Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Karpaty Magiczne

Karpaty Magiczne

Karpaty Magiczne pozostają jednym z najoryginalniejszych tworów na naszej scenie muzycznej. Oprócz interesującej muzyki duet Anny Nacher i Marka Styczyńskiego ma także wiele do powiedzenia, a to już nie zawsze idzie w parze… Bardzo sympatyczni i elokwentni muzycy opowiedzieli mi o swoim ostatnim albumie, "Enjoy Trees!", ideologii, jaką przekazują swoją twórczością i o… ratowaniu Puszczy Białowieskiej.

Wasz nowy album, "Enjoy Trees!", jest podziękowaniem dla wszystkich, którzy pomagali ratowaniu Puszczy Białowieskiej. W związku z tym, że ten wywiad ukaże się na łamach portalu muzycznego, powiedzcie może jak wygląda obecna sytuacja Puszczy i w jaki sposób staracie się chronić ten "magiczny" zakątek Polski.


Szef polskiego oddziału organizacji Greenpeace zwrócił się do nas z prośbą o nagranie płyty, która byłaby specjalnym podziękowaniem dla osób szczególnie zaangażowanych w zbieranie podpisów pod petycją w sprawie zmiany ustawy o ochronie przyrody umożliwiającej poszerzanie parków narodowych i tworzenie nowych, bez wymogu akceptacji takich decyzji przez samorządy lokalne. Akcja miała tytuł "oddajcie parki narodowi" i opiera się na przekonaniu, że istnieją obszary naturalnego krajobrazu i dzikiej przyrody o wartości ponadlokalnej i ponadregionalnej, które winny być narodowym skarbem przyrody, tak jak Wawel czy Zamek Królewski. Tylko kilkanaście procent Puszczy Białowieskiej jest chronione jako park narodowy, w pozostałej części poluje się intensywnie i wycina stare drzewa, niszcząc w ten sposób unikatowy w skali europejskiej las nizinny. Poszerzeniu parku sprzeciwiają się lokalne samorządy, które prawdopodobnie reprezentują w większym stopniu lobby myśliwsko - drzewne, niż prawdziwe interesy własnych społeczności. Dzięki akcji m. innymi Greenpeace Polska, ale też innych organizacji jak np. Pracowni na rzecz Wszystkich Istot, zebrano blisko 250 000 ważnych podpisów! Dało to prawną możliwość zgłoszenia projektu nowej ustawy drogą tzw. społeczną. Odbyło się czytanie ustawy w Sejmie i prace trwają. Ćwierć miliona ludzi jest już pewną siłą i to jeden ze sporych sukcesów w budowaniu społecznej alternatywy.


Okładka "Enjoy Trees!" jest w pewnym sensie symboliczna. Przedstawia korę drzewa w połowie zasłoniętą cieniem. Myślę, że to poruszający symbol wyboru przed jakim stoimy jako ludzie.


Tak, to symboliczny obraz, a także piękna fotografia, w którą nie ingerowałem komputerowo. Zrobiłem ją już dość dawno i czekała w archiwum na swój czas. Pokazuje, że obok pięknej i jasnej strony jaką się prezentuje w celach propagandowych, istnieje też ta ciemna strona niejasnych interesów, chęci panowania nad przyrodą, zabijania zwanego myślistwem i handlowania gruntami. Sporo ludzi zaczyna odróżniać demagogiczne techniki rozmaitych grup interesu, które ochoczo wspierają media w imię taniego populizmu. Z ludzi broniących przyrody zbyt łatwo robi się w Polsce dziwaków i szaleńców lub sugeruje skłonności terrorystyczne. Ciągle opłaca się popierać tzw. inwestorów, którzy dobrze płacą za klakę i dezinformację. Ta ciemna strona jest u nas ciągle zbyt silna.


Album nagraliście przy współpracy z Greenpeace. W jaki sposób doszło to tej kolaboracji?


