Zakk Wylde zaczął grać na gitarze jako piętnastolatek i przez kilka kolejnych lat zajmował się tym w iście maniakalny sposób, nie rozstając się z instrumentem na dłużej niż kilka godzin, które poświęcał na... sen i szkołę.
Nic więc dziwnego, że takie podejście do gry na gitarze doprowadziło Zakka na sam szczyt sławy. Nie da się też ukryć, że miał on w swoim życiu sporo szczęścia. Nie każdy bowiem pamięta, że Ozzy Osbourne, szukając gitarzysty na miejsce Jake’a E. Lee, w pierwszej chwili odrzucił nagrania demo nadesłane przez Wylde’a. Na szczęście perkusiście Randy’emu Castillo udał się przekonać Ozzy’ego do zaproszenia Zakka na przesłuchanie.
Zakk Wylde zawsze był muzykiem niezwykle oryginalnym. Wyróżniał się już w chwili, gdy Ozzy Osbourne ostatecznie wybrał go na swojego nowego gitarzystę. Dla większości ludzi pomalowanie Les Paula w dziwaczne czarno-białe kółka przypominające tarczę byłoby czymś niedopuszczalnym, a nawet bluźnierstwem, lecz dla Zakka była to tylko błahostka będąca pewnego rodzaju manifestacją jego indywidualności. Również styl gry Wylde’a jest niepowtarzalny i mocno rozpoznawalny. Bez niego takie kawałki jak tytułowy utwór z płyty "No More Tears" czy "Perry Mason" z albumu "Ozzmosis" z pewnością nie byłyby tak oryginalne, jak są. Odkąd został frontmanem w zespole Black Label Society, kochają go wszyscy prawdziwi fani mocnego, tradycyjnego rocka - nie można go nie kochać, przecież jest oddany muzyce całym sercem, co słychać w każdej nucie wydobywającej się z jego gitary. To wszystko jednak przestaje być ważne, kiedy leży się w szpitalu - w 2009 roku Zakk był bliski śmierci.