Wiesz, kiedy zakładaliśmy zespół naszym celem było przede wszystkim grać muzykę, która nam się podoba, a której nie grał (prawie) nikt inny nad Wisłą, łącznie z mediami. I nie bardzo zastanawialiśmy się, czy jesteśmy podobni do tego, czy innego zespołu. Elvis Deluxe to zawsze była dla nas przestrzeń, gdzie graliśmy to, co chcieliśmy i w miarę, jak zmieniały się nasze fascynacje, zmieniał się i Elvis. Np. "Lazy" w porównaniu z naszą pierwszą demówką/EPką brzmi dużo łagodniej. Wiesz dlaczego? Bo jak nagrywaliśmy, to bardzo spodobało mi się hipnotyczne i miękkie brzmienie Dandy Warhols i ustaliliśmy, że walić w mordę z buta będziemy na koncertach, a płyta będzie takim walnięciem miękką poduchą. Tak samo i teraz - słuchaliśmy dużo The Who, Davida Bowie, Gary Glittera, T. Rex, New York Dolls i do naszego poprzedniego brzmienia doszły nowe elementy.