W trakcie naszej 12-letniej działalności nagraliśmy kilka płyt będących dopełnieniem akcji na rzecz ochrony konkretnych miejsc i gatunków. Pierwsze były trzy płyty CD, dla których inspirację stanowiły ssaki morskie Europy; foki, delfiny, orki i morświny i ich zadziwiające głosy. Albumy te, to: "Bałtyckie szepty" nagrane dla fokarium w Helu Uniwersytetu Gdańskiego, "Dënega" jedna z pierwszych i ważniejszych płyt ambientowych w Polsce, wydana przez OBUH Records oraz "Project C" nagrany na zaproszenie międzynarodowej organizacji ochrony europejskich ssaków morskich afiliowana przy ONZ z siedzibą w Bon. Ten ostatni krążek ukazał się w formie pięknego albumu w dwóch wersjach językowych i obiegł wiele krajów Europy. Bardzo interesującą płytą była późniejsza "Barycz", nagrana z użyciem doskonałych rejestracji głosów ptaków z terenów doliny rzeki Barycz, którą Dolnośląska Fundacja Ekorozwoju broniła przed zabudową i zniszczeniem. O ile wiem, nasza muzyka odegrała też w tej akcji pewną rolę.

Nagrywaliśmy także sporo muzyki filmowej i naszego autorstwa jest muzyka do wieloczęściowego filmu o Bałtyku pt. "Najsłodsze morze świata" w reżyserii Roberta Balińskiego. Ten sam reżyser nakręcił film telewizyjny o naszym projekcie pt. Karpaty Magiczne, skupiony na naszych relacjach z naturą i doświadczeniach z zakresu soundscapes i soundwalk. Prawie wszystkie wymienione realizacje były sygnowane przez nasz autorski duet; Anna Nacher & Marek Styczyński, ale oczywiście miały znaczenie dla rozwoju naszego projektu Karpaty Magiczne. Poza naszym zaangażowaniem w obronę dzikich miejsc i gatunków, wszystkie wymienione płyty są w Polsce pionierskie jeżeli chodzi o wykorzystywanie dźwięku, nagrań terenowych (field recordings), stosowanie unikatowych technik rejestracji dźwięku (hydrofony do rejestracji morskich wypożyczyła nam Marynarka Wojenna) i w kilku przypadkach, zupełnie nowych urządzeń elektronicznych, które czasem rozpakowywaliśmy w studiach z opakowań fabrycznych.

Polska przestrzeń kultury zdominowana jest przez prostacki lans i cały ten dorobek nie stał się specjalnie zauważonym, ale w Greenpeace widocznie uznali, że z pomysłem nagrania specjalnej płyty można się zwrócić właśnie do nas. Nagraliśmy ją w studiu i z udziałem naszych współpracowników, jako nasz prezent dla Greenpeace. Organizacja pokryła jedynie koszty produkcji albumu. Dzięki temu wielu ludzi mogło dostać w prezencie oryginalną muzykę i głosy wprost z Puszczy Białowieskiej w formie płyty, a od kwietnia także jako darmowe pliki do legalnego ściągnięcia z Internetu.



Myślę, że Wasze podejście jest bliskie koncepcji, że muzyka - czy w ogóle sztuka - może zmieniać świat…


Sztuka, a w szczególności muzyka ma wielką moc. Wszyscy, którzy chcieliby despotycznie zarządzać innymi, boją się swobodnej sztuki. Były już w Europie "śpiewające rewolucje" jak ta w Estonii i rockowa rewolta antykomunistyczna w Czechach - utożsamiana z działaniem zespołu Plastic People of the Universe - i wiele innych podobnych.


Muzyka jest dla nas przestrzenią swobody i osobistej kreatywności. Kolejne płyty można traktować także jako swego rodzaju mapę po alternatywnych ideach, miejscach i sytuacjach artystycznych. Jeżeli uważnie przeczytasz tytuły, zrozumiesz ideę wykorzystywania sampli dźwiękowych przywożonych z naszych podróży i zobaczysz z jak wieloma ludźmi współpracowaliśmy, to objawi się pewnego rodzaju płynna mapa. W świecie hitów o ustalonej długości i dostatecznej błahości muzyki i treści praktyka uważnego odbioru płyt nie jest niestety częsta. Nasze albumy w rodzaju "Sonic Suicide", "Mirrors" czy "Acousmatic Psychogeography" są dla nas zapisem podróży i mapą niezależnych ośrodków sztuki.


Czym w ogóle jest dla Wasza twórczość, zwłaszcza muzyka?


Muzyka jest dla nas bardzo ważną częścią naszego życia. Czasem jest schronieniem lub pojazdem, kluczem do wielu drzwi, ale ciągle też tajemniczym żywiołem. Bez muzyki nie moglibyśmy wykonywać swoich innych pasji, szczególnie kreatywnego pisania i zajmowania się nauką.


