Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Ludzie / Wywiady / Julien Truchan (Benighted)

Julien Truchan (Benighted)

W ojczyźnie są bardzo uznaną marką, w Polsce ich rozpoznawalność jest niestety bliska zeru. Dzięki świetnemu "Asylum Cave" ten stan rzeczy ma szansę wreszcie się zmienić. W końcu, jak mówi wokalista Benighted, Julien Truchan, ’Benighted jest jak ciężarówka pełna świń, która z impetem rozstrzaskuje się o mur - ryk, krew, chaos, śmierć i zniszczenie’. Czy ten opis nie brzmi zachęcająco? Oddajmy zatem głos Julienowi.

Działacie na scenie od 13 lat, macie na koncie 6 albumów. Wiele zespołów na tym etapie kariery odczuwa często skutki stagnacji albo przynajmniej nagrywa coraz słabsze płyty. Wy tymczasem ani myślicie się poddać. "Asylum Cave" to świetny materiał, być może nawet najlepszy w waszej karierze.


Wielkie dzięki za uznanie, stary! Załoga Benighted nie wie, co to zmęczenie, powiedziałbym nawet, że energia i gniew, które od zawsze w nas drzemią, narastają z każdym rokiem. Teraz powracamy z kolejną płytą 'Asylum Cave', która - nie mam co do tego żadnych wątpliwości - pod każdym względem jest naszym najlepszym jak dotąd albumem. Materiał ten ma najpotężniejsze brzmienie, najlepszy ze wszystkich artwork i ogólny koncept, a co najważniejsze wypełniają go najszybsze i najbrutalniejsze kawałki, jakie kiedykolwiek stworzyliśmy! To bez dwóch zdań najlepszy album w całej dotychczasowej dyskografii Benighted!


Jakie opinie prasy i fanów docierają do was na temat nowego krążka? We Francji został zapewne przyjęty wielce entuzjastycznie; jak jest w innych częściach globu?


Jak na razie, oceny i reakcje na nową płytę są po prostu fantastyczne! Recenzje, wszędzie na świecie, są nieprawdopodobnie pozytywne. Szczerze, już nie możemy się doczekać, kiedy wreszcie ruszymy w trasę, by promować nową płytę i pokazać światu najnowsze utwory w wersji live. Opętana maszyneria Benighted znów została wprawiona w ruch!


Francja plus metal równa się black metal. Tak w powszechnej opinii przedstawia się scena metalowa w waszym kraju. Nie da się ukryć, że francuskie blackmetalowe zespoły to awangarda gatunku. Jak jest w przypadku brutalnego death metalu?


Francja ma to szczęście, że może pochwalić się świetnymi zespołami w każdej odmianie metalu; wystarczy, że rzucisz uchem na naszych krajan z Kronos czy Gorod, a sam się przekonasz, jak się sprawy mają właśnie we francuskim brutalnym death metalu. Niedawno graliśmy razem małą trasę po Francji. Wierz mi, to była prawdziwa rzeźnia, wieczór w wieczór, bez litości. Nasz kraj przez lata wypracował sobie solidną pozycję w świecie ekstremalnego grania, teraz zaś nadeszła pora, by zająć należne miejsce na scenie międzynarodowej!


W Polsce jesteście w zasadzie nieznani, przede wszystkim przez słabą dystrybucję i promocję Adipocere i (co może wydać się zaskakujące) Osmose. Jak współpracowało wam się z tymi labelami? Z Osmose chyba nie zagrało, skoro opuściliście ich po zaledwie jednym albumie?


Masz absolutną rację! Osmose to profesjonaliści, z którymi wciąż jesteśmy w dobrych relacjach, ale faktem jest, że jeśli chodzi o dystrybucję i promocję, ich możliwości działania były dość ograniczone. Dlatego właśnie zdecydowaliśmy się podpisać kontrakt z Season of Mist. Dostawaliśmy zbyt wiele sygnałów od fanów, którzy nie byli w stanie nigdzie na rynku dopaść naszych albumów. Nie mogliśmy dłużej godzić się na taki stan rzeczy.


"Asylum Cave" to pierwszy owoc kontraktu z Season of Mist. Jak trafiliście pod ich skrzydła? Jakie są wasze oczekiwania?


Na razie współpraca z SoM układa się znakomicie. To wytwórnia wyposażona w paletę środków, dzięki którym Benighted ma szansę zawojować nowe obszary - ma znacznie lepszą dystrybucję, organizuje kapelom duże trasy zarówno w Europie, jak i poza nią, gdziekolwiek tylko jest to możliwe. Wszystko wskazuje na to, że Benighted jest świetnie rozpoznawalną marką w Ameryce Południowej, dociera do nas stamtąd masa bardzo pozytywnych głosów od fanów. Byłoby fantastycznie, gdyby zespół miał okazję dotrzeć tam i pokazać, co potrafi zdziałać na żywo, czym jest, kiedy wkroczy na scenę!


"Asylum Cave" to płyta pełna niespodzianek. Z każdym przesłuchaniem odkrywam w niej coś nowego, jakiś niezauważony wcześniej, ciekawy smaczek. To swoisty ewenement w świecie brutalnego technicznego death metalu, w którym, co tu kryć, dominuje przecież nuda.


Dzięki za miłe słowa! Zdecydowanie nie postrzegamy Benighted jako kapeli grającej techniczny death. Nasza, nazwijmy to, wydajność i sprawność na scenie, zdolność do zagrania utworów z płyty w wersji 'na żywo' stanowi dla zespołu podstawową wartość. To rzecz zdecydowanie ważniejsza od pokazu instrumentalnych umiejętności! Benighted to przede wszystkim kapela od grania na scenie. Zawsze, kiedy pracujemy nad nowymi utworami, dbamy o to, by były zaskakujące, wolne od nudy. Dlatego tak lubimy stosować różne nietypowe czy niekiedy nawet zabawne rozwiązania. Dzięki nim materiał  jest bogatszy. Z drugiej strony nigdy, rzecz jasna,  nie zapominamy o naszym podejściu do ekstremalnego grania, pamiętamy o istocie Benighted. I jeśli parkiet pod sceną płonie, kiedy w trakcie naszych koncertów łamią się karki, a ludzie wracają do domów totalnie wyczerpani, Benighted osiąga swój cel!


Spotkałem się z porównaniami waszego grania do Dying Fetus. Jeśli mam być szczery, trudno mi się z tym zgodzić. Wasze brzmienie nie przypomina ani Fetus, ani innych kapel zza oceanu. Produkcja "Asylum Cave" jest faktycznie bardzo czysta i precyzyjna, ale mimo wszystko zdecydowanie bardziej naturalna i organiczna (na przykład brzmienie bębnów) aniżeli w przypadku wielu amerykańskich kapel. Co ty na to?


Mamy w składzie niesamowitego perkusistę. Przy rejestracji najnowszego albumu szczególnie zależało mu na tym, by perkusja brzmiała tak samo naturalnie, jak ma to miejsce na scenie. Kevin korzysta z triggerów tylko na podwójnej stopie. Chyba nikt w zespole nie chciałby słyszeć w muzyce Benighted syntetycznych, mechanicznych niby-bębnów... Co do Dying Fetus, zgadzam się, że nasze granie nie ma z nimi zbyt wiele wspólnego, no, może za wyjątkiem tego specyficznego groove. Tak czy owak, wszyscy bardzo cenimy i szanujemy tę kapelę! Byłoby zajebiście zagrać kiedyś wspólną trasę!


Dlaczego album zarejestrowaliście w Niemczech pod okiem Kristiana Kohlmannslehnera?


W Kohlekeller Studios powstały cztery ostatnie albumy Benighted. Za każdym razem odkrywaliśmy z Kristianem nowe sposoby na to, by brzmienie Benighted stało się jeszcze bardziej potężne. Dopracowywaliśmy kolejne detale, przez co zawsze udawało nam się zrobić krok naprzód względem rezultatu osiągniętego na poprzednim materiale. Kristian to nasz stary dobry kumpel. Zawsze odwala kawał znakomitej roboty, ma niesamowite ucho, a przy tym jest stuprocentowym profesjonalistą! Poza tym, czujemy się tam jak w domu. Zawsze, kiedy danego dnia praca w studio dobiega końca, wszyscy razem ruszamy w miasto poimprezować, wypić parę piw z chłopakami z Crematory czy Disbelief, którzy mieszkają nieopodal. To właśnie w studiu Krsitiana Benighted odnalazł swój unikalny, niepowtarzalny sound, za co jesteśmy i zawsze będziemy mu wdzięczni. Nie bez znaczenia jest też fakt, że kiedy jestem w Niemczech, Kristian sprzedaje mi newsy na temat tego, jak nasz zespół jest tam odbierany, co się o nim mówi i takie tam.


