Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Elvis Deluxe

Elvis Deluxe

Kolejną formacją, która postanowiła wystartować w Neuro Music, jest Elvis Deluxe. Wyluzowani Miko i Ziemba z dużą ochotą odpowiedzieli na nasze pytania dotyczącej ich twórczości, dobrego rocka, Elvisa i ich nowej płyty. Nie pominęliśmy oczywiście tematu pokrewieństwa muzyków zespołu z członkami Kyuss i Queens Of The Stone Age. Wszak wiadomo, że rodzina jest najważniejsza!

Trzy lata temu, po premierze debiutu zapowiedzieliście, że wasza przyszłość to "koks i dziwki, oczywiście". Jak udało się zrealizować ten plan? (śmiech)

Co do "oczywiście", to jak najbardziej się udało (śmiech). Poza tym zagraliśmy trochę koncertów, wypiliśmy trochę soków owocowych i zjedliśmy parę falafli. Czyli wykonaliśmy plan typowy dla zespołu z tzw. sceny niezależnej. Robiliśmy numery, no i jeszcze angażowaliśmy się w inne projekty, krótko mówiąc nie marnowaliśmy czasu. Ale jak zwykle wszystko na pełnym leniuszku.

Sięgnijmy początków waszej kapeli. Skąd pomysł na taki szyld? Gdyby Elvis żył grałby taką muzę?

Elvisowi by się pewnie nie chciało, bo to i hałas i jazda zimnym busem i spanie na podłodze (śmiech). Dla nas Elvis to symbol "początków rockandrolla", samych korzeni, a Deluxe dlatego, że został przez te parę lat naszego grania apdejtowany o różne zjawiska muzyczne. Przy okazji nowej płyty bardziej fascynowały - przynajmniej mnie - zespoły angielskie. Zdaje się, że Presley tej nowej konkurencji zza oceanu nie lubił. Podobno donosił nawet na Beatlesów, że to szatan, demony i ogólna demoralizacja. Także tym razem bardziej nacisk na "Deluxe", niż na "Elvis".

Wielu twierdzi, że Elvis Deluxe brzmi jak synowie muzyków Kyuss czy Queens Of The Stone Age. To dla was komplement? Wiesz, każdy artysta powinien dążyć do stworzenia własnego, niepowtarzalnego stylu…

Wiesz, kiedy zakładaliśmy zespół naszym celem było przede wszystkim grać muzykę, która nam się podoba, a której nie grał (prawie) nikt inny nad Wisłą, łącznie z mediami. I nie bardzo zastanawialiśmy się, czy jesteśmy podobni do tego, czy innego zespołu. Elvis Deluxe to zawsze była dla nas przestrzeń, gdzie graliśmy to, co chcieliśmy i w miarę, jak zmieniały się nasze fascynacje, zmieniał się i Elvis. Np. "Lazy" w porównaniu z naszą pierwszą demówką/EPką brzmi dużo łagodniej. Wiesz dlaczego? Bo jak nagrywaliśmy, to bardzo spodobało mi się hipnotyczne i miękkie brzmienie Dandy Warhols i ustaliliśmy, że walić w mordę z buta będziemy na koncertach, a płyta będzie takim walnięciem miękką poduchą. Tak samo i teraz - słuchaliśmy dużo The Who, Davida Bowie, Gary Glittera, T. Rex, New York Dolls i do naszego poprzedniego brzmienia doszły nowe elementy.

Ja np. od dawna nie słuchałem wyżej wymienionych artystów. U mnie inspiracji należy szukać raczej w USA, w tej bardziej południowej i bagiennej części. Zarówno dawno temu u czarnych braci jak i zupełnie niedawno u wytatuowanych białych braci z brodami. Ja na pewno chciałem, aby ten album brzmiał mocno i zarazem, jak to się mówi "groovy".

Wasz debiut zatytułowaliście "Lazy". Jesteście leniwi? Chyba tak, w końcu na kolejny wasz album fani czekali blisko cztery lata…

Leniwi - tak, ale raczej w znaczeniu "nie spięci", niż "banda nierobów". Tak było od samego początku, zespół powstał dla czystej przyjemności grania i było nam obce robienie czegoś "bo tak trzeba". Stąd pierwsza płyta ukazała się parę lat od początku istnienia kapeli i około roku po nagraniu. To się też przekłada na nasz styl, bo nigdy nie zakładaliśmy, że będziemy grać "czysty stoner-doom-gothic-sludge rock z elementami grunge". Chcieliśmy po prostu grać to, co nam się podoba.

Dla wielu zaskoczeniem jest wasze brzmienie i stylistyka. Brzmicie jakbyście wychowywali się w USA, a nie w słowiańskiej, smutnawej Polsce.

Nie bluźnij, Światowid na ciebie patrzy. Utkane delikatnymi palcami Jutrzenki z kląskania słowika i uroczyskowego oparu zamglone mazowieckie poranki wcale nie są smutnawe…

Ech, ale wiesz, u nas w kraju łatwiej wybić się na mdłych balladach, a nie na drapieżnym rockowym graniu…

To był oczywiście żart, bo nie mam nic przeciwko Słowiańszczyźnie, lasom, pagórkom itd. Z tym, że nam taka tematyka nie pasuje do rockandrolla, stąd na przykład teksty po angielsku. Zdaje się, że to The Ramones powiedzieli kiedyś, że założyli zespół, bo muzyki, jaka ich kręciła nie było w żadnym radiu. No i z nami było podobnie - mieliśmy wewnętrzną potrzebę grania tego, co gramy, bo tu nikt tego nie robił. A ponieważ brzmienie kapeli się zmienia, to cały czas zostawiamy to przysłowiowe radio w tyle, czyli gramy jak gramy, bo naszej muzyki jeszcze nikt lepiej od nas nie zagrał. A z tymi mdłymi balladami to nie wiem, bo jeszcze nigdy takich nie wykonywałem…

Nie słyszałem jeszcze waszego nowego albumu. Czy zaskoczycie czymś nowym, czy będzie to kontynuacja debiutu?

Mam nadzieję, że zaskoczymy. Sound jest bardziej agresywny (tam, gdzie trzeba) i bardziej przestrzenny (też w odpowiednich miejscach). Numery są bardziej zróżnicowane, od spokojnych i transowych (jest jeden instrumentalny), przez taneczne po kopiące w szczękę. W niektórych miejscach rozbudowaliśmy aranżacje, są klawisze i sporo dodatkowych wokali. Nagrywaliśmy w warszawskim studio LWW, gdzie jest sporo fajnych, vintage’owych sprzętów, no i załoga, która się tymi sprzętami jara (DJ ZERO i emili jones). Owa załoga siedzi dodatkowo w innych klimatach muzycznych, więc było sporo eksperymentów i o to właśnie nam chodziło. Nagrywaliśmy np. bębny w windzie towarowej, używaliśmy różnych dziwnych instrumentów, efektów i technik. Kładliśmy raczej nacisk na fajność, a nie na sprawdzone rozwiązania.

Mój "favourite state of mind" to taki, kiedy jestem czymś podekscytowany, np. słuchanym albumem. Podejrzewam, że u was jest podobnie. Czy tytuł odnosi się do fascynacji graniem i tworzeniem muzyki?

Dokładnie tak. Patrząc na wszystkie rzeczy, które trzeba ogarnąć grając w zespole, okazuje się, że bardzo dużo energii pochłaniają różne sprawy organizacyjne, o których nawet nie chce mi się tu mówić. Natomiast ten czas, kiedy przygotowywaliśmy się do nagrania i który spędziliśmy w studio latem ubiegłego roku był megazajebisty. Do samego końca nagrań przychodziły nam do głowy nowe pomysły na aranże, brzmienia, sposób miksu itd. Byliśmy całkowicie zanurzeni w muzyce i to jest mój ulubiony stan umysłu.

Tak, to zdecydowanie jest ten stan. Moment totalnego wyluzowania, oderwanie się od otaczającej rzeczywistości, wyrzucenie z umysłu wszystkich niepotrzebnych informacji i emocji, a wypełnieniem go tylko dźwiękami.

Czy więc lubicie pracę w studiu nagraniowym? Znam muzyków, którzy tego nie cierpią…

Od kiedy miałem okazję po raz pierwszy nagrywać w studio jako death metalowy wokalista, uwielbiam studio. I gdyby nie tzw. czynniki obiektywne, ze studia mógłbym nie wychodzić. Fajne studio to magiczne miejsce, gdzie można eksperymentować z dźwiękiem - czego chcieć więcej?

Jak przebiega proces twórczy w Elvis Deluxe? Słuchanie muzyki jest dla wielu dość intymnym przeżyciem. Jak jest z jej pisaniem?

Słowo "pisanie" mogłoby sugerować, że któryś z nas zna nuty - nic bardziej błędnego, hehehe. Nic odkrywczego tu nie powiem, ktoś przynosi na próbę riff, a reszta dokłada swoje. O tym, że nagrywamy (tzn. że mamy wydawcę - Harmony Records) dowiedzieliśmy się na początku roku i dało nam to potężnego powera do tworzenia. Pomysłów mieliśmy miliony, trzeba było tylko wybrać te dobre. Numery powstają zazwyczaj w całości na próbach, ale tym razem było trochę inaczej, bo aranże były bardziej rozbudowane. Nie mamy w składzie na stałe klawiszy, dlatego nagraliśmy demo u naszych kolegów w Mustache Ministry, dołożyliśmy do tego wokale i później klawisze, przeszkadzajki, itd. Czyli niby do studia weszliśmy przygotowani na 100%, ale i tak przy nagrywaniu sporo się zmieniło w konfrontacji z pomysłami, które narodziły się w międzyczasie. Także, tak jak mówiłem wcześniej, pobyt w studio był równie twórczy, co wcześniejsze rzeźbienie na próbach.

Jak zamierzacie promować nowy album? Jakaś trasa np. z Broken Betty i Corruption na supporcie? (śmiech)

Nie, Bolek gadał już ze swoim starym z Kyussa, ja ze swoim z QOTSA i to raczej z nimi pojedziemy w trasę, hehehe. Mamy w planach trochę koncertów, jak się ogarniemy, to może i wideo się jakieś zrobi… Zdaje się, że próba zmiany trybu pracy tego zespołu z "lazy" na "busy" to walka z wiatrakami, także na razie będziemy toczyć się swoim tempem.

Skąd pomysł na udział w Neuro Music?

To w zasadzie pomysł naszej koleżanki Barbary, która bardzo nam pomaga w różnych sprawach organizacyjnych. W ostatnim czasie wrocławski Firlej stał się Mekką fanów brudnych brzmień, więc i my dołożymy swoje obsyfione trzy grosze. Te nasze piosenki to trochę pop w porównaniu do zwykłych gości tego festu, ale nie samym doomem człowiek żyje, nie?

No tak! Z drugiej strony ciekawe, dlaczego media typu TV czy radio nie dopuszczają takich do siebie. Nie gracie przecież jakoś specjalnie antykomercyjnej muzyki…

To jest temat na oddzielny wywiad, zresztą dużo już atramentu wylano opisując tę sytuację. Najciekawsza muzyka powstaje w Polsce w undergroundzie - są miliony zespołów na bardzo wysokim poziomie. Z tym, że na tzw. Zachodzie większe firmy fonograficzne starają się wyszukiwać nowe zespoły, a w Polsce oddziały tych koncernów służą wyłącznie do wciskania gawiedzi płyt z top 10 i składanek. Jedyna nadzieja w ludziach, takich jak Adam, wydawca naszej pierwszej płyty (działający jako GetBy Records), który stosunkowo niewielkim nakładem finansowym, ale za to z dużym zaangażowaniem promuje scenowe zespoły. Takich małych wytwórni jest coraz więcej, wyrastają też wydawcy średniej wielkości (w porównaniu do majorsów), typu Mystic, więc może ostatecznie w radiu i TV też coś drgnie, kto wie…

Ok, co na koniec chcielibyście przekazać naszym czytelnikom? Oprócz tego, że powinni słuchać Elvis Deluxe… (śmiech)

Powinni słuchać każdej dobrej muzyki. Bo jak wiadomo, muzyka nie dzieli się na metal, punk i electro, tylko na dobrą i złą. No i jeszcze żeby dużo skal grali, zwłaszcza miksolidyjską, hehehe…


Jacek Walewski

Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits Meller Gołyźniak Duda

Wreszcie doczekaliśmy się polskiej supergrupy z prawdziwego zdarzenia. Nie jakiejś tam odpustowej zgrai muzykantów do kieliszka, ale ekipy złożonej...Gramy dalej

8 /10
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Shklo ocena 7
Shklo Music
Gatunek: Alternatywa
Zobacz wszystkie