Na "Enjoy…" w interesujący sposób połączyliście ze sobą dźwięki natury z brzmieniem instrumentów. Skąd taki pomysł? Kiedyś wspomnieliście, że pojęcia "kultura" i "natura" nie są Waszym zdaniem przeciwieństwami. Mogą być wręcz dopełnieniem siebie. Muzyka na Waszej ostatniej, wspomnianej płycie zdaje się być rozwinięciem tej teorii.

Jak już wspominałem od wielu lat pracujemy z dźwiękami otoczenia. Mogą to być dźwięki industrialne, swoiste dźwięki ludzkie i brzmienie otoczenia naturalnego: dźwięki geologiczne, głosy zwierząt, dźwięki emitowane przez rośliny, a nawet brzmienie zjawisk typu zorza polarna lub topniejący lodowiec! Bardzo interesującym zjawiskiem jest cisza i to co ona naprawdę oznacza i jak ją interpretujemy. Nie mamy problemu z traktowaniem tych różnych dźwięków bez uprzedzeń i nie pozycjonujemy ich w szeregu: dobre, złe, obojętne, modne lub nie modne. Nie mamy problemu z pracą w otoczeniu naprawdę wielkich miast, ale jednocześnie doskonale czujemy się w miejscach totalnie dzikich, w wysokich górach lub w tundrze za kręgiem polarnym. Ciągle wierzymy, że wszystko może znaleźć swoje właściwe miejsce nie szkodząc sobie nawzajem. Głosy ludzi, zwierząt, roślin, brzmienia otoczenia są tym samym żywiołem. Trafia do nas jako fizyczna fala i jest odbierany przez bardzo specyficzny aparat słuchowy, ale także przez skórę i wykorzystywany do tworzenia przez nasz mózg własnych dźwięków na zasadzie rezonansu. Instrumenty muzyczne i głos ludzki, jeżeli uwolnić je od sztywnych ram, doskonale współbrzmią z głosami pozaludzkimi. Mogą wzajemnie się uzupełniać, inspirować i tworzyć złożone faktury.

Wracając do sedna pytania, to pierwszym zamysłem było, aby nasza specjalna płyta zawierała brzmienia naturalne wprost z Puszczy. Ludzie bronili tego określonego i bliskiego im obszaru i z pewnością jest dla nich cenne, że w ekipie Karpat Magicznych znalazły się wilki, żubr, ryś, ptaki, żaby i owady.


Na ostatnich płytach Karpat Magicznych i "7. Collective Improvisation" zagrało paru interesujących gitarzystów. Czy możecie powiedzieć coś o każdym z nich?


Czasem grywamy z wieloma muzykami, ale często też w naszym podstawowym, dwuosobowym składzie. Eric Arn jest gitarzystą Primordial Undermind i poznaliśmy się z nim podczas naszego pobytu w Austin w Teksasie w 2001 roku. Od tamtej pory sporadycznie spotykaliśmy się, ale kiedy Eric przeniósł się na kilka lat do Europy, nasze wspólne koncerty i spotkania musiały płytą. Jeff Gburek to świetny gitarzysta i improwizator, o którym wiele dobrego słyszeliśmy poza Polską. Kiedy zjawił się w Poznaniu i okoliczności ułożyły się pomyślnie, zaprosiliśmy Go do wspólnego, improwizowanego grania. Muzycy znacznie lepiej porozumiewają się poprzez dźwięki i improwizowane muzyczne spotkania niż gadając… Spotkanie muzyków, którzy się wcześniej nie widzieli jest tym bardziej ekscytujące i może zaowocować interesującymi wątkami, w rodzaju tych utrwalonych na "7. Collective Improvisation". Ta płyta pokazuje jak można pracować nad nową muzyką i jest pewnego rodzaju jej roboczym zapisem. Gdyby w Polsce było większe zainteresowanie tego typu sztuką, to nastąpiły by nowe spotkania i sesja nagraniowa w studiu lub rejestracja koncertu. Niestety, szczątkowe środowisko zainteresowanych muzyką eksperymentalną i improwizowaną starcza na wydanie CDR z zapisem tego co udało się zrobić podczas jedynej i w pełni improwizowanej sesji. To pewnego rodzaju materiały archiwalne i dowód, że tego rodzaju spotkanie się odbyło.


Marku, w jednym z wywiadów porównałeś scenę - nazwijmy ją "niezależną" - w Polsce i Skandynawii czy USA. Czy nadal podtrzymujesz zdanie, że w naszym kraju sytuacja jest tak nieciekawa? Wtedy sugerowałeś, że u nas brakuje ludzi zaangażowanych w tworzenie nie tylko muzyki, co sceny jako takiej.


Nie jest z tym dalej zbyt dobrze. Pojawia się czasem ktoś interesujący, ale albo trudno mu się odnaleźć w roli samotnika- dziwaka i rezygnuje z muzyki, albo szybko kieruje się w rejony tanich chwytów komercyjnych i tego całego zgiełku naszego dziwacznego szołbiznesu. Ciągle jednak obserwujemy kilka osób i ekip, które całkiem poważnie i konsekwentnie budują jakiś rodzaj autorskiego obiegu nakierowanego na traktowanie muzyki w kategoriach sztuki, a nie jedynie rozrywki. Ciągle brak jest w Polsce przestrzeni do grania, konsekwentnego obiegu poważnych recenzji muzycznych opartych o wiedzę, a nie o obowiązujący lans, brak jest prawdziwie niezależnych wydawnictw. Te ostatnie zaczynają odchodzić do lamusa, wobec łatwości z jaką sami muzycy mogą wyprodukować obecnie własne płyty.  Z drugie strony, jest wiele nowych możliwości związanych z Internetem i kulturą cyfrową. To co podoba mi się w USA to konkretne, fizycznie istniejące miejsca i ekipy, które postanowiły żyć na swój sposób. Nie rozlatują się od tego, że The Wire ich nie zrecenzował, bo wiedzą, że to kwestia wpłaty określonej kwoty pieniędzy na tzw. reklamę.

W Polsce wielu ludzi nie rozumie, że nie musisz być muzykiem aby budować scenę. Wiele znaczą ludzie dbający o obieg informacji, kontakty, wydawnictwa i kluby lub czasem bardzo specjalne miejsca do grania muzyki. Bardzo ważna jest ciągłość pewnych poczynań i szacunek dla dokonań naszych poprzedników. W sytuacji sztucznie podkręcanej konkurencji trudno jest o tego rodzaju ferment. Ciągle odnoszę wrażenie, że dla wielu scena niezależna czy kontrkulturowa jest jedynie poczekalnią do kariery rozumianej jako pokazanie się w TV i wbicie się na playlistę jakiegoś radiowego monopolisty. Nie mam o to pretensji, ale razi mnie koniunkturalizm i dewaluacja pewnych pojęć. Pseudo profesjonalizm sprowadzający muzykę do produktu, a zespoły do małych albo dużych fabryk pieniędzy, zarządzanych i promowanych jak nowy rodzaj kredytów, samochodów lub proszku do prania, nigdy mnie nie przekonywał. To biznesowe i korporacyjne podejście rozpanoszyło się nie tylko wśród muzyków, ale niestety w wielu innych środowiskach. Dawno już nie chodzi o sztukę, ale raczej o sprytny marketing i podział wpływów na "rynku". Mógłbym się tym nie przejmować, ale szkoda mi wielu ciekawych muzyków, którzy przepadną w takim otoczeniu.



Czytają zarówno wywiady z Tobą jak i Twój blog zauważyłem, że często irytują Cię dziennikarze muzyczni…
 

Być może tak to można odebrać?! Czasem faktycznie poraża mnie jakaś "mądrość onetowa" jak sobie to prywatnie nazywamy, ale muszę przyznać, że w ostatnich latach pojawiło się kilku ludzi, którzy w niełatwej sytuacji starają się być rzetelni i niezależni. Może warto więcej rozmawiać i kontaktować się między sobą? Niestety, to nie te wspomniane osoby zasiadają w telewizyjnych i ministerialnych gremiach i to także nie one decydują o rozdziale naszych wspólnych pieniędzy, które płyną szeroką strugą do milusińskich, którzy nie mają problemu z koniunkturalizmem i graniem w gry polityczno ideologiczne.  Musisz przyznać, że na moim blogu publikuję też informacje o ciekawych projektach i interesującej muzyce, płytach spoza komercyjnej sceny zabawowej - więc nie jest to tylko skarżenie się?! Gdyby tych informacji nie było dostatecznie dużo, to nie sądzę aby ludzie chcieli czytać to co piszę.


Jacek Walewski

GALERIA
Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Death Resonance Soilwork

Kariera Soilwork to dość ciekawy przypadek. Zespół, który nigdy nie splamił się słabym wydawnictwem, a od "Stabbing The Drama" (czyli dekady)...Gramy dalej

8 /10
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Zobacz wszystkie