Karpaty Magiczne pozostają jednym z najoryginalniejszych tworów na naszej scenie muzycznej. Oprócz interesującej muzyki duet Anny Nacher i Marka Styczyńskiego ma także wiele do powiedzenia, a to już nie zawsze idzie w parze… Bardzo sympatyczni i elokwentni muzycy opowiedzieli mi o swoim ostatnim albumie, "Enjoy Trees!", ideologii, jaką przekazują swoją twórczością i o… ratowaniu Puszczy Białowieskiej.
Nagrywaliśmy także sporo muzyki filmowej i naszego autorstwa jest muzyka do wieloczęściowego filmu o Bałtyku pt. "Najsłodsze morze świata" w reżyserii Roberta Balińskiego. Ten sam reżyser nakręcił film telewizyjny o naszym projekcie pt. Karpaty Magiczne, skupiony na naszych relacjach z naturą i doświadczeniach z zakresu soundscapes i soundwalk. Prawie wszystkie wymienione realizacje były sygnowane przez nasz autorski duet; Anna Nacher & Marek Styczyński, ale oczywiście miały znaczenie dla rozwoju naszego projektu Karpaty Magiczne. Poza naszym zaangażowaniem w obronę dzikich miejsc i gatunków, wszystkie wymienione płyty są w Polsce pionierskie jeżeli chodzi o wykorzystywanie dźwięku, nagrań terenowych (field recordings), stosowanie unikatowych technik rejestracji dźwięku (hydrofony do rejestracji morskich wypożyczyła nam Marynarka Wojenna) i w kilku przypadkach, zupełnie nowych urządzeń elektronicznych, które czasem rozpakowywaliśmy w studiach z opakowań fabrycznych.
Polska przestrzeń kultury zdominowana jest przez prostacki lans i cały ten dorobek nie stał się specjalnie zauważonym, ale w Greenpeace widocznie uznali, że z pomysłem nagrania specjalnej płyty można się zwrócić właśnie do nas. Nagraliśmy ją w studiu i z udziałem naszych współpracowników, jako nasz prezent dla Greenpeace. Organizacja pokryła jedynie koszty produkcji albumu. Dzięki temu wielu ludzi mogło dostać w prezencie oryginalną muzykę i głosy wprost z Puszczy Białowieskiej w formie płyty, a od kwietnia także jako darmowe pliki do legalnego ściągnięcia z Internetu.
W Polsce wielu ludzi nie rozumie, że nie musisz być muzykiem aby budować scenę. Wiele znaczą ludzie dbający o obieg informacji, kontakty, wydawnictwa i kluby lub czasem bardzo specjalne miejsca do grania muzyki. Bardzo ważna jest ciągłość pewnych poczynań i szacunek dla dokonań naszych poprzedników. W sytuacji sztucznie podkręcanej konkurencji trudno jest o tego rodzaju ferment. Ciągle odnoszę wrażenie, że dla wielu scena niezależna czy kontrkulturowa jest jedynie poczekalnią do kariery rozumianej jako pokazanie się w TV i wbicie się na playlistę jakiegoś radiowego monopolisty. Nie mam o to pretensji, ale razi mnie koniunkturalizm i dewaluacja pewnych pojęć. Pseudo profesjonalizm sprowadzający muzykę do produktu, a zespoły do małych albo dużych fabryk pieniędzy, zarządzanych i promowanych jak nowy rodzaj kredytów, samochodów lub proszku do prania, nigdy mnie nie przekonywał. To biznesowe i korporacyjne podejście rozpanoszyło się nie tylko wśród muzyków, ale niestety w wielu innych środowiskach. Dawno już nie chodzi o sztukę, ale raczej o sprytny marketing i podział wpływów na "rynku". Mógłbym się tym nie przejmować, ale szkoda mi wielu ciekawych muzyków, którzy przepadną w takim otoczeniu.