Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Jan Jacek Baran

Jan Jacek Baran

Jan Jacek Baran to żywa legenda polskiej muzyki. Człowiek z pokolenia wczesnych "bigbitowców", którzy blisko pięćdziesiąt lat temu zaczęli rewolucję w polskiej muzyce przeszczepiając do szarej PRL-owskiej rzeczywistości koloryt rock and rolla i psychodelii.

Współzałożyciel i pierwszy basista wrocławskiego zespołu Romuald i Roman, w którego późniejszych składach grali m.in. Jan Borysewicz, Kazimierz Cwynar, Zdzisław Janiak, Jacek Krzaklewski, Andrzej Pluszcz, Mietek Jurecki.

Kiedy zaczął Pan grać?


Zaczynałem będąc w liceum, w 1962 r. Założyłem kapelę przy IV hufcu we Wrocławiu - to był zespół harcerski Zefiry. Graliśmy klasyczny rock and roll - repertuar typu: Chuck Berry, Rolling Stones, The Kinks, The Lovin’ Spoonful.


Byliście pionierami rock and rolla w Polsce?


Nie, już wtedy było sporo takich kapel, ale byliśmy szczęściarzami, bo dzięki temu, że Wrocław leży blisko granicy, dochodziły do nas fale Radia Luxemburg. Mieliśmy na bieżąco podsłuch tego, co działo się na świecie. W nocy spisywało się piosenki, bo ściągnięcie czegokolwiek z zagranicy było praktycznie niemożliwe. Po czterdziestu pięciu latach sprawdziłem niektóre spisane przez siebie teksty - miały niewielkie pomyłki. Przynajmniej osiemdziesiąt procent było zapisanych poprawnie a robiłem to mając lat szesnaście.


Kto jest dla Pana najważniejszym muzykiem rock and rollowym?


Królem jest Chuck Berry, nie Bill Haley czy Elvis Presley. Przywiozłem kiedyś ze Stanów książkę biograficzną o Chucku, na pierwszej stronie są słowa Johna Lennona, który powiedział, że gdyby miał na nowo nazwać rock and rolla, to nazwałby tę muzykę Chuck Berry.


Jak powstał zespół Romuald i Roman?


Zespół powstał bardzo spontanicznie kiedy wszyscy studiowaliśmy, uczyliśmy się, graliśmy po studniówkach w nieokreślonym składzie i pewnego dnia doszliśmy do wniosku, że trzeba ten skład jakoś nazwać. W 1968 r. graliśmy bodajże w technikum chemicznym na studniówce. Po kilku piwach zatwierdziliśmy Romuald i Roman, ponieważ na gitarach grali Romuald Piasecki i Roman Runowicz. Staszek Loze był naszym takim menedżerem, drugim - bardziej typowym - był Tomek Tłuczkiewicz.


Jaki był wasz repertuar?


Graliśmy psychodelic. W tamtych latach była to zupełna nowość, w Polsce tego nie było w ogóle. To była muzyka ze światłami i efektami specjalnymi, które tworzył Staszek Loze. Jeździliśmy na koncerty z wielkim ekranem o powierzchni ponad 70 metrów kwadratowych i z baletem. Tańczyli: Ala Sierszulska z bratem, tancerze od śp. Jurka Grotowskiego. To był de facto spektakl teatralno-muzyczny. Później musiałem iść do wojska i skończył się ten pierwszy, prawdziwy Romuald i Roman. Potem grało pod tą nazwą mnóstwo muzyków, różne składy do 1980 r., z pierwszego ostał się w nich tylko Romuald. Osobiście spotkałem kilkunastu ludzi, którzy mnie nie znali a grali w tym zespole.


Gdzie Pan grał po wyjściu z wojska?


W 1971 r. założyliśmy zespół Nurt. Graliśmy muzykę awangardową - tak to się wtedy nazywało i taki był światowy trend. Wygraliśmy w tym składzie różne festiwale. Niezależnie od tego szedł klasyczny rock and roll, bo jak grało się koncerty to nie można było ludzi zanudzić, tylko trochę poskakać. Potem chłopaki się rozeszli po świecie za chlebem. Powstały różne kapele. Alek Mrożek poszedł do Stalowego Bagażu. Do Polski przyjechał John Porter - powstał Porter Band. Kazik Cwynar grał z Wojtkiem Gąssowskim - założyli zespół Test. Andrzej Tylec grał w Vox-ie, potem grał w Banda i Wanda, gdzie dołączył również Jacek Krzaklewski, który wrócił z Australii. Początkowo był perkusistą Paktu, dziś gra w zespole Perfect. Pojechałem do Stanów, sporo grałem w Niemczech i w Holandii. Zdarzało się też, że grywałem na ulicy a ludzie wrzucali pieniądze do futerału.


Po wielu latach szczęśliwie wrócił Pan do Polski.


Tak, dalej człowiek gra i jest fajnie. Pochowałem wielu muzyków a każdy się dziwi, że w tym wieku jeszcze można grać. To mnie trzyma przy życiu, to jest piękne! Skończył się alkohol i papierosy, ale muzyka pozostała. Czuję się świetnie. Biorę udział w każdej większej imprezie, gdzie mnie zapraszają, jako taki kwiatek w butonierce - na zasadzie: ja jeszcze istnieję ?. Z generacji rockandrollowej chyba jestem najstarszy. Jeżdżąc po kraju spotykam kolegów 50-60 letnich.


Widziałem i słyszałem Pana na scenie - wielu młodszych muzyków może pozazdrościć Panu kondycji.


Teraz mam 65 i jestem na muzycznej emeryturze, ale wciąż jestem czynnym muzykiem. Nie mam zamiaru schować gitary do futerału. Moi koledzy z lat sześćdziesiątych przychodzą do mnie z wnukami. Daję im lekcje i zaszczepiam w nich starego, klasycznego rock and rolla. Dla odświeżenia umysłu gramy na żywo co czwartek we Wrocławiu w klubie Liverpool od 20:00 - zapraszam sympatyków muzyki lat sześćdziesiątych.


Przy okazji zapraszam na charytatywny dzień muzyczny poświęcony dzieciom chorym na białaczkę. W tym roku gramy w klubie Alibi, gdzie posłuchać można będzie Alka Mrożka z zespołem, Outsider, Hoodoo Band, Jurka Styczyńskiego, Jacka Krzaklewskiego, Ani Pietrzak (gitara akustyczna) z przyjaciółmi, Krzysia Mandziary i innych. Koncert 16 czerwca od 19:00 do 2:00 w nocy!

Dziękuję za rozmowę


Wojciech Wytrążek

GALERIA
Zaklęty krąg Cugowscy

Krzysztof Cugowski jest na polskiej rockowej scenie od zawsze, zaś jego dwaj synowie Piotr i Wojciech od prawie zawsze, ale po raz pierwszy wspólnie...Gramy dalej

8 /10
Atoma Dark Tranquillity

Giganci szwedzkiej sceny melodyjnego death metalu od blisko piętnastu lat nie splamili się słabym wydawnictwem.

Gramy dalej

9 /10
CETI ocena 9
Snakes of Eden
Gatunek: Heavy metal
Green Day ocena 8
Revolution Radio
Gatunek: Pop punk
Hunter ocena 3
NieWolnOść
Gatunek: Metal
Zobacz wszystkie