Nie wchodziliśmy sobie w drogę, ponieważ każdy potrafi robić coś innego, to znaczy grać rzeczy, których nie potrafią pozostali. Eric to Eric, Doyle Bramhall gra na leworęcznej gitarze do góry nogami w stylu Alberta Kinga, a ja jestem od techniki slide w stroju open-E. To trzy zupełnie inne style gry. Poza tym każdy gra z odpowiednim wyczuciem i umiarem, dzięki czemu utwory nie wydawały się zbyt przeładowane. Myślę, że Eric wie, jak wyzwolić w kolegach pozytywną energię i potrafi ją zręcznie podsycać - czasami wszyscy tego potrzebujemy. Koncert na rzecz Crossroads był wielkim wydarzeniem, obfitującym w magiczne wręcz chwile. Johnny Winter zagrał ze mną i moim zespołem. Natomiast zespół Erica, Blind Faith, wystąpił ze Stevem Winwoodem. Granie takich utworów, jak "Pearly Queen", "Presence Of The Lord", "Can’t Find My Way Home" czy "Had To Cry Today" było naprawdę wspaniałym przeżyciem. Szczególnie, że te piosenki nie były grane na koncertach już od lat. Winwood grał i śpiewał, dawał z siebie wszystko. Nigdy tego nie zapomnę.