Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Matt Schofield

Matt Schofield

Właśnie wydał nowy album koncertowy i szkołę gry na DVD. Widać, że ostatnio dużo się dzieje w jego życiu zawodowym. Matt Schofield, bo o nim mowa, ciężko zapracował na miano jednego z największych talentów bluesowych w Wielkiej Brytanii. Możemy być pewni, że nie zabraknie nam tematów do rozmowy...

Gwiazda Schofielda błyszczy coraz jaśniej, i to nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale także za oceanem. To przede wszystkim zasługa samego artysty, który jest niezmordowany, jeśli chodzi o liczbę koncertów. I to jakich koncertów! - Schofield jest na scenie po prostu genialny. W recenzji opublikowanej na łamach lokalnej gazety "Los Angeles Daily News" napisano: "Schofield to najlepszy od kilku dekad gitarzysta bluesowy". Jeszcze dobrze nie wystygł ostatni album studyjny artysty "Heads, Tails And Aces", a już światło dzienne ujrzała kolejna produkcja "Live From The Archive". To zapis koncertu z 2007 roku, który stanowi prawdziwą ucztę dla fanów - muzyk wystąpił na żywo w holenderskiej rozgłośni radiowej. Jeśli ktoś ma ochotę zgłębić twórczość Schofielda oraz jego technikę gry, warto sięgnąć po najnowszą szkołę gry na DVD nagraną przez tego artystę. Płyta nosi tytuł "Blues Guitar Artistry" i została wydana przez wydawniczego giganta, amerykańską firmę Hal Leonard. Fanom na pewno nie umknął uwadze jeszcze jeden ważny fakt - Schofield zmienił gitarę. Obecnie gra na instrumencie SLV, który został wykonany przez lutnika Simona Lawa, technicznego i długoletniego przyjaciela Matta.

Jak doszło do tego, że twój piękny Stratocaster przeszedł na zasłużoną emeryturę?


Cóż, coraz trudniej było utrzymać w dobrym stanie mojego starego przyjaciela, Fendera Stratocastera z 1961 roku. Nie miałem czasu należycie się nim zająć, bo mój grafik koncertów był coraz bardziej napięty. Zacząłem się martwić, czy nic mu się nie stanie podczas długich podróży samolotem. W końcu trzeba było go zastąpić, przecież grałem na nim każdy koncert w ciągu ostatnich dziesięciu lat! Z pomocą przyszedł mi Simon Law z SLV Guitars, którego znam dosłownie od dziecka. Kupowałem struny w sklepie, gdzie wtedy pracował. Później jeździł ze mną w trasy jako techniczny. Zawsze konsultowałem się z nim w kwestii brzmienia gitary bądź wzmacniacza.


Od czego zacząłeś, szukając nowej gitary?


Pracowaliśmy nad kilkoma gitarami i w końcu udało się nam zaprojektować taką, z którą czuję się najlepiej. To instrument SLV Daytona, na którym obecnie gram. Lubię tę gitarę przede wszystkim dlatego, że bardzo przypomina mi Stratocastera. Wreszcie moje stare wiosło może odpocząć i nie muszę go targać ze sobą po całym świecie! A był taki moment, kiedy myślałem, że już na zawsze stracę swoją starą gitarę. W zeszłym roku linie lotnicze zgubiły ją - gdzieś pomiędzy Włochami i Belgią. To było nie na moje nerwy. Nie mogłem znieść myśli, że nie ma jej przy mnie. A gdy wreszcie przyleciała ostatnim samolotem, specjalnie w środku nocy pojechaliśmy odebrać moją wysłużoną, bezcenną gitarę z lotniska.


Jak wszedłeś w posiadanie tej gitary? Podobno było to dawno temu w Ameryce...


Wybrałem się z tatą na zakupy gitarowe w Nowym Jorku. Miałem wtedy może ze dwadzieścia dwa lata. Naszym celem było znalezienie jakiegoś starego Stratocastera. Chcieliśmy się zmieścić w kwocie od czterech do pięciu tysięcy dolarów. Akurat wtedy dramatycznie podskoczyły ceny gitar vintage. Przeszliśmy dosłownie całe miasto i nie było nic poza starymi, naprawdę sfatygowanymi instrumentami. Dzwoniliśmy do wszystkich sklepów z książki telefonicznej i magazynu "Vintage Guitars". Muszę dodać, że Internet nie był jeszcze wtedy tak popularny jak obecnie. W końcu natrafiliśmy na dystrybutora działającego pod nazwą Sunrise Vintage, którego właściciel niestety już dziś nie żyje. Wynajęliśmy samochód i pojechaliśmy w głąb stanu, żeby obejrzeć gitary, jakie oferował. Od razu odniosłem wrażenie, że gość ma oko do dobrych instrumentów, i nie myliłem się, bo to właśnie u niego znalazłem mojego wymarzonego Stratocastera. Ta gitara uosabia wszystko to, co jest dla mnie ważne w instrumencie. Oryginalne przetworniki trochę się już zdezelowały i muszę je przewinąć, ale przez długi czas używałem też przetworników Suhr i Lindy Fralin. Gitara ma bardzo mocne, akustyczne brzmienie. Jak na Stratocastera ma dość ciemny i nieco przybrudzony sound. Ma podobne brzmienie do Stratocastera Number One Steviego Raya Vaughana. Niezależnie od tego, jakiego przetwornika użyję, jej charakterystyczne brzmienie zawsze wychodzi na plan pierwszy, ale pod warunkiem, że są to przetworniki vintage o niezbyt mocnym sygnale.


Co jest dla ciebie najważniejsze przy wyborze przetworników?


Ostatnio preferuję przetworniki o niskim poziomie sygnału. Nie od razu się do nich przekonałem, bo kto lubi cienkie, wątłe brzmienie? Ale jeśli masz porządną gitarę, która dobrze rezonuje i ma solidne struny, to te przetworniki wydają się najlepsze, ponieważ doskonale oddają wszelkie niuanse artykulacyjne. Na Stratocasterze mam przetworniki firmy Suhr.


Jak zabrałeś się za projektowanie nowej gitary? Od czego zacząłeś?


Ponieważ Simon bardzo długo ze mną współpracuje, zna mojego Stratocastera lepiej niż ktokolwiek inny. To on kontrolował wszystko, począwszy od kąta mocowania gryfu i głębokości jego osadzenia, przez wysokość strun, a skończywszy na szczegółach dotyczących płytki ochronnej. Wiedziałem, że zwraca dużą uwagę na szczegóły i miałem pewność, że będę zadowolony z gitary, nad którą pracował. Wpadł nawet na pomysł, żeby pomalować ją w kolorze samochodu Ferrari Daytona z późnych lat 60., który zobaczyliśmy kiedyś w programie "Top Gear" - prowadzący wybrali się nim na przejażdżkę po francuskiej Riwierze. Pomysł był trafiony w dziesiątkę, bo gitara rzeczywiście wygląda świetnie. SLV Daytona ma dość grube progi (takie jak progi 6100 w moim Stratocasterze) oraz solidne siodełko, które moim zdaniem ma duży wpływ na końcowe brzmienie i wygodę gry, szczególnie przy podciąganiu strun. Jeśli chodzi o mostek, to zastosowaliśmy konstrukcję Callaham Tremolo, ponieważ jest to bardzo dobry i sprawdzony sprzęt. Z kolei przetworniki to modele Suhr Fletcher Landau, które dają takie brzmienie, jakiego potrzebuję. Simon obecnie współpracuje z firmą Amalfitano z Teksasu nad wyprodukowaniem przetworników według jego specyfikacji. Nie mogę się już doczekać, kiedy je usłyszę w akcji!


Jakich wzmacniaczy obecnie używasz?


W ciągu ostatnich pięciu czy sześciu lat używałem wzmacniaczy Two-Rock Custom Reverb i nie mam do nich absolutnie żadnych zastrzeżeń. Brzmią świetnie i, co jest dość istotne, nigdy nie miałem z nimi problemów w trasie. Od zawsze byłem fanem wzmacniacza Fender Blackface Super Reverb i moim zdaniem Two-Rock zrobił po prostu jego udoskonaloną, większą wersję. Ta firma wykonała też dla mnie zestaw głośnikowy 4×10". Zaczęło się od tego, że pojechałem do Kalifornii, aby spotkać się z Billem Krinardem, założycielem firmy Two-Rock. Powiedziałem mu, że chciałbym nieco odejść od brzmienia typowego dla konstrukcji marki Dumble. Ucieszył się i od razu zaczął pracę nad sprzętem dla mnie. Zbudował jednokanałowy prototyp, który dawał mocne i czyste brzmienie z ładnym reverbem i paroma przydatnymi opcjami do regulacji podbicia sygnału. Może się powtarzam, ale ten sprzęt naprawdę fantastycznie brzmi i jest znacznie prostszy niż wzmacniacze, z których firma Two-Rock jest znana.

Obecnie pracujemy nad sygnowanym przeze mnie modelem wzmacniacza. To będzie niezłe cacko. W paczce mam zainstalowane cztery dziesięciocalowe głośniki Eminence Ragin Cajun, które dają naprawdę solidne i raczej neutralne brzmienie z delikatnie wyeksponowanym środkiem. Dzięki temu można będzie uzyskać spotęgowane i wzmocnione brzmienie znane z konstrukcji typu Blackface, które daje niezłego kopa. Prototypy są 50-watowe i oferują naprawdę ogromną dawkę mocy, w moim przypadku całkowicie wystarczającą. Jestem bardzo zadowolony ze współpracy z firmą Two-Rock. Dosłownie mnie rozpieszczają ogromnymi możliwościami wyboru. Kilka tygodni temu znowu ich odwiedziłem i znowu przywitali mnie garścią nowych pomysłów. To wprost niewiarygodne, ale oni nadal jeszcze udoskonalają ten wzmacniacz.



Czy zabierasz w trasy swoje starsze wzmacniacze?


Raczej nie. Tak jak staram się oszczędzać mojego starego Strata, tak samo nie zamierzam brać w trasę wzmacniacza Blackface z 1964 roku. Dbanie o niego i utrzymanie go w dobrym stanie wymaga dużo zachodu. Powinienem też wspomnieć o wzmacniaczach Dr. Z, których również ostatnio używam. John ze sklepu Peach Guitars zaprezentował mi wzmacniacz model Dr. Z EZG-50 i muszę przyznać, że od razu połknąłem bakcyla. To świetny sprzęt - brzmi jak rasowy, doskonale wyregulowany Super Reverb. Zawsze staram się używać dwóch wzmacniaczy. Lubię mieć też pod ręką wzmacniacze marki Matchless, przede wszystkim modele Chieftain i King Cobra. No cóż, to jest chyba prawda, kiedy ludzie mówią o mnie, że mam świra na punkcie wzmacniaczy! (śmiech).


Z efektami jest chyba wręcz przeciwnie - wiemy, że nie używasz zbyt wielu...


Najlepszy przester, jaki kiedykolwiek wpadł mi w ręce, to japońska kostka Providence SOV-2. Ten efekt kupiłem sobie około czterech lat temu i jak dotąd jest niedościgniony, nic nie jest w stanie go zastąpić. W celu podbicia sygnału używam efektu Klon Centaur. Odkąd wyszły z produkcji, osiągają absurdalnie wysokie ceny na eBayu. Widziałem jeden nawet za tysiąc dolarów! Lubię też finlandzkie efekty firmy Mad Professor, szczególnie Little Green Wonder. Ale wracając do pytania - rzeczywiście staram się nie nadużywać efektów, wolę raczej upraszczać sobie pracę.


Opowiedz nam o szkole gitarowej na DVD, którą ostatnio wydałeś.


Czułem się zaszczycony, kiedy poproszono mnie o jej nagranie - pierwsza szkoła gry, z którą się w życiu zetknąłem, była wydana właśnie przez firmę Hal Leonard. Na rynku jest mnóstwo podobnych do siebie nagrań instruktażowych, dlatego zależało mi na tym, aby nie powielać tego samego schematu. Nie chciałem, żeby nagrano, jak siedzę i gram skale czy zagrywki. Nie zamierzałem nikogo zanudzać. Nie tak podchodzę do gry na gitarze. Wszędzie można się dowiedzieć, co to jest skala miksolidyjska i jak się ją gra. Moim zamiarem było stworzenie czegoś bardziej konceptualnego. Nie chodzi tylko o grę na gitarze, ale też o cały kontekst z tym związany: jaką preferujesz muzykę, w jakim grasz zespole itd. Dlatego sprowadziłem cały zespół i zaprezentowałem przede wszystkim struktury bluesowe. Nie pokazuję, jak zagrać najbardziej efektowne zagrywki, nie daję też gotowych rozwiązań. Do dobrej gry nie prowadzą niestety żadne drogi na skróty.

Trudno to przekazać w jednym materiale wideo, ale zdaje się, że ludzie od razu zrozumieli, o co mi chodzi. Staram się uczyć innych nie tyle grać, ile podejścia do samej gry i do tworzenia muzyki. Chcę, żeby moi odbiorcy nauczyli się czuć muzykę, czuć bluesa. Uczę, jak złapać emocjonalny kontakt z publicznością właśnie za pomocą muzyki. Technika gry jest środkiem, a nie celem samym w sobie. Starałem się przyjrzeć narzędziom, których używam do wyrażenia konkretnych emocji, i okazało się, że najważniejsze jest brzmienie. Nie chodzi o to, jakiego używasz sprzętu, ale w jaki sposób dotykasz strun gitary. Bardziej staram się inspirować, niż instruować.



Czym jest dla ciebie gra na gitarze?


Gra na gitarze jest dla mnie po prostu wszystkim, jest całym moim światem. Ale niekoniecznie lubię to życie w trasie, musimy bowiem ciągle podróżować, jemy rzeczy, których nie lubimy, jesteśmy z dala od domu i śpimy w hotelach. I to jest ta mniej przyjemna część, za którą nam płacą. Za granie muzyki nikt nie musi mi płacić. Płacą mi więc za to, że jestem w trasie, a koncert, który gramy wieczorem, traktuję jako nagrodę.


Czego możemy się spodziewać w 2011 roku po artyście, który nazywa się Matt Schofield?


Druga połowa zeszłego roku minęła nam pod znakiem koncertów - odbyliśmy dużą trasę po Stanach Zjednoczonych. Jest nieźle, właśnie zabieramy się za nagranie kolejnego albumu studyjnego w Nowym Orleanie. Jesteśmy tam, gdzie prowadzi nas muzyka.


Jamie Crompton

Wild World Bastille

Przy okazji słuchania drugiej płyty Bastille doszedłem do wniosku, że chyba nigdy nie zrozumiem zwyczajów zakupowych współczesnych fanów muzyki....Gramy dalej

7 /10
Ostatnia rodzina - muzyka z filmu Różni Wykonawcy

"Ostatnia rodzina" to jeden z najgłośniejszych filmów ostatnich miesięcy, który trafi do kin pod koniec września. Z kolei dwa tygodnie temu premierę...Gramy dalej

7 /10
Soilwork ocena 8
Death Resonance
Gatunek: Melodic death metal
In Flames ocena 7
Sounds From the Heart of Gothenburg
Gatunek: Melodic death metal
Bad Vibrations
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie