Fendera, ale nie w tym sensie, że robiłem identyczną konstrukcję z danym modelem, tylko z kilku schematów najlepszych urządzeń wybierałem najciekawsze patenty, jakie zostały w nich zastosowane, i składałem nową konstrukcję, która miała mieć wszelkie zalety tych klasyków, omijając jednocześnie ich wady. Wszystkie układy we wzmacniaczach dawno zostały już wymyślone. W sumie we wzmacniaczach lampowych od dziesięcioleci nie ma już co zmieniać, ale oczywiście są pewne tajemnice - każda firma ma jakieś swoje sekrety i my także takowe posiadamy. Gdyby budowa wzmacniacza lampowego była taka prosta, to każdy mógłby wykonać sobie świetny sprzęt. W końcu gotowe schematy są w tej chwili dostępne w Internecie...
Laboga


Dlaczego więc jeden wzmacniacz gra lepiej, a drugi gorzej?


To jest tak jak z pieczywem - jeden piekarz upiecze taki chleb, drugi inny, a oba są z takich samych składników (śmiech).
Laboga


Czym wyróżniają się wasze wzmacniacze?


Nasz wzmacniacz po prostu gra. Przy tym kosztuje połowę taniej niż amerykański, a np. Mr. Hector porównywany jest do wzmacniaczy z najwyższej półki. We wzmacniaczu wszystko gra - każdy element, nawet najmniejszy opornik czy kondensator - dlatego trzeba robić wzmacniacze wyjątkowo starannie i, rzecz jasna, sporo o wszystkich elementach wiedzieć.
Laboga


Zdaje się, że firma Laboga jest bardziej popularna za granicą niż w Polsce...


Tak, to prawda. Jesteśmy bardziej doceniani za nasze konstrukcje na przykład w Stanach - ludzie nagrywają płyty na naszych wzmacniaczach, przysyłają nam je później z podziękowaniami i świetnymi recenzjami. My nie mówimy, że robimy najlepsze wzmacniacze na świecie, ale na przykład w jakiś tam ustawieniach nasz wzmacniacz może brzmieć lepiej niż inne. Jest bardzo dużo dobrych firm, które robią znakomite wzmacniacze, ale z reguły te konstrukcje są bardzo drogie. My robimy wzmacniacze tej klasy w przystępnej cenie. Półtora roku temu byłem w sklepie sieci Guitar Center w Cleveland w Stanach, przy okazji wziąłem ze sobą wzmacniacz Mr. Hector. Poszedłem z nim do sklepu i zapytałem, czy oni skupują sprzęt. Odpowiedź brzmiała: "Tak, oczywiście. A co to za sprzęt? Laboga? Nigdy nie słyszałem, ale proszę go dać, sprawdzimy". Poprosiłem tylko, żeby podłączyli go do kolumny na Vintage 30, bo wiedziałem, że to będzie grało. Po chwili przyszedł dyrektor sklepu, wziął gitarę i ustawił byle jak gałki, zagrał chwilkę i powiedział: "Znakomity! Mógłbym skłamać, żeby ci za niego mniej dać, ale nie mogę tego zrobić... To jest najlepszy wzmacniacz, jaki mam teraz w sklepie". Od razu wystawili go na sprzedaż i zaprosili mnie do biura na kawę. Siedzę w biurze, piję sobie z dyrektorem kawkę, rozmawiamy o wzmacniaczach, a po 15 minutach przychodzi sprzedawca i mówi: "Szefie, wzmacniacz już jest sprzedany!". A ja nie zdążyłem jeszcze wypić kawy (śmiech).
Laboga


Gitarzyści zaczynają szukać oryginalnych wzmacniaczy, o innym brzmieniu...


