Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Carl Schwartz (First Blood)

Carl Schwartz (First Blood)

Parę dni temu przez Katowice i Bydgoszcz przetoczyła się prawdziwa hardcore'owa nawałnica z Terror, First Blood, Lionheart i Backtrack w roli głównej. Oczywiście pod patronatem Magazynu Gitarzysta. Przy okazji katowickiego gigu przeprowadziliśmy rozmowę z frontmanem First Blood - Carlem Schwartzem.

To wasz trzeci gig w Polsce, prawda? Jakie masz wrażenia z pobytu na koncertach w moim kraju?


Zgadza się. Wiesz, wydaje mi się, że ludzie tutaj są po prostu bardziej entuzjastyczni niż w innych krajach. Mam na myśli to, że gramy koncerty w Stanach, w reszcie krajów Europy również, ale to co się tutaj dzieje przechodzi nasze najśmielsze oczekiwania.


W zeszłym roku zagraliście w Poznaniu, w Klubie pod Minogą. Jak doszło do współpracy z PMK Crew, i czy była to wasza inicjatywa, czy wyłącznie ich?


Wiesz, chcemy grać w Europie kiedy tylko się da. Bez ściemy, Polska jest jednym z krajów, do których zawsze chcemy wracać, więc można powiedzieć, że po części inicjatywa wyszła z naszej strony.


Wasz najnowszy album to miks hc/beatdownu/metalu oraz punka. W Polsce jednak takie kolaboracje nie są zbyt mile widziane. U nas wciąż panuje przekonanie, że hardcore to punk, a punk to hardcore. Czy w Stanach - być może podobnie jak tu - istnieje konflikt pomiędzy fanami metalu a hc?


Wiesz co, nie sądzę. A przynajmniej staram się czymś takim nie przejmować, a tym bardziej nie zwracać na coś takiego uwagi. W sumie, to brzmi to dość głupio, muszę przyznać, ale nie wiem czy u nas można się spotkać z takim puryzmem. Jeżeli zaś o nas chodzi, jako First Blood - tworzymy muzykę prosto z serca. To dzieje się samo i nie ma znaczenia, czy będzie to punk, hardcore czy beatdown....


A muzyka często jest tłem dla tekstów, prawda?


Masz rację. Nie ma co ukrywać, według mnie przekaz jest najbardziej istotny. Nie mam zbyt dużego wpływu na muzykę, dlatego najważniejszą kwestią jest to, co chcę powiedzieć ludziom. Staram się do tego jak najbardziej przyłożyć, a to, co odstaję w zamian od publiczności na koncertach, to największa nagroda za włożoną pracę.


Co sądzisz o przypisywaniu łatek kapelom? Często jest to bardzo niesprawiedliwe. Dla przykładu, Terror często jest określany jako  zespół nurtu metalcore, a to chyba spore wypaczenie...


(chwila namysłu). Zgadzam się, ale popatrz na przykład na The Acacia Strain. Oni są bardziej metalowi, a wciąż słuchają ich hardcore'owcy. Także nie wiem, chyba nie ma sensu rozwodzić się nad tym, kto jest kim. To już leży w gestii dziennikarzy (śmiech). Mnie to w ogóle nie interesuje. Ale zgodzę się z tym, że Terror to nie zespół metalcore...


W trakcie tej i wielu innych tras, mieliście okazję dotrzeć do wielu państw, w tym Polski, aczkolwiek wydaje mi się, że mimo wszystko na zachodzie, a zwłaszcza w Stanach, panuje przekonanie, że wciąż jesteśmy za tą nieszczęsną żelazną kurtyną i panuje tu socjalizm. Nie wiem z czego to wynika, może z braku lekcji historii - stary, nie wiem. Ale nie traktuj tego jako obrazę...


Nie, nie. Słuchaj, zgadzam się z tobą. Amerykanie są zbyt aroganccy i kompletnie nie interesują się tym, co dzieje się poza ich krajem. Ba! Nawet na swoim własnym podwórku. Znam ludzi, którzy myślą, że tutaj wciąż rozgrywa się wojna. Serio. Nie wiem z czego to wynika, może z nagłego postępu technologicznego, braku czasu na to by przyjrzeć się ważnym sprawom, w tym i historii Europy, z Polską włącznie. Swego czasu mieszkałem w Tijuanie, ludzie nie mieli telewizji, radia, tego typu rzeczy - totalna bieda i ubóstwo. Często duże skupiska ludzi spotykały się, by choćby wspólnie gotować dla wszystkich...


Ale to dowodzi tylko temu, że pomiędzy ludźmi wciąż istnieją jakieś więzi społeczne, że mają poczucie jedności, nawet w najgorszych przypadkach. Ten temat poruszasz również w tekstach...


Dokładnie. Z jednej strony samo to zjawisko jest straszne, ale z drugiej - brakuje mi tego u ludzi. Jedności, tego by wspólnie spędzać czas na prozaicznych czynnościach, a nie wyłącznie przed komputerem czy oglądając filmy. Jasne, w pewnym sensie to jest potrzebne, ale bez przesady. Te więzi, o których mówisz, gdzieś się zatarły i chyba nie można już ich odtworzyć. Nie dla ogółu.


Jesteś straight edge, jak zapatrujesz się na ten ruch teraz? Wiesz, wiele dzieciaków traktuje to teraz jako modę, jako coś fajnego i nic więcej. Ale jest jeszcze druga strona medalu. Co sądzisz o przesuwaniu granic straight edge, jako filozofii życia? Chodzi mi tutaj o to, że ktoś np. będzie pił piwo, ale już wódki nie itd. Wydaje mi się, że to jednak mija sę z celem takiego stylu życia...


