Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Shadows Fall

Shadows Fall

Shadows Fall to amerykańska grupa heavy metalowa, założona w Springfield w stanie Massachusetts w 1995 roku. Jako jedna z nielicznych kapel tego gatunku, czerpie w swoich tekstach inspirację z buddyzmu.
Jako Shadows Fall odbyliście już dziesiątki tras koncertowych. Czy w tym, co robicie, jest jeszcze miejsce na entuzjazm?


Wszystko zależy od widowni. W ciągu dnia się nudzimy, ale jak tylko wchodzimy na scenę, to jest super!


Większość dnia się obijamy, ale ta trasa jest szczególna. Znaliśmy się już wcześniej z muzykami z innych kapel i od razu mogliśmy zacząć
imprezować (śmiech). Nie lubię tylko samych podróży autokarem, podczas których można tylko jeść i spać. Wolę koncertowanie niż pracę biurową, bo
mogę przyjść do pracy pijany i nikt mnie nie wyleje. W tym zawodzie picie to wręcz wymóg!


Jakie utwory zaplanowaliście na trasę The Black Crusade?


Serwujemy mieszankę utworów z ostatnich dwunastu lat. Nie jest łatwo wybrać materiał na dwadzieścia pięć minut spośród pięćdziesięciu piosenek.
Oczywiście chcemy grać utwory, które publiczność szczególnie lubi. Wiadomo, jak się idzie na koncert Slayera, człowiek może się spodziewać, że usłyszy "Reign In Blood". Fani oczekują przebojów, nawet jeśli są już na dziesiątym koncercie tego zespołu.


Nie mieliśmy listy utworów na koncert do ostatniego momentu.Odbywa się to zwykle poprzez eliminację kawałków, których nie chcemy grać.


Jesteście w stanie powiedzieć, która trasa najbardziej zapadła wam w pamięć?


Dosyć szczególna była dla nas trasa z zespołem Slipknot po Stanach Zjednoczonych w 2005 roku, ponieważ świetnie się razem bawiliśmy. Druga
wspaniała trasa, w której mieliśmy okazję uczestniczyć, to Ozzfest z Iron Maiden i Black Sabbath - to było niesamowite, móc co wieczór grać z takimi gwiazdami na jednej scenie. Mieliśmy garderobę pomiędzy Iron Maiden i Ozzym. Matt musiał mnie szczypać, bo nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Zresztą wszyscy okazali się równymi gośćmi. Po prostu przychodzili do naszej garderoby, żeby pogadać.


W trasie bierze udział kilku genialnych gitarzystów. Jakie są między wami relacje?


Współzawodniczymy ze sobą tylko w imprezowaniu! (śmiech)


Kiedyś rozmawiałem z Chrisem Amottem z Arch Enemy o tym, jak fajnie byłoby razem zagrać. Ale wtedy nie było jeszcze takiego szału na punkcie gitary. Lubię grać z kolesiami, którzy umieją robić coś lepiej ode mnie. Co stanowi dla was największą trudność podczas takiej trasy?


To, że cały czas jestem na gazie (śmiech). Muszę się porządnie napić, w przeciwnym razie się denerwuję. Jeśli nie wypije pięciu czy sześciu piw przed
wyjściem na scenę, to za dużo myślę. Jeśli wychodzę - jak ja to mówię - na autopilocie, wszystko wychodzi mi dużo lepiej.


Czy miałeś jakąś wpadkę związaną z gitarą?


To wydarzenie miało miejsce podczas trasy ze Slipknot w 2005 roku, a dokładnie na koncercie w Los Angeles. Był to największy występ podczas całej
trasy. Na samym początku naszego występu, a zdążyliśmy zagrać zaledwie kilka nut, obydwa nasze wzmacniacze eksplodowały dosłownie w tym samym
czasie. Dlatego w pierwszej piosence były tylko bębny i perkusja...


Czy macie jakieś sposoby na zabijanie nudy podczas trasy?


Ja zabijam nudę tak, jak widać: siedzę i piję kawę cały dzień.


W Stanach nasz autobus wyposażony jest w telewizję satelitarną, są tam wszystkie możliwe kanały i możemy przez cały dzień oglądać programy i filmy. Mamy też maszynę do robienia dymu, ze światłami i laserami. Jest nieźle (śmiech).


Tak, to takie małe Studio 54 na kółkach.


Ile gitar zabieracie ze sobą w trasę?


Teraz mamy tylko małą część z naszej kolekcji sprzętu - zaledwie kilka gitar. Obecnie dzielimy się gitarą zapasową, więc jak obu nam jednocześnie pęknie struna, to będziemy ugotowani...


Jakie cechy powinien posiadać idealny techniczny?


Powinien wiedzieć, jak zrobić dobrego drinka, bo tylko dzięki temu możemy jakoś przetrwać dzień.


Musi to być ktoś, z kim można się dogadać, przecież podczas trasy spędza się razem masę czasu. Musi też znać się na sprzęcie i być sympatycznym
kolesiem. Nasz obecny techniczny towarzyszy nam już od trzech lat. Na pewno miałby dużo do powiedzenia na ten temat...


Dzisiejszy koncert zamyka trasę Shadows Fall po Wielkiej Brytanii. Jak zamierzacie to uczcić?


My świętujemy codziennie!


Nasz ostatni koncert w ramach tej trasy odbędzie się w Finlandii. Jeśli przyjdą muzycy z Children Of Bodom, to może być gorąco! Nawet
wolałbym, żeby nie przychodzili, bo następnego dnia mamy lot do domu. Z nimi bez imprezy się nie obejdzie. Uwielbiam ich!

Rozmawiamy z Feliksem Portierem, technicznym Matta i Jona...

Co trzeba mieć, żeby być dobrym technicznym?


Trzeba mieć głowę na karku, słuch muzyczny, a do tego dobrze wykonywać polecenia.


Czy masz jakiegoś idola, dla którego chciałbyś pracować?


Chciałbym pracować dla Munky’ego z grupy Korn. On wprowadził nowy styl gry. Bardzo podoba mi się sposób, w jaki gra na gitarze, a także stworzone przez niego riffy i brzmienie.


Opisz swój typowy dzień w trasie...


Czy oglądałeś film pod tytułem "Dzień świstaka"? (śmiech). No cóż, tak wygląda moje życie. Najpierw rozładowujemy sprzęt. Odbywa się to między ósmą rano i trzecią po południu, zależnie od trasy. Czasem na miejscu są ludzie, którzy mi pomagają. Jeśli nie - przede mną naprawdę długi dzień. Później sprawdzam warunki sceniczne, oceniam, z czym będę pracował i przy czym cały czas muszę być skupiony, żeby o niczym nie zapomnieć. Mam listę rzeczy, które muszę odhaczyć zanim przejdę do następnych.


Co robić, żeby gitary podczas koncertu się nie rozstrajały?


Przede wszystkim trzeba dobrze znać warunki panujące w danym pomieszczeniu. Jeśli siedzisz przy drzwiach, a na dworze jest zimno, będziesz stroił
gitarę cały dzień. Jeśli zostawisz gitarę w przypadkowym miejscu, ktoś z innej ekipy może ją niechcący strącić i rozstroić. Twoja praca nie kończy się, dopóki koncert nie dobiegnie końca i ciężarówka nie jest znowu załadowana.


Zmieniasz struny po każdym koncercie?


Nie ma takiej potrzeby, chociaż zależy to od tego, dla kogo się pracuje. Jeśli muzyk tego wymaga, wiadomo, że trzeba je zmienić. Zazwyczaj dobre struny starczają na dwa, trzy koncerty. Niektórzy gotują struny, żeby obsłużyć na nich więcej koncertów, ale to rozwiązanie jest dla sknerów. Ja nie lubię oszczędzać.
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
Snakes of Eden CETI

Dwa lata po znakomitym albumie "Brutus Syndrome" CETI powraca z kolejnym mocnym uderzeniem zatytułowanym "Snakes Of Eden".

Gramy dalej

9 /10
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Zobacz wszystkie