Tak, bo my jesteśmy butikiem na tak wielkim rynku, tym egzotykiem, którego pragną świadomi swoich potrzeb muzycy. Dorosły gitarzysta chce być inny i nie chce brzmieć tak jak pozostali. Byłem kiedyś zakochany w zespole Nazareth. Nagle okazało się, że Manny Charlton gra na wzmacniaczu Mr. Hector, nawet przysłał mi płytę z autografami, mamy kontakt mejlowy. Gdzie ja bym pomyślał, że Manny Charlton, gitarzysta uwielbianego przeze mnie zespołu, będzie grać na moim wzmacniaczu! On miał przyjaciela, który posłuchał naszego wzmacniacza i teraz jest naszym dealerem na Stany, zaczyna właśnie kręcić tam biznes. Ostatnia trasa zespołu Behemoth w Stanach grana była na naszych piecach, które udostępnił nasz amerykański dealer, a to było ponad 30 koncertów... Idziemy więc do przodu, codziennie dostaję kolejne zapytania o nasze produkty i z tego powodu właśnie kończymy produkcję pieców serii Studio Reverb, bo ich cena była tak niska, że nie można było jej utrzymać. Większość wzmacniaczy sprzedajemy w tej chwili za granicę, w cenę takiego urządzenia w sklepie na Zachodzie wchodzi cena dystrybutora, cena sklepowa i cena detaliczna.... Nie tak jak w Polsce, gdzie my, jako producent, byliśmy też dealerem, sprzedawaliśmy do sklepów i mogliśmy zaoszczędzić na marży między dystrybutorem a dealerem.
Laboga


Wasza najnowsza konstrukcja?


Są dwie takie konstrukcje: Alligator oraz Mr. Hector, który de facto też jest nową konstrukcją, ma półtora roku, jest zupełnie nowy w sensie marketingowym i różni się od Alligatora, bo jest konstrukcją hi-gainową. Alligator jest następcą serii Studio Reverb i można na nim ukręcić barwy charakterystyczne dla tej serii oraz dużo innych, jest on bowiem bardzo uniwersalny. Jego przeznaczeniem jest blues, rock i hard rock. Alligator występuje jako head, combo jednogłośnikowe, combo dwugłośnikowe - w sumie jest sześć nowych modeli, gdyż wzmacniacz jest z jedną regulacją barw albo z dwoma oddzielnymi regulacjami. Head AT5200, AD5201 z jednym głośnikiem, AD5202 z dwoma i trzy modele z oznaczeniem "Twin".
Laboga


Czy do tych wzmacniaczy projektujecie dedykowane kolumny?


Chcemy zrobić specjalne paczki dedykowane najnowszym wzmacniaczom, robimy kolumnę dla Mr. Hectora (pod tą samą nazwą) wyposażoną w dwa głośniki Vintage Celestion i jeden głośnik Black Label firmy Electro-Voice (sygnatura Zakka Wylde’a - przyp. BAF). Te głośniki bardzo ładnie się uzupełniają, każdy gra inaczej - Electro-Voice ma 300W i nie przesterowuje się, dźwięk z niego jest klarowny, czysty; przenosi dokładnie to, co idzie ze wzmacniacza. W głośnikach Vintage 30 moc jest znacznie mniejsza i z tego powodu one przesterowują się, co daje fajny efekt. Według mnie Electro-Voice solo daje zbyt czyste brzmienie, nie ma w nim tego fajnego brudu, którego potrzeba czasami w gitarze. Zestawienie tych głośników daje doskonały efekt brzmieniowy.
Laboga


Wasza firma reklamowana jest przez zespoły metalowe..


Jesteśmy wychowani na bluesie i rock and rollu, ale jeśli chodzi o brzmienie, to fani tych kierunków są bardziej zamknięci niż muzycy metalowi. Mają swoje standardy, których się trzymają, i raczej nie poszukują nowego brzmienia. Do tego często są to gwiazdy chodzące z zadartymi nosami, a metalowcy po pierwsze często poszukują nowego brzmienia, po wtóre - mam kontakty z wieloma gwiazdami tej muzyki z całego świata i muszę powiedzieć, że są to bardzo sympatyczni ludzie. Dlatego właśnie tworzymy kolejne wzmacniacze hi-gainowe, bo wiemy, że to jest przyszłość. Muzyka metalowa rozwija się bardzo dynamicznie, wystarczy spojrzeć na ilość ludzi na koncertach gwiazd tego gatunku, za metalową gwiazdę za bilet płaci się, i to dość sporo. To jest zupełnie inny świat.
Laboga


Rozmawiał Bartłomiej A. Frank
zdjęcia: Bartłomiej A. Frank, Laboga
GALERIA
Laboga
Laboga
Laboga
Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie