Spiritus movens zespołu Porcupine Tree, opowiada o tym, co znaczy dla niego rock progresywny. Artysta usiłuje nas też przekonać, że wcale nie jest genialnym gitarzystą technicznym...
Nie zaryzykujemy wiele, stwierdzając, że Steve Wilson jest ekspertem, jeśli chodzi o rocka progresywnego. Jako siła napędowa zespołu Porcupine Tree stworzył wiele wspaniałych utworów. Jak sam przyznaje, w tym, co robi, pozostaje sobie całkowicie wierny. Wychodzi mu to na dobre, czego dowodem są choćby płyty "Deadwing" (2005) i "The Incident" (2009), które zostały już uznane za klasykę współczesnego rocka progresywnego. Jego podejście do gry zarówno w zespole, jak i w innych projektach muzycznych, w których brał udział, jest czystą esencją rocka progresywnego, a jego gra wciąż jest eksperymentalna, dynamiczna i - co najważniejsze - nie przestaje zadziwiać. Co jeszcze można o nim powiedzieć? Z pewnością to, że ma duży zasób wiedzy, jeśli chodzi o brytyjskiego rocka progresywnego, a to, czego o nim nie wie, można by zapisać na odwrocie znaczka pocztowego. Nie ma osoby, która by lepiej opowiedziała nam o rocku progresywnym, niż właśnie Steven Wilson...