Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Bruno Dorella (OvO)

Bruno Dorella (OvO)

OvO jest jednym z najbardziej interesujących włoskich duetów muzycznych. Pomimo oryginalnej muzyki, jaką wykonuje, nadal nie jest szczególnie rozpoznawany w naszym kraju. Jak okazało się już na początku naszej rozmowy, byliśmy jedną z pierwszych polskich redakcji, która przeprowadziła z nimi wywiad. Jest to tym dziwniejsze, że główny kreator dźwięków OvO, Bruno Dorella, to niezwykle elokwentny i rozmowny facet, który z dużym zaangażowaniem odpowiadał na wszystkie nasze pytania. A podjęliśmy tematy nawet bardzo odległe od muzyki...

Szukałem jakichś wywiadów z wami, przeprowadzonych przez polskiego dziennikarza. Niczego nie znalazłem. Czy jestem pierwszy? (śmiech)


Rozmawiałem już kiedyś z kilkoma podziemnymi punkowymi zinami. Punki zawsze pierwsze.


OvO to ty i Stefania. Jak się poznaliście? Wspólne granie była skutkiem, czy przyczyną?


Przez 11 lat byliśmy parą. Byliśmy razem, więc naturalne było również to, że zaczęliśmy wspólnie grać i podróżować. Dziś nasz związek to już przeszłość, ale nigdy nie przestaliśmy być przyjaciółmi. I wciąż uwielbiamy razem grać, tu nic się nie zmieniło.


Czym właściwie jest dla was muzyka?


To choroba. I uzależnienie. Ogromna, niezwykle ważna część naszego życia.


Kto odpowiada za muzyczną stronę tego przedsięwzięcia?


Wystartowaliśmy jako projekt typowo improwizacyjny, ale dziś nasza muzyka powstaje zupełnie inaczej niż kiedyś. Teraz to pełnokrwiste, przemyślane kompozycje. Powiedziałbym, że ostateczny kształt materiału to wynik naszych wspólnych starań, za które obydwoje jesteśmy w równym stopniu odpowiedzialni.


Wasz nowy album "Cor Cordium" poświęcony jest postaci Percy’ego Shelley’a. Co takiego zafascynowało was w tym angielskim poecie? Konkretne utwory czy może cały życiorys?


Właściwie, to co najważniejsze, zostało wyryte na jego grobie: Cor Cordium, Serce serc. Jeśli poezja i biografia Shelly'ego nie jest ci obca, jeśli wiesz, w jaki sposób zakończył żywot (zginął w katastrofie statku, nie potrafił pływać) oraz gdzie został pochowany (włoski cmentarz o nazwie Cimitero degli Inglesi w Rzymie), wszystko razem zaczyna nabierać sensu, a jednocześnie otwiera w zasadzie nieograniczone pole możliwości dla wyobraźni i interpretacji. Jeśli z kolei nie wiesz o nim nic, całość jest jeszcze bardziej abstrakcyjna, niewiadoma, ale w dalszym ciągu stanowi niemniej bogate źródło rozmaitych, potencjalnych znaczeń.


W oprawie graficznej dominuje motyw zranionego serca. Miłość i cierpienie muszą iść ze sobą w parze?


Miłość i cierpienie idą albo w parze, albo w pojedynkę. Istotne jest to, że są i że nigdy nie biorą jeńców. Artwork albumu jest odzwierciedleniem wizji, której Stefania doświadczyła w czasie jednej z naszych wypraw do Szwecji. Stefania generalnie często miewa wizje, dostrzega w chmurach czy nawet w białej kartce papieru to, czego inni nie chcą albo nie mogą zobaczyć. Wówczas, kiedy w Szwecji obserwowała płynące po niebie chmury, jej oczom ukazał się następujący obraz: kobieta, której ciało eksplodowało, a po niej syrena, z krwawiącym sercem w dłoniach. W tamtym czasie serce Stefanii także krwawiło. Wizja syreny niosącej serce w dłoniach w jakiś sposób współgra ze śmiercią Shelly'ego na morzu oraz z przekazem, wygrawerowanym na płycie jego grobowca. Tak narodził się koncept oprawy graficznej naszego najnowszego albumu.


Nowy materiał ma w pewnym sensie wartość edukacyjną. Czy patrzyliście na to pod tym kątem? Dochodzą was głosy od osób, które dzięki wam zainteresowały się Shelley’em?


Właściwie, chyba jeszcze jest na to za wcześnie, nie było ku temu okazji. Album dopiero co ukazał się w promocyjnej wersji, pełne wydanie trafi na rynek lada chwila. Ale, jak powiedziałem, zasadniczy motyw konceptu albumu to nie sam Shelley, ale bardziej to, co kryje się w sentencji utrwalonej na jego mogile.


Na płycie flirtujecie z black metalem, industrialem, nawet folkiem (np. w "Marie"). OvO pozostaje tworem bardzo eklektycznym. Czy zakładając zespół od początku planowaliście grać właśnie taką, dla wielu dziwną, muzykę?


Słuchamy najróżniejszych gatunków muzycznych. Wydaje mi się, że w żadnym momencie istnienia OvO nie można było powiedzieć, że gramy standardową, 'normalną' muzykę. Nieważne, czy w danym momencie graliśmy coś, co przypominało sludge, noise, doom, black, stoner czy rock and roll, tego, co robiło i robi OvO nie da się porównać z niczym innym. Jeśli mam być szczery, nigdy bym nie pomyślał, że możemy być odbierani przez innych jako dziwaczny czy cudaczny twór, ale nie można wykluczyć, że moja percepcja rzeczywistości w tym zakresie jest nieco wypaczona...


W waszej twórczości słyszę pewną ekscytację… hałasem. Polski zespół Thaw powiedział mi ostatnio, że swoją muzyką starają się "zakrzyczeć" głośne otoczenie współczesnego świata. U was jest podobnie? Odreagowujecie w ten sposób frustrację, tempo dzisiejszego życia, hałas otoczenia, jazgot mediów?


Ludzie muszą się wreszcie przebudzić, zacząć reagować! Stali się pasywni, zrezygnowani. Nasza muzyka ma ich sprowokować, wydostać ze skorupy, sprawić, że zaczną znowu żyć, czuć, działać, BYĆ!!! Chodzi o to, żeby przestali zadowalać się serwowaną im na co dzień papką, zaczęli szukać czegoś więcej, czegoś co stanie się dla nich motorem do działania, co na powrót ich uaktywni, wyrwie z bezproduktywnej, bezpiecznej wegetacji, która prowadzi donikąd.


W jaki sposób pracowaliście nad albumem? Czy utwory powstawały w czasie improwizacji? Wiesz, słuchając tego mam wrażenie, że w czasie prób samoczynnie wprowadzaliście się w trans swoimi dźwiękami i zapętlonymi motywami.


W dużej mierze masz rację. Niektóre kawałki (np. 'Nosferatu' czy 'In Ogni Caso Nessun Rimorso') były ukończone wcześniej, ale zdecydowaną większość materiału napisaliśmy tuż przed przystąpieniem do rejestracji płyty. Część utworów skomponowana albo zaimprowizowana została dopiero w studiu. Stefania często zapada w transy w trakcie nagrań...


A jak przebiegła sesja nagraniowa?


Nagrywaliśmy w studiu, które zasadniczo specjalizuje się w rejestracjach muzyki klasycznej, jazzu oraz ścieżek dźwiękowych. Studio to zlokalizowane jest w niewielkim miasteczku w Toskanii. Kiedy przybyliśmy na miejsce, zaparkowaliśmy naszego vana przed budynkiem i... zapomnieliśmy o nim zupełnie na czas procesu nagraniowego. Jedyna ekstrawagancja, na którą mogliśmy sobie wtedy pozwolić, to spacery ze studia do małego sklepu spożywczego nieopodal i z powrotem do studia, a po pracy do wynajętego w okolicy mieszkania, złapać nieco snu i nabrać siły na ciąg dalszy. Dzięki temu mogliśmy w pełni skoncentrować się na pracy nad materiałem, bez jakichkolwiek rozpraszaczy naszej uwagi.

Poza tym, nasz inżynier dźwięku, Ivan Rossi, to prawdziwy profesjonalista, który współpracował z szeregiem włoskich popowych zespołów (mówię o bandach, które grają naprawdę koszmarną muzykę, sprzedają płyty w milionowych nakładach i w związku z tym dysponują bajecznie wysokimi budżetami). Szczęśliwie, on sam słucha takich rzeczy jak, między innymi, OvO i innych równie mało popularnych tytułów, w związku z czym zgodził się współpracować i z nami (po preferencyjnych stawkach, rzecz jasna!). Do typowego dla nas chaotycznego entuzjazmu Ivan wniósł swoje nieocenione doświadczenie. Przykładowo, codziennie rozpoczynaliśmy pracę wcześnie rano i kończyliśmy późnym popołudniem. Takie były reguły gry, nie ma przebacz. Z początku czuliśmy się dziwacznie pracując w dzień, nie w nocy, ale wkrótce poczuliśmy, że dzięki takiemu a nie innemu systemowi jesteśmy nieporównanie bardziej skoncentrowani na tym, co robimy, nie gubimy się w niepotrzebnych eksperymentach. Lenistwo było zakazane. Zarejestrowaliśmy dokładnie to, co miało zostać zarejestrowane, ani minuty mniej, ani minuty więcej. To świetna rzecz, móc pracować w tak profesjonalny sposób.


Ponoć macie dość szerokie zainteresowania muzyczne. Stefania słucha muzyki klasycznej, Ty zaś ponoć prawie wszystkiego (śmiech).


Myślę, że generalnie można o nas powiedzieć, że mamy raczej nieograniczone horyzonty  muzyczne. Chociaż, jeśli chodzi o Stefanię, jest pewien wyjątek - szczerze nie znosi reggae. Na co dzień, tak jak mówisz, słucha przede wszystkim muzyki klasycznej, a poza tym doomu, grindu i rockabilly. Ja z kolei ostatnio najczęściej sięgam po afrykańskie dźwięki, muzykę antyczną i ekstremalną elektronikę.


Skąd czerpiecie inspirację?


Przede wszystkim, z całej bogatej historii heavy metalu i noise, z różnym natężeniem wpływów wszystkich pozostałych nurtów.


Za interesującą muzyką idzie równie kontrowersyjny image. Skąd pomysł na wykreowanie właśnie takiego wizerunku?


Wizerunek zespołu to zasługa Stefanii. Stefania mocno wierzy, że w momencie, w którym wkraczasz na scenę, przestajesz być sobą, stajesz się kimś lub czymś zupełnie nowym, innym; kimś lub czymś co jest samoistnym bytem względem istoty, w którą wcielasz się na co dzień, poza sceną. Jest w tym na pewno coś z rytuału.


Co masz na myśli?


Obydwoje interesujemy się rytualnym aspektem występów scenicznych. Wiem, że zabrzmi to pretensjonalnie, ale kiedy jesteśmy na scenie, kiedy rozpoczyna się show, każde z nas przenosi się w zupełnie inny wymiar. Czujemy wtedy wyraźnie, że w tym, co robimy jest jakaś magia, czy może inaczej, to, co robimy na scenie, wywiera na nas bardzo silny wpływ, zarówno w sensie duchowym, jak i fizycznym. Na zakończenie występu zawsze wychodzę między publiczność i wykonuję symboliczny znak krzyża względem tych, którzy znajdują się najbliżej sceny. W ten sposób wyrażam im swoją wdzięczność, a zarazem czynię ich częścią naszego muzycznego rytuału. Stefania od dawna interesuje się starożytnością pogańską, zwłaszcza z  anarchistycznego punktu widzenia, ja z kolei od dawna zgłębiam tajniki historii religii.


Udzielacie się albo udzielaliście się w przeszłości w jakichś innych projektach, poza OvO?


Stefania działała swego czasu w kobiecym projekcie Allun. O ile mi wiadomo, jego obecny status nie jest do końca jasny... Występuje także solo pod szyldem Alos, to chyba pierwszy kobiecy projekt z gatunku anarcho-pagan queer-doom. Jeśli chodzi o moje projekty, to w szczególności instrumentalny Ronin, w którym gramy muzykę filmową lub inspirowaną ścieżkami dźwiękowymi, oraz włoski duet Bachi da Pietra. Poza tym, prowadzę wytwórnię Bar la Muerte. Wracając do Stefanii, jej działalność artystyczna nie ogranicza się tylko do muzyki, zajmuje się także sztuką wizualną.


A konkretnie?


Rysuje, maluje, szyje, od początku dba o całokształt oprawy graficznej poszczególnych albumów OvO (w niektórych przypadkach, jak przy "Cor Cordium", we współpracy z innymi artystami, jak np. tu z Malleusem). Wystawia również swoje prace, nawet jeśli raczej nie czuje się częścią tzw. artystycznego światka. Realizuje się też jako artystka sceniczna. Jej zespół Allun był swego rodzaju grupą performance.


Sporo podróżujecie. Co jest dla was ważniejsze - zwiedzanie świata samo w sobie czy muzyka i granie koncertów? Jakie kraje chcielibyście odwiedzić najbardziej albo wrócić do nich ponownie? Może są też miejsca, których wolelibyście więcej nie oglądać?


Nie da się tego rozdzielić czy wskazać, że jedno góruje nad drugim. Podróżowanie po świecie i muzyka są dla nas równie ważne. Na pewno byłoby świetnie, gdybyśmy częściej mieli okazję pojawiać się poza Europą, chciałbym zrobić na przykład objazd po północnych Stanach. Fakt, graliśmy trochę w Azji i Ameryce Środkowej, ale na pewno nie tyle, żebyśmy nie mieli apetytu na więcej. Generalnie, chcemy pojechać wszędzie, dotrzeć do każdego, najdalszego zakątka globu. Nie ma miejsc, nie ma krajów, do których nie chciałbym wrócić, chociaż na pewno istnieją kluby, w których wolałbym więcej nie bywać...


Najgorsze miejsce, w jakim przyszło wam zagrać? Mam nadzieję, że nie CRK (śmiech)


Wierz mi, odwiedziliśmy całą masę klubów zdecydowanie gorszych od tego. Palma pierwszeństwa w tym jakże niechlubnym rankingu należy się chyba miasteczku Plovdiv (Bułgaria), następna w kolejce jest nasza rodzima, włoska Pescara. Koszmarne wspomnienia mam też z Orlando na Florydzie. Niestety, nazwy samych klubów już wyleciały mi z głowy, zresztą, może to i lepiej...


Jak nawiązaliście współpracę z SupernaturalCat? Kto był łowcą, a kto zwierzyną?


To w sumie zabawne, bo okazało się, że kiedy my szukaliśmy nowej wytwórni po zakończeniu współpracy z Load, Supernatural Cat rozglądał się za nowym zespołem po tym, jak opuścił ich Lento. Nie wiedząc o tym jeszcze, już wtedy myśleliśmy o sobie nawzajem. Zwróciliśmy się do SC z pytaniem, czy nie byliby zainteresowani wydaniem naszego kolejnego materiału, a oni odpowiedzieli, że właśnie zamierzali się z nami skontaktować... Idealna konstelacja!


Jesteście zadowoleni z wyboru? Wygląda na to, że ekipa Supernatural Cat/Malleus bardzo angażuje się w promocję "Cor Cordium".


Zdecydowanie, to co dla nas robią, jest po prostu wspaniałe. Mamy dokładnie to, czego potrzebowaliśmy - możemy pracować nad wszystkim wspólnie, krok po kroku.


Winylowa wersja płyty prezentuje się niesamowicie. Co myślisz o wielkim powrocie winyla, który mamy teraz okazję obserwować?


Chyba nigdy nie nadejdzie dzień, w którym przestanę kupować, słuchać i delektować się muzyką utrwaloną na boskim winylu. Wciąż słucham także muzy z kaset. Generalnie uważam, że każdy format ma swoją własną, unikalną osobowość. Nie tylko czarna płyta, ale także CD czy nawet mp3.


Mp3...?


Moim zdaniem, każdy z tych formatów ma niewątpliwe zalety. Kompakt jest w pewnym sensie zimny, ale z drugiej strony bardzo poręczny. Winyl to fantastyczna magiczna rzecz, dla niektórych obiekt kultu, ale z drugiej strony ma swoje ograniczenia, coś za coś. Kaseta to dziki i wspaniały nośnik, który przez lata nie stracił nic ze swego uroku, chociaż myślę, że jej epoka powoli dobiega jednak końca. Empetrójki to oczywiście marna jakość, ale z drugiej strony mają jeden zasadniczy plus - dzięki nim możesz wypchać muzyką iPod'a albo komputer, bez konieczności posiadania fizycznego nośnika. Można je lubić lub nie, ale nie ma wątpliwości, że mp3 to rewolucja w dziejach doświadczania muzyki jako takiej.


Ostatnie nabytki, którymi chciałbyś się pochwalić?


Nowy Earth oraz Nitro Mahalia, by wspomnieć tylko te bardziej rockowe.


Graliście w Polsce w zeszłym roku. Jak wspominacie koncert we Wrocławiu?


Zagraliśmy w Polsce łącznie 4 koncerty, z czego jeden we Wrocławiu. Akurat ten koncert wyróżnił się pod względem frekwencji - najsłabszej. Ale byliśmy tu pierwszy raz, a ludzie nigdy wcześniej o nas  nie słyszeli, więc zupełnie mnie to nie dziwi. Miejmy nadzieję, że następnym razem będzie lepiej! Pozostałe występy, zwłaszcza w Warszawie i Nowym Targu zdecydowanie zaliczam do udanych.


Pochodzicie z Włoch. Jak oceniasz sytuację polityczną w swoim kraju? Ostatnimi czasy, jeśli polskie media donoszą o newsach z Włoch, zwykle motywem przewodnim są skandale z Berlusconim w roli głównej.


Zawsze obawiam się tego pytania. Berlusconi to człowiek, który pcha Włochy ku przepaści, stanowi dla kraju największe zagrożenie. I nie chodzi mi tylko o kwestie finansów czy stanu naszej gospodarki, ale przede wszystkim o naszą kulturę. Potrzeba będzie lat na opanowanie całego tego szaleństwa. Moim zdaniem, to co dzieje się teraz we Włoszech, jest po prostu obrzydliwe, odrażające. Ale Berlusconi to w zasadzie tylko wymówka. To nie jedyny problem Włoch, może nawet wcale nie ten zasadniczy. Istota rzeczy tkwi w tym, że Silvio stał się dla całej rzeszy ludzi wzorem do naśladowania. Ci, którzy są nim zafascynowani, a niestety wcale ich nie brakuje, postępują dokładnie w ten sam sposób, żyją na tę samą modłę. Samolubne, egoistyczne typy, które za nic mają innych, a jedyną wartością, jaką cenią w życiu, stanowią dla nich pieniądze.


Jakiś czas temu rozmawiałem z Massimo z Zu. Parę lat wstecz miał projekt Black Engine, z którym nagrał album "Ku Klux Klowns". Tytuł nie był przypadkowy - ponoć macie we Włoszech spory problem z rasizmem.


Problem rasizmu występuje wszędzie, więc w naszym kraju również. Jeśli mam być szczery, dla mnie fakt, że w 2011 roku wciąż musimy mówić o rasizmie, to jakiś absurd. Ludzkość już dawno powinna zrozumieć, że to droga donikąd. Tak czy owak, dopóki rasizm istnieje, musimy robić wszystko co w naszej mocy, by z nim walczyć. Miejmy nadzieję, że kiedyś nienawiść do inności zostanie wreszcie pokonana.


Ostatnie słowo należy do ciebie.


Dziennikarze z waszej części Europy zawsze zadają najlepsze pytania, cholernie lubię z wami rozmawiać! Na niektóre naprawdę niełatwo było znaleźć odpowiedź, potraficie pytać w sposób, który stanowi prawdziwe wyzwanie. To jest dokładnie to, czego potrzebujemy, czego  potrzebują wszyscy. Korzystać z możliwości własnego umysłu, pielęgnować umiejętność zaskakiwania innych tym, co ma się do powiedzenia. Wiele kapel czy muzyków często narzeka, że jeden udzielany przez nich wywiad niczym nie różni  się od drugiego. Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko życzyć im jak najwięcej rozmów w takim stylu, jak ta! Wielkie dzięki!


Małgorzata Napiórkowska-Kubicka
Jacek Walewski

NieWolnOść Hunter

Dystans jaki oddziela dziś zespół Hunter od własnych nagrań z przełomu XX i XXI wieku jest trudny do zmierzenia. Kapela weszła w proces muzycznej...Gramy dalej

3 /10
Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits
Gatunek: Rock
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Zobacz wszystkie