Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Hugh Burns

Hugh Burns

Choć większość ludzi nie zna jego nazwiska, pracował z największymi gwiazdami świata muzyki. To właśnie jego gitarę słychać w piosence "Faith" George’a Michaela i w utworze "Pipes Of Peace" Paula McCartneya. Z tym sesyjnym gitarzystą spotkaliśmy się, żeby porozmawiać o wielkich przebojach, gitarach i o życiu w cieniu największych sław...

Prawie na pewno ktoś na świecie słucha w tym momencie partii gitarowych Hugha Burnsa. I to możesz być np. Ty, choć nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy. Mimo że Hugh pozostaje w cieniu wielkich gwiazd, jego nazwisko widnieje na wielu okładkach płyt, a także pojawia się w napisach końcowych sporej liczby filmów. Pracuje z największymi, ale mało kto wie, kim jest ten tajemniczy muzyk. Jednak nie jest on z tego powodu nieszczęśliwy. Wręcz przeciwnie - lubi wpisywać się w gotową już aranżację, gra, wkładając w to całe swoje serce oraz talent, inkasuje czek i po prostu idzie dalej. Natomiast cały blask i popularność skupia się na wykonawcy utworu, bo to na jego widok krzyczy rozentuzjazmowany tłum i to jego kosze na śmieci przeszukiwane są przez dziennikarzy tabloidów w poszukiwaniu sensacji, ale to jest już zupełnie inna historia... "Taki układ całkowicie mi odpowiada - bez namysłu mówi Burns. - Pozostawanie w cieniu to dla mnie idealne rozwiązanie".

Hugh Burns był samoukiem. Wychowywał się w Glasgow. Kiedy po raz pierwszy sięgnął po gitarę, nie przypuszczał, że ten instrument stanie się kiedyś jego narzędziem pracy. Wszystko zmieniło się, gdy spotkał na swojej drodze miejscowego nauczyciela, Rona Moore’a, który zachęcił go, żeby nauczył się grać a vista i poszerzył swoje horyzonty, realizując pierwsze nagrania z George’em Van Epsem i Barneyem Kesselem. Po przeprowadzce do Londynu Burns zaczął nagrywać płyty ze znanymi artystami, takimi jak między innymi Peter Frampton, Albert Lee czy Jack Bruce. Obecnie CV Burnsa to długa lista nazwisk sławnych osób, z którymi współpracował, i stanowi swoisty zapis kawałka historii brytyjskiego rocka. Gitara Burnsa pojawiła się w różnych produkcjach - od "Baker Street" Gerry’ego Rafferty’ego aż do ścieżki dźwiękowej filmu "Goło i Wesoło". Wielu jednak uważa, że najważniejszym artystą, z którym Burns współpracował, był George Michael. Ich twórcza współpraca trwała z przerwami wiele lat, a jej punktem kulminacyjnym był krążek "Faith" (1987), który właśnie doczekał się nowego wydania...

Milionom ludzi podoba się twoja gra, ale mało kto wie, jak się nazywasz. Czy to nie dziwne?


No cóż, tak to już jest. Weźmy na przykład sagę "Zmierzch", jeden z największych przebojów kinowych ostatnich lat. Nikogo przecież nie obchodzi, kto nagrywał ścieżkę dźwiękową do tego filmu. Niektórych kręci cały ten show-biznes i sława, a mnie interesuje tylko muzyka i jej tworzenie - chcę być tak bardzo twórczy, jak to tylko możliwe. Czy kiedykolwiek chciałem znaleźć się w świetle jupiterów? - Nie, to nigdy nie była moja bajka. To był mój świadomy wybór. Są gitarzyści, którzy kochają grać koncerty, czują się na scenie jak ryby w wodzie. Niestety ja do nich nie należę. Zawsze byłem gitarzystą studyjnym, odbyłem niezliczoną liczbę tras koncertowych, ale zdecydowanie bardziej wolę tworzyć sam w studiu, niż odtwarzać czyjąś muzykę na scenie.


Współpracę z George’em Michaelem rozpocząłeś, gdy grał on jeszcze w Wham! Jak to się w ogóle zaczęło?


Menadżer zespołu Wham! był jednocześnie jego producentem. Grupa właśnie zabierała się do nagrywania płyty "Make It Big". Krążek miał mieć brzmienie charakterystyczne dla wytwórni Tamla- Motown i producent stwierdził, że ja idealnie nadaję się do nagrania właśnie takiej muzyki. Na płycie znalazło się wiele hitów, m.in. "Wake Me Up Before You Go-Go" czy "Freedom". I rzeczywiście, gitara na płycie była zbliżona do stylu znanego z Motown, czyli bardzo rytmiczna i ekspresyjna. Linię melodyczną do piosenki "Wake Me Up" stworzył basista Deon Estus. Gdy usłyszałem partię basową, zacząłem ją dublować na gitarze, co też było charakterystyczne dla Tamla- Motown czy Stax, bo przecież Wham! był zespołem funky. Czasami ludzie mnie pytają, czy nie uważam, że media kreują zły wizerunek George’a Michaela. Owszem, ale uważam, że w dużo większym stopniu tyczy się to Andy’ego Ridgeleya, który jest naprawdę świetnym gitarzystą funky i który jednak pozostał niedoceniony.


Czy George miał jakiś wpływ na partie gitarowe?


George Michael lubił mieć kontrolę nad wszystkimi elementami utworów. Nie ma wykształcenia muzycznego i jak wielu innych artystów pop nie potrafi stworzyć zapisu nutowego. Ale swe braki nadrabiał w ten sposób, że był w stanie z łatwością wszystko zanucić i odpowiednio wyjaśnić. Właśnie tak powstały partie do utworu "Careless Whispers". On mi śpiewał to, co wymyślił, a ja po prostu przenosiłem linię melodyczną na gitarę. Innym razem (tak było w przypadku "Jesus To A Child") dawał mi nagrany utwór i mówił: "Nagraj coś do tego". George Michael to muzyk bardzo wymagający, ale przy tym prezentujący nieprzeciętnie wysoki poziom artystyczny. Nie powiedziałbym jednak, że jest łatwy we współpracy...


Krążek "Faith", solowy debiut George’a Michaela, ukazał się w roku 1987. Trzeba przyznać, że utwór tytułowy w ogóle się nie zestarzał i wciąż brzmi wspaniale. Jak przebiegało jego nagrywanie?


Nagrywanie odbywało się w Danii. Zabrałem ze sobą dwie gitary elektryczne - Stratocaster wykonany przez Rogera Giffina oraz Gibson Les Paul. Zjedliśmy kolację i poszliśmy do studia. Tam okazało się, że George chce, abym zagrał ten utwór na akustyku. Niestety, gitary akustycznej w tę podróż nie zabrałem, za to na miejscu znaleźliśmy dość zabawnie wyglądającą gitarę, która była dosyć mocno poobijana. Nie było na niej żadnego logo, co świadczyło o tym, że ktoś ją zrobił na własne potrzeby z dostępnych części. Była koloru, który można by określić jako... niebieski metalik i wyglądała, jakby ją ktoś pomalował lakierem w sprayu do karoserii samochodu (śmiech). Co gorsza, praktycznie nie dało się na niej grać. Godzinę zajęła mi regulacja mostka i wymiana strun. Chodziło tylko o to, żeby użyć jej zastępczo w tym dniu - nazajutrz mieliśmy wypożyczyć zawodowego Martina. Mimo moich usilnych starań instrument nie brzmiał dobrze - słychać było dziwne brzęczenie. Poprosiłem dźwiękowca, żeby coś z tym zrobił. Pomajstrował więc przy pokrętłach, i udało mu się uzyskać ten charakterystyczny efekt typu Auto-Pan. Brzmiało to świetnie, zupełnie jak w stylu Bo Diddleya!


Większość fanów pewnie myślała, że to sam George Michael gra na gitarze. Tym bardziej że tak było widać na teledysku...


Pewnie fani tak myśleli, prawda jest jednak taka, że faktycznie grałem właśnie ja. George nie jest gitarzystą, ale grał kiedyś trochę na basie. On niestety nie ćwiczy gry i nie potrafiłby zagrać solówki na koncercie, ma za to fenomenalny słuch. Z tego, co pamiętam, zagrał na gitarze w utworze "A Different Corner" - była to prosta partia typu single note. Chciał ją zagrać sam, bo miała być wykonana w charakterystyczny sposób, zupełnie poza rytmem.


Grałeś jeszcze w innych utworach z płyty "Faith"?


W utworze "Father Figure", który znacznie różnił się stylistycznie od tytułowej piosenki, grałem na gitarze z nylonowymi strunami. Gitary tej użyłem również na płytach "Careless Whispers" i "Jesus To A Child". Jednym z moich ulubionych utworów z płyty "Faith" jest "Kissing A Fool", który ma bigbandowy klimat w stylu Franka Sinatry. Grałem w nim na Gibsonie 345 i korzystałem ze wzmacniacza Fender Princeton z lat 60., czyli na sprzęcie dającym brzmienie charakterystyczne dla lat 50. i 60. Często używam tego rodzaju brzmienia, na przykład w utworze "Let’s Do It", który nagrywałem z Alanis Morissette do filmu "De-Lovely". Film opowiadał o życiu i twórczości amerykańskiego kompozytora Cole’a Portera.


Czy używasz rozbudowanego zestawu sprzętowego? Na jakich gitarach grasz najczęściej?


Lubię proste rozwiązania. Wierzę, że w mojej pracy kluczowe znaczenie ma wybór tej jednej, właściwej w danej sytuacji gitary. Przykładowo, jeśli gram w utworze typu country, to Fender Telecaster i wzmacniacz tej samej marki powinny załatwić sprawę, jeśli zaś pracuję przy ciężkiej, rockowej płycie, wówczas wybieram Les Paula lub Ibaneza. Zwykle zabieram też ze sobą swojego Fendera Stratocastera Custom, bo jest bardzo wszechstronny, zresztą nagrałem na nim wiele przebojów. Natomiast - co oczywiste - nie mam jednej uniwersalnej gitary, ponieważ coś takiego nie istnieje. W ciągu ostatnich lat dostałem dużo zleceń na nagranie partii gitary akustycznej. Moje podstawowe akustyki to Martin D-35 i Collings OM. Mam też kilka instrumentów marki Larrivée. Na gitarze Larrivée grałem w utworze "Star People" podczas koncertu George’a "MTV Unplugged".


A więc George nie dostarcza ci sprzętu?


Nie. Jeśli jesteś debiutującym piosenkarzem lub kompozytorem i zaprosisz mnie do współpracy, pojawię się dokładnie z tym samym sprzętem, którego używam, grając u George’a Michaela. Oczywiście zdarzają się artyści, którzy mają konkretne oczekiwania i wiedzą, o jaką gitarę i o jakie brzmienie im chodzi. Na przykład w przypadku George’a nie obejdzie się bez gitar hiszpańskich. Utwór "Jesus To A Child" został nagrany na japońskiej gitarze Kohno - to gitara klasyczna z najwyższej półki. Mało kto spoza wąskiego środowiska gitarzystów klasycznych słyszał o tej gitarze. Gram też na gitarach flamenco - Conde i Maldonado - które ostatnio są moimi ulubionymi instrumentami. W mojej kolekcji znajduje się obecnie około 35 gitar.


Czy materiał George’a jest technicznie trudny do zagrania?


Ludzie na warsztatach gitarowych mówią, że bez problemu mogliby zagrać ten materiał. Ale różne style wymagają od nas odmiennego rodzaju dyscypliny. Żeby zagrać coś a vista z orkiestrą, trzeba mieć nerwy ze stali. Nie chodzi tu o to, że partia jest zbyt trudna, lecz o to, że trudno ją zagrać w konkretnej chwili, w danych okolicznościach. Jeśli George mówi: "Możesz coś wymyślić?", to nie chce on, żebym to zrobił za jakieś dziesięć minut, tylko już w tej chwili. Weźmy przebój Wham! "The Edge Of Heaven". George chciał tam mieć jakąś oryginalną solówkę. W końcu użyliśmy kaczki po to, żeby moja partia jak najlepiej pasowała do tego, co w tym samym momencie grała sekcja dęta. Jest to więc presja innego rodzaju, trzeba bowiem wymyślić coś pasującego do utworu tu i teraz. Po prostu nie ma wyjścia, należy działać szybko i sprawnie.


Czy jest coś, co może cię wytrącić z równowagi? Czy tracisz czasem grunt pod nogami?


W studiu zawsze na początku wyczuwa się pewnego rodzaju dystans. Dopiero późnej pojawia się zaufanie. To wspaniałe uczucie, kiedy czujesz, że artysta ci ufa. Nagrałem sześć płyt z Gerrym Raffertym, a jest to bardzo wymagający artysta. Sam jest gitarzystą i muszę przyznać, że gra naprawdę znakomicie, wie wszystko o brzmieniu i o prowadzeniu głosów. A poza tym jest pracowity i bardzo dokładny. Podczas nagrywania prosił, żebym grał jedną i tę samą partię na kilku różnych gitarach, aż wreszcie trafił na brzmienie, o które mu chodziło. Przy takim sposobie pracy trzeba wykazywać sporo cierpliwości. W dodatku jeśli o coś takiego prosi cię artysta, którego nie znasz, możesz podejrzewać, że nie podoba mu się twoja gra. Ale Gerry po prostu chce maksymalnie wypróbować wszystkie dostępne możliwości.


Jakie są dobre strony funkcjonowania w świecie gwiazd, nie będąc przy tym rozpoznawalnym?


Ja nie tylko nagrywałem dla wielu artystów. Nagrałem przecież kilka płyt solowych, napisałem kilka książek, a także swobodnie poruszam się po różnych gatunkach muzycznych. Nagrałem trzy płyty w Japonii na gitarze hiszpańskiej oraz trzy płyty z awangardową grupą jazzową The Lonely Bears. Nie przychodzą mi do głowy nazwiska zbyt wielu powszechnie rozpoznawanych gitarzystów, którzy mieliby dorobek obejmujący takie szerokie spektrum. Nie mam jednak zamiaru umniejszać niczyich zasług, ponieważ jest na świecie wielu wspaniałych gitarzystów, i to z pewnością lepszych ode mnie. Ale to, że ja cały czas się uczę, odkrywam rzeczy na nowo, rozwijam się i nie muszę rozpraszać się tak zwaną sławą czy skupiać się na karierze solowej... to jest właśnie moim zdaniem największa korzyść wynikająca z funkcjonowania obok i w cieniu wielkich gwiazd.


Henry Yates

Death Resonance Soilwork

Kariera Soilwork to dość ciekawy przypadek. Zespół, który nigdy nie splamił się słabym wydawnictwem, a od "Stabbing The Drama" (czyli dekady)...Gramy dalej

8 /10
Sounds From the Heart of Gothenburg In Flames

Dobór utworów pożegnalnego DVD In Flames z Danielem Svenssonem za zestawem perkusyjnym jest mocno dyskusyjny.

Gramy dalej

7 /10
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Zobacz wszystkie