Kup Magazyn Gitarzysta

Thaw

Udało nam się porozmawiać z kolejną interesującą formacją, która startuje w konkursie Neuro Music. Choć zaangażowani w nią muzycy udzielają się także w Sun For Miles i Guantanamo Party Program, Thaw nie sprawia wrażenia projektu pobocznego. Co grają? Pierwsze skojarzenia płyną w kierunku black metalu. Twórcy "Decay" nie pozwalają jednak tak łatwo zaszufladkować swojej muzyki.

Cześć! Thaw to jeden z najbardziej interesujących zespołów blackmetalowych w naszym kraju. Skąd pomysł na granie takich dźwięków?

Witaj! A dziękujemy bardzo, za miłe słowa. Pytanie jednak, czy aby na pewno jest to black metal. Wiesz, dla mnie black metal to pewnego rodzaju stan ducha. Nieuchwytna energia, którą możesz doskonale poczuć przekopując się przez sterty nagrań nieświętych hord z lat 90-tych. To ekstremalny sposób odrzucenia wszelkich wartości, nihilizm z jednej czy okultyzm z drugiej strony. Black metal to świat, który już przeminął. Zobacz jak wielu ignorantów podczepia się teraz pod tę scenę, a wiedzę czerpie z last.fm'ow czy innych społecznościówek. Black metal to kserowane ziny, REH'y czy limitowane dgipack'i. No, ale ja jestem maniakiem, to ze mną nie ma co o tym gadać (śmiech). Na pewno nie będę mówił o "post black-metalu", bo to jakiś kuriozalny termin, który nie powinien nigdy powstać. Nie zmienia to faktu, że mimo tak "radykalnego" podejścia do tematu czarciej sztuki czerpiemy garściami z dorobku najbardziej ekstremalnych hord, lecz to tylko jeden z gatunków, które mają na nas wpływ. Blisko nam tez do noise'owych eksperymentów, "matematycznego" hardcore'a czy kapel z wytworni Amphetamine Reptile, Hydra Head czy Relapse.

Skąd pomysł na granie takich dźwięków? Żyjemy w świecie, który sam sobą generuje wiele hałasu i musimy go jakoś przekrzyczeć, a że do tego słuchamy ekstremalnej muzyki, to wyszło jak wyszło. Reasumując. Potwierdzam, czerpiemy wiele z black metalu, ale nie nazwałbym nas blackmetalowym zespołem. Nie podążamy ścieżką lewej ręki, nie jesteśmy Lucyferianami, etc. Terminu black metal używa się zdecydowanie zbyt często, obdzierając go jednocześnie z całego mistycyzmu.

Trudno znaleźć o was jakiekolwiek informacje. Czy świadomie kreujecie wokół Thaw aurę tajemnicy, czy po prostu jest mało chętnych na przeprowadzanie w wami wywiadów?

Nie wiem co powiedzieć. Chętnych może i trochę jest, ale my wolimy nagrywać nowe numery z Thaw czy z innymi naszymi projektami, a nie pchać się tam gdzie się tylko da. Oczywiście, że nie odrzucamy propozycji wywiadu, bo to dla nas, jakby nie patrzeć, zaszczyt i cieszy nas zainteresowanie. Natomiast cały PR to nie jest dla nas rzecz priorytetowa. Oczywiście, moglibyśmy wysyłać płyty i prosić o rozmowę. Tylko... jaki to ma cel? Nie lepiej kiedy ktoś sam, zainteresowany muzyką, napisze i zaprosi nas do dyskusji? To chyba bardziej uczciwe wobec ludzi, którzy te wywiady przeprowadzają, czytelników i na końcu nas samych.

W sumie nie mieliśmy nawet czasu na bawienie się w promocję Thaw. Skupiliśmy się na nagrywaniu i na naszych innych projektach. Płytę wrzuciliśmy za darmo na parę blogspotow, które same zaczęły ją kopiować i rozprowadzać w formacie mp3.

No tak, ale czy nie chcielibyście, żeby o Thaw usłyszało więcej osób? Myślę, że jednym z celów każdego twórcy jest dążenie do dzielenia się jego twórczością z innymi.

Oczywiście, że grubym nadużyciem jest twierdzenie, jakoby robiło się muzykę tylko dla siebie. Gdyby tak było to nie publikowalibyśmy jej w necie, nie założylibyśmy profilu na Bandcamp czy Myspace. Z drugiej jednak strony wolałbym, żeby muzyka obroniła się sama i na prawdę "szum medialny" to nie to, o co nam chodzi. Oczywiście, że moglibyśmy zrobić wiele hałasu wokół Thaw. Na scenie "niezależnej" mocno przytulonej do sceny hc/punk o to nie trudno. Pozostaje tylko pytanie, czy warto. Po pierwsze nie chcę udawać kogoś, kim nie jestem a po drugie to... cóż , musimy się pogodzić z tym, że nie żyjemy już w latach '90, ale ma to jeden plus. Dzięki Internetowi płyty są dostępne na całym świecie i na prawdę nie trzeba wielkiej machiny marketingowej, żeby - teraz będzie wstrętne słowo - "wypromować" projekt. Naprawdę te blogspoty, o których wspomniał Artur, na chwilę obecna nam wystarczają.

Skąd więc pomysł na promocje Thaw na Neuro Music?

Bo lubimy zadawać ból naszą muzyka (śmiech). Skąd pomysł? Dlaczego nie spróbować? Trudne pytanie... Lubimy wyzwania? Chcemy się sprawdzić? To wszystko takie oklepane. Wpadliśmy na taki pomysł i tyle .

Nie zastanawialiśmy się nad tym jakoś specjalnie, po prostu wysłaliśmy zgłoszenie, a reszta potoczy się sama.

Czy zamierzacie promować waszą twórczość większą liczbą koncertów?

Ogólnie nie mieliśmy planów koncertowych, bo to projekt dwuosobowy, dodatkowo dochodzą do tego problemy zdrowotne Wojtka, których nie możemy lekceważyć. Udało nam się zagrać na razie dwa koncerty w towarzystwie Guantanamo Party Program i Forge Of Clouds. Myślimy nad pełnym składem koncertowym...

Ok., w takim razie czekam na koncerty! Mam nadzieję, że uda mi się teraz namówić was na jakieś zwierzenia i opowiecie nam teraz o początkach i genezie Thaw?

Tutaj nie ma się z czego zwierzać. Gramy ze sobą od bardzo dawna i obaj darzymy muzykę ekstremalna ogromna sympatią, a że często nasz światopogląd i charakter idą w parze to ciągle, już chyba od 10 lat, trzymamy się razem na scenie. Zaczynaliśmy dawno temu od hałaśliwego HC (Bad Side Of Social Existence), potem przez lata działy się różne rzeczy, powstały różne projekty i w końcu znowu się spotkaliśmy, tym razem w Thaw.

Thaw powstało bardzo szybko, jesienią 2010. Materiał na płytę "Decay" nagraliśmy w ok. 1,5 tygodnia u Wojtka w pokoju. Tutaj pozdrowienia dla sąsiadów! (śmiech). Oprócz wymienionego Bad Side Of Social Existence udzielaliśmy i udzielamy się w takich projektach jak Energy Level Low, Nyshynga, Bhimal, AJKS, Shaping The Random, Sun For Miles, Guantanamo Party Program...

Wasza muzyka jest mroczna i pełna smutku, lęku i rodzącej się depresji. Czy dźwięki, jakie tworzycie, są katalizatorem negatywnych emocji, jakie doświadczacie?

A to jest ciekawe pytanie. Mogę mówić za siebie, że na pewno tak. Mam różne przemyślenia i raczej nie są one ubrane we wstążeczki i wianuszki. Postrzegam świat taki, jakim jest, a że jest to w większości przypadków "terytorium wroga" to takie też emocje mną kierują. Z drugiej strony ja nigdy ani nie grałem, ani nie słuchałem pozytywnej muzyki. Jakakolwiek radość czy śmiech ukryty w dźwiękach działa na mnie jak płachta na byka. Po prostu nie mogę znieść wesołkowatości i luzu w głośnikach. Wiesz, tutaj nie chodzi o to, że odrzucam wszystko poza ekstremalnymi odmianami metalu czy HC. Chodzi o emocje i klimat.

Wiesz, mam podobnie! Sam zastanawiam się czy jest to spowodowane tym, że wesołkowata muzyka jest po prostu miałka i nie można nazwać jej do końca sztuką, która z definicji powinna poruszać i intrygować.

Nie wiem, gdzie leży tego przyczyna. Może w przeżyciach, może w konstrukcji osobowości. Fakt pozostaje jednak faktem, że wesoła muzyka pozbawiona jest jakiejkolwiek głębi. Definiowanie sztuki to też śliski temat. Widzisz, wyznaję zasadę, że nie ma na świecie dwóch ludzi, którzy widzą jedną rzecz w identyczny sposób. Zbyt wiele okoliczności i wpływów składa się na nasze postrzeganie rzeczywistości. Zmierzam do tego, że to co dla mnie smutne i głębokie może dla kogoś wydawać się tylko i wyłącznie płytką pozą i przerostem formy nad treścią, tak samo mechanizm ów zadziałać może w drugą stronę.

Czy śledzisz uważnie obecną scenę muzyczną? Ostatnio przy przesłuchiwaniu staroci w postaci Swans, Coil, Einsturzende Neubauten czy z innej półki "Machine Gun" Petera Brotzmanna naszła mnie myśl, że brakuje obecnie formacji, które dokonywałyby rewolucji i przełomów w muzyce. Jak wy to odbieracie?

Tak, śledzę i jestem przerażony. Nie chce tutaj zabrzmieć jak stary dziad, ale muzyka skończyła się dla mnie w XX wieku. Oczywiście, że jest masa kapel, projektów, etc., które poruszają mnie do głębi, a ich płyty datowane są na rok 2009, powiedzmy. Niemniej jednak nic nie wywróciło do góry nogami mojego postrzegania muzyki. Nic nie wpłynęło na mnie tak mocno, żeby przewartościować moje gusta. Wiesz, może to wina tego, że już nie jestem nastolatkiem, możliwe, że spowodowała to nostalgia za czasami, które już minęły? Nie chce odbierać młodym ludziom rozkoszy, która płynie z zachłystnięcia się danym gatunkiem, ale ja... albo już tego nie potrafię poczuć, albo coś stało się z muzyką.

Śledzimy cały czas, co się dzieje w światku muzycznym na całym świecie. Siedzimy w różnych gatunkach muzycznych i szukamy nowych zespołów. Ogólnie wszyscy wracają do staroci, ale niewielu to się udaje. Z ostatnich rzeczy, które  zrobiły na mnie wrażenie to płyty The High Confessions “Turning Lead Into Gold With The High Confessions“ i Incursus “Eternal Funeral Trance".

Zarejestrowaliście dość zaskakujący cover - "Shadowplay" Joy Division. Przyznam, że w waszym wykonaniu ta kompozycja zyskała wręcz ekstremalnie inny wymiar. Skąd pomysł na taką przeróbkę? To hołd dla Joy Division, eksperyment, czy po prostu mocno identyfikujecie się z poruszającym, szerokointerpretacyjnym tekstem?

A dziękujemy bardzo. Porywając się na cover Joy Division mieliśmy świadomość tego, że igramy z ogniem. Joy Division czy The Cure to kultowe kapele dla wielu słuchaczy. Zagraliśmy ten numer na swoją modłę z racji tego, że skopiować Joy Division się nie da. Tak jak powiedziałeś, to swego rodzaju hołd. Uznanie wyrażone naszym językiem. A że emocjonalnie mi blisko do tekstów i klimatu Joy Division to inna sprawa.

Na początku planowaliśmy zrobić numer Joy Division "24 Hours" w wersji raw black metal, ale jakoś szybko przeskoczyliśmy na "Shadowplay" w wersji powiedzmy digital hardcore. Ogólnie jesteśmy fanami zespołu i jest to swego rodzaju nasz hołd.

A czy na nowym albumie też znajdą się jakieś covery? Wiesz, nie chce być nachalny, ale może np. coś Swans? To rzadko coverowana formacja…


Możliwe , ze tym razem będziemy eksplorować polskie poletko i porwiemy się na Siekierę. Na chwile obecna jednak skupiamy się na własnym materiale, ale... cover nagramy. Na pewno nie będzie to kapela zbliżona stylistycznie do Thaw. Wiesz co mnie najbardziej śmieszy? Brutalne deathmetalowe kapele coverujace inne brutalne deathmetalowe kapele (śmiech). Cover to coś więcej, to wariacja, własna interpretacja... tak zawsze mi się wydawało. No i oczywiście chcę zaznaczyć, że cenię sobie wiele załóg z nurtu Brutal-Death, jednak, dajmy na to, Origin coverujacy Vital Remains (teoretyczny przykład), nie wnosi nic nowego w muzykę tych drugich. Gdyby zaś ten Origin porwał się na New-Order ... To już inna historia. Odpowiedziałem trochę zawile, ale mam nadzieję, że wiesz, do czego zmierzam.

Tak. Jestem tego samego zdania… Skoro wspomnieliśmy o "Shadowplay" muszę przyznać, że zastosowany tam czysty wokal, brzmi lepiej niż skrzeki, jakie stosujecie w swoim autorskim materiale. Czy nie myśleliście, by w większym stopniu eksperymentować z tego typu konwencją?

Mogę cię zapewnić, że na nowym albumie pojawi się wiele eksperymentów z wokalami. Na pewno materiał będzie bardziej "opętany". Miło mi słyszeć to, co mówisz, bo do tej pory odbiór moich czystych wokali nie był zbyt pozytywny (smiech). Na pewno jednak nie zrezygnujemy z wrzasków, tylko, tak jak wspomniałem, chcę się wspiąć na jeszcze wyższy stopień szaleństwa.

Akurat jesteśmy w trakcie tworzenia materiału na nowa płytę, która rzeczywiście będzie jeszcze bardziej eksperymentalna tak brzmieniowo jak i kompozycyjnie...


Jacek Walewski

Snakes of Eden CETI

Dwa lata po znakomitym albumie "Brutus Syndrome" CETI powraca z kolejnym mocnym uderzeniem zatytułowanym "Snakes Of Eden".

Gramy dalej

9 /10
Revolution Radio Green Day

Green Day jaki jest, każdy widzi (a właściwie słyszy).

Gramy dalej

8 /10
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Ghost ocena 9
Popestar
Gatunek: Heavy metal
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Zobacz wszystkie