Wiesz, ja jestem straight edge, bo mi to po prostu odpowiada. W każdym calu. Wiem, że brzmi to typowo, ale tak jest. Wspieram wszystkie możliwe inicjatywy straight edge całym swoim sercem i osobą, i chcę by tak pozostało. Za to nie interesuje mnie to, co robią inni ludzie. Jeżeli ktoś chce być straight edge - ok! Ale błędem jest jakiekolwiek łamanie tego, powiedzmy, kodeksu. Nie rozumiem jak można pić alkohol będąc straight edge. To kompletnie niezrozumiałe i wydaje mi się, że straight edge zostało wypaczone, nawet przez media. Teraz to już nie ma znaczenia, czy jesteś w to zaangażowany, chodzi o pozę. Bardzo mnie to smuci, bo nie powinno tak być. Teraz to tylko głupia łatka dla dzieciaków.


Jest jeszcze coś, co akurat może mieć sens. Dzieciaki, które przejdą ten etap w życiu, po latach mogą wyciągnąć wnioski i być może powrócić do tego już w pełni świadomie, a to dla ruchu chyba ma znaczenie?


I tak, i nie. To wciąż pozostaje tylko głupia łatką, i wątpię w to, że ktoś nagle odkryje w tym swój sposób na życie. Jeśli jednak tak - cieszy mnie to. Z drugiej strony, bycie straight edge czy vegan, tak jak mówiłeś stało się modą, po to by zwrócić uwagę, wybić się w towarzystwie i tak dalej. Cieszyłbym się gdyby straight edge było popularne z naturalnych powodów, a nie dla hype, czy lansu. W sumie chyba krążymy w kółko w tym temacie? (śmiech).


Masz rację (śmiech)... To może coś z innej beczki. Chrześcijański hardcore staje się coraz popularniejszy w Stanach. Niestety, dobre wartości, którymi kierują się ci ludzie, często stają się motorem napędowym dla biznesu. Wielokrotnie sam fakt określania się mianem chrześcijan pozwoliło, lub też pozwala na to by podpisać kontrakt. Jak to wygląda według ciebie? To dobrze czy źle?


Wiesz, sądzę że to super sprawa gdy ludzie mogą dzielić ze sobą te same przekonania. Gdy mają poczucie wspólnoty, o której mówiliśmy wyżej i znajdują to w muzyce. Podziwiam to, że mają w życiu coś, w co mocno wierzą. Walczą przeciwko czemuś. Faktycznie, droga do ''sławy'' za sam fakt bycia chrześcijaninem, chyba nie jest zbyt religijną postawą, ale hej! Jeśli wytwórniom to pasuje, to dlaczego nie? Wydaje mi się, że ważniejsze jest by robić to szczerze dla siebie i innych....


Dobrym przykładem jest For Today. Goście nawet nauczają i modlą się w trakcie koncertów. Widać przez to ich oddanie i poświęcenie, co doceniają fani i słuchacze. Ja osobiście jestem ateista i nie do końca zgadzam się z mocno chrześcijańskimi wartościami, które chcą zakorzenić - ale nie mogę ukryć faktu, że podziwiam ich za to co robią. Z takim oddaniem, mając siłę do tworzenia dobrej muzyki dzięki Bogu...


Też jestem ateistą. Szanuję zarówno For Today jak i inne zespoły, mają prawo robić to co robią. W pewnym sensie wpisuje się to w ideologię hardcore, ale jeśli ktoś nie chce słuchać zarówno ich jak i mnie, to niech tego nie robi. Jeżeli jednak odnajduje w tym coś dla siebie i pozwala mu to przetrwać, podnieść się z marazmu, cieszmy się z tego, że mają ku temu możliwość. Ja przynajmniej staram się im to zapewnić. Ale nie jako Bóg oczywiście! (śmiech).


Znasz jakieś polskie zespoły? Metal/hardcore? Nie ma znaczenia, cokolwiek odnośnie polskiej sceny muzycznej?


Znam Schizme. Graliśmy z nimi w Poznaniu.


O! To mnie zaskoczyłeś. Schizma to jeden z najdłużej grających zespołów hardcore/punk w Polsce. W sumie, to taki okręt flagowy dla tego nurtu w moim kraju. I co o nich sądzisz? Podobał ci się ich koncert? Myślisz, że mogliby sobie poradzić w Ameryce?


Szczerze? Nie wiem - musieliby spróbować. Konkurencja jest spora, ale tworzą naprawdę dobrą muzykę. Świetnie się bawiłem i chciałbym jeszcze kiedyś móc z nimi zagrać. A jak długo grają?


20 lat...


Serio? Nie wierzę. Wielki szacunek za wytrwałość.


Ok, dzięki za wywiad. Ostatnie słowa dla ciebie!


Dla mnie? (śmiech). Koniecznie sprawdźcie nasz nowy album ''Silence is Betrayal''. Mam nadzieję, że choć trochę przybliży wam problemy z jakimi musimy borykać się w Stanach. Liczę też na to, że ten album podniesie was na duchu, niezależnie od sytuacji. Kupcie go, ukradnijcie, ściągnijcie z netu, szczerze, nie obchodzi nas to, dopóki będziecie wspierać nas zespół, chodząc na takie koncerty jak dziś, czy kupować nasze koszulki. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się zobaczymy! Pozdrawiam wszystkich czytelników Magazynu Gitarzysta.


Grzegorz ''Chain'' Pindor.

Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Death Resonance Soilwork

Kariera Soilwork to dość ciekawy przypadek. Zespół, który nigdy nie splamił się słabym wydawnictwem, a od "Stabbing The Drama" (czyli dekady)...Gramy dalej

8 /10
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Zobacz wszystkie