Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Zakk Wylde

Zakk Wylde

Zakk Wylde zaczął grać na gitarze jako piętnastolatek i przez kilka kolejnych lat zajmował się tym w iście maniakalny sposób, nie rozstając się z instrumentem na dłużej niż kilka godzin, które poświęcał na... sen i szkołę.

Nic więc dziwnego, że takie podejście do gry na gitarze doprowadziło Zakka na sam szczyt sławy. Nie da się też ukryć, że miał on w swoim życiu sporo szczęścia. Nie każdy bowiem pamięta, że Ozzy Osbourne, szukając gitarzysty na miejsce Jake’a E. Lee, w pierwszej chwili odrzucił nagrania demo nadesłane przez Wylde’a. Na szczęście perkusiście Randy’emu Castillo udał się przekonać Ozzy’ego do zaproszenia Zakka na przesłuchanie.

Zakk Wylde zawsze był muzykiem niezwykle oryginalnym. Wyróżniał się już w chwili, gdy Ozzy Osbourne ostatecznie wybrał go na swojego nowego gitarzystę. Dla większości ludzi pomalowanie Les Paula w dziwaczne czarno-białe kółka przypominające tarczę byłoby czymś niedopuszczalnym, a nawet bluźnierstwem, lecz dla Zakka była to tylko błahostka będąca pewnego rodzaju manifestacją jego indywidualności. Również styl gry Wylde’a jest niepowtarzalny i mocno rozpoznawalny. Bez niego takie kawałki jak tytułowy utwór z płyty "No More Tears" czy "Perry Mason" z albumu "Ozzmosis" z pewnością nie byłyby tak oryginalne, jak są. Odkąd został frontmanem w zespole Black Label Society, kochają go wszyscy prawdziwi fani mocnego, tradycyjnego rocka - nie można go nie kochać, przecież jest oddany muzyce całym sercem, co słychać w każdej nucie wydobywającej się z jego gitary. To wszystko jednak przestaje być ważne, kiedy leży się w szpitalu - w 2009 roku Zakk był bliski śmierci.

Było z tobą naprawdę niedobrze...


Rzeczywiście. Miałem trzy zatory w sercu, a tak naprawdę tylko jeden wystarczy, żeby spowodować natychmiastową śmierć.


Na szczęście, ku radości fanów, wyzdrowiałeś i znowu grasz. Czy w związku z zaistniałą sytuacją musiałeś pójść na jakieś kompromisy?


Kiedy czeka mnie długi lot, muszę brać zastrzyk z Lovenoxu - leku, który rozrzedza krew i zapobiega tworzeniu się skrzepów.


Dobrze, a co z twoim rockowym stylem życia? Musiałeś się z nim pożegnać?


No cóż, zawsze lubiłem pić piwo i dobrze się bawić (śmiech). Jednak już od ponad roku nie piję alkoholu. Chociaż wciąż chodzę do pubów, bo aspekt towarzyski - siedzenie w knajpach - jest dla mnie ważny i nie chcę z tego rezygnować.


Skupiłeś się na tworzeniu nowego materiału i stwierdziłeś, że znalazłeś ukojenie w pracy, szczególnie w studiu. Niedawno ukazał się album Black Label Society zatytułowany "Order Of The Black"...


Tak, zgadza się. Gdy wchodzę do studia, czuję się prawie jak dziecko, które ma do dyspozycji tysiąc kredek i czysty karton do rysowania. W tej chwili nie narzekam na brak inspiracji.


Twoja gra wciąż jest pełna energii. To mieszanka różnych wpływów. Przykładem może być utwór "Crazy Horse", z szybkimi riffami i zabójczymi solówkami, otwierający wspomnianą już płytę "Order Of The Black".


Tak, to rzeczywiście porywający kawałek. "Crazy Horse" składa się przede wszystkim ze skal pentatonicznych, których nawet nie starałem się poskromić, po prostu grałem to, co do mnie należało. Mogę powiedzieć, że pentatoniki przejęły kontrolę nad tym utworem. Na zakończenie jest nawet partia w stylu Randy’ego Rhoadsa. Według mnie są dwie szkoły grania solówek. Jedna to szkoła Randy’ego, a druga - Eddiego Van Halena. Randy skupiał się na kompozycji, dla niego solówka to była piosenka w piosence. Eddie zaś jest bardziej szalony i bardziej skłonny do improwizowania. Brzdąkałem sobie po prostu i coś zaczęło mi wreszcie wychodzić. Tak powstała solówka do kawałka "Crazy Horse". Powiedziałbym, że to mieszanka tych dwóch, zupełnie odmiennych szkół.


Nowy album jest na wyższym poziomie technicznym niż poprzednie płyty. Czy w związku z tym musisz więcej ćwiczyć? Nadal szlifujesz swoją technikę gry?


Oczywiście, że tak! Nawet jeśli ma się talent dany od Boga, to i tak trzeba dużo ćwiczyć. Kulturysta Dorian Yates ma predyspozycje, żeby zdobyć tytuł Mr. Olympia, ale też musi dużo trenować i właściwie się odżywiać. Kiedy uczyłem młodych ludzi grać na gitarze, od razu spostrzegłem, że niektórzy z nich mają w sobie pewną łatwość gry, tę iskrę bożą. Dawałem im materiał do nauczenia się w domu, a oni później przychodzili i po prostu rozwalali mnie na łopatki. Ale to nie jest tak, że oni, mając talent, nie muszą ciężko pracować. Kiedy coś jest naszą prawdziwą pasją, nie traktujemy tego jak ciężką pracę. Dlatego też jesteśmy w stanie poświęcić się czemuś całkowicie i osiągnąć w tym sukces.


Zastępowałeś kiedyś Dickeya Bettsa w zespole Allman Brothers. Ich muzyka zostawiła piętno na twojej twórczości. W utworze "Parade Of The Dead" słychać wpływy southern rocka.


No cóż, Albert Lee też wywarł na mnie spory wpływ. Ale nie stosuję techniki chicken picking zbyt często. Moim zdaniem "Parade Of The Dead" to czysty heavy metal, który wali prosto między oczy.


Pomówmy o sprzęcie. Nie lubisz komplikować sobie życia i od lat wybierasz proste rozwiązania. Co możesz powiedzieć o swoim zestawie sprzętowym?


To prawda, lubię proste rozwiązania. Używam tylko wzmacniacza Marshall JCM800 Zakk Wylde, w którym mam lampy 6550. Do tego dochodzą paczki z 200-watowymi głośnikami. Dla mnie to najlepsze rozwiązanie. Jeśli użyjesz głośników o mniejszej mocy, to będziesz mieć ciągłe problemy z irytującym przesterem. Te 200-watowe potwory są bardziej dynamiczne, dają potężnego kopa i lepiej przenoszą wszelkie niuanse gry.


Masz obsesję na punkcie czystego brzmienia, więc nic dziwnego, że jesteś fanem przetworników EMG...


Tak, dla mnie to wprost idealne przetworniki. Sprawdzają się wspaniale, szczególnie przy tego rodzaju muzyce, jaką wykonuję. Dają naprawdę czyste tony, a mnie właśnie o to chodzi. Pamiętam, kiedy po raz pierwszy usłyszałem je w akcji. Dawałem wtedy lekcje gry jakiemuś kolesiowi. Grałem na swoim kremowym Les Paulu z przetwornikiem Woodstock. On miał Fendera Jaguara, który podpięty był do mojego Marshalla, wzmacniacza typu combo. Co najciekawsze, ze swoją małą, chudą gitarką kompletnie znokautował mojego Les Paula! Byłem w szoku. Nigdy wcześniej nie widziałem takich przetworników. Zapytałem go, co to za cacka. Powiedział, że są to przetworniki EMG i że używając ich, trzeba wkładać do gitary baterie. Myślałem, że się ze mnie nabija. Jakie znowu baterie? Do gitary? Bez przesady! (śmiech). To właśnie wtedy po raz pierwszy zetknąłem się z przetwornikami aktywnymi.


Byłeś prawą ręką Ozzy’ego przez dwadzieścia jeden lat. W zeszłym roku podziękował ci za współpracę zupełnie bez uprzedzenia. Twoje miejsce w zespole zajął Gus G. z grupy Firewind. Jak to przyjąłeś? Pewnie byłeś zaskoczony...


Cóż, Ozzy znalazł sobie nowego gitarzystę, który zresztą jest naprawdę świetny. Nie mam do niego żalu. Wiem, że zawsze będę mógł liczyć na Ozzy’ego. Jest ojcem chrzestnym mojego syna i zawsze będę go kochał. Bez względu na wszystko.


Chociaż twój sceniczny image robi ogromne wrażenie, to na co dzień jesteś raczej łagodnym, spokojnym facetem. Podobno zajmujesz się nawet pisaniem pewnej książki... Czy to prawda?


Tak, to prawda (śmiech). Obecnie pracuję nad swego rodzaju gitarową biblią, czyli książką edukacyjną uzupełnioną dołączoną do niej płytą DVD. Znajdą się tam wszystkie moje solówki z obszernymi komentarzami i poradami dotyczącymi gry. W książce nie zabraknie też rozdziału o wszystkich gitarzystach, którzy mnie ukształtowali. Ważne jest, aby młodzi ludzie mieli jakiś wzorzec, kogoś, kogo mogą naśladować. Trzeba ich przecież w pewien sposób ukierunkować. Poza tym w swojej książce zamierzam zawrzeć bezcenne rady dotyczące sprzętu. Opiszę w niej najważniejsze skale i pokażę, w jaki sposób ich używać. Nie pominę też tak ważnej kwestii w rocku i metalu, jaką są powerchordy. Pracując nad tym projektem, wracam do czasów, kiedy sam zaczynałem swoją przygodę z instrumentem. To była najfajniejsza rzecz na świecie - uczyć się z płyt Black Sabbath i Led Zeppelin.


Ciarán Tracey

Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Death Resonance Soilwork

Kariera Soilwork to dość ciekawy przypadek. Zespół, który nigdy nie splamił się słabym wydawnictwem, a od "Stabbing The Drama" (czyli dekady)...Gramy dalej

8 /10
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Zobacz wszystkie