Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Herr Morbid (Forgotten Tomb)

Herr Morbid (Forgotten Tomb)

Forgotten Tomb to bardzo zacna acz mało znana włoska kapela grająca ekstremalną odmianę doom metalu. Jakiś czas temu zespół ten wydał sumptem rodzimej Agonia Records całkiem miłą płytę "Under Saturn Retrograde". O swoich frustracjach, marzeniach i o nowym albumie Zapomnianego Grobowca rozmawiamy z wziętym na spytki motorem napędowym formacji - Herr Morbidem.

Witam! Przedstawcie się proszę Czytelnikom portalu Magazyn Gitarzysta!


Siema! Jesteśmy Forgotten Tomb z Włoch i będziemy grać do końca waszych dni i jeszcze dłużej! Do tej pory, w ciągu 12 lat istnienia zespołu, nagraliśmy już 6 albumów. Zapraszam na naszą oficjalną stronę i na portale społecznościowe. Można tam znaleźć pełną biografię naszej grupy.


Czym zajmowaliście się w ciągu kilkuletniej przerwy pomiędzy dwoma ostatnimi albumami?


Nasz ostatni studyjny album "Negative Megalomania" wyszedł w styczniu 2007 r. Większa część tego roku zeszła nam na koncertach i promocji płyty. Ponadto, ponownie wypuściłem do sprzedaży demo/MCD "Obscura Arcana Mortis", wydane przez studio Eerie Art Records. W 2008 mieliśmy kilkumiesięczną przerwę poświęconą paru pobocznym projektom, później zacząłem pracę z nowym materiałem, aż wreszcie pod koniec tamtego roku ruszyliśmy od nowa z występami. Rok 2009 to kontynuacja pisania przeze mnie nowych piosenek i początek prób z zespołem. Mieliśmy też parę występów i nagraliśmy podwójny album "Vol 5", co oczywiście, pochłonęło masę czasu. Jak zresztą każdy nowy krążek. Większość pierwszej połowy roku 2010 spędziłem zmagając się z mnóstwem urzędowych i papierkowych spraw, które nagromadziły mi się przez lata. Później udało się wreszcie zamknąć cały materiał na "Under Saturn Retrograde" i zaczęliśmy ćwiczyć nowe kawałki z zespołem. W międzyczasie Avantgarde Music wypuściło na rynek “Vol 5" i należało zająć się jego promocją. Zagraliśmy 13 czy 14 koncertów w całej Europie, promujących to wydawnictwo, a w przerwach zaczęliśmy nagrania do "Under Saturn Retrograde". Już na początku 2011 płyta była gotowa i teraz przyszedł czas na jej promocję. Już niedługo ruszamy z nowymi koncertami. Poza tym przed nami kilka reedycji, a także jedno wznowienie na płycie winylowej. To wszystko już za parę miesięcy. Czyli, jak widzicie, nie mieliśmy ostatnio za dużo wolnego. Poza tym każdy z nas ma swoją pracę, rodzinę i całe mnóstwo prywatnych spraw do ogarnięcia. Dlatego czuję wyraźnie, jak szybko leci czas. Wiecie jak to jest...


No ja wiem... A jesteście zadowoleni z "Under Saturn Retrograde"? A może, gdyby pojawiła się taka możliwość, zmienilibyście cokolwiek na tej płycie?


Ta płyta wnosi dużo świeżości i jest bardzo nowoczesna. Poza tym, brzmi w stu procentach jak Forgotten Tomb. To jest, po pierwsze, wypadkowa naszych wszystkich doświadczeń zebranych przez te 12 lat. Wzięliśmy to, co najlepsze z poprzednich albumów i idealnie dostroiliśmy do naszego nowego stylu A.D. 2011. Poza tym jesteśmy teraz jeszcze lepszymi i dużo bardziej doświadczonymi muzykami i uważam, że to słychać na krązku. Końcowy rezultat zadowala mnie całkowicie, ponieważ album jest mocno osadzony w metalu, ale słychać też na nim wpływy old-schoolowego Dark Wave i klimaty rockowe. Uważam, że to wszystko brzmi razem naprawdę konkretnie. Tym razem pracowałem więcej niż kiedykolwiek wcześniej nad czystymi wokalami i zasugerowałem dużo bardziej zróżnicowane podejście do tematu śpiewu. Sądzę, że udało mi się rozwinąć i dopracować własny styl i całość brzmi ostatecznie naprawdę dużo ciekawiej niż na "Negative Megalomania".


Jakie są Wasze oczekiwania wobec "Under Saturn Retrograde"?


Chciałbym, żeby ta płyta dała wreszcie należyte uznanie naszemu zespołowi i wzniosła go na nowy poziom. To się tyczy także popularności i prestiżu. Uważam, że absolutnie zasługujemy, żeby być bardziej zauważonymi niż jesteśmy obecnie. Szczególnie, jeśli popatrzy się na jakość ostatniego albumu i wyraźny wpływ jaki mamy na młodsze kapele. Klony i bękarty Forgotten Tomb wyrastają jak grzyby po deszczu, przy czym, mówiąc zupełnie szczerze, my sami czujemy się pominięci i niedocenieni. Jak dla mnie, włoskie pochodzenie komplikuje życie w tym biznesie. A przy okazji, utrzymywanie się z grania muzyki zawsze było naszym celem, tylko że jego osiągnięcie jest wyjątkowo trudne. A już zwłaszcza w dzisiejszych czasach.


W jaki sposób nawiązaliście współpracę z Agonia Records? Jak oceniacie waszą współpracę?


To prawda, że mieliśmy konkretne propozycje z kilku większych wytwórni, ale odmawialiśmy im z pewnych powodów. Po pierwsze, ich oferty były dla nas niewygodne, bo nie gwarantowały spełnienia wszystkich naszych potrzeb i oczekiwań. Dodatkowo, jeśli jesteś "małym" zespołem "wielkiego" wydawnictwa, zawsze schodzisz u nich na drugi plan. Zdecydowanie wolimy pracować z twardą stąpającymi po ziemi i ciężko pracującymi labelami. Ja sam uważam, że Agonia Records robi w ostatnim czasie kawał dobrej roboty, a ich stosunek do nas jest bardzo przejrzysty. Traktują nas na równej stopie, co jest po prostu nie do przecenienia. Mamy z nimi bardzo dobry kontakt i naprawdę przykładają się do naszej promocji, więc czego chcieć więcej? Liczę, że ta współpraca będzie podążać w jeszcze lepszym kierunku, ale już na ten moment jestem naprawdę zadowolony. Wygląda na to, że Agonia będzie się prężnie rozwijać w ciągu kolejnych lat. A ja chciałbym, żeby taki zespół jak nasz, ciągle doskonalący się, był pod opieką wydawcy, który będzie rozwijał się razem z nami.


Jak wyglądała wasza praca nad nowym materiałem? Kto jest głównym kompozytorem repertuaru Forgotten Tomb? Kiedy zaczęły pojawiać się pomysły, które przerodziły się w muzykę z najnowszej płyty.


Ta muzyka była tworzona w ciągu trzech lat, ale niektóre rzeczy pojawiły się już wiele lat wcześniej, a teraz dostały nowe aranże… więc był to raczej długi proces. Jestem jedynym twórcą muzyki i słów z tego albumu. Także ja napisałem ścieżki dla wszystkich instrumentów. Zwykle komponuję w domu kawałki demo na oprogramowaniu do tworzenia muzyki, dodatkowo z automatem perkusyjnym. Wreszcie na kilka miesięcy przed sesją nagraniową, przekazuję te kawałki kapeli, po czym próbujemy je razem, nanosimy ostatnie poprawki lub dodajemy coś ekstra.


Gdzie nagrywaliście materiał do nowej płyty? Podobała wam się ta sesja?


Ten album nagrywaliśmy jak zwykle w Elfo Studio w okolicach Piacenzy. Oprócz "Springtime Depression" (Abyss Studio, Szwecja) i "Vol 5: 1999/2009" (Moonlight Studios) nagrywaliśmy tam do tej pory wszystkie nasze albumy. Inżynierem dźwięku i głównym producentem był Daniele Mandelli, który pracował z nami już wcześniej przy "Songs To Leave", "Love's Burial Ground" i "Negative Megalomania". Naprawdę, spisał się na medal. Podoba nam się praca w tym studio, bo jest położone bardzo blisko naszych domów i jest to faktycznie spore udogodnienie. A i z właścicielem znamy już bardzo długo, także wszyscy inżynierowie dźwięku to nasi starzy kumple, więc atmosfera przy pracy jest zawsze świetna, kiedykolwiek tam jesteśmy. Co nie mniej ważne, to bardzo dobrze wyposażone i nowoczesne studio, położone w spokojnej, relaksującej okolicy, 20 km od miasta, na kompletnym odludziu. Do masteringu wybraliśmy Mika Jussila i Finnvox Studios (Helsinki, Finlandia), bo podobały nam się efekty jego pracy z innymi zespołami, np. z Amorphis, HIM, Impaled Nazarene, Children Of Bodom i innymi. Oczekiwaliśmy produkcji na najwyższym poziomie, a jego mastering dał nam posmak takiego, międzynarodowego brzmienia, co było dla nas szczególnie ważne, przy albumie tego rodzaju.


Jakie były wasze muzyczne, a także pozamuzyczne inspiracje?


Pomimo typowego dla nas skupienia na tematach negatywnych i depresyjnych, można dostrzec dodatkowe znaczenia w samych tekstach i tytułach utworów. Być może wiecie, że wpływ Saturna na nasze życie i osobiste osiągnięcia jest bardzo niekorzystny i częściowo odpowiedzialny za nasze porażki, pesymizm i wszystkie nieprzyjemne aspekty naszej codzienności. Szczególnie negatywnie objawia się, kiedy Saturn wchodzi do twojego znaku zodiaku. Jestem koziorożcem i właśnie Saturn jest dla mnie wiodącą planetą. Konkretnie, użyłem “Saturn retrograde" jako metafory. Miałem tu na myśli coś w stylu hasła “typ spod ciemnej gwiazdy". Właściwie, to nie do końca wierzę w tą całą astrologię, ale uznałem wówczas, że to stwierdzenie idealnie opisuje nieustanne kłopoty i ciągły brak szczęścia w moim życiu. Pozostałe utwory są już nieco innej treści, ale głównym motywem każdego z nich jest nieszczęście i wrogość. Jeśli zaś idzie o samą muzykę, zwykle nie rozglądamy się za jakąś zewnętrzną inspiracją, przynajmniej nie zawsze. Mam tu na myśli, że mając swoje brzmienie i styl nie musimy sięgać po zewnętrzne inspiracje. Dla natchnienia, słucham nieraz naszych poprzednich albumów, żeby wyciągnąć z nich jak najwięcej. Oczywiście mam swoje od lat ulubione kapele i klimaty, które w jakiś sposób mogły na mnie oddziaływać, więc pewnie da się u mnie usłyszeć trochę Black Sabbath czy The Cult, żeby wspomnieć tylko te dwa zespoły. Ale nie sądzę, że fakt posiadania artystycznych idoli jest w przypadku muzyków czymś nadzwyczajnym.


“Under Saturn Retrograde" to wasza najbardziej melodyjna płyta, nie sądzisz? Może stoją za tym specjalne powody?


Uważam, że jeśli uda Ci się bez żadnych kompromisów, połączyć ciężkie brzmienie z chwytliwymi melodiami - wygrałeś. Kiedy ogłosiliśmy premierę nowego albumu, niektórzy sądzili, że będzie komercyjny, w najgorszym tego słowa znaczeniu albo, że będziemy chcieli powielić Katatonię. Dlatego sądzę, że wiele osób będzie nieźle zdziwionych, ponieważ ta płyta brzmi bardzo agresywnie i zróżnicowanie. Jest melodyjna, ale daje też ostro czadu i myślę, ze dostała coś z tego Black Metalowego szaleństwa, z którego się wywodzimy. Żeby być szczerym, nie uważam tego krążka za nasz najbardziej melodyjny. Przykładowo, “Joyless"  jest faktycznie wpadający w ucho, jednak jest tu też sporo ekstremalnie ciężkich utworów jak chociażby "Shutter", "Downlift", "Under Saturn Retrograde Pt.I". Myślę, że ten schemat sprawdza się w przypadku wszystkich naszych materiałów. Nigdy nie brak na nich dobrych melodii, ale jest też pełno agresji i mocnego grania. "Songs To Leave" to chyba jednak nasz najbardziej melodyjna płyta. Zresztą, każdy następny album jest nieprzewidywalny. Kolejny nie musi być już tak melodyjny jak ten, kto wie? Tak naprawdę, nie myślę o tym w takich kategoriach, to wszystko jest kwestią inspiracji. Kiedy mam już kilka niezłych kawałków, mało mnie obchodzi, czy są melodyjne, niemelodyjne czy jeszcze inne.


Ten album ukazuje całkiem nowe oblicze zespołu i jest pełny nowych brzmień. Przykładowo "Shutter", a zwłaszcza jego druga część, która brzmi zupełnie jak mieszanka stoner i sludge metalu. Skąd tak odważne pomysły na eksplorację obszaru ekstremalnego doom metalu?


Zawsze byłem nie tylko wielkim fanem Black Sabbath, ale też tradycyjnego doom metalu ze wschodnimi korzeniami i wydaje mi się, że te fascynacje znalazły wreszcie swój wyraz w muzyce. Przed "Negative Megalomania" byłoby nam bardzo trudno wpasować te dźwięki do naszego brzmienia, ale teraz efekt jest naprawdę mocny. Poza tym Sludge Metal i generalnie wszystkie kapele Louisiany należą do moich ulubionych. Ale na tym się nie kończy, bo są jeszcze klasyczne ekipy z lat 70-tych i 80-tych. I oczywiście Dark Wave -  też ma swoje odbicie w albumie. Byliśmy zawsze pod wpływem bardzo różnorodnych gatunków i kapel i łączyliśmy to wszystko w bardzo specyficzny, osobisty sposób i to sprawia, że nasz styl jest nieprzewidywalny ale jednocześnie tak łatwo go rozpoznać.


W jaki sposób zmierzacie promować nową płytę? Czy w Polsce będzie wreszcie szansa wybrać się na wasz koncert? Szczególnie teraz, kiedy macie już polskiego wydawcę.


Najprawdopodobniej weźmiemy udział w kilku letnich festiwalach, a później pomyślimy o planach na jesień. Mam nadzieję i wydaje mi się, że wtedy uda nam się ruszyć w małą trasę, zagrać kilka dodatkowych, pojedynczych koncertów, a ponadto w zimie, wziąć udział w paru festiwalach klubowych. Naszym celem jest grać tak dużo koncertów jak to tylko możliwie, więc jest duża szansa, że tym razem zajrzymy też do Polski. Z powodów promocyjnych, pomimo obowiązków pozamuzycznych, mamy zamiar udzielić jak największej liczby wywiadów, zarówno dla wydań papierowych jak i internetowych i promować się naszymi klasycznymi kanałami, przez: oficjalną stronę, MySpace, Facebooka i Reverbnation.


Twoje teksty są mocno depresyjne. Należycie do ludzi o skłonnościach samobójczych? A może to tylko artystyczna kreacja?


Depresja i myśli samobójcze, to odczucia, które towarzyszyły mi przez wiele lat mojej młodości, ale teraz mam już 31 lat i nie sądzę, żeby smutek czy depresja były tym, czym żyję na co dzień. Ten okres mam już za sobą. Powiedziałbym raczej, że “uczucie dyskomfortu" jest dziś bardziej wspomnieniem. To jakby żyć na krawędzi. Jest coś przyjemnego i pociągającego w świadomości, że zły omen czyha za rogiem. Jak podczas dni kiedy, zanosi się na burzę, ale nigdy nie wiesz, czy będzie padać czy nie. Dlatego wierzę w to co piszę w swoich tekstach. Jeśli przeczytałbyś po kolei wszystkie moje teksty od początku istnienia zespołu zauważyłbyś, że wciąż się zmieniają i ewoluują. Ale, oczywiście nie podoba mi się wiele zjawisk życiowych czy społecznych i jestem zdecydowanie pesymistą z wyjątkowo negatywnym nastawieniem. Motyw wiodący w moich tekstach jest zawsze mniej więcej ten sam. "Kreacje artystyczne" są bezużyteczne i wyjątkowo głupie, zawsze jestem sobą i nigdy nie "aktorzę", nic z tych rzeczy. Nie potrzebuję takich zagrywek, nie jesteśmy zespołem mainstreamowym i nie potrzebujemy przypodobać się szerokiej publiczności. Oczywiście, ludzie rozwijają się i zmieniają w ciągu lat, niemniej zawsze wierzyłem w to, co mówiłem przez lata i nigdy nie żałowałem swoich słów. Pochwała śmierci, nienawiści, pesymizmu, cynizmu, morderstw, samobójstw, wszelkich nadużyć i w ogóle wszystkiego co przykłada się do zniszczenia ludzkiego szczęścia jest wciąż powracającym tematem na naszych albumach i w naszej wyobraźni, teraz jeszcze bardziej niż kiedykolwiek.


Jak oceniacie obecną kondycję doom metalu?


Doom metal będzie trwać wiecznie, i ten brzmiący jak z lat 70-tych i ten nowoczesny. Doom ma bardzo oddanych kontynuatorów, zwłaszcza na scenie undergroundowej. Jest dużo bardziej podziemny niż chociażby Black Metal. Podoba mi się ten gatunek i słucham wiele doomowych zespołów, w większości tych bardziej klasycznych: Saint Vitus, Pentagram czy Black Sabbath, ale też wielu nowych rzeczy: Eyehategod, Crowbar itd. Mimo to, uważam, że FT nie jest zespołem doommetalowym ani blackmetalowym. Mamy swój własny styl.


Czy moglibyście powiedzieć nam coś więcej na temat włoskiej sceny metalowej. Czy pojawiły się tam ostatnio jakieś wschodzące, dobrze zapowiadające się gwiazdy. Czujecie się docenieni we Włoszech?


Jeśli mam być szczery to nie śledzę już więcej tego, co dzieje się na tak zwanej "scenie", więc nie wiadomo mi za wiele o "wschodzących gwiazdach" i tak naprawdę nie obchodzi mnie to tak bardzo. Metal ma wielu odbiorców we Włoszech, jednak ludzie nie mają zwyczaju wybierać się zbyt daleko, żeby zobaczyć jakiś koncert. No chyba, że chodzi o naprawdę duży zespół. Kiedy zaczynaliśmy było wiele nieufności i zazdrości w stosunku do nas, ale teraz czujemy wsparcie ze strony fanów. Jesteśmy dość "dużym" zespołem we Włoszech.


Ostatnie słowa do polskich fanów zostawiam dla was! Dzięki za wywiad.


Mamy nadzieję być u was za niedługo z trasą! Szukajcie naszej płyty. Zachęcam do słuchania i kupna swojej kopii. Dzięki, zostańcie negatywni.


Grzegorz Żurek / Przemysław Żurek

Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie