Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Tony MacAlpine, Billy Sheehan (Devil’s Slingshot)

Devil’s Slingshot

Tony MacAlpine, Billy Sheehan (Devil’s Slingshot)

Devil’s Slingshot to trio często określane mianem instrumentalnej supergrupy - wszyscy członkowie zespołu to prawdziwi wirtuozi.

W tym miesiącu spotykamy się z dwoma z nich: Tonym MacAlpinem i Billym Sheehanem. Porozmawiamy o technikach gry, sposobach, w jaki artyści komponują, o sprzęcie, a także o nowej płycie zespołu zatytułowanej "Words Charl Coetzee". Zespół tworzą: multiinstrumentalista Tony MacAlpine, basista Billy Sheehan i perkusista Virgil Donati. Debiutancki album Devil’s Slingshot, "Cliniphobia", to pokaz muzycznej wirtuozerii - jest pełen wspaniałych riffów i wielowarstwowych, epickich kompozycji. Ale gitara nie jest jedyną gwiazdą tej produkcji. Partie naszego ulubionego instrumentu zostały okraszone genialną sekcją rytmiczną. O wyjątkowości tej płyty stanowi coś jeszcze: w muzyce zespołu da się odczuć telepatyczną wręcz więź między artystami, którzy zagrali razem setki wspólnych koncertów. Z Billym i Tonym spotykamy się w Londynie, gdzie muzycy tego wieczoru grają koncert. Widać, że są pełni energii i wspólne muzykowanie dobrze im robi. "Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że nam się udało - mówi rozentuzjazmowany Tony MacAlpine. - Długo się przyjaźnimy i wiele razy rozmawialiśmy o wspólnym graniu. Niestety kończyło się na rozmowach. Półtora roku temu postanowiłem, że muszę coś z tym zrobić. Po powrocie z jednej z moich tras koncertowych stwierdziłem, że nadszedł czas na zmiany w moim życiu. Zadzwoniłem więc do chłopaków i powiedziałem im, że musimy wreszcie coś razem zdziałać. I tak się zaczęło".

Czy mieliście już gotowe pomysły na utwory?


Ja nie komponuję w taki sposób. Wiele kawałków nabierało innych kształtów, niż się spodziewaliśmy, ale tak się właśnie dzieje, gdy spotkają się prawdziwi muzycy. Wiele kompozycji pisałem na pianino i o trzeciej nad ranem nagrywałem na magnetofon czterośladowy. Jednak nigdy nie wiadomo, jaką wersję utwór przybierze ostatecznie. Mam tu na myśli etap, na którym do akcji wkraczają pozostali koledzy. Najpierw poznaję zdanie Virgila oraz jego wizję tego, jak ma wyglądać sekcja rytmiczna. Potem Billy Sheehane  dorzuca swoje trzy grosze, ja z kolei też, i dopiero potem wyłania się końcowa wersja utworu. A zatem każdy nowy kawałek powstaje w sposób dynamiczny, co nam zresztą całkowicie odpowiada.


Czyli wszyscy macie swój udział w komponowaniu?


Utwór nabiera ostatecznych kształtów dopiero po konsultacji z całym zespołem. Wszystkie kompozycje nagrywaliśmy oddzielnie, poszczególne ślady zrzucaliśmy do plików WAV, a następnie przesyłaliśmy je sobie przez Internet. Virgil przylatywał z trasy koncertowej, którą akurat odbywaliśmy, i nagrywał swoją partię na perkusji. Następnie gotowe pliki posyłaliśmy do Billy’ego, który pracował w Los Angeles i tam dogrywał bas. To było niesamowite - wszyscy trzej nagrywaliśmy swoje partie oddzielnie, wymienialiśmy się plikami przez Internet i obserwowaliśmy, jak rozwijają się nasze utwory!


Trio to wygodny format dla muzyków. Daje dużo przestrzeni dla autoekspresji. Jakie są wyzwania związane z taką, a nie inną liczbą muzyków w zespole?


No cóż, jestem zadowolony, ponieważ jestem jedyną osobą w zespole odpowiedzialną za klawisze. Nie ma więc ryzyka konfliktu. Nie mam też problemu z innym klawiszowcem, który, powiedzmy, gra za głośno. Poza tym mam okazję współpracować z najwspanialszymi muzykami na świecie. Choćbym bardzo się starał, to nie potrafię znaleźć żadnych minusów w naszym składzie.


Wiem, że Tony MacAlpine  jest starannie wykształconym muzykiem, ale poza tym ma słuch absolutny. Lubię go testować. Biorę łyżeczkę i uderzam nią w szklankę, a on mówi: to jest A (śmiech). Biorę stroik, sprawdzam, i okazuje się, że ma rację. Wracając do tematu zespołu: bardzo ważne jest, żeby słuchać się nawzajem. W trio są jakby trzy punkty odniesienia. Każdy z nas współpracuje z dwoma innymi facetami - musimy się wzajemnie słuchać i brać pod uwagę zdanie innych. Dla mnie trio to układ idealny. Wiele zespołów, których jestem fanem, składa się z trzech instrumentalistów, do których czasem dochodzi jeszcze wokalista. Są to choćby: Led Zeppelin, Grand Funk Railroad Railroad, The Jimi Hendrix Experience, Rush, ELP...


Jak często ćwiczycie i co robicie, żeby być w formie?


Ja wciąż bardzo dużo ćwiczę na basie. Trenuję do momentu, kiedy osiągnę pełną koordynację ruchów ręki i palców. Potem zaczynam grać. Dla mnie istnieje wielka różnica pomiędzy ćwiczeniem i graniem. ćwiczenie jest trudne, wymaga poświęcenia i jest bolesne, a granie to sama przyjemność. To naturalny kontakt ze sztuką, to proces tworzenia czegoś nowego. Dlatego najpierw ćwiczę, żeby rozruszać palce, a dopiero potem gram. Podczas tego drugiego etapu odkrywam bardzo wiele nowych rzeczy. Za każdym razem, kiedy biorę do ręki bas, dowiaduję się czegoś nowego o moim instrumencie. Ta przygoda chyba nigdy się nie skończy.


Ja więcej czasu spędzam na graniu na pianinie i czytaniu nut niż na improwizowaniu. Ponieważ dużo utworów komponuję na pianino, nie mam możliwości poświęcić tyle czasu na ćwiczenie co Billy. No i jest jeszcze Virgil, który ćwiczy praktycznie przez cały dzień!


Tony, czy bycie profesjonalnym pianistą wpływa na twój sposób gry na gitarze? Czy to jakoś przekłada się na twój sposób gry?


To nie ma dla mnie znaczenia. Tak naprawdę gram na obu instrumentach jednocześnie: prawą ręką na klawiszach, a lewą na gitarze. Nie zastanawiam się, który z tych instrumentów wolę. Najważniejsza jest miłość do muzyki. Bardzo ważna jest także wyobraźnia. Od wczesnych lat nie musiałem słyszeć muzyki, wystarczyło, że widziałem nuty. W ten sposób rozwijałem swoją wyobraźnię. Moi rówieśnicy przez całe dnie słuchali muzyki, ja zaś mogłem ją godzinami czytać.


Grasz na gitarach Carvin...


Tak, gram na gitarach sygnowanych moim nazwiskiem - Carvin Tony MacAlpine TMAC. Wykorzystuję zarówno modele sześcio-, jak i siedmiostrunowe. To gitary z przetwornikami pasywnymi, chociaż ostatnio rozpocząłem testy nowej gitary, na pokładzie której znajduje się już układ aktywny. Stosuję też pedał głośności, kaczkę Jim Dunlop Crybaby i delay firmy DigiTech - TSR-12. Crybaby to wersja przerobiona, w której mam zamontowany korektor graficzny. Dla mnie posiadanie kaczki bez możliwości zmiany charakteru brzmienia byłoby nieprzydatne, ponieważ gram w pomieszczeniach o zróżnicowanej charakterystyce. Czasem jest sprzężenie zwrotne, które można zminimalizować za pomocą korektora graficznego. Nie jestem fanem monstrualnych skrzyń rackowych wypełniony procesorami. Używam dwóch wzmacniaczy Hughes & Kettner, przy czym z jednego wykorzystuję tylko preamp, a z drugiego sekcję końca mocy.


Czyli dla ciebie mniej znaczy więcej?


Jeśli mamy do dyspozycji mniejszą ilość sprzętu, to oczywiste jest, że minimalizujemy ryzyko awarii i powstawania wszelkich problemów. Niejednokrotnie bywałem świadkiem, jak inni muzycy mieli problemy na scenie - wiesz, że od jednego kabelka zależy dany sygnał. Na dźwiękowcach dzisiaj nie można polegać i jest tyle rzeczy, które mogą pójść nie tak... Wielu gitarzystów, których znam, ma problem z korektorem graficznym. Nie mają pojęcia, jak umiejętnie wykorzystać to urządzenie. Mnie w użyciu korektora przed każdym występem pomaga dźwiękowiec. On dokładnie wie, jak uzyskać najlepszy efekt, żeby gitara była dobrze osadzona w całym planie dźwiękowym. Zresztą każda sala jest inna, dlatego właśnie poświęcamy bardzo dużo czasu na próby dźwięku. Jednym z najlepszych brzmień, jakie słyszałem do tej pory, było to uzyskane na koncercie poświęconym Jasonowi Beckerowi. Eddie Van Halen miał tylko jeden zestaw głośnikowy i głowy Marshalla. Gitarę podpiął bezpośrednio do głowy i tym sposobem udowodnił, że najprostsze rozwiązania są najlepsze - za pomocą podstawowego sprzętu uzyskał najlepsze brzmienie.


Obserwując młodych muzyków, zauważyłem, że nie mogą się oni obyć bez pięćdziesięciu efektów na pedalboardzie. Pisma muzyczne przepełnione są reklamami na temat sprzętu, efektów, gitar. Nawet nie wiedziałem, że istnieje aż tyle efektów - efekt taki, efekt siaki. Ludzie myślą, że bez ogromnej ilości efektów nic się nie da zrobić. Ale to nie jest żaden wymóg: im więcej efektów, tym więcej rzeczy może się zepsuć. Na koncertach młodych zespołów słychać straszne trzaski! Chodzi mi o dźwięk, który słychać, jak wyjmie się kabel z gitary. Gitarzyści ciągle się pochylają i sprawdzają, który to efekt tym razem szwankuje. Jeśli chcesz mieć dużo efektów, w porządku, ale nie na początkowym etapie. Zaczynaj od sprzętu podstawowego. Najważniejszy jest wzmacniacz i przester, nic więcej.


Z efektów może być kaczka. To podstawowy efekt. Kaczka nadaje brzmienie, natomiast pedał głośności zapewnia odpowiedni feeling.


Billy, grasz na basach Yamaha chyba od zawsze. Czy ostatnio wprowadziłeś jakieś zmiany do modelu Attitude Bass?


Zmiany wprowadziłem dwadzieścia lat temu! Obecnie Yamaha pracuje nad prototypem nowej wersji mojego instrumentu. Zmieniliśmy kolor na piękną czerwień ze złotym połyskiem. Coś wspaniałego! Wygląda jak lizak (śmiech). Wprowadziliśmy też kilka zmian dotyczących samej elektroniki. Ale jest to wciąż ta sama gitara, czyli porządny kawał basu, na którym można polegać w każdej sytuacji.


Pomówmy o wzmacniaczach. Wciąż używasz sprzętu firmy Ampeg?


Wzmacniaczy Ampeg SVT-4PRO używam od czasu, gdy ukazały się na rynku. To niezwykle solidny sprzęt. Nigdy nie miałem z nim żadnego problemu. Nie potrafię powiedzieć, ile razy towarzyszył mi w trasie, czasem nawet w bardzo złych warunkach, a mimo to wciąż działa. Poza tym, co równie ważne, tych wzmacniaczy używa się na całym świecie i wszędzie można znaleźć paczkę 8×10", nawet w Tajlandii czy Singapurze. Zazwyczaj używam dwóch wzmacniaczy - jeden z nich jest trochę przesterowany, drugi wzmacniacz ma więcej dołu. Ampeg SVT jest dla basu tym, czym Marshall dla gitary. To trwały i niezawodny sprzęt. Zawsze można na nim polegać.


Billy, słyniesz z tego, że używasz przesteru i efektów modulacyjnych. Czy nic się w tym temacie nie zmieniło?


Tak, to mój standard. Samo dodanie przesteru bardzo wzbogaca brzmienie, zastępując wiele innych instrumentów. Mimo to czasem wyłączam przester, ponieważ są momenty, kiedy potrzebuję czystego, basowego brzmienia. Nieczęsto zmieniam sprzęt, a jeśli już wprowadzam zmiany, to dotyczą one jedynie mojego sposobu gry. Ciągle czytam, że ten muzyk ma nowy sprzęt, tamten muzyk ma nowy sprzęt - nowy kabel, nowy wzmacniacz, głośnik, bas, struny, przetworniki i tak dalej. Ja używam tego samego sprzętu od dziesięciu, może dwudziestu albo nawet trzydziestu lat. Do nowości podchodzę sceptycznie, jeśli już coś zmieniam, to robię to stopniowo. Przyzwyczajenie się do zmiany jest u mnie bardzo długotrwałym procesem. Mała ilość sprzętu pozwala skupić się na grze. Jeśli dobrze znasz swój sprzęt, grasz automatycznie. Zamiast myśleć o tym, gdzie jest pokrętło służące do przełączania fazy, możesz skupić się na tworzeniu i byciu artystą. Uważam, że nie powinno się często zmieniać gitar. Trzeba się przecież do nich przyzwyczaić. Zawsze to powtarzam młodym muzykom.


Tony, jakie rady dałbyś młodym ludziom, którzy chcą być dobrymi gitarzystami i odnieść sukces?


Muzyka to sztuka uczenia się, co z kolei jest wyrazem życia. Mój nauczyciel mówił, że najpierw trzeba umieć żyć, żeby grać dobrą muzykę. Facet, który siedzi i ćwiczy osiem godzin dziennie, nie zna ludzi, nie wie czego oni chcą słuchać. Nie będziesz rozwijał się muzycznie, jeśli nie zaczniesz jammować z innymi. Od starszych muzyków można się bardzo wiele nauczyć, tym bardziej że w muzyce chodzi przede wszystkim o komunikację. Tak więc wyjdź z domu, poznaj innych muzyków i graj z nimi. Nie wystarczy siedzieć w domu i katorżniczo ćwiczyć.

Sheehan i MacAlpine to niezwykle utalentowani gitarzyści techniczni. Czy jednak technika jest najważniejsza

W swoim życiu słyszałem bardzo wielu gitarzystów technicznych w akcji. Ich gry dobrze się słucha przez mniej więcej pięć minut. Potem się nudzi, bo zwinne palce to nie wszystko. Ważne jest to, co mamy w głowie i czy w grę wkładamy pasję. Zwinne palce są jedynie narzędziem, które pomaga wyrazić to, co się ma w sercu. Staram się o tym pamiętać na scenie. Mój nauczyciel wpoił mi, żeby się nie spieszyć. Dlatego oddycham głęboko, staram się nie grać za szybko, bo wtedy zgubię warstwę uczuciową. Jestem tego w pełni świadomy.


Jak zaczynałem grać, to w ogóle nie przejmowałem się techniką, lecz po prostu uczyłem się konkretnych utworów. Grałem w różnych kapelach, głównie rzeczy do tańca. Tak więc podchodziłem do sprawy bardzo swobodnie, powoli poznawałem techniki gry, a jednocześnie śpiewałem. Tego wszystkiego uczyłem się, zanim zacząłem pracować nad grą techniczną. Do dziś nie znam nazw różnych dziwacznych skal i nie umiem czytać nut!
Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits Meller Gołyźniak Duda

Wreszcie doczekaliśmy się polskiej supergrupy z prawdziwego zdarzenia. Nie jakiejś tam odpustowej zgrai muzykantów do kieliszka, ale ekipy złożonej...Gramy dalej

8 /10
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Shklo ocena 7
Shklo Music
Gatunek: Alternatywa
Zobacz wszystkie