Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Mark Tremonti, Michael Amott, Alexi Laiho

Mark Tremonti, Michael Amott, Alexi Laiho

Mark Tremonti, Michael Amott, Alexi Laiho czyli historia trzech shredderów. Shred nie ma za sobą długiej historii. Jednym z pierwszych albumów, na którym pojawiła się szybka, zaawansowana technicznie gra, był "Surfing With The Alien" Joe Satrianiego.
Było to w roku 1986, a więc ponad dwadzieścia lat temu. W ciągu swej długiej historii shred znalazł zarówno wielu miłośników, jak i zagorzałych przeciwników. Shred nie jest jakąś magiczną techniką gry, której poznanie otwiera drzwi do międzynarodowej kariery. Jest to po prostu połączenie wielu technik, które ma na celu osiągnięcie możliwie najbardziej dynamicznego (czasem też agresywnego) sposobu gry, rozgrzewającego palce gitarzystów do maksimum. Czyli krótko mówiąc, ma być szybko, szybko i jeszcze raz szybko. Pionierzy shredu, tacy jak Joe Satriani, Yngwie Malmsteen i Steve Vai, zainspirowali całe pokolenie wymiataczy, którzy osiągnęli w tej dziedzinie granice ludzkich możliwości. Michael Amott z Arch Enemy, Mark Tremonti z Alter Bridge i Alexi Laiho z Children of Bodom - to gitarzyści, którzy w pełni zasługują na miano shredderów, dlatego też spotkaliśmy się z nimi i zapytaliśmy, jak to się robi..

Jak zdefiniowalibyście słowo "shred"?


Sądzę, że to proces nieustannego ulepszania własnej techniki gry.


Uważam, że shred to po prostu granie maksymalnej ilości nut na sekundę.


Kiedy myślę o tym określeniu, to od razu przychodzą mi na myśl dwaj wielcy gitarzyści: Zakk Wylde oraz Yngwie Malmsteen.


O tak! Yngwie Malmsteem jest prawdziwym ucieleśnieniem shredu. To, co robił w latach 80., jest absolutnym apogeum ludzkich umiejętności, jakie
można zdobyć w grze na gitarze. Jestem pewien, że nikt go nie przebije. Co więcej, mógł się pochwalić wspaniałym brzmieniem, a niestety większość
współczesnych shredderów raczej nie grzeszy umiejętnością stworzenia dobrego brzmienia...


Jakie techniki gry powinien ćwiczyć każdy (bez wyjątku!) shredder?


Uważam, że ważne jest ćwiczenie szybkości i kontroli nad dźwiękiem, czyli także nad wytłumianiem nieużywanych strun.


Bardzo istotne jest dobre legato, a także ćwiczenie kostkowania. Trzeba też mieć solidną wiedzę na temat teorii i... duże pokłady cierpliwości.


Wszystko zaczęło się od naprzemiennego kostkowania, dlatego trzeba to opanować do perfekcji. Oprócz tego stawiam na sweep picking, string
skipping, ostre podciągnięcia i szalone wibrato!


Czy uważacie się za shredderów?


Nie dbam o tytuły i nie przywiązuję wagi do nazewnictwa, ale jeśli tak mnie nazywają inni, nie przeszkadza mi to.


Ja jestem przede wszystkim autorem muzyki i to właśnie komponowanie sprawia mi najwięcej przyjemności. Lubię wymiatać, ale już dojrzałem jako gitarzysta i nie czuję potrzeby uczenia się najszybszych zagrywek ani partii gitarowych. Po prostu czuję, że nie muszę nikomu niczego udowadniać. Staram się raczej skoncentrować na doskonaleniu frazowania i niuansów artykulacyjnych, np. przy tappingu. Idę w kierunku gry nieco spokojniejszej, nieco bardziej bluesowej.


Nie jestem fanem szybkości jako takiej. Chcę poprzez swoją grę komunikować się z odbiorcą i coś mu od siebie przekazać. Lubię mocną i szybką
grę, ale nie ma muzyki bez melodii. Jestem też fanem mostka typu wibrato i masywnego brzmienia, jednak nie można zapominać, że są to tylko środki
do osiągnięcia celu.


Jak czujecie się jako bohaterowie artykułu o współczesnych mistrzach shredu?


Jako bohater czuję się świetnie!


(śmiech) To bardzo pochlebiające. Biorąc pod uwagę ilość lat spędzonych na nauce i doskonaleniu techniki gry na gitarze, mogę tylko powiedzieć, że warto było się tak męczyć.


To wspaniałe uczucie! Mogę zarabiać, robiąc to, co kocham. To cudowne! Mieliśmy w życiu farta i nie zamierzamy go zaprzepaścić, prawda chłopaki?


Kogo uważacie za shreddera wszech czasów?


Dla mnie mistrzem czystego shredu jest Steve Vai. Z kolei jeśli chodzi o technikę, niezmiernie imponuje mi Michael Angelo Batio. Gdyby shred
był dyscypliną olimpijską i oceniano by mistrzowskie opanowanie instrumentu, to złoty medal zdobyłby na pewno Rusty Cooley. Nie można też nie wymienić Joe Satrianiego - to ojciec chrzestny współczesnego shredu. Spośród przedstawicieli młodego pokolenia moim zdaniem jednym z najlepszych
shredderów jest Guthrie Govan. Ma świetne wyczucie instrumentu, a tego właśnie oczekuję od dobrego shreddera.


Jednym z moich ulubionych shredderów jest Zakk Wylde. Jego partie rytmiczne są wprost niesamowite. Wielu gitarzystów popełnia błąd, słuchając
tylko partii prowadzących, ja natomiast uważam, że powinno się poświęcać tyle samo uwagi grze rytmicznej.


Moimi osobistymi faworytami są: John Norum, Frank Marino, Michael Schenker, John Sykes, Uli Jon Roth i Gary Moore. Podoba mi się nie tylko ich
wymiatanie, ale też klimat, jaki tworzą za pomocą swojej muzyki. Uwielbiam ich solówki, ponieważ oni potrafią grać nie tylko szybko, ale i z wyczuciem.


Czy często uczycie się nowych rzeczy? A może na poziomie, na jakim jesteście, nie trzeba się już uczyć?


Oczywiście, że się uczę. Cały czas staram się osiągnąć wyższy poziom gry. Tak trzeba, inaczej człowiek się cofa.


Ciągle się uczę. Zawsze, kiedy gram koncert z innym zespołem, staram się coś podejrzeć u swoich kolegów po fachu.


Wciąż jest dużo rzeczy, których chciałbym się nauczyć - na przykład chicken-picking. Jak tylko będę miał wolną chwilę, chciałbym się do tego zabrać.


Jakiej muzyki słuchacie, gdy potrzebujecie inspiracji?


Dla mnie inspiracją jest gra takich gitarzystów, jak: Randy Rhoads, Jake E. Lee, Steve Vai, Paul Gilbert i Dimebag Darrell. Cenię sobie też spokojniejszych gitarzystów, jak na przykład Marka Knopflera.


Ostatnio częstym gościem mojego odtwarzacza jest płyta Johna Petrucciego "Suspended Animation". Dużą przyjemność sprawia mi też słuchanie instrumentalistów, jak np. Joe Bonamassa.


Inspiruje mnie klasyczny hard rock oraz metal z lat 70. i 80. Może to zbyt duże uogólnienie, ale uważam, że wtedy gitarzyści reprezentowali wyższy poziom niż teraz.


Czy dużo czasu poświęcacie na ćwiczenie? Ile czasu poświęcacie na trening podczas trasy koncertowej, a ile w domu?


Ja ćwiczę do momentu, aż zabolą mnie palce! Kiedy jesteśmy w trasie, mam gitarę w rękach przez około cztery, pięć godzin dziennie -oczywiście nie licząc koncertów. W sumie będzie jakieś sześć godzin. W domu teraz ćwiczę nie więcej niż trzy godziny dziennie, bo mam małego synka.


W trasie też dużo gram, ponieważ nie mam nic innego do roboty przed koncertem. Nie można pić, bo trzeba być w jak najlepszej formie (śmiech).
Dlatego siadam, podpinam się do małego wzmacniacza, i robię sobie jam session z drugim gitarzystą. W domu często włączam sobie cokolwiek,
choćby jakiś utwór zespołu Europe, i gram do niego solówki.


Będąc w trasie, gra się na ogół dużo z dość prostego powodu - z reguły jest bardzo dużo wolnego czasu. W domu zwykle gram mniej, ale zawsze staram się nie schodzić poniżej pewnego minimum, czyli jedna, dwie godziny dziennie.


Wszyscy jesteście znani ze swoich ultraszybkich zagrywek. Jak do tego doszliście?


Wszystko, co udało mi się osiągnąć, zawdzięczam przede wszystkim ciężkiej pracy.


Szybkość gry to są lata ćwiczeń.


Nad tym trzeba nieustannie pracować. Zawsze imponowali mi gitarzyści grający naprawdę szybko, dlatego chciałem opanować także i ten aspekt gry.


Czy macie ulubioną skalę, którą gracie najczęściej, na przykład podczas ćwiczeń?


Mam tyle ulubionych skal, że chyba prościej będzie, jeśli powiem, czego nie gram (śmiech). Nie jestem fanem skali molowej harmonicznej, za
to lubię zwykłą pentatonikę, przy czym dosyć często uzupełniam ją o kwintę zmniejszoną i sekstę wielką. Poza tym gram podstawowe skale durowe
i molowe - to w zupełności wystarczy. Uważam, że lepiej nie przejmować się zbyt dużą ilością kombinacji.


Ja raczej sięgam po skalę pentatoniczną, ale wzbogacam ją o dodatkowe dźwięki, żeby brzmiała nieco ciekawiej.


Bardzo lubię skalę miksolidyjską. Jeśli chodzi o rzeczy, które gram najczęściej, to muszę tu wymienić legato.


Jak ważna jest gitara? Czy są gitary, na których lepiej się gra shred niż na innych?


Jak dla mnie, idealnym instrumentem do shredu jest sygnowana przeze mnie gitara ESP Ninja V. Gra na niej to czysta przyjemność. W tym jednym instrumencie udało mi się połączyć wszystkie najlepsze cechy gitar, które miałem wcześniej. To oczywiście nie znaczy, że używam tylko tego jednego wiosła. W studiu lubię mieć kilka gitar, bo tam liczy się różnorodność. Często podpięcie do wzmacniacza nowej gitary jest samo w sobie inspirujące, a o to przecież chodzi.


Na sygnowanym przez siebie modelu PRS gram praktycznie cały czas, może z wyjątkiem momentów, gdy nagrywam zagrywki o charakterze typowo bluesowym. Zależy mi, żeby brzmiały autentycznie, a to mogę osiągnąć tylko na Stratocasterze z klonowym gryfem.


Zgadzam się, dobry gryf jest bardzo ważny.


Czy równie ważny jest pozostały sprzęt?


Do gitary prowadzącej używam wzmacniacza Bogner Shiva, bo chcę się zbliżyć do brzmienia Warrena Haynesa. Ten wzmacniacz pozwala mi osiągnąć
naprawdę ciepłe i jednocześnie potężne brzmienie.


Każdy gitarzysta powinien znaleźć taki zestaw sprzętu, który najbardziej mu odpowiada. Ja mam to szczęście, że jestem w posiadaniu zgrabnej
kolekcji wzmacniaczy i zestawów głośnikowych. Poza tym mam całą masę efektów zarówno vintage, jak i nowych - eksperymentowanie z całym tym
sprzętem w studiu sprawia mi wiele przyjemności.


Jak zabieracie się do tworzenia solówek?


Włączam sobie główną ścieżkę i improwizuję do niej nawet przez kilka godzin. Staram się zapamiętać najlepsze pomysły, jakie tylko przychodzą mi po
drodze do głowy, potem wybieram kilka najciekawszych, nad którymi jeszcze pracuję w studiu.


Zwykle robię to samo. Improwizuję do utworu i nagrywam swoje pomysły. Później odsłuchuję całość i jeśli znajdę wśród tych pomysłów coś, co mi się
podoba, gram to dwadzieścia razy z rzędu - tak mniej więcej powstają moje solówki.


Jestem fanem solówek z rozbudowaną częścią melodyjną. Moja solówka to jakby piosenka w piosence. Wielki wpływ miał na mnie Michael Schenker, a szczególnie muzyka, którą stworzył, grając w zespole UFO. Są oczywiście wyjątki od reguły - do niektórych piosenek nie pasuje melodyjna solówka, domagają się one niekiedy ostrej akcji, bez rozczulania się.


Jakie jest wasze ulubione ćwiczenie na prawą rękę?


Kiedy się rozgrzewam, gram na przemian techniką legato i kostkuję. Zwykle na początku stosuję tylko legato - po prostu dopóki nie rozruszam lewej ręki, nie jestem w stanie dobrze kostkować. Później nastawiam sobie metronom i przez kilka minut kostkuję z góry na dół na strunie E6, żeby rozgrzać prawą rękę. Następnie przechodzę bezpośrednio do kostkowania naprzemiennego, przy czym każdą nutę staram się grać z ogromną dokładnością. W końcu przechodzę powoli przez wszystkie struny aż do E1.


W grupie Arch Enemy większość partii rytmicznych opiera się na kostkowaniu z góry na dół. ¯eby je dobrze wykonać, trzeba być w świetnej formie i grać z dużą precyzją, dlatego muszę naprawdę sporo ćwiczyć... Nauczyłem się tego, grając do utworów z pierwszych trzech płyt zespołu Metallica - James Hetfield był dla mnie najlepszym nauczycielem, jakiego można sobie wyobrazić.


Ja staram się grać rzeczy, które wymagają szybkiego przechodzenia pomiędzy strunami. Zanim zacznę ćwiczyć, muszę przeprowadzić pewien mały rytuał - zawsze gram fragment jednego z kawałków Sex Pistols. Jest to motyw na orkiestrę pochodzący z outro do utworu "Friggin’ In The Riggin’". Mówię wam, to genialne ćwiczenie na prawą rękę w skali durowej. To trudny i szybki kawałek, dlatego wiem, że jak uda mi się to zagrać poprawnie, to później zagram wszystko. Udało nam się rozpisać go na dwie gitary. No cóż, w trasie mamy mnóstwo czasu...


Wielu ludzi ma problemy z synchronizacją dwóch rąk przy szybkim tempie gry. Czy możecie udzielić naszym Czytelnikom kilku wskazówek?


O rany, nie wiem! Nie mam problemów z synchronizacją, uporałem się z tym na dość wczesnym etapie. Nie zastanawiam się nad tym od lat, po prostu gram.


Właśnie ostatnio nad tym pracowałem...


Przede wszystkim trzeba zaczynać powoli i cierpliwie. Wypracowanie dobrej synchronizacji nie przychodzi od razu. Należy stopniowo zwiększać tempo. Najpierw musisz dorobić się dobrej techniki gry, potem pracować nad nią i grać coraz szybciej.


Czy shred wymaga jakiegoś określonego rodzaju kostki, a może ważna jest grubość strun? Czy postawa i techniki gry mają znaczenie?


Co roku jeżdżę na targi NAMM i widzę, że każda prezentowana tam gitara ma założony komplet strun .009". Ja kostkuję bardzo mocno i nie potrafię grać na tak cienkich strunach, są dla mnie zdecydowanie zbyt delikatne. Osobiście stosuję kombinację: struny basowe - pochodzą z kompletu .011",natomiast wiolinowe - z .010". Lubię silny atak!


Jeśli chodzi o postawę - no cóż, gram w dość niewygodnej pozycji. Jestem przecież gitarzystą rockowym (śmiech).


Trzeba znaleźć to, co nam najbardziej odpowiada. Może tak naprawdę szukamy i testujemy przez całe życie? W każdym razie ja jeszcze nie znalazłem idealnego rozwiązania.


Jak ważna jest rozgrzewka przed koncertem?


Dla mnie to absolutnie kluczowa sprawa. Jeśli nie gram przez kilka dni, mam zupełnie sztywne palce.


Kiedy jesteśmy w trasie, gram praktycznie cały dzień - albo za kulisami, albo w autobusie. Chcę być w jak najlepszej formie, gdy wchodzę na scenę. Lubię rozciągać palce, masuję je, rozgrzewam nadgarstki i całe ramiona, żeby poprawić krążenie w rękach.


Czy cały czas jesteście świadomi, jakie gracie skale, czy raczej wolicie nie analizować swojej gry?


Zazwyczaj skale i wszystkie inne elementy wychodzą mi spontanicznie i staram się nie analizować swojej gry. Jeśli tylko wiem, co chcę osiągnąć w danym momencie, wówczas używam skal, nie myśląc jednak o nich.


Idealnie by było, gdybym nie analizował swojej gry... Myślę, że jest to marzenie każdego gitarzysty.


Kiedy jestem na scenie i wpadam w rytm, zupełnie nie analizuję tego, co gram. Po prostu wychodzę i gram!

Zabójcza szybkość


Oto jeden z najbardziej ognistych pokazów shredu w historii muzyki, czyli jak grać, nie przejmując się melodią...


Jeśli szukacie najszybszej solówki gitarowej w historii muzyki spod znaku "shred" - kryterium: ilość nut granych na sekundę - nie musicie szukać daleko. Wystarczy sięgnąć po album "Planet Gemini" Michaela Angelo Batio. Krążek ten został wydany w 1997 roku i, niestety, nie zawiera kompozycji, które można by określić jako arcydzieło rocka. Mimo to może być łakomym kąskiem dla osób żądnych wrażeń (czyt. szybkości). Batio nie raczy tu słuchaczy wymyślnymi, złożonymi melodiami, lecz z premedytacją atakuje ich lawiną dźwięków granych z maksymalną szybkością. O ile nie szuka się wrażeń artystycznych, to utwory z "Planet Gemini" faktycznie budzą respekt. Wszystkich, którzy chcą spróbować, ostrzegamy: można sobie połamać palce!

 

A oto pięciu innych shredderów, których bezwzględnie musicie usłyszeć w akcji...

Corey Beaulieu (Trivium)

Zaledwie dwudziestokilkuletni gitarzysta z Florydy gra genialne riffy i solówki. Inspiracją dla niego była muzyka Marty’ego Friedmana, głównie z czasów, kiedy grał w zespole Megadeth.

Dino Cazares (Divine Heresy)

Na scenie jest obecny od lat, a zaczynał z zespołem Fear Factory. Posłuchajcie Dina w nowym projekcie - usłyszycie wspaniałe popisy shredu.

Wacław Kiełtyka (Decapitated)

Nieziemskie solówki Kiełtyki są nieodłącznym elementem muzyki zespołu Decapitated. Gra tak ostro, że nie potrzeba drugiego gitarzysty w zespole.

Mark Morton (Lamb Of God)

Specjalista od precyzyjnej gry rytmicznej, którego inspiracją był Jeff Loomis z zespołu Nevermore. Bez ciekawych pomysłów i energetycznej gry Marka zespół Lamb Of God nie osiągnąłby tak wiele.

Rob Arnold (Chimaira)

Czym byłby zespół z kręgu metalcore bez dobrego gitarzysty grającego ogniste solówki? To specjalność Roba Arnolda. Nic dziwnego, wśród swoich inspiracji wymienia on Kirka Hammetta, Dimebaga Darrella i Dave’a Mustaine’a.

GALERIA
Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie