Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Łapa (Terrordome)

Łapa (Terrordome)

Dla wszystkich miłośników thrashu - rozmawiamy z Łapą z Terrordome.

Cześć Łapa! To chyba nasza pierwsza tak oficjalna rozmowa. Dziś nie pogadamy o chlaniu, i innych niezwykle ważnych tematach w życiu każdego młodego człowieka, a o muzyce. Jesteś gotów? Ja sam nie wiem. (śmiech)


O tak! Witaj Grzegorz! Ojej, ojej a ja taki dzisiaj nie uczesany na tą rozmowę, zastałeś mnie w kapciach i w szlafroku podczas wieczornej masturbacji... No ale niech będzie wejdź na chwile, zrobię ci herbaty i pogadamy jak prawdziwe metaluchy. (śmiech)


Nie wiem ile z tym metalem jeszcze mam wspólnego, ale co tam, herbaty nigdy nie odmówię - znaczy z prądem i cytrynowej. (chwila ciszy, łyk herbaty). Słuchaj, cofamy się już o sześć lat wstecz, kiedy jeszcze zaczynałeś studia. W tamtym czasie zdecydowałeś, że wraz z kolegą, co to się przeprowadził z Tarnowa do Krakowa, założycie kapelę hołdującą starej szkole thrash metalu z domieszką super szybkiego crossover. Prawda li to, czy to bujdy? Skąd pomysł na Terrordome?


Pomysł zrodził się w mojej głowie jeszcze w 2004 kiedy to chciałem zmieszać trochę punka z metalem i zacząć grać łupankę w stylu Cryptic Slaughter czy Suicidal Tendencies. Los sprawił, że rok później przez jakąś randkę na onecie poznałem Mekonga Minetaura, który właśnie w Krakowie, będąc na studiach, szukał czegoś w czym mógłby przypierdolić swoim czarcim kopytem tudzież postukać na bębnach. Jako że interesował on się głównie Razorem oraz Dark Angel, połączyliśmy nasze inspiracje i powstał Terrordome!


Historia to zaiste prosta, i zakrapiana alkoholem, a internetowe rendez-vouz przerodziło się w trwały związek. A jak z resztą składu, trudno było znaleźć oddanych jedynej słusznej muzyce maniax? Koniec końców, w składzie było kilka roszad personalnych na miejscu gitarzysty, aż wreszcie wasze szeregi zaliczył gitarowy z raczej ''technicznego'' - w porównaniu do was - Fortress. Nomen omen, całkiem sympatycznej formacji, nie wiadomo czemu ciągle czającej się w śmierdzącym undergroundzie. To jak to tak, że thrash się co kilka lat kocha nad życie, a w Terrordome jak to w związkach - jedni(jedne) odchodzą, drudzy (drugie?) przychodzą (śmiech).


Bardzo trudno było znaleźć odpowiednich kompanów, większość ziomków którzy zawitali do nas na próby raczej nie kumała o co tak naprawdę nam chodzi hehe. Teraz skład jest bardzo ustabilizowany i każdy wie co ma robić, jest też odpowiedni podział obowiązków przez co współpraca układa się znakomicie. Doszedł Basista z Fortress - Tom The Srom, który również pomaga mi na wokalu zwłaszcza w refrenach, które są dla nas charakterystyczne. Co więcej, doszedł do nas Paua SIffredi znaczny wcześniej z Burnout, którego popierdolił na rzecz TRDM - smutne ale prawdziwe, lecz dla nas oczywiste.


Co więcej, w składzie mieliście koleżkę z metalcore'owego Blood Dries First (swoją drogą super chłopaki!), który też zadecydował, że woli jednak nowocześniejsze dźwięki. Wasze relacje chyba nie uległy pogorszeniu, i dalej krzepicie braterską miłość i pozytywne podejście do świata, prawda? (śmiech)


Mosh odegrał w Terrordome wielką rolę i chwała mu za to! Angażował się bardzo, lecz kiedy dołączył do BDF, postanowił bardziej oddać się nurtowi post thrash/metalcore, za którym przepadał od zawsze! Postanowił wówczas od nas odejść, co nie miało na pewno żadnego wpływu na nasze teraźniejsze relacje, które są zajebiste do dzisiaj.


Prawidłowo (kubek w górę). Słuchaj, wasze pierwsze nagrania były naprawdę brutalnym atakiem między oczy, uszy, a nawet i części ciała, o których w swoich wypowiedziach najczęściej wspomina Minetaur, ale koniec końców, udało się wam uwolnić od nieco grindowych wpływów, na rzecz jeszcze bardziej klasycznego grania, oprawionego w nowoczesne (ale przybrudzone) brzmienie. Wszystko to w przeciągu jednego wydawnictwa, które dzieliliście wraz ze stołecznym Lostbone. Skąd pomysł na split z zespołem (wtedy) mocniej zakorzenionym w hc, niż muzyce bliższej waszemu miłosiernemu sercu?


Pierwsze nagrania były jak najbardziej rozpierdalające, natomiast ze splitu nie będziemy zadowoleni chyba nigdy - z racji garażowego brzmienia. Nie powiem, słuchamy też HC oraz grindcore i na split trafiły najbardziej zakręcone w tej stylistyce numery, jednak ich jakość pozostawia wiele do życzenia, aczkolwiek aranżacyjnie są one bardzo ciekawe. Skąd pomysł? Przy piwie z Przemasem na jednym naszym wspólnym gigu Warszawie. Ot, taki spontan!


Też się z Przemasem lubimy (śmiech), ale jak do tej pory, to piwo przez skype jedynie. Słuchaj, tamto garażowe brzmienie w pewnym sensie miało swoje plusy - można by rzec, że to taki frykas dla takich zatwardziałych oldschoolowców jak wy - a czemu nie ciągnęło was (wtedy) do cyfry i wszechobecnych triggerów? Zeszłoroczny singiel to chyba powrót do przyszłości, co nie?


Zwykle narzucamy stopie trigger, natomiast Mekong nie jest zatwardziałym fanem tych gadżetów. W erze smartfonów gość używa jeszcze Siemensa A52, więc raczej w dupie ma to co dyktuje moda. Natomiast jeżeli chodzi o efekt, szuka swojego brzmienia, które na pewno będzie w zupełności słyszalne na najnowszym pełnym (hurra! Wreszcie!) albumie. Będzie jakiś mały triggerek, trochę lat 80' i ciut plastiku, ale zawsze stawialiśmy na naturalność, więc tak ma być. Przerzuciliśmy się gitarowo na piece lampowe, bo do 2009 r. graliśmy na tranzystorach, które do naszego thrashu się nie nadają - jebać je! (śmiech). Wracając do naszego disco - singiel to tylko mały smaczek, który po prostu był lekarstwem na zgagę po słabym przyjęciu splitu. Nie jest też z pewnością zapowiedzią pełnego albumu, bo jego brzmienie będzie w 100% nasze i wreszcie unikatowe w stosunku do innych wcześniejszych nagrań. To będzie prawdziwy terror!


Chyba Extreme Noise Terror (śmiech). Postawicie wreszcie na dojrzałe i rozbudowane formy muzyczne, czy jak do tej pory, nadal będziecie łoić nie dłużej jak trzy minuty, bo potem to się już wszyscy nudzą? Gdzie z kim, i w jakich okolicznościach realizowane zostaje nowe dziecko - zatytułowane słodko: ''The Bitch'' - czy to raczej moje domysły?


Powróciliśmy do korzeni, czyli do 2007, gdzie w Psychosound nagraliśmy epkę ''Shit Fuck Kill''. Ten sam realizator, inna lokalizacja studia. Wszystko odbywa się w Krakowie. Jest oldschool, tylko nasz realizator ma więcej pomysłów, zabawek do nagrywania i bardzo dużo cierpliwości. Numery na płytę powstają od 5 lat natomiast nagrywana była ona już od 2009 r. Obecnie dopieszczamy mixy i płytka wędruje na mastering. Na wynik końcowy trzeba poczekać około 2 miesięcy. Płytka nazywa się "We'll Show You Mosh, Bitch". Jest szybko, brutalnie, wulgarnie - na tych 13 diabelskich numerach udowodnimy, że jesteśmy w bardzo dobrej formie i mamy wszystko w dupie (śmiech).


Czyli tak naprawdę, nie pokażecie niczego nowego (śmiech). Album będzie dostępny na gigach, czy może jakiś świr zdecyduje się to wydać w super spasionym digipacku? A może tak cd-r, co by cofnąć się w czasie... o kilka lat za daleko (śmiech)? A tak na poważnie - podobno przy poprzednim matexie jedna z wytwórni grzecznie odpisała wam, że nie jest zainteresowana takim łojeniem. Pokusiliście się na szczerego smsa zwrotnego, czy raczej swe żale wykrzyczeliście w słuchawce, dzwoniąc uprzednio do Ojca prowadzącego …


Nikt nas nie chce wydać, bo chyba nikt nas nie lubi i nikogo za to nie karzemy (śmiech). Planujemy wydać płytkę jako standardowy jewel case (grube przezroczyste opakowanie), w środku rozkładana książeczka i kilka fajnych obrazków, może jakaś vlopa w gratisie. Można powiedzieć, że sami się wydamy poprzez naszego znajomego wydawcę, ale rozmowy dopiero będą trwać więc szczegółów sam dowiem się wkrótce. Sprzedaż internetowa, na gigach i w zasadzie tyle. Kto będzie chcieć mieć płytkę zakupi ją, kto będzie chciał zassać z neta mp3 - zassie. Digipacków nie lubię, wolę czasy starych Slayerów - idziemy tą drogą.


A widziałeś jak jest wydane nowe Blindead, albo z innej beczki - nowy Frontside? Bardzo ładnie, z wielką pompą, ale na to chyba was nie stać. A co sądzisz o ssaniu muzy z netu? Uważasz, że płyta kompaktowa się obroni? Mp3 atakuje nie mocniej jak wasz debiut (śmiech) Czy raczej przewidujesz renesans czarnych płyt (nie tylko dla prawdziwych fanów i audiofilów)?


Blindeadem się zainteresowałem bardzo i być może zakupię tą płytkę. Frontside'y posiadam w swojej kolekcji. Jestem natomiast wkurwiony, bo nie mieści mi się w przegrody na półce na cdki! Przecież nie będę lecieć po nową półkę specjalnie dla takich rozmiarów płytek! (śmiech). My zawsze udostępnialiśmy naszą nutę w mp3 i głównie w ten deseń celujemy, natomiast znam wielu audiofilów którzy lubią mieć płytę fizycznie w rękach, pooglądać, poczytać teksty, rozkminić cały pomysł wydania - to też jest wielka praca, nie tylko sama muza. Dla mnie kompakt żyje lepiej niż kiedykolwiek. Mp3 mogą być takie jakie są, nie mam nic przeciwko, jednak kiedy wiem, że zespół robi dobrą robotę kupuję ich CD. Jeżeli chodzi o winyle, są w porzo dla kolekcjonerów, jednak ja nie mam miejsca w chacie na te sprawy, wolę zainwestować w jakiś nowy efekt albo pakę strun do gitary. Cieszyłbym się za to gdyby Terrordome został kiedyś wydany w ten sposób, na pewno ktoś to łyknie, a mi zrobi się zajebiście miło.


W porywach nawet i mokro! O widzisz, posiadasz albumu sosnowieckiej hordy - a jak ci się widzą polskie teksty w rodzimym metalu? Da się to jakoś ugryźć czy nie bardzo... w końcu po dziś dzień Alastor nagrywa w naszym poetyckim języku, no a taki Świniopas też celuje w pijacki target krajowych metalheads...


Owszem jest wiele albumów z polskimi tekstami, które pasują tam wyśmienicie i bardzo mi się podobają, ale ja nie potrafiłbym stworzyć czegoś takiego. Wolę język angielski, którym zawsze się jarałem i w nim w Terrordome tworzyć zamierzam. Jest wiele rodzynków w postaci Świniopasa czy Wilczego, które są naprawdę lubiane i znane. Wkrótce zamierzamy powołać do istnienia projekt w którym wystąpi właśnie Owiec ze Świniopasa, Ja i Mekong z Terrordome oraz Pablo Diablo z Asylum - zrobimy krótką thrashową Epkę z polskimi tekstami oraz znanymi coverami, więc będzie to właśnie pierwsze takie uderzenie. Mam nadzieje będzie git.


Dobrze to słyszeć, a jak oceniasz kondycję thrash metalu w Polsce i na świecie na rok 2010. Ktoś definitywnie zmiażdżył ci mosznę, lub też - odwrotnie, doprowadził do odruchów wymiotnych? Da się jeszcze zachować ''twarz'' i wypuścić coś świeżego w tym nurcie? Jak byś podsumował miniony rok pod względem wydarzeń muzycznych, swoistych porażek oraz... czego oczekujesz w nowym roku kalendarzowym?


Koniec roku 2010 umiliła mi płytka ''Eat Pizza Or Die'' Świniopasa. I całe szczęście, bo na pewno w przeciwnym wypadku zaliczyłbym go do nieudanych. Oprócz tego, raczej nic wybitnie nie rozpierdoliło mnie w ten sposób, że musiałbym odrzucić na dłuższy czas moje ulubione stare Cryptic Slaughter, Carnivore czy Municipal Waste. Oprócz tego zmarł Peter Steele, a miałem jeszcze nadzieje zobaczyć go w akcji w Europie. Od nowego roku oczekuję więcej gigów, trasy TRDM oraz wielu pozytywnych opinii na temat naszego nowego wydawnictwa. Jednym słowem, czekamy na lepsze czasy!


I tego Ci życzę! Ostatnie słowa dla ciebie! Horns up!


Dzięki za wywiad, wszystkiego dobrego w nowym roku! Chrońcie swoje pośladki, bo nasza najnowsza płytka tak skopie wam tyłki, że przez miesiąc nie usiądziecie! (śmiech)

Chrzegorz "Chain" Pindor

Sounds From the Heart of Gothenburg In Flames

Dobór utworów pożegnalnego DVD In Flames z Danielem Svenssonem za zestawem perkusyjnym jest mocno dyskusyjny.

Gramy dalej

7 /10
Bad Vibrations A Day To Remember

Amerykanie zbyt długo kazali czekać na swój nowy album.

Gramy dalej

8 /10
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Zobacz wszystkie