Właśnie wydał nowy album koncertowy i szkołę gry na DVD. Widać, że ostatnio dużo się dzieje w jego życiu zawodowym. Matt Schofield, bo o nim mowa, ciężko zapracował na miano jednego z największych talentów bluesowych w Wielkiej Brytanii. Możemy być pewni, że nie zabraknie nam tematów do rozmowy...
Gwiazda Schofielda błyszczy coraz jaśniej, i to nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale także za oceanem. To przede wszystkim zasługa samego artysty, który jest niezmordowany, jeśli chodzi o liczbę koncertów. I to jakich koncertów! - Schofield jest na scenie po prostu genialny. W recenzji opublikowanej na łamach lokalnej gazety "Los Angeles Daily News" napisano: "Schofield to najlepszy od kilku dekad gitarzysta bluesowy". Jeszcze dobrze nie wystygł ostatni album studyjny artysty "Heads, Tails And Aces", a już światło dzienne ujrzała kolejna produkcja "Live From The Archive". To zapis koncertu z 2007 roku, który stanowi prawdziwą ucztę dla fanów - muzyk wystąpił na żywo w holenderskiej rozgłośni radiowej. Jeśli ktoś ma ochotę zgłębić twórczość Schofielda oraz jego technikę gry, warto sięgnąć po najnowszą szkołę gry na DVD nagraną przez tego artystę. Płyta nosi tytuł "Blues Guitar Artistry" i została wydana przez wydawniczego giganta, amerykańską firmę Hal Leonard. Fanom na pewno nie umknął uwadze jeszcze jeden ważny fakt - Schofield zmienił gitarę. Obecnie gra na instrumencie SLV, który został wykonany przez lutnika Simona Lawa, technicznego i długoletniego przyjaciela Matta.
Obecnie pracujemy nad sygnowanym przeze mnie modelem wzmacniacza. To będzie niezłe cacko. W paczce mam zainstalowane cztery dziesięciocalowe głośniki Eminence Ragin Cajun, które dają naprawdę solidne i raczej neutralne brzmienie z delikatnie wyeksponowanym środkiem. Dzięki temu można będzie uzyskać spotęgowane i wzmocnione brzmienie znane z konstrukcji typu Blackface, które daje niezłego kopa. Prototypy są 50-watowe i oferują naprawdę ogromną dawkę mocy, w moim przypadku całkowicie wystarczającą. Jestem bardzo zadowolony ze współpracy z firmą Two-Rock. Dosłownie mnie rozpieszczają ogromnymi możliwościami wyboru. Kilka tygodni temu znowu ich odwiedziłem i znowu przywitali mnie garścią nowych pomysłów. To wprost niewiarygodne, ale oni nadal jeszcze udoskonalają ten wzmacniacz.
Trudno to przekazać w jednym materiale wideo, ale zdaje się, że ludzie od razu zrozumieli, o co mi chodzi. Staram się uczyć innych nie tyle grać, ile podejścia do samej gry i do tworzenia muzyki. Chcę, żeby moi odbiorcy nauczyli się czuć muzykę, czuć bluesa. Uczę, jak złapać emocjonalny kontakt z publicznością właśnie za pomocą muzyki. Technika gry jest środkiem, a nie celem samym w sobie. Starałem się przyjrzeć narzędziom, których używam do wyrażenia konkretnych emocji, i okazało się, że najważniejsze jest brzmienie. Nie chodzi o to, jakiego używasz sprzętu, ale w jaki sposób dotykasz strun gitary. Bardziej staram się inspirować, niż instruować.