Przy okazji przeglądania archiwum z wywiadami, natrafiłem na zapis naszej rozmowy z Pelle Strömem z Comecon. Wywiad ukazał się drukiem blisko pięć lat temu w pewnym podziemnym periodyku z czarno-białą okładką i siedmioma wrotami (do piekieł) w nazwie, wciąż jednak zachowuje pełną aktualność.
Po pierwsze dlatego, że w momencie, w którym został przeprowadzony, zespół nie istniał od 11 lat. Po drugie, od tamtej pory nic nowego w obozie Comecon się nie wydarzyło (poza wydaniem dwa lata temu przez Century Media składanki zawierającej wszystkie trzy płyty Comecon, w czym, jak sądzę, sam zespół raczej palców nie maczał). Pelle okazał się nietuzinkowym rozmówcą, pełnym poczucia humoru i dystansu do siebie, własnej twórczości, ówczesnej szwedzkiej sceny i całego tego muzycznego biznesu. Dał się namówić na rozmowę o całej historii Comecon, tym bardziej więc wywiad zasługuje na odkurzenie.
Tytułem wstępu jeszcze parę słów dotyczących kapeli, które niektórym mogą ułatwić lekturę całości. Zespół powstał przeszło 20 lat temu i od początku do końca dowodzony był przez Pelle Ströma oraz Rasmusa Ekmana. Debiutancki "Megatrends in Brutality" z 1992 roku to bez wątpienia jeden z najważniejszych krążków, które wydała na świat ówczesna szwedzka deathmetalowa scena. Dodatkowym atutem były partie wokalne zarejestrowane przez LG Petrova (Entombed). Gościnne udziały wokalistów stały się później cechą charakterystyczną dalszej działalności Comecon. Kolejny album, "Converging Conspiracies" (1993) powstał z udziałem Martina van Drunena (Pestilence, Asphyx), na ostatnim zaś "Fable Frolic" (1995) gardło zdzierał Marc Grewe (Morgoth). Wkrótce potem zespół zakończył działalność i, jak na razie, wciąż nie dał się porwać fali powrotów…