Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Perry (Circles)

Perry (Circles)

Przedstawiamy djentowych debiutantów z dalekiej Australii. Przed Wami Perry, wokalista Circles.

Cześć stary! Jak się masz? Kiedy słucham waszej epki zachodzę w głowę jak to jest możliwe, że w Australii jest tak dobry prog metal. Albo djent - jak kto woli. Poza Alchemist, jest coś co mnie ominęło? (śmiech)


Siemasz! Sprawy mają się wybornie i nie możemy doczekać się oficjalnej premiery ''The Compass''. (Kiedy rozmawialiśmy ep-ka jeszcze nie wyszła - przyp.red) Odnośnie sceny w Australii - wiesz, jest tego całkiem sporo! Scena ma się dobrze, żyje własnym, niczym nie zmąconym życiem. Jest cała masa doskonałych kapel jak 12 Foot Ninja, Humality,The Schoenberg Automaton, czy nieodżałowany Karnivool. Jednakże, co do nas, tutaj nie mamy tak dobrej prasy jak w Europie. Metal to kompletna nisza, ale mamy nadzieję, że kiedyś się to zmieni.


Co powiesz o djencie? To przyszłość metalu, czy tylko rozrastający się trend? Djent to krok naprzód dla metalu?


Każdy nowy trend to krok naprzód - przynajmniej w aspekcie historycznym. Djent, czy jak to tam zwą, jest nieograniczony. Wydaje mi się, że djent ma tylko jedną zasadę - brak zasad. By zobrazować to, o co mi chodzi posłużę się tutaj pewnym przykładem. Kiedy Metallica wydała ''Kill'em All'', świat okrzyknął ich zespołem grającym thrash metal. Kiedy kolejni artyści przewyższali ich pod względem agresji, techniki czy emocji, oni pod przewodnictwem Cliffa Burtona postanowili zmienić styl gry, dodając do swojej muzyki nowe, progresywne elementy. Morał z tego taki, że wszystko się zmienia i dzieje zupełnie nieprzewidywalnie - i to właśnie lubię!


Co skłoniło Cię by grać djent? Wiadomo, w Europie wszystko zaczęło się dzięki Meshuggah, a potem dzięki Fellsilent i im podobnych. A jak w Australii?


Wiem, że Ted i Matty pisali tego typu riffy od paru lat. Meshuggah odcisnęło na nich tak mocne piętno, iż nie potrafią pisać niczego innego. Tylko ten groove, i groove (śmiech). W pewnym momencie zaoferowali mi dołączenie do ich zespołu. Pokazali kilka naprawdę dobrych riffów, i jakoś tak to wyszło, że zostałem z nimi. Circles to mój pierwszy kontakt z djentem w ogóle, ale cieszę się, że mogę być częścią tej sceny. Dla mnie osobiście protoplastą djentu w Australii jest Karnivool. To jedyna nazwa która przychodzi mi teraz do głowy.


''The Compass'' to coś nowego na djentowym poletku. Macie własne unikalne podejście do harmonii, melodii i emocji. Nie bawicie się samą polirytmią i ciężarem, a stawiacie na przestrzeń.


Wszyscy w zespole kochamy dobrze napisane utwory. Po części wynika to z tego, że ja i Ted jesteśmy wielkimi fanami Michaela Jacksona. Zresztą, nie znam osoby, której ''majkel'' by się nie podobał. Miał chłop łeb do pisania naprawdę niesamowitych utworów i w pewnym sensie staramy się myśleć tak jak on. Wychodzić poza schematy. Przy okazji - żeby nie było, MJ to nie jedyna nasza inspiracja! (śmiech) Cholera, nie lubię mówić o tego typu rzeczach!


Podpisaliście kontrakt z Basick Records. Jak do tego doszło?


Skontaktowali się z nami przez e-mail a potem jakoś to poszło. Mimo wszystko, wydaje mi się, że to sam szef Basick (Barley - przyp. red) napisał coś na naszej tablicy na facebooku, a potem się z nami skontaktował. Sam nie wiem. Śmieszna sprawa bo zagraliśmy tylko kilka koncertów i przygotowywaliśmy się do nagrania i wydania własnym sumptem ''The Compass''. Kazał się nam z tym wstrzymać. Teraz wiecie kogo obwiniać za taką zwłokę!


''The Compass'' brzmi naprawdę dobrze. Wszystko nagrywaliście w Australii?


Tak. Realizatorem był Ed, więc mieliśmy pełen komfort pracy.


Czy debiutant taki jak Circles przejmuje się krytyką? Wydaje mi się, że kapele mają kompletnie gdzieś, co kto i czy o nich w ogóle napisze.


Wszyscy tak gadają. Ale wydaje mi się, że to zależy od tego co jest mówione/pisane o danym artyście. Każdy lubi czytać dobre recenzje (dzięki za Twoją!), ale z drugiej strony, jeżeli ktoś już zjechał Cię z góry na dół, to coś musi być na rzeczy. Jeśli zaś po przemyśleniu tego co gość napisał, nadal uważasz, że jest nienormalny - pieprzyć go! (śmiech)


Jesteście w trakcie trasy po własnym kontynencie. A co z Europą? W Niemczech mamy taki festival - Euroblast, który skupia artystów grających djent. Fajnie byłoby Was tam kiedyś zobaczyć.


Stary! Nawet nie wiesz jak bardzo chcielibyśmy tam zagrać. Planujemy uderzyć szturmem na Twój kontynent w przyszłym roku. Na chwilę obecną musimy zająć się długograjem. A potem, co, widzimy się w Polsce? (śmiech)


Jak komponujecie?


To złożony, często nudny i brutalny proces, ponieważ wszystko co wymyślimy od razu nagrywamy. Zaczyna się od riffów, czasem od ścieżek bębnów. Każdy ma swój wkład, ale musimy być świadomi tego, że nasze pomysły często ulegają bardzo drastycznym zmianom. Potem, kiedy już mamy podstawową strukturę utworu, nagrywam wokale. A raczej, ''śpiewam po norwesku''. Jak linie pasują, to wtedy piszę słowa i zabieram się za to od nowa.


Gracie na 6, 7 czy ośmiostrunowych wiosłach? Ciężko wychwycić.


Hah! Tu Cię mam! Gramy na klasycznych, sześciostrunowych wiosłach, i jestem piekielnie dumny z tego, że nasze brzmienie odstaje od reszty kapel, właśnie dzięki temu, że gramy na 6-stkach. Chłopaki chcą kupić siódemki, ale jesteśmy biedni, więc nie wiem kiedy i czy w ogóle to nastąpi!


Plany na resztę roku?


Spanie, jedzenie, picie piwa, dokończenie trasy po Australii i jak się uda, to wreszcie przejdę Portal 2


Dzięki za wywiad!


Cześć!

Grzegorz "Chain" Pindor

Sounds From the Heart of Gothenburg In Flames

Dobór utworów pożegnalnego DVD In Flames z Danielem Svenssonem za zestawem perkusyjnym jest mocno dyskusyjny.

Gramy dalej

7 /10
Bad Vibrations A Day To Remember

Amerykanie zbyt długo kazali czekać na swój nowy album.

Gramy dalej

8 /10
Rage ocena 8
The Devil Strikes Again
Gatunek: Heavy metal
Big Jesus ocena 5
Oneiric
Gatunek: Alternative rock
Divine Touch
Gatunek: Melodic death metal
Zobacz wszystkie