Na nowym albumie doskonale wyważyliście elementy death metalu, grindu, nawet modern metalu. Czy ta mikstura to efekt waszych zróżnicowanych gustów muzycznych? Zanim przystąpicie do pracy nad materiałem, przyjmujecie jakieś założenia?


Każdy z nas pozostaje pod wpływem zupełnie innej muzyki, czerpie inspiracje z innych dźwięków. To jest chyba nasza najskuteczniejsza broń w Benighted. W trakcie tworzenia materiału, wszystko dzieje się w zasadzie instynktownie. Rozumiemy się na tyle dobrze, że obywamy się bez nadmiaru słów, nie musimy wszystkiego omawiać, to coś na kształt komunikacji na wyższym poziomie wtajemniczenia. Wszyscy członkowie kapeli zaangażowani są w pracę nad każdym kolejnym utworem, każdy poddaje reszcie swoje własne pomysły. Dzięki temu cały ten chory stuff zawsze brzmi jak Benighted! Jeśli chodzi o ostatni album, nie przyjmowaliśmy żadnych założeń, poza jednym - stworzyć prawdziwego audio-killera, który z miejsca chwyci słuchacza za gardło i nie puści aż do jego ostatniego tchnienia.


Jak wygląda podział pracy w Benighted? Kto odpowiada za muzykę, teksty?
 

Nasz sposób tworzenia jest zawsze taki sam. Olivier, Liem albo Eric podsuwają pomysły na riffy, z ogólną koncepcją kawałka. Na tej podstawie wszyscy razem pracujemy nad strukturą, aranżacjami, podziałami utworu, etc.  A liryki to wyłącznie  moja działka.


W "Drowning" użyliście scratchingu. Z kolei w "Grind Wit" z poprzedniego albumu ("Icon") znalazł się hiphopowy fragment, z tekstem w waszym ojczystym języku. Skąd takie pomysły?


Jak wspomniałem, lubimy wplatać w muzykę różne zaskakujące, nieoczywiste elementy. Nie ma tu dla nas żadnych ograniczeń. Jedyne, co się liczy, to odpowiedni rezultat! Hiphopowa wstawka w 'Grind Wit' została generalnie bardzo dobrze przyjęta; dobrze pasowała do riffu, całość świetnie się razem komponowała. Na nowej płycie również znalazło się trochę eksperymentów, scratche to tylko jeden z nich! (śmiech)


Pamiętam, jaki szok wywołał podobny zabieg w wykonaniu Disharmonic Orchestra. To jednak miało miejsce blisko 20 lat temu. Czy dzisiaj spotykacie się czasem z zarzutami o brak zachowania czystości gatunkowej?


Nie, niczego takiego sobie nie przypominam. Na pewno dotarło do nas wtedy kilka głosów na 'nie', paru osobom ten fragment wyraźnie nie przypadł do gustu, ale przynajmniej ci, którzy nas krytykowali, nie mogli powiedzieć, że w naszej muzyce nie dzieje się nic ciekawego!


"Asylum Cave" to album bardziej niż kiedykolwiek wcześniej urozmaicony wokalnie, między innymi dzięki udziałowi zaproszonych gości. Dlaczego zaprosiłeś do współpracy właśnie tych krzykaczy?


To po prostu nasi starzy przyjaciele, a przy okazji znakomici wokaliści! Sven z Aborted jest dla mnie jak brat, dzieliliśmy scenę już tak wiele razy, że nie jestem w stanie ich zliczyć! Z kolei z Mike'em z Devourment jesteśmy w kontakcie od lat, jestem wielkim fanem Devourment. Mike z wielkim entuzjazmem podszedł do propozycji zaśpiewania na nowym Benighted. Ich udział to naprawdę świetna rzecz, ci goście to wokalne potwory!


Masz imponujące warunki wokalne, z łatwością przechodzisz od growlingu do grindowej maniery. Czy i ewentualnie jak pracujesz nad głosem? Ćwiczysz emisję, techniki oddychania, etc?


Dzięki, stary! Zawsze staram się poszukiwać takiej maniery wokalnej, która odpowiednio urozmaici ścieżki wokali na każdym kolejnym albumie. Nie stosuję żadnych ćwiczeń ani technik oddychania. Trudno to wytłumaczyć, ale po prostu 'testuję' gardło na różne sposoby do momentu uzyskania takiego efektu, o jaki mi chodzi, jaki w pełni mnie satysfakcjonuje. Nigdy nie zarejestrowałbym w studio wokali, co do których nie byłbym w stu procentach pewien, że będę w stanie w pełni odtworzyć je w warunkach scenicznych.


"Asylum Cave" to opowieść o schizofreniku, zafascynowanym postacią Josefa Fritzla. Powiedz parę słów o tym koncepcie, dlaczego zainteresowaliście się akurat tym tematem?


Ten pomysł przyszedł mi do głowy nieco ponad rok temu, po rozmowie z jednym ze schizofreników w szpitalu, w którym pracuję (Julien jest pielęgniarzem w szpitalu psychiatrycznym - przyp. red.). Opowiedział mi, jak to w czasach jego dzieciństwa, wszelkie jego strachy i obawy ogniskowały się wokół piwnicy w jego domu rodzinnym. To sprawiło, że zacząłem rozmyślać o małym, ciemnym 'pokoju', który każdy z nas skrywa gdzieś w swoim wnętrzu i który zawsze powinien pozostać szczelnie zamknięty, by uchronić nas przed szaleństwem, przed chorobą psychiczną. Koniec końców, myśli o piwnicy doprowadziły mnie do rozważań o przypadku Fritzla. Tak narodził się koncept opowieści o obłąkanym człowieku, który przerywa leczenie, wierząc, że ma w swojej piwnicy coś, 'rzecz', która jest jego niewolnikiem i której może zrobić wszystko. Jego opętane majaki rozbudziła sprawa Fritzla, którą zobaczył w telewizji.


Tekst do utworu "Fritzl" powstał w języku niemieckim. Z kolei w kawałku tytułowym oraz w "Hostile" użyliście francuskiego, skąd ten zamysł?
 

Na każdej z płyt Benighted pojawiały się utwory pisane w naszym rodzimym języku. Tym razem, biorąc pod uwagę, że koncept albumu oparty został na historii Austriaka, który przyczynił się do rozbudzenia schizofrenicznego delirium u innego szaleńca, uznaliśmy, że utwór ten powinniśmy napisać po niemiecku. To także rodzaj hołdu złożonego naszym niemieckim i austriackim fanom, ze strony których zawsze mieliśmy solidne wsparcie!


Zamierzacie promować "Asylum Cave" na koncertach?


Jak najbardziej! W kwietniu zaliczyliśmy krótkie Unleash The Hostile Tour po Francji, kolejne plany to Neurotic Death Fest w Holandii, a po nim niemiecki Summer Breeze. Ustalamy daty koncertów do końca tego roku, zanosi się, że będziemy supportem dla dużego zespołu w trakcie jego europejskiej trasy!


Dzięki i powodzenia! Ostatnie słowo należy do ciebie.


Wielkie dzięki za ten wywiad! Czekam niecierpliwie na dzień, w którym wreszcie zawitamy do Polski z najnowszym materiałem i pokażemy polskiej publiczności, czym jest Benighted na żywo! Jeden z najlepszych komplementów pod adresem zespołu, jaki dane mi było usłyszeć, brzmiał mniej więcej tak: Benighted jest jak ciężarówka pełna świń, która z impetem roztrzaskuje się o mur - ryk, krew, chaos, śmierć i zniszczenie!!!

Nic dodać, nic ująć


Szymon Kubicki
Małgorzata Napiórkowska-Kubicka

Popestar Ghost

Jako jeden z nielicznych w redakcji naszego magazynu uparcie bronię Ghost.

Gramy dalej

9 /10
Breaking Habits Meller Gołyźniak Duda

Wreszcie doczekaliśmy się polskiej supergrupy z prawdziwego zdarzenia. Nie jakiejś tam odpustowej zgrai muzykantów do kieliszka, ale ekipy złożonej...Gramy dalej

8 /10
Testament ocena 8
Brotherhood of the Snake
Gatunek: Thrash metal
When The Smoke Clears
Gatunek: Hardcore
Shklo ocena 7
Shklo Music
Gatunek: Alternatywa
Zobacz wszystkie