Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Damian Ekman (One Way Tourbooking)

Damian Ekman (One Way Tourbooking)

Rozmowa z Damianem Ekmanem - szefem agencji koncertowej One Way Tourbooking.

Cześć Damian! Jak się masz? Pewnie jak zwykle zajęty robotą., co nie? (śmiech)


Akurat złapałeś mnie na leniuchowaniu (śmiech)


To Ci nowość. Sam musisz to przyznać (śmiech). Słuchaj, cofnijmy się kilka lat wstecz do początków One Way Tourbooking. Wszystko zaczęło się w Toruniu?


Ostatnio rzeczywiście trochę zabiegany jestem, choć trzeba również znajdować czas na rozrywkę i spotkania z przyjaciółmi. Wszystko to oczywiście między trasami (śmiech). Ledwo co wróciłem z jednej trasy z Naysayerem, a już za niecały tydzień jadę w kolejną z Hostage Calm. Co do początków One Way, to długa i dosyć zawiła historia. Wiele czynników się na to złożyło... z pewnością to, że przez 5 lat grałem w kapeli, która być może wiele nie osiągnęła, no, ale powiedzmy, że gdzieś tam poza granicę Złotowa udało nam się wyjechać. Nie do końca podobało mi się, że jako dzieciak, nie mając własnych pieniędzy, musiałem dokładać do każdego koncertu jaki grałem. Może wiele osób się ze mną w tym momencie nie zgodzi, ale nie uważam, żeby cała esencja tego, co można objąć terminem scena niezależna, leżała w tym, aby do swojego występu dokładać pieniądze. Nigdy nie potępiałem i nie potępiam ludzi, którzy uważają, że do hc czy punka trzeba zawsze dokładać, ale ja do nich po prostu nie należę (śmiech). Poza tym na pewno dużo nauczyli mnie koledzy z Fun or Die, do których przyłączyłem się w bodajże 2006 roku. Są nie tylko moimi dobrymi przyjaciółmi, ale także po części "mentorami", bo to ja zawsze byłem tym najmłodszym (śmiech). One Way zrodził się w mojej głowie spontanicznie. Któregoś kwietniowego poranka założyłem profil na myspace... i ot, tak potoczyło się swoim dziwnym torem...


Doświadczenie z zagranych i zorganizowanych koncertów z pewnością zaprocentowało przy prowadzeniu działalności z One Way - jednakże, jak sądzę, na początku musiałeś nieźle zacisnąć pasa i się zapożyczyć. Były (są) chwile zwątpienia. Jak oceniasz swoje przygotowanie oraz podejście do tematu sprzed tych paru lat, a teraz? Jest coś co zrobiłbyś inaczej od samego początku tego przedsięwzięcia? Podobno nie można cofać się w czasie, ale ja daję Ci taką możliwość (śmiech).


Temat pieniędzy nigdy nie był i nie jest przyjemną kwestią (śmiech). Od początku moim założeniem było pomagać kapelom, a nie zarabiać na tym grubą kasę. Zresztą nigdy nie uważałem pieniędzy za priorytet w moim życiu. Są ludzie, którzy twierdzą, że to co robię jest niepotrzebne i generalnie agencje to zło (śmiech). Kiedy wpadłem na pomysł One Way miałem za sobą kilkadziesiąt zagranych i kilkanaście zorganizowanych przez siebie koncertów, więc kompletnie zielony w temacie nie byłem. Miałem też inne źródło dochodu, więc było skąd dokładać pieniądze. Nie byłem zmuszony do tego by aż tak bardzo się wykrwawiać, ale z pewnością były ciężkie momenty. Organizacja tras, to trochę inna bajka. Przede wszystkim, z racji problemów z jakimi trzeba się zmierzyć, i to praktycznie prawie codziennie... Na początku "łatałem dziury" w trasach... Z tego co pamiętam, pierwszym był zespół The Testicles z Izraela. Jeśli mnie pytasz co bym zmienił, odpowiem szczerze - nic... Początki były ciężkie i nauczyły mnie wiele, ale nie uważam, że ta historia mogłaby zacząć się inaczej.


A były przesłanki ku temu by miała się w jakimś momencie skończyć? Jakby nie było, to nie jest tylko Twój wózek...


NIE RAZ! (śmiech). Choć były to raczej chwilowe kryzysy i nie wiem czy kiedykolwiek zdecyduję się na pogrzebanie tego, na co tak długo pracowaliśmy. One Way rzeczywiście to nie tylko mój wózek. Przez bardzo długi okres pracowałem wraz z moim serdecznym przyjacielem Tomasem, pół Polakiem, pół Czechem, ale to niebawem się skończy, ze względu na jego życie osobiste. Nie jest łatwo pogodzić życie osobiste z tym przedsięwzięciem, bo niejednokrotnie wypełnia ono praktycznie większość twojego czasu. Ja nie mam rodziny, dziewczyny, niczego "stałego", więc w zasadzie mogę dalej się w to "bawić". Choć sam nie wiem jak długo wytrzymam (śmiech). Poza tym jest wielu ludzi, którzy zawsze pomagają w utrzymaniu One Way.


A byli ludzie, sytuacje, które przeszkadzały w podejmowaniu dalszych decyzji? Zdarzały się przecież wypadki, gdy w koncert ingerowali ''aryjscy'' koledzy... mówię tutaj o Toruniu.


Nie wydaje mi się, żeby "aryjscy" koledzy byli jakąkolwiek przeszkodą... Można to raczej nazwać pojedynczymi wypadkami... Co do innych utrudnień czy niesprzyjających sytuacji, które wpływały na moje dalsze działania, to raczej wynikały one z osobistych problemów.


Początkowo zajmowałeś się koncertami w kraju, od pewnego już czasu ogarniasz praktycznie całą zachodnią Europę i nie boisz się współpracować zarówno z przedstawicielami ''bloku wschodniego'' i ''zachodniego'' (śmiech). Jest coś, co znacząco odróżnia nas od reszty Europy w podejściu do tematu, lub też w kontaktach międzyludzkich (biznesowych)?


Nie ma czego się bać (śmiech). Nigdy nie miało dla mnie znaczenia skąd jesteś, ale mimo wszystko po jakimś czasie zauważasz "regionalne" podejście do organizacji koncertów. Podczas gdy np. w Niemczech nigdy nie musisz martwić się o pieniądze, jedzenie czy nocleg (zawsze wszystko jest  zorganizowane na wysokim poziomie, a organizatorzy często wspierani są dotacjami ze strony państwa), to samo tyczy się krajów skandynawskich. W Polsce, Czechach, Węgrzech czy na Słowacji nie zawsze jest to "normą". Nie generalizuję, jednak wszędzie można doświadczyć zarówno dobrego przyjęcia jak i niesmaku, który pozostaje po opuszczeniu danego miasta/klubu/kraju. Jednakowoż przyznam szczerze, że klimat Europy Wschodniej w żaden sposób nie odpowiada temu, co dzieje się na Zachodzie (ludzie często stoją na koncertach kiwając głowami, nie ruszają się pod sceną w ogóle) i takie kapele jak choćby In Other Climes czy Nine Eleven uwielbiają grać u nas, właśnie z tego powodu.


Najlepsza i najgorsza trasa? Domyślam się, że praca z In Other Climes może być przykładem tej dobrej. I kontynuując ich wątek, czy Francuzi to naprawdę takie pijusy jak się o nich mówi? (śmiech)


Rzeczywiście każda trasa z In Other Climes to wielka przyjemność, choć zdarzały nam się niejednokrotnie niemiłe wpadki. Pamiętam jak na jednej trasie gość w Siofok (Węgry), nie pojawił się na koncercie, który rzekomo miał organizować... a godzinę później jego narzeczona oznajmiła nam, że gig w ogóle się nie odbędzie. Pieniędzy rzecz jasna nikt nie miał zamiaru nam zapłacić, więc napiliśmy się na koszt baru (śmiech). Co do najgorszej trasy, mam jednego faworyta z zeszłego roku, ale wolę tego publicznie nie ujawniać (śmiech).


Przede mną nic się nie ukryje (śmiech). Innym razem to od Ciebie wyciągnę (śmiech). Pracujesz również z metalowymi kapelami, choć głównie ukierunkowany jesteś na hc/punk. Nie chciałbyś liznąć bardziej komercyjnego światka?


Prawdę mówiąc, powoli chcę się wycofać z hc/punka mimo tego, że sercem jestem po tej stronie... Mój portfel czasami musi się też jakoś wypełniać i nie ukrywam, że to właśnie zespoły metalowe, czy reggae bo też z takimi kapelami udało mi się współpracować, dają mi trochę zarobić na ten chleb z pasztetem (śmiech).


Nie ma co ukrywać, reggae sprzedaje się najlepiej - z tym metalem byłbym jednak nieco ostrożniejszy. Dobrze, że jesz chociaż ten pasztet a nie suchy chleb dla konia (śmiech). Mocno jesteś związany z Czeską Republiką?


Zarówno metal jak i reggae jest łatwiej sprzedać, choć rzeczywiście metal w tym porównaniu wypada nieco gorzej. Co do moich powiązań z Czechami. Pracowałem i mieszkałem w Pradze przez ponad rok, mam tam wielu przyjaciół, a poza tym, jak już wspominałem, ciągle współpracuję (choć nie wiem jak jeszcze długo) z Tomasem, który jest drugą połową One Way.


No i jakby nie było, z Czechosłowacką ziemią wiąże się aktywna współpraca z Madcult...


Nie chciałbym Cię poprawiać, ale Słowacja jest już dawno odrębnym krajem (śmiech). Z Madcultem rzeczywiście aktywnie współpracuję i nie ukrywam, że są poniekąd moimi faworytami, jeśli chodzi o promowane przeze mnie kapele. Osobiście jesteśmy dobrymi kolegami i uważam, że tak przede wszystkim powinny wyglądać wszelkie relacje. Współpracowałem z gronem czeskich kapel jak choćby: !UL.., Delusion, Bed Sores, no i ostatnia perełka czeskiej sceny metalcore - Apostate.


Są artyści z którymi chciałbyś podjąć współpracę, lub tacy, którzy nawet jakby błagali to im odmówisz?


Już dziś, niestety, niektórym jestem w stanie pomóc, ale innym muszę odmawiać. Czasem nie mam nawet możliwości przeczytać wszystkich maili, czy próśb o pomoc, bo naprawdę mam ich więcej niż możesz przypuszczać. Raczej nie staram się faworyzować kapel, ani kategoryzować ze względu na osiągnięcia, czy styl, dlatego też nie jestem w stanie podać Ci konkretnych nazw. Lubię ludzi zaangażowanych w to co robią, i takim artystom zawsze chętnie podaję rękę. Oczywiście jeśli tylko pozwala na to mój czas.


Ja w takim razie dziękuję za Twój czas, i mam nadzieję, że do zobaczenia!


Również dziękuję i liczę na jakiś soczek! (śmiech).


Grzegorz "Chain" Pindor

Death Resonance Soilwork

Kariera Soilwork to dość ciekawy przypadek. Zespół, który nigdy nie splamił się słabym wydawnictwem, a od "Stabbing The Drama" (czyli dekady)...Gramy dalej

8 /10
Sounds From the Heart of Gothenburg In Flames

Dobór utworów pożegnalnego DVD In Flames z Danielem Svenssonem za zestawem perkusyjnym jest mocno dyskusyjny.

Gramy dalej

7 /10
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Zobacz wszystkie