Kup Magazyn Gitarzysta

Strona główna / Ludzie / Wywiady / Fred Calderon (Carnifex)

Fred Calderon (Carnifex)

O życiu w ciągłej trasie rozmawiamy z Fredem Calderonem z Carnifex.

Cześć Fred! Jak się masz? Jesteście świeżo po zakończeniu trasy w ramach Bonecrusher Fest z Dying Fetus, Angelus Apatrida i innymi. Kiedy rozmawiamy bierzecie udział w kolejnej. Nie pierwszy raz graliście w Europie, zatem co powiesz o naszej publiczności i tej u Was?


Hej! Momentami, tak jak teraz, zdarza mi się czuć naprawdę dobrze! (śmiech) W tej chwili jestem w Kanadzie i przyznam Ci się, że jest tutaj cieplej niż mogłem przypuszczać. W zasadzie, to nie jestem przyzwyczajony do takich temperatur o tej porze roku. Co do Bonecrusher Fest, stary - było jak zwykle niesamowicie. Nie wiem czy mógłbym Ci odpowiedzieć inaczej. Ludzie dawali z siebie wszystko - w głównej mierze właśnie dla nas! Szaleństwo. Zauważam jedną zasadniczą różnicę pomiędzy Amerykanami a Wami - Europejczykami. W Stanach ludzie trochę nie doceniają tego, że kapela X czy Y przyjeżdża do Twojego miasta zagrać koncert. Tutaj jest zupełnie odwrotnie. Zwłaszcza na we wschodniej części kontynentu. Takie koncerty jak te w ramach Bonecrusher Fest są bardzo mocno wyczekiwane przez fanów.


W tej chwili jesteście w trasie z Within The Ruins, The Tony Danza Tapdance Extravaganza oraz Oceano. Świetny line-up. Wasi koledzy z wytwórni (Within The Ruins) to młodziaki. Fajnie, że staracie się im pomóc.


Mieliśmy sporo szczęścia. Początkowo ta trasa nie miała tak wyglądać, ale jak się okazało - zabraliśmy ze sobą najcięższy kaliber. Kiedyś graliśmy już z Within The Ruins, Emmure i Knights of the Abyss w Meksyku. Nowy album a teraz jeszcze nadchodząca epka są po prostu niesamowite i wydaje mi się, że wspieranie tak dobrych zespołów jest naturalne. Poza tym, to świetni kompani do busa, no i jakby nie patrzeć - kiedy ma się cztery festiwale po drodze, oznacza to cztery potężne imprezy!


Swoją drogą, cieszę się, że tak mocno promujecie wizerunek Behemoth i Decapitated w swoich teledyskach (''Sorrowspell''). Oba te zespoły są dla Ciebie/Was inspiracją? Znasz jakieś inne polskie kapele?


Uwielbiamy te kapele. Ja osobiście jestem pod wielkim wpływem zarówno Nergala jak i Vogga jako ludzi i kompozytorów. Dzięki nim ciągle jestem zmotywowany do dalszej pracy nad sobą i staram się unikać jakiejkolwiek stagnacji. A tym bardziej - przeciętności. Nergal powiedział kiedyś, że nie ma nic gorszego jak być przeciętnym. Myślę, że z Carnifex udaje się nam wybić powyżej przeciętną, a to samo w sobie jest nagrodą za ciężką pracę. Co do innych bandów, wybacz, ale nie znam.


Metal przeżywa progresywny renesans - głównie poprzez djent. Zastanawiam się czy Twój zespół odczuje jakieś zmiany w związku z tą stylistyką? Jesteście przecież w trakcie pisania nowego materiału. Podtrzymacie swój deathmetalowy wizerunek czy też pozwolicie sobie na jakieś eksperymenty?


Wiesz co, metal zmierza w kierunku, którego sam do końca nie jestem pewien, aczkolwiek - wiem to na pewno, postaramy się zachować ducha tych nagrań, które jak dotąd znacie, dodając do tego coś nowego. Death metal nie musi być nudny i chciałbym się o to postarać.


Twój zespół praktycznie bez przerwy koncertuje. Zresztą nie tylko twój, bo kiedy przeglądam line-upy tras przeważnie widzę te same nazwy (śmiech). Rok temu kiedy byliście w  Europie z Suffokate, Bray Almini powiedział mi, że musieli zapłacić 10 tysięcy dolarów by udać się w tą trasę jedynie jako support. Ich przypadek pewnie nie jest jedynym, a czy Wy jeszcze musicie płacić za granie?


Koncertowanie to w zasadzie jedyna rzecz jaką robimy. W trakcie zarówno długich jak i krótkich tras mamy swoje zobowiązania i musimy zachować płynność finansową. Niestety nie gramy dla samego grania. Przeważnie za możliwość supportowania płacimy 3 tysiące dolarów - i na wielu poprzednich trasach wchodziliśmy w taki deal zamiast inwestować te pieniądze w kapele. Mało kto o tym wie, ale ten biznes naprawdę dobija.


Jaka jest geneza nazwy Carnifex? Po łacińsku to egzekutor. O to wam chodziło? By ścinać ludziom głowy waszą muzyką? (śmiech).


Nie, nie (śmiech). Głów nie, ale chodzi bardziej o to by robić swoje z należytą precyzją.


Jak wspominasz swoje pierwsze koncerty z Carnifex?


W zasadzie mam same dobre. Na początku grałem z nimi w miejscach, które już znałem z gigów z innymi swoimi zespołami. Po dziś dzień uważam, że nie ma niczego lepszego jak zagranie koncertu dla rozentuzjazmowanych dzieciaków by potem wrócić do swojego domu, łóżka i tak dalej. To jednak było jeszcze zanim Carnifex stał się zespołem grającym regularne trasy. Nie mówię, że teraz jest źle, wręcz przeciwnie, jest super, ale życie w trasie trochę męczy.


Wasz perkusista jest straight edge. Ktoś jeszcze w zespole podziela takie poglądy?


Carnifex to taki konglomerat bardzo skrajnych stylów życia. Dwóch z nas jest straight edge, jeden jest wegetarianinem, trzech pije, dwóch pali - i tak można by mnożyć. Ale pamiętajcie, że jest nas piątka (śmiech).  Każdy z nas dorastał w trochę innym środowisku i przez lata sami sobie wypracowaliśmy odpowiedni dla nas tryb życia. Poza tym, wydaje mi się, że udaje się nam dojść do kompromisu. W końcu, jak sam wiesz, pijący i straight edge to nie najlepsze połączenie (śmiech).


Najlepsze i najgorsze doświadczenie na scenie?


Zdecydowanie najgorsze to koncert w 2008 roku w Java Jazz Club w Houston. Byłem dość poważnie chory i to był trzeci dzień zarówno zmagania się z wirusem jak i trzeci gig pod rząd i po prostu nie dałem rady. Smarkałem gdzie i jak popadnie. Miałem dreszcze z zimna, a ręce same mi opadły. W którymś momencie upuściłem mój bas. A najlepsze... ciężko powiedzieć. Jedną z sytuacji, którą chciałbym jeszcze raz przeżyć był występ w ramach Trash and Burn w 2009, kiedy chłopaki z Darkest Hour wyciągnęli mnie na scenę, po czym wraz z innymi dzieciakami z niej skończyłem. Jestem dość spory, ale crowd surfing to świetna zabawa.


Najbardziej zwariowana rzecz jaką widziałeś na trasie?


Zdecydowanie transwestyci uprawiający seks oralny na przystanku autobusowym w Baltimore. Kurwa! (śmiech)


Właśnie na tej trasie, o której wspomniałeś wcześniej odwiedziliście Polskę. Jak wspominasz tamten koncert?


Wiesz co, pamiętam go nawet bardzo dobrze. Ale może nie z racji na to, że było mało ludzi w porównaniu z występem w Niemczech dzień wcześniej, ale dlatego, że wraz z Dennisem Bradleyem (basista Beneath The Massacre - przyp.red) udaliśmy się na spacer po okolicy. Rzadko mamy okazję cokolwiek pozwiedzać, więc tym chętniej wyszliśmy z klubu. Przeszliśmy przez jakiś dziwny park i cmentarz. Ponure miejsca.


Dzięki za rozmowę! Ostatnie słowa dla Ciebie!


To ja dziękuję! Mam nadzieję, że wkrótce trafimy znowu do Polski. Tymczasem miejcie oczy i uszy szeroko otwarte - na jesień wydajemy nowy album! Cześć!

Grzegorz "Chain" Pindor

Acoustic Simple Minds

Kim są Simple Minds wie chyba każdy, kto choć pobieżnie interesuje się popkulturą. Wprawdzie czasy świetności przypadające na przełom lat...Gramy dalej

8 /10
David Bowie. Starman. Człowiek, który spadł na ziemię Paul Trynka

Artystyczne dziwadło. Kosmita. Wielka zagadka i nieodkryta tajemnica świata popkultury. A może po prostu cyniczny manipulant, który jak nikt inny...Gramy dalej

9 /10
Furia ocena 9
Księżyc Milczy Luty
Gatunek: Black metal
In Flames ocena 8
Battles
Gatunek: Metal
Lou Reed. Zapiski z podziemia
Gatunek: Rock
Zobacz